Bali – dzień 10

Atrakcje, jakie oferuje Bali przerosły moje wyobrażenia.
Do paradowanie w świątyniach we wzorzystych sukienkach sarong, które są nieodłącznym elementem każdego dnia szybko zdążyliśmy się przyzwyczaić.

M ze swoim rozbrajającym uśmiechem stwierdził, że poniekąd mamy to w genach.
Przywykliśmy też do nieznośnych małp, które zaczepiają nas w każdy możliwy sposób byleby tylko zwrócić na siebie uwagę. Nawet, gdy niespodziewanie wskakują mi na plecy albo obejmują za szyję stanowią dodatkową atrakcję odwiedzanych miejsc i okazję do niecodziennych zdjęć.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bali – dzień 9

Mój facet na basenie wzbudza powszechny zachwyt, lód szybciej topnieje w drinkach, mleczko do opalania ścina się na gęsto a panny wodzą błędnym wzrokiem, gdy mój włoski Andy Garcia bierze prysznic przy basenie zarzucając kruczoczarnymi włosami na prawo i lewo. Odkąd podłapał promieni słonecznych i jego skóra stała się prawdziwie brązowa zdarza mi się nagle tracić dla niego głowę targany niepohamowanym pragnieniem doprowadzenia go do łóżka.
Odkąd jesteśmy razem wciąż zdarza mi się oglądać za innymi mężczyznami. Tyle, że po szybkiej ocenie atrakcyjnego opakowania przychodzi moment zastanowienia. Próbuje wtedy wyobrazić sobie jak to jest obudzić się przy kimś takim rano i nie chcieć żeby już sobie poszedł. M to też testosteron, ma urodę południowca, mało czym mnie irytuje poza tym gotuje, sprząta i ma jaja.
Tylko w tych swoich czarnych kusych slipkach na plaży zamiast przepisowych bermudów wyglądał jakby zerwał się choinki wzbudzając bardziej poruszenie niż zachwyt.

Bali to wymarzone plaże i zachody słońca niczym z obrazka w katalogu biura podróży.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bali – dzień 8

Jest tak jak zaplanowaliśmy na nasz urlop.
Luksusowy hotel przy plaży, z dużym barem w basenie żeby można było pływać i jednocześnie gdy przyjdzie ochota sączyć kolorowe drinki, posiadający wszystkie wygody pokój z tarasem, rajskim ogrodem i mega przestrzenną łazienką.
W hotelu najwięcej spotkać można Japończyków i Anglików, natknęliśmy się też na rodaków wśród których wzbudzamy niezdrowe emocje. Najbardziej rozbawił mnie jeden komentarz dwóch Polek które często spotykamy przy basenie: „my to mamy pecha, tacy fajni ci obok, ale szkoda że pedały”

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bali – dzień 5

Macanki i przytulanki z różnej maści jaszczurami, waranami, smokami komodo i kameleonami, widok stada pelikanów dumnie przechadzających się po tarasie restauracji i zaglądających do mojego talerza były największymi atrakcjami zoo.
Hitem okazał się sławny nietoperz z Bali, na zdjęcie którego czekają wszyscy moi znajomi.

Niestety M nie oglądał Lejdis i możliwość bliskiego obcowania z tym ssakiem nie była dla niego atrakcją samą w sobie a wyłącznie obrzydliwą koniecznością…
 
Nasze podróże po wyspie to przede wszystkim niespotykane widoki pól ryżowych, wszechobecnych świątyń i całych trzy- czy czteroosobowych rodzin podróżujących na jednym motocyklu.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Yogyacarta – dzień 3

 

Będąc już tak daleko szkoda było nie polecieć, chociaż na jeden dzień na Jawę.
Megalityczne Borabodur w środku spalonej słońcem dżungli zrobiło wrażenie. Pamiętam z dzieciństwa jak z zachwytem 7latka oglądałem obrazki w albumie opisujące to miejsce i jak bardzo marzyłem wtedy żeby moc je kiedyś zobaczyć

Najtrudniej jest tutaj nie przejmować się widokiem prawdziwej biedy i ignorować wszelkie zaczepki.
W oczach miejscowych jestem turysta z odległego wiec bogatego kraju Polandii, którego nazwy nie potrafią nawet poprawnie wymówić.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bali – dzień 1

Wreszcie u celu naszych wakacji. Dziwne to uczucie wyjść przed lotnisko w egzotycznym kraju i zobaczyć swoje nazwisko na dużej kartonowej kartce po środku tłumu.

Gościnność Balijczyków jest powszechnie znana. Po czym rozpoznać ze w pokoju była pokojówka? Czy po tym ze łóżko jest pościelone? Nie. Po tym że barek pełny? Też nie. Po tym że w muszli klozetowej pływają płatki kwiatków.

A propos kwiatów mają fioła. Pierwszego dnia na własne życzenie zamknęliśmy się w SPA. Najpierw nas wymasowali od stop do głów, potem wcierali różne błotne papki i substancje kleiste, kazali wąchać aromatyczne pachnidła, na koniec zbryzgali jogurtem i kazali taplać się w ogromnej wannie w kształcie nerki wyścielonej płatkami dwukolorowych kwiatów ułożonych w kształt serca. Ta scenka niczym gejowska wersja Kleopatry w scenerii drewnianych stylowych mebli, indonezyjskich figurek o fallicznych kształtach, przy takcie muzyki i unoszącej się woni kadzidełek to prawdziwie cukierkowy finał i jednocześnie najbardziej traumatyczne przeżycie.

Potem jeszcze tylko w restauracji wetknęli mi kwiatek za ucho i z tak wpiętym kazali paradować po restauracji w której jedliśmy kolacje.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Singapur – dzień 3

Na wspólną pierwszą wakacyjną kolację wybraliśmy Equinox na 70. piętrze naszego hotelu, specjalnie zarezerwowałem stolik przy oknie by swobodnie móc napawać się prawdziwie dech zapierającym widokiem całej metropolii.

M świeciły się oczy od całej tej barwnej otoczki.
Lampka moet, butelka czerwonego wina, romantyczne pogawędki długo pozwalały cieszyć się nam tym wieczorem.
Dopiero po powrocie do pokoju, gdy na lekkim rauszu odegraliśmy scenkę rodzajową pt. wódz-wampir wielka dzida porywa bezbronną ofiarę, wnosi ja na szczyt swej wieży by tam wyssać z niej życie do ostatniej kropelki niespodziewanie dało o sobie znać zmęczenie różnicą czasu i obaj zasnęliśmy snem kamiennym…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Singapur – dzień 2

Nasz trzy dniowy stopover w tym małym państwie-mieście z założenia miał być wygodny i elegancki dlatego wybraliśmy najwyższy w Azji the Stamford.

Singapur to bez wątpienia raj zakupowy: towarów luksusowych jest w bród, kuszą cenami o wiele niższymi niż te same oferowane w markowych sklepach na Banhofstrasse w Zurychu.
Nasz hotel tworzył z centrum handlowym jeden kompleks. M przypadło to do gustu że zakupy mógł robić teoretycznie nie wychodząc spoza budynku. Całkowicie uległ magii tego miejsca i przy każdej nadążającej się okazji buszował po sklepach i butikach. Myślałem że chociaż mi uda się oprzeć całej tej szopce spowodowanej szaleństwem zakupowym, ale moja próżność została wystawiona na wielką próbę w strefie bezcłowej na chwilę przed dalszą podróżą do Denpasar.

 Azja ma dla mnie słodkawy zapach zmieszanego powietrza i spalin. Sam Singapur jest czysty, kolonialny, zorganizowany, strzelisty, kolorowy, parny i wielokulturowy.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Singapur – dzień 1

 Chyba zrozumiałem, na czym polega ogólny zachwyt całej branży lotniczej nad Singapore Airlines – te linie mają najśliczniejsze stewardesy! Młode, zgrabne, delikatnie umalowane dziewczyny, gdy w pięknych, mocno przylegających stylizowanych na kimona kostiumach bezszelestnie przemieszczają się między fotelami pasażerów obdarowując ślicznym uśmiechem wyglądają prawdziwie zjawiskowo a facetom opadają szczęki.
Gdybym był hetero marzyłbym o spotkaniu takiej kobiety, kwintesencji kobiecości.
Poza tym zachwyca standard, oferowane w samolocie menu do wyboru i dobór bardzo eleganckich dodatków.
Marco nie mógł wprost wyjść z zachwytu nad wszystkimi gadżetami, dla niego była to pierwsza podróż na tak dalekiej trasie.

 Cały kilkunastogodzinny lot uprzyjemniałem sobie oglądając Sex w wielkim mieście i kolejne odcinki zagadek CSI raz po raz zapadając w krótki sen.
Wysiadając na moment rzuciłem okiem w stronę przedniej części samolotu. Zamarzyło mi się polecieć kiedyś tą linią w klasie suite…
Changi całe wyłożone jest barwną wykładziną, poza tym jest jednym z niewielu lotnisk na świecie oferującym darmowy, bezprzewodowy internet.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Londyn – Richmond

Słowa znowu powoli zaczynają zamieniać się w czyny. Po kolejnych rozmowach telefonicznych wreszcie przyszła pora na poznanie na żywo swojej nowej przełożonej – to będzie już 5 odkład zaczęła się moja szwajcarska przygoda.
Spodobała mi się wizja nowego stanowiska: jeszcze więcej wyjazdów, hoteli i życia na walizkach, mniej siedzenia za biurkiem, powtarzalnych codziennych czynności a więcej spontanu, o wiele większy zasięg: lokalne zmienia się w globalne, dodatkowe elektroniczne gadżety, więcej spotkań z ludźmi, więcej swobody, możliwości, więcej intensywnej pracy ale też większa radocha, poza tym dodatkowo bardzo stymulująca perspektywa szefowej siedzącej na drugim krańcu globu i nie sterczącej nad moim biurkiem, wiecznie trującej mi dupe.
Cały wtorek mieliśmy dla siebie. Wspólny lunch i długi spacer po mieście – po co siedzieć w salce konferencyjnej jak rozmawiać można spacerując. Dla niej była to jedyna okazja żeby zobaczyć trochę Szwajcarii…

Reakcja łańcuchowa wymusiła na nas krótki roboczy wyjazd do Londynu.
W hotelu na powitanie lampka szampana, kurtuazyjna wymiana uprzejmości, standardowe pytania o nazwisko i adres zamieszkania, lunch w hotelowym barze i … spotkania z rodakami.
Nie wiem co jest z niektórymi Polakami pracującymi w londyńskich hotelach, wstydzą się kim są i co robią, wstydzą się mówić po polsku, czasem jak odkrywają że gość hotelowy do Polak robią się nienaturalni i lekceważący jakbym był rodakiem, który przyjechał odebrać im pracę. Nie kupuję wytłumaczenia, że w pracy nie wolno rozmawiać im po polsku. Pamiętam jak w czasie studiów sam szorowałem toalety w Stanach, nigdy tego nie ukrywałem a z perspektywy czasu nie uważam tamtych wakacji za straconych.

Na pamięć nauczyłem się trasy taksówki z City do Mayfair. Po mijanych punktach miasta nawet z zamkniętymi oczami potrafiłbym odgadnąć czas i dystans do celu podróży: Tower, St Magnus House, Upper Thames St, z dala London Eye i Big Ben, sfinks i lwy na Victoria Embankment, Trafalgar Square, National Gallery wreszcie Stratford – czuje że jestem w Londynie.

Nie mam przekonania do instytucji eskorta: czy w Polsce czy w Anglii, za 50zł czy 150funtów i tak nie przychodzą osoby ze zdjęcia – można się zrzygać. Zdarzają się przypadki takich co nieproszeni pakują się obcym do lóżka…
Głupiej torby życie nic nie nauczyło…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz