W czwartek utknąłem na lotnisku z powodu strajku Lufthansy nota bene akurat gdy leciałem spotkać się z ludźmi z ich partnerskiej spółki.
Dzień wcześniej zamówiłem bilet, CWT potwierdziło że ten lot nie jest odwołany, zapobiegawczo jeszcze przed pójściem spać śledziłem komunikaty na stronach linii. Dopiero przy odprawie spotkał mnie zonk, samolot miał nie wystartować a mojej rezerwacji nie mogli znaleźć w systemie.Gdy jedni starali się zmienić mi bilet ja wisiałem na telefonie próbując poprzekładać zaplanowane spotkania. W myślach żałowałem, że nie pojechałem pociągiem na zmianę z uczuciem wściekłości, że nikt mnie nie uprzedził choćby głupim smsem.
Carlson zadzwonił do mnie przed 10 najpierw nieśmiało próbując wybadać czy już wiem że anulowano mój lot…
Siedząc na lotnisku w Zurychu usłyszałem jak ogłaszają lot do Dublina i wywołują nazwisko mojej koleżanki z działu prawnego. Rozmawiałem z Pamela dzień wcześniej dlatego wiedziałem że to jej samolot. Coś mnie tknęło i postanowiłem do niej zadzwonić. Odebrała od razu, zapytałem ją gdzie jest i czy leci dziś do Dublina. Spokojnym głosem potwierdziła. Ponowiłem pytanie tłumacząc, że właśnie ogłaszali last call na jej połączenie a ona zdziwiona tłumaczyła że nie rozumie żartu. Uświadomiłem ją że też jestem na lotnisku, podałem numer jej lotu i numer bramki, prosiłem żeby jeszcze raz popatrzyła na swój bilet. Nim przerwało nam połączenie usłyszałem głośne „fuck”. Po kilkunastu sekundach dostrzegłem ją biegnącą przez środek hali, z całym majdanem toreb, próbującą przecisnąć się przez tłumy pasażerów, machającą w moją stronę i wykrzykującą „ Piotr, thank you, thank you, thank you” i wysyłającą w moją stronę serie całusów.
Nasze spotkanie rozpoczęte z poślizgiem i zamieszanie spowodowane strajkiem były źródłem paru niewybrednych żartów.
Powrót znowu okazał się przygodą. Mój bilet został anulowany, w systemie rezerwacji niczego nie mogli znaleźć a mnie odsyłano z jednego okienka do drugiego. Było potwornie gorąco, z nieba lał się żar a ja wbity w garnitur i krawat znosiłem to wszystko dzielnie przez prawie godzinę. Po trzeciej próbie „spuszczenia mnie na drzewo” odezwały się głęboko skrywane pokłady bycia bardzo skutecznym w egzekwowaniu swoich praw i dopiero takie zachowanie poskutkowało natychmiast..
Z domu napisałem skargę w formie dzielenia się własnymi doświadczeniami z podróży. W ramach zadośćuczynienia Lufthansa podarowano mi mile – akurat starczy na darmowy lot gdzieś po Europie.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.