Ucieszyłem się na ten wyjazd bo to zawsze jakaś odmiana od szwajcarskich landszaftów. Zorganizowałem sobie podróż tak, by w niedziele wieczorem spotkać się z kolegą z dawnej pracy i razem wyskoczyć na piwo do pubu.
Wcześniej wypadało przygotować się do tego wyjazdu, bo nie jechałem tam turystycznie, ale w tygodniu były ważniejsze rzeczy, dni mijały i co wieczór przed pójściem spać obiecywałem zająć się tym jutro, ale albo nie znajdowałem w ogóle czasu albo wypadało mi cos lub ktoś albo po prostu akurat cos przyjemniejszego było na widoku…
Mój ragazzo mnie rozczula. Spotkaliśmy się w czwartek u niego w domu na kolacji. Specjalnie dla niego wyszedłem tego dnia wcześniej z pracy. Najpierw przyjechał mnie odebrać a zanim zdążyliśmy do niego dojechać umówiliśmy się już na sobotę. Marco zaproponował mi bym się do niego wprowadził po tym jak, jego zdaniem, przypadłem do gustu jego kotu. Jako niespodziankę zainstalował w domu kablówkę z TV Polonia. Kątem oka oglądałem powtórkę 1478 odcinka Klanu co chwila słysząc jak Marco próbuje powtarzać usłyszane w tv słowa.
Dublin. Nie chciałbym mieszkać w tym mieście. Odstrasza mnie tam ten niezorganizowany tłum na O’Connell, te wszystkie stare, obdrapane i jakby brudne budynki. Podoba mi się typowo angielska architektura lubię atmosferę pubów, ale nie potrafię pozbyć się złudzenia, że wszystko wokół jest pokryte bardzo starym brudem, jakby niedomyte, zdezelowane, działa albo trzyma się na słowo honoru i zaraz tak naprawdę runie komuś na głowę…


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.