Jeszcze tylko dokończyć dokumentacje dla Gniazdka Puriny i mogę pakować swoje szuflady.
Już wiem, kto będzie wdrażał mnie do nowego projektu. Pan super Ciasteczko w fajnym opakowaniu. Niezmiernie jestem ciekaw czy prócz przykuwającej uwagę powierzchowności ma też kwalifikacje.
Intuicyjnie założyłem, że przebywanie ze sobą będzie przyjemnością, bo samo patrzenia na jego uśmiech w garniturze białych zębów motywuje mnie wystarczająco do wytężonego wysiłku intelektualnego. Przecież nie skompromituje się zawodowo przy takim atrakcyjnym podmiocie…
Przy okazji na pewno poznamy się bliżej, na pewno skuszę się szansą wypróbowania na nim paru „swoich” sztuczek.
Do niczego jednak oczywiście nie dojdzie, bo nie pozwoli mi na to mój głęboko zakorzeniony profesjonalizm zawodowy. Przecież swoich nigdy nie tykam… Jak do tej pory… No z jednym, małym wyjątkiem.
Ok, nie należy mówić nigdy.
Wczoraj chłopaki moich lasek chcieli wyciągnąć mnie do kina na „300”. Na dobrych chęciach z mojej strony się skończyło, bo do domu wróciłem dziwnie zrypany i nie ruszyłem się nawet na basen. Za to z przyjemnością wyskoczyłem z nimi na kilka piwek do Mleczarni.
Po 22. byłem jednak z powrotem w domu – przypadkiem zorganizowałem sobie przyjemną niespodziankę, tak w sam raz na miły koniec dnia…
O ile moja samowystarczalność go nie zniechęci, nawiążemy dłuższą znajomość.
Zorganizowałem dla przyjaciół zaległą parapetówę, z lekkim, bo półtorarocznym poślizgiem, ale liczy się, że w końcu ich zaprosiłem. Dzięki technice XXI wieku, czyli laptopowi z kamerą, urządziliśmy videokonferencję z przebywającą za „wielka wodą” G.
Jakby to chłodno przekalkulować, gdy wróci, nie będę musiał już organizować dla niej poprawki z imprezy, bo na parapetówie jakby nie patrzeć tak prawie to była…
Wyciągnąłem pewien morał z tej imprezy. Jeśli chcesz kogoś uziemić na prawie dwa dni, przyprawić o niezły ból głowy, zwał, który nie pozwoli normalnie funkcjonować należy serwować drinki w postaci wódka biała + sok pomarańczowy + szampan w proporcji 1:2:2 – efekt gwarantowany.
Wiem, bo przeżyłem.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.