ważna chwila

papież podobno jest bardzo chory, umiera…
jest mi go szkoda, trochę smutno mi z tego powodu.

Widzialem sie z SMS i kedurem – fajne chłopaki z nich obu…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Nara tata link czyli Passion For the Customers

Ostatni dzień szkoleń odbywał się w bardzo luźnej atmosferze.
Podczas temabuilding dowiedziałem się że mógłbym zabijać innych swoim wzrokiem.
Baba o czerwonych włosach usilnie próbowała indoktrynować mnie regułami panującymi w firmie.
Początkowo nie brałem za bardzo udziału w ćwiczeniach – ponoć bardzo żywo reagowałem mimiką.

Czego chciałbym się nauczyć w najbliższym czasie?
Po pierwsze, umiejętności słuchania innych
Po drugie, nabycia swobody w poruszaniu się wewnątrz struktury organizacji, umiejętności dotarcia do interesujących mnie informacji.
Po trzecie, szukania w każdym potencjalnego asa/lidera.
Po czwarte, KISS – keep it short and simple.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Drugi dzień szkoleń

Od rana trwały szkolenia i kolejne wykłady. Powoli zaczynamy się wszyscy ze sobą poznawać, zdecydowanie lepiej nam się rozmawia.
Obawiałem się trochę dzisiejszego dnia bo większość wykładów miała dotyczyć (z definicji nudnych spraw i tematów) prawa, bhp, 6sigma, ISO. Po raz kolejny zostałem zaskoczony, że jednak najnudniejszą treść można przedstawić w ciekawy sposób.
Największą radość sprawił nam bhpowiec opowiadający jak „mocno i skutecznie załadować od tyłu” gdy ktoś przypadkiem się zakrztusi, gdzie i w jakich odstępach czasowych kobiety w okresie karmienia piersią powinny „spuszczać się” do butelki, lub na jaka odległość mogą przenosić 20kilogramowe ciężary.

Podczas lunchu dosiadła się do mnie moja fanka i oznajmiła mi, że najprawdopodobniej będzie wracała dziś do wawy, bo narzeczony załatwił dla nich jakieś fajne bilety na koncert.
Odetchnąłem z ulga, że mając do wyboru mnie i swojego narzeczonego wygrał u niej zdrowy rozsądek i jednak opamiętała się wybierając towarzystwo narzeczonego.

Na koniec ostatniego modułu wykładów obdarowano wszystkich firmowymi gadżetami. Ludzie wychodzili z galerii jak żywe, ruchome reklamy naszej firmy…

Mam już bilet na samolot, komplet informacji o tym co, gdzie na miejscu i jak, no i poznałem nazwisko swojego przyszłego szefa.

Wreszcie dotarł do mnie list wysłany od W ze zdjęciami z imprezy na Fire Island. Nie powiem, że by mi się tam nie podobało…choćby ze względu na same wrażenia estetyczne -tylu fajnych męskich, zadbanych facetów, ale buty na koturnach nie jest to coś co tygryski lubią najbardziej…
Jak dla mnie taki styl jest passe.

Wieczorem wstąpiłem do Zielonej Latarni pożegnać A.S. odlatującą jutro do Larnaki.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Zaczęliśmy tworzyć dziś historię

W nocy miałem jakby prorocze sny a propos nieuchronnie zbliżającego się szkolenia w Barcelonie. Przyśniła mi się nawet laska, która nagabywała mnie cały wieczór o wspólną kolację.

Dziś od rana trwały szkolenia. Dostałem całą mase kser i innych gadżetów. Prezentacje dyrektora europejskiej części koncernu, mieszały się z informacjami przekazywanymi przez dziewczynę z HR, szefa IT, kogoś z payroll i Travel Department, kaleczącej język angielski francuskiej specjalistki od szkoleń. Po mimo przerw i wspolnie zjedzonego lunchu po kilku godzinach czułem się nieźle przytłoczony ogromem nowych informacji, które w nas pompują.
W Logokotku gdy jechałem w delegację wystarczyło zgłosić to Ewci i zorganizować sobie bilet na InterCiote. Co najwyżej Ewcia mogła mi zrobić borutę, że nie napisałem jej tego na gadulcu…
W nowej firmie wyjazd w delegacje wymaga powiadomienia trzech osób, pracujących w trzech różnych działach na terenie Polski i dodatkowo Niemiec, wysłania maila do nich z prośbą o akceptację, kopii do wiadomości do własnego menadżera i wypełnienia jakiś wniosków on-line. Ogólnie strach człowieka bierze na myśl o delegacji.

W związku ze szkoleniem w Barcelonie zaczyna się o nim głośno mówić.
Dziś w trakcie kilkugodzinnej prezentacji dyrektora europejskiej części firmy, który zachęcał nas do zadawania pytań jako jedne z pierwszych usłyszał m.in.
„czy w hotelu będą suszarki do włosów”?,
„czy skoro każdy ma własną korporacyjną kartę kredytową, którą reguluje własne rachunki podczas tych 3 tygodni pobytu w Barcelonie, czy powinniśmy brać 13 taksówek z lotniska do hotelu”?,
„czy jak nic nie będę jadł przez 3 tygodnie to wypłacą całość diet w złotówkach”?
„czy kartą kredytową można płacić za okulary słoneczne i krem do opalania z filtrem”?

Szef chyba w nas zwątpił a ja miałem mokro w majtach na koniec dnia…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kolacyjka

Od dnia kiedy dowiedziałem się, że dostałem się do nowej firmy całe moje życie zostało podporządkowane tylko temu wydarzeniu. Musiałem prędko podpisać nową umowę, lojalkę, zgodę na wyjazd do Barcelony, złożyć wypowiedzenie w poprzedniej firmie, wniosek o AmEx, zrobić kopię sterty dokumentów i zaświadczeń, potem obowiązkowe badania, spotkać się i pochwalić przed znajomymi swoim bądź co bądź sukcesem.

Po trzecim etapie interview z nową panią prezes byłem pewny, że nic z nowej pracy nie będzie, że nie spodobałem się, bo w jej mniemaniu miałem za wysokie kwalifikacje. Nie usłyszałem definitywnej odpowiedzi negatywnej, ale także nie zaproponowano mi niczego konkretnego. Cały mój zapał opadł, bo znalazłem się nijako w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony miałem kwalifikacje za wysokie, a z drugiej za niskie, żeby aplikować na inne stanowiska gdzie wymagane było 2-3 letnie doświadczenie.

Wieczorem o 19.30 w restauracji hotelu Radisson odbyła się uroczysta kolacja dla naszego nowego zespołu. Kolacja początkowo była bardzo formalna, dopiero z czasem wszyscy jakby zaczęli zachowywać się bardziej naturalnie. Pierwszą osobą, która poznałem była K.C. – siedziała sama w hotelowym lobby wbita głęboko w sofę, wyglądała na jakby wystraszoną.. W firmie będą pracować sami młodzi ludzie, większość od razu po studiach (niektórzy wyglądali na naturszczyków). Byłem pozytywnie zaskoczony dwoma rzeczami: ich znajomością języków obcych oprócz angielskiego – przewijały się: szwedzki, fiński, węgierski, litewski, duński, turecki oraz niewątpliwą urodą niektórych lasek. Po prostu szok.

Śmieszyła mnie za to nienaturalność w zachowaniu się w restauracji, przerażenia w oczach na widok kilku par sztućców, kieliszków i groma talerzy, talerzyków i spodeczków. Gdyby nie mój ojciec pewnie i mnie paluchy powpadałyby do żarcia.
Najlepsze wrażenie zrobiły na mnie dziewczyny z oddziału w stolicy, ale widać, że były one zaprawione już w takich imprezach, zwłaszcza, gdy serwuje się dużo wina. Jedna koniecznie domagała się deklaracji z mojej strony, że przed jej powrotem do wawy wybierzemy się jeszcze na kolację do Massimo. Nie zraziła jej nawet perspektywa wyjścia tylko we dwoje – choć była świeżo zaręczona uparcie twierdziła, że sam na sam może być nawet fajnym doświadczeniem.

Na nasz stół spoglądało wielu gości hotelowych. Patrząc w stronę baru nabrałem nawet chęci bliższego zapoznania się z co poniektórymi osobnikami tzw. płci brzydkiej, bo wyczaiłem paru naprawdę wartych grzechu.

Po kolacji razem z nową koleżanką od cigarette break wpadliśmy jeszcze do Highlandera na ostatni punkt tego niezapomnianego wieczoru.

Od jutra czeka nas dalsza część tej całej szopki.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Knajpiana środa

Rano po przebudzeniu, po porannym rytuale kubka kawy, papieroska, jogurtu, powtórkowego odcinka mMiłości, braku motywacji by wybrać się na siłownię, kilkukrotnym sprawdzeniu poczty emial oraz odebraniu porannych SMSów od fanów – siedziałem wygodnie na kanapie, w myślach próbowałem zaplanować swój cały dzień.

Niespodziewanie zadzwonił tato.
Jak zwykle bywało po takich telefonach już po niespełna godzinie siedzieliśmy Pod Jeleniem sącząc szklaneczkę whisky.
Zgodnie ze starym zwyczajem była świeża rybka w Akropolis, lody, kawka, paczka fajek, rozmowy o mojej pracy, kupnie mieszkania, wakacjach w ciepłych krajach, o tym co go w pracy wkurza, na co najbardziej narzeka, co mu przeszkadza, kto mu zalazł ostatnio za skórę i dlaczego. Czasami zupełnie niechcący przestawiałem go słuchać, wyłączałem się, bo przyglądałem się krzątającym się po sali zręcznie uwijającym się przy innych stolikach zapracowanym kelnerom. Nie bez znaczenia był fakt, że niektórzy wyglądali moim zdaniem bardzo apetycznie. Zwłaszcza jeden brunet wpadł mi w oko. Od niedawna musiał zacząć nosić okulary bo nie pamiętałem go takiego. Tato mówił do mnie a ja dziobiąc widelcem w swojej porcji sałatki greckiej, ukradkiem spoglądałem w stronę swojego obiektu fascynacji.
Nie owijając w bawełnę – myślami grzeszyłem z tym panem w najbardziej wyrafinowane sposoby.

Po południu dostałem propozycję spotkania się gdzieś wieczorkiem z Miss P i K. Zaproponowałem Massimo nie tylko ze względu na szansę natknięcia się na uroczego pana Karola, ale także na miły zwyczaj serwowania darmowego wina do posiłków, fajnej atmosfery tego miejsca i przepysznej włoskiej kuchni.
Nie przewidziałem jednego – skoro umawiałem się z Miss P. oznaczało to, że na bank należało spodziewać się oprócz niej całej świty koleżanek lub wianuszka adoratorów pochodzących (jak zwykle to bywało w jej przypadku) z krajów Europy południowej.
W restauracji siedzieliśmy nie w trójkę, ale w sześć osób, przy olbrzymim stole, na piętrze, w lekkim półmroku a wokół nas rozbrzmiewały cichutko nastrojowe kawałki.
Pana Karola nie było. Znany mi kelner z gayplanet ma samym początku niechcący oblał Szpare wodą, za co przyniósł nam ogromną karafkę wina.
Jak na absolwentów AE przystało przepuściliśmy nie mało kasy, ale za to przez 3 godziny z naszego stolika rozbrzmiewały wyłącznie gromkie śmiechy, wybuchy nagłej radości i żywe dyskusje na tematy błahe, mniej lub bardziej poważne.
O północy razem z K zrobiliśmy sobie spacer po Rynku a przed północą wylądowaliśmy jeszcze na szybkiej kawie w Planet.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Ostatni dzień

Dziś poraz ostatni byłem w swojej firmie. Nie myślałem, że po złożeniu wypowiedzenia tak szybko uda mi się rozliczyć ze wszystkich tematów i spraw które prowadziłem.
Wczoraj o 14. odbyłem ostatnią pogawędkę ze swoim szefem pazurojadem. Gdy wychodziłem z biura i zacząłem żegnać się z tymi, których miałem nie zobaczyc w dniu dzisiejszym (m.in i jego) wyszedł jakby specjalnie do toalety, trwał w tamtym miejscu dużo za długo i w konsekwencji nawet nie podał mi ręki na pożegnanie.
Rozczarował mnie.

Dziś za to pozytywnie zaskoczyli mnie chłopaki z zarządu, podoba mi się, że nie spalili ze sobą mostów, może jeszcze się przecież tak zdarzyć, że gdzieś kiedyś na siebie wpadniemy.

Z E. wypaliłem ostatnią fajkę na korytarzu, z D. poraz ostatni wyściskaliśmy sie na „do widzenia”. Było jej przykro, że tak nagle odszedłem.

Nawet K. wysłał mi smsa, że już mu mnie brakuje, upewnił się czy zabrałem swój kubek kawowy i narzekał że musi sam wychodzic dziś z biura po pracy.

Nie myślałem, że mam aż tyle fajnych wspomnień związanych z tą pracą, tym zespołem i miejscem.
Na koniec zaskoczyłem sam siebie.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

HaPek

Dostałem dziś propozycję pracy w międzynarodowym koncernie.

Proces rekrutacji trwał strasznie długo, moje emocje raz malały raz rosły, do końca nie wiedziałem jak wypadłem. Co innego mowiła mi kobieta z firmy rekrutacyjnej, co innego HR firmy a prezes zupełnie mnie zaskoczyła twierdząc, że mam za wysokie kwalifikacje…

3.04 lecę na 3 tygodnie do Barcelony.
Dostanę kartę American Express.
Dostanę prywatne ubezpieczenie zdrowotne.
Dostane bony, premie, dodatki i cały fringe benefits.
Czeka mnie cykl szkoleń i wyjazdy zagraniczne.

Podpisałem też lojalkę na 3 lata – zdaję sobie sprawę, że dopiero za kilka miesięcy będę wiedział czy aby nie podpisałem paktu z diabłem, ale na razie tylko się cieszę.

Wciąż jeszcze nie mogę w to wszystko uwierzyć. Jezu jak się cieszę!!!

A rano wychodząc do pracy myslałem o tym, że znów mamy poniedziałek i zaczynam kolejny długi tydzień. Usłyszałem „No me ames” w radiu i przez ułamek sekundy dopuściłem myśl, że „to” będzie dziś…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Nadzieja

Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia.
Wciąż mam nadzieję, że może jednak coś z tych rozmów wyjdzie, że skoro byłem na 3, w końcu coś mi zaproponują… nic już nie wiem.

Miałem dziś bardzo udany dzień w pracy, życze sobie więcej takich dni, takich klientów, takich rozmów.

Widziałem się z B – jak zwykle był lunch a potem posiadówa w gayPlanet.

Spotkałem bramkarza, który w zeszły piątek brał się prawie do bicia za to, że nie chciałem dać mu złotówki.

Może wygram 35tys w konkursie.

Jaki to człowiek czasem jest głupi…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Moreno Valley CA 92551 c.d.

„witaj witaj moja mała jaka minę masz dziś z rana?

witaj moja żabo – jak na razie to jest słabo
parę browców powciągamy to i może poskakamy

słonce moje tak nie można, z rana musisz być ostrożna?

jak u ciebie myszko moja – masz dziś sile na kowboya
z rana z rana! nie z wieczora, toż to ciemność wkoło spoja
ciemno jak w dupie u murzyna – taki rym mi się tu zcina

znasz mnie dobrze, jestem rady, mam też i swoje wady, ale kowboyowi dałbym rady
ciemno wszędzie głucho wszędzie co to będzie co to będzie?!

cowboy to nie taki słaby może i dwóm dalby rady…

dylu dylu pojeździłbym na jego badylu

pryta pryta nie tak szybko do koryta
helo helo moja belo ja cię kocham moja felo”

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz