Z perspektywy czasu nasz związek wydaje mi się kompletnie nieoczywisty. Ktoś przyglądający się nam z boku mógłby powiedzieć, że mieliśmy letni związek. Długo nie widziałem M w swojej codzienności. Pochodziliśmy z różnych kultur, różniły nas doświadczenia, wyksztalcenie, ambicje, status ekonomiczny. Zabrałem M z małego miasta w światowy sen. M pokazał jak niewiele trzeba, aby zwykła codzienność stała się świętem i przyjemnością, jak można cieszyć się z rzeczy małych, nauczył mnie refleksji, pokazał jak niewiele trzeba, aby poczuć się lepiej, wystarczy na chwilę się zatrzymać w codziennym życiu, przestać uganiać się za karierą i obowiązkami. Z nim mogłem rozmawiać i nigdy nie było to expose czyjejś strony.
Wydaje mi się, że nie przyciągały nas podobieństwa ani różnice. Nasz związek wytrzymał, bo łączyły nas wspólne wartości, wspólne jedzenie, ciekawość świata i drugiego człowieka. Czasem dawałem 70% temu związkowi, czasami on dawał, ale nigdy nie było 50/50. Wypracowaliśmy nasze wspólne rytuały które pielęgnowaliśmy, choćby miały zdarzać się tylko raz na jakiś czas. Zdarzały się kryzysy ale one musza się zdarzać.
Nie byliśmy idealną parą, bo takich nie ma, miewaliśmy kryzysy, ciche dni, spektakularne kłótnie z trzaskaniem drzwiami i noce spędzone w osobnych łóżkach, czasem miałem ochotę go rozszarpać. Nikt nie potrafi tak wyprowadzić mnie z równowagi, jak on, ale też nikt nie potrafi mnie tak rozbawić i sprawić, że miękną mi kolana. Jest pierwszą osobą, do której dzwonię, kiedy mam jakąś troskę czy zmartwienie i pierwszą, z którą dzielę się każdą radością. Był.
Myślałem, że ślub będzie ukoronowaniem naszego związku. Niestety stało się inaczej. Po prawie 7 latach małżeństwa choć zakochani, zdecydowaliśmy się rozstać. 9 stycznia 2024 roku oficjalnie się rozwiedliśmy. Ślub nic nie zmienił, ale był cichą satysfakcją.
Czasami myślę że byliśmy bardzo różni i nasze drogi po prostu się rozeszły. Prawdopodobnie zupełnie niepotrzebnie wzięliśmy ślub. Wszyscy nam mówili: dziesięć lat bycia razem, a wy bierzecie ślub. Jest coś takiego, że nie podejmujesz tych decyzji wcześniej, a potem próbujesz tym coś ratować. Myślę, że w tej chwili M odzyskał spokój ducha, i jest bardzo szczęśliwy. Absolutnie mogę mu powiedzieć, że był superważnym mężczyzną w moim życiu.
Nie rozstaliśmy się, życiowe sprawy nas rozdzieliły. Nie jest to sprawa rozwodowa, tylko sprawa odległościowa. On nie chce przeprowadzić się do Wrocławia, a ja na Berna. Przez długi okres o rozwodzie nie było mowy. Wyczerpała się formuła mieszkania na dwa domy i latania między oba krajami.
M. przed decyzją o rozwodzie powiedział mi, że czasami można odejść ze związku, w którym się kogoś kocha, gdy związek nie pełni funkcji związku w jakim chcielibyśmy być. Nasza relacja w pewnym momencie przestała spełniać jego oczekiwania, przestały układać nam się puzzle.
Możemy się kochać, ale nie musimy być ze sobą. Potrafię bez niego żyć, tylko nie wiem czy chcę. Mamy bardzo dobre relacje z M, choć wokół rozstania jest wiele trudnych emocji.
Wiem, że przejście przez żałobę jest bardzo ważne.
Może z czasem spodoba mi się etap, na którym funkcjonujemy jako przyjaciele.
Podobno lecząc złamane serce u psychoterapeuty możemy się dowiedzieć, że relacja z tym wyidealizowanym ex była tak naprawdę toksyczna, a nami rządziły niezdrowe mechanizmy. Podczas terapii często spadają z oczu klapki, a odzyskiwanie ex rzadko jest dobrym pomysłem, no chyba, że sami zawiniliśmy i dopiero zaczynamy to rozumieć…
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.