Poranny niepokój ducha

Od kilku dni siedzę domu, nie udzielam się towarzysko, bojkotuję imprezy plenerowe, wypady, wyjścia, spędy, schadzki, i spotkania na piwo czy kawę.
Uspokajam się w ciszy własnych czterech kątów.
Wczoraj wieczorem ojciec wbił mi szpilę…
Używając lekkiej perswazji dał mi do zrozumienia bym wziął sprawy w swoje ręce…

2 Komentarze

Dwoje na huśtawce

Żyję z A. jak na huśtawce. Raz odchodzi on, raz ja. Po jakimś czasie wracamy do siebie…po to, aby wkrótce znowu przekonać się, że nie możemy ze sobą k…a wytrzymać.

Takich rozstań zaliczyliśmy już kilka. Awantury przeplatają się z dobrymi chwilami.
Na brak emocji co prawda nie mogę narzekać, ale i o poczuciu bezpieczeństwa nie ma mowy.
Nie chcemy czy boimy się rozstać naprawdę?

Za każdym razem obiecuję sobie, że to już ostatnia szansa. Jeśli znowu nic z tego nie wyjdzie, to ja podejmę wreszcie ostateczną decyzję. Potem jednak zapominam o obietnicach. Zaczynają tęsknić, nie pamiętam o jego wadach. Niby przypadkiem szukam z nim kontaktu. Nie daję się długo namawiać na kolejną próbę. Zwykle wystarczy mi telefon, SMS, wspólna kolacja, kino, żeby znowu uwierzyć, że tym razem będzie inaczej.

My chyba jesteśmy tylko uzależnieni od siebie, w dodatku zafundowaliśmy to sobie oboje na własne życzenie. Nie potrafimy się wyrwać z takiego układu, choć oboje zdajemy sobie sprawę z jego wad. Boimy się samotności, tego, że nikt nas już nie pokocha, nie wierzymy w siebie. Wybaczamy i kolejny raz przechodzimy przez to samo.

Pora zmierzyć się z prozą życia… Najprościej w takiej sytuacji to po prostu odejść i popaść na nowo w stan euforii w kolejnych ramionach.

Ale może nastepnym razem postąpię inaczej…
Walka ze stagnacją w związku jest przecież o wiele trudniejsza…

Mam tylko kilka próśb nim przekroczysz próg
Nie przynoś ładnych słów
Bo jeśli tak ma być, to wolę żebyś nie przychodził tu
Czuję, że w takich słowach anioły śpią
Lecz ciągle nie ma w nich mnie

Niepotrzebna wcale mi taka miłość do krwi
Wyje duszy każdy kant wśród czterech ścian
Nic nie powiem, domyśl się czemu mi z tobą źle

W łóżku pomięty płaszcz, w popielniczce kurz
Przed drzwiami leży głaz
Bo jeśli tak ma być – wolę, nigdzie nie wychodź już
Żaden wróg nigdy więcej nie powie mi
Co warto znosić dla chwil

Otagowano | 2 Komentarze

Statystyki mówią…

Jak obliczyli specjaliści, namiętność, jaka pojawia się w chwili zakochania, nie trwa dłużej niż dwa lata. Później pierwszy czar pryska, robiąc miejsce rozczarowaniom, wątpliwościom, znudzeniu. Klapki opadają z oczu – przestajemy siebie nawzajem idealizować, dostrzegamy wady, nabieramy dystansu.

Żaden mój związek nie trwał aż tyle.
Namiętność tez trwa u mnie krócej, zwykle ok. 3 m-cy.
Wierność w moim przypadku to stan między jednym a drugim partnerem…

Mój przypadek należy więc do:
– reszty losowej;
– błędu standardowego oceny;
– odchylenia standardowego;
– odchylenia przeciętnego w próbie;
– błędu prognozy wynikającej z obciążenia (genetycznego chyba);
– błędu prognozy wynikającej z niedostatecznej elastyczności modelu;
– błędu prognozy wynikającej z nieodgadnięcia kierunku tendencji rozwojowej.

Otagowano | Dodaj komentarz

zerostan

„człowiek powinien być dobry dla siebie w momencie, kiedy przyjdzie do niego upokarzające poczucie autopogardy. powinien kochać siebie bezradnego i powoli wracać do godności, przechodząc swój kryzys w poczuciu, że ma prawo go przechodzić i źle sie czuć”

Otagowano | 2 Komentarze

Kluczem do stworzenia trwałego ścisłego związku jest…

Czasem ma się ten zmysł i przeczucie, że partner myśli o rozstaniu. Co zrobić, żeby go zatrzymać przy sobie? Przeczytałem ostatnio, że nic!

czy można tak naprawdę zrobić coś, by ktoś drugi chciał zostać? Można i trzeba próbować stworzyć takie warunki dla związku, by był on harmonijny i długotrwały. Może np. zrezygnować z nieustannego jego kontrolowania?

Nie przychodzi mi to jednak łatwo, nie jest to moje naturalne zachowanie. Podświadomie wierzę, że moje życie będzie szczęśliwe i satysfakcjonujące, gdy będę je kontrolować, gdy będę kontrolować tych, których kocham.

Niby rozumiem, że miłość to nie chęć posiadania drugiej osoby, lecz wspieranie jej w jej marzeniach, planach, pomysłach na życie, bo wtedy wzrasta więź między partnerami i jest ona nie do zerwania.
Sam często o tym zapominam.

W związkach istnieje chyba zasada – im bardziej starasz się dostać od partnera uczucie, lojalność tym mniej tego otrzymujesz. Tak jest trochę z miłością, jeśli nie staram się przytrzymać partnera, jeśli pozwalam mu być takim, jaki jest i kochać, jak potrafi wtedy mogę chyba liczyć na prawdziwe mocne uczucie.

Ciągle doświadczam chwilami uczucia pustki, którą staram się zapełnić różnymi zajęciami, pracą czy związkiem opartym na miłości. Ponoć jest tak, że nasza wewnętrzna pustka pochodzi z tego, że nie w pełni akceptujemy i kochamy samych siebie, że nie znajdujemy kogoś/czegoś, kto wypełni naszą pustkę na zawsze.
Jeśli moje szczęście uwarunkowane jest tym, czy i jak bardzo ktoś tam mnie kocha to chyba bardzo liche będzie to moje szczęście zwłaszcza, kiedy mój partner ma dołek.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Sylwester

Jakie to uczucie siedziec samemu w sylwestra przy 11 osobowym stole?
Jakie to uczucie wpierdalac pasztet z pólmiska kiedy wszystcy mysla czemu jesz sam?
Jakie to uczucie kiedy myslisz ze jestes dnem i zerem skoro zostales sam?
Jakie to uczucie zawiesc sie na przyjacielu.
Ja akurat na to zasluzylem bo jestem zly i malo sie staram, poza tym wszystcy tak maja tylko nikt o tym glosno nie mówi. Niepotrzebnie płakałem.
Happy New Year

Dodaj komentarz

Podsumowanie bieżącego roku

Jak zwykle z końcem roku wypadałoby zrobić sobie jakieś podsumowanie, przeanalizować to i owo w swoim życiu, zrobić rachunek sumienia, zysków i strat. Wg stanu na dzień 31.12.03r.

główną cecha mojego charakteru jest: wykazuję cechy diamentu tzn. z daleka mienię się strumieniem barw a z bliska ukazuję mnogość płaszczyzn, które zbijają ludzi z tropu.
cechy, których szukam u mężczyzny: lojalność, życzliwość, mądrość, radość z życia
cechy, których szukam u kobiety: życzliwość, troskliwość, radość z życia, kobieta musi być sexy
co cenię najbardziej u przyjaciół: że mają siłę przy mnie trwać, wybaczają wpadki, że mogę na nich liczyć, że sprowadzają mnie na ziemię gdy zaczynam bujać nadto w obłokach
moja główna wada: czasami bezmyślność i niekonsekwencja
moje ulubione zajęcie: chodzenie z tatą „szlakiem browarów” po knajpach, restauracjach i barach bo rozmawiamy wtedy o wszystkim, zawsze są to niezapomniane chwile
moje marzenie o szczęściu: zobaczyć wszystko, by móc wreszcie skoncentrować się wyłącznie na pracy – jakiejkolwiek choćby poniżej mojego poziomu choćby mechaniczna, bo inaczej smutek mnie pożera.
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: głupota innych, prymitywna niekontrolowana przemoc
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: własna bezsilność
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: osobą prowadzącą życie na walizkach, ciągle w podróży, pomieszkującą tylko w swoim domu
kiedy kłamię: what?! ja nie kłamię, co najwyżej czasem koloryzuje
słowa, których nadużywam: „aczkolwiek” oraz wyrazy sponsorowane literkami k, ch, p, j.
ulubieni bohaterowie literaccy: dzieci Kapitana Granta
ulubieni bohaterowie życia codziennego: Aruś, przyjaciele, Pani z warzywniaka,
czego nie cierpię ponad wszystko: narzekań osób, które nie mają do tego powodów
moja dewiza: $ i czeki American Express
dar natury, który chciałbym posiadać: rozśmieszanie największych smutasów i ponuraków
jak chciałbym umrzeć: szybko ale do końca zachować samodzielność i pełnie władz umysłowych i fizycznych
obecny stan mojego umysłu: rozentuzjazmowany bo idę na 20.00 na bal z M., nie miałem kogo więc z braku laku padło na nią;)
błędy, które najłatwiej wybaczam: własne, przed samym sobą
największa porażka: przygoda w Hotelu Radisson, wyjazd do Warszawy w grudniu, wakacje w San Francisco

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Przedsylwestrowe manewry

Wczoraj na spotkanie ze swoim nowym ragazzo wyciągnęła mnie z K. nasza wspólna koleżanka A.
Naturalnie jak zwykle okazało się, że A. miała świetny gust, facet palce lizać tylko że wyglądem przypominał raczej Pakistani niż Italiani, wesoły, radosny i z rozbrajającym uśmiechem, że tylko sie zakochać.
Pod Kogutem biesiadowali do 2. nad ranem, ja wyrwałem się wcześniej przyrzeczywszy że następnego dnia przyjadę podziwiać nową siedzibę Miss P. przy w plombie przy ulicy Jedności Narodowej.
Imprezka była całkiem udana, spotkałem całą śmietankę ze studiów, opiłem sie winem a nad ranem jak wracałem do domu w strasznie śnieżną noc, na samą myśl o balu, który zaczynał się za kilkanaście godzin, wybuchłem śmiechem. Moje życie ostatnio to ciąg imprez i wypadów do knajp i hotelowych barów…

1 komentarz

Przeczytane dzisiaj

Poczucie niesprawiedliwości polskich pracowników bierze się z dziwnego traktowania pracy jako czegoś, co się im należy, tak jakby sensem istnienia posady była pensja, a nie walka z konkurencją na rynku.

Opublikowano praca | Otagowano | 1 komentarz

Moje święta

Święta Bożego Narodzenia w tym roku przebiegły w moim domu wyjątkowo inaczej.
Na pewno wpłynęło na to wydarzenie z poprzedniego dnia, ale potem także ciąg innych połączonych ze sobą zdarzeń i sytuacji, które w konsekwencji sprawiły, że dni potoczyły się właśnie tak.

Nie mamy w tym roku choinki, szukałem w piwnicy i naszym kantorku – zniknęła bez śladu. Poleciałem w Wigilie do E.Leclerca, ale niestety te sztuczne drzewka były okropne i wróciłem do domu z niczym.
Mama udekorowała w tym roku bombkami filodendron…
Prezenty wręczyliśmy sobie jeszcze w domu i też jakoś tak jakbyśmy podawali sobie rzeczy do prania…

Do dziadków pojechaliśmy bardzo wcześnie, (mój brat pierwszy raz prowadził taty Carollcię) Wigilia zaczęła się o 16.00 a o 18.00 byliśmy wszyscy po i już w drodze powrotnej do Wrocławia.
Kilka godzin wcześniej zadzwonił M. że nie spędza Świąt ze swoją rodziną. Zrobiło mi się go trochę szkoda, że w taki dzień siedzi sam.
Pierwszy raz w życiu, zamiast spędzać wigilijny wieczór w domu z rodziną, poszedłem w odwiedziny do kolegi. Oprócz mnie ze świątecznej tradycji wyłamała się jeszcze jedna osoba, koleżanka M. więc „pogotowie wigilijne” było bardziej zróżnicowane, ale i bardziej skuteczne.
To był strasznie magicznie miły wieczór, wracałem późno w nocy do domu, nad Odrą niebo było pełne gwiazd, nie było przejmującego mrozu, w sercu rozpierała mnie dziwna radość a do pełni szczęścia brakowo tylko odgłosu skrzeczącego pod stopami śniegu.

W pierwszy dzień świąt zadzwoniła ze Stanów W.
Gdybym mógł wypowiedzieć tego dnia jedno życzenie chciałbym móc być bliżej niej, spędzić razem cały dzień, tylko we dwoje na pogaduchach…

W drugi dzień nareszcie przyjechał do mnie A., spędziliśmy ze sobą miłe kilka godzin, które początkowo nie zapowiadały specjalnie udanego dnia. Upewniłem się, „że istota bliskości jest to pewien wyjątkowy kontakt o charakterze w dużej mierze niewerbalnym i domyślnym, co stanowi o jego uroku, a stopniowe uczenie się siebie nawzajem bardziej cieszy niż bezpruderyjna ekspozycja katalogu oczekiwań”.
Udało nam się wreszcie szczerze pogadać, porozumieć się, po kilkunastu propozycjach w końcu nawet zdołałem nakłonić go na wyjście do kina na „To właśnie miłość”.
I to był prawdziwy traf w dziesiątkę, (cyt. grande plezura) super pozytywny, lekki i szalenie zabawny film akurat na święta. Potem, żeby kontynuować tak udany wieczór, rozentuzjazmowani razem z K. wylądowaliśmy jeszcze w Mexico Barze na buritos. W życiu nie byłem tak obżarty o 12. w nocy jak tego dnia.
A dokładnie rok wcześniej, tego właśnie dnia zakończyła się tak smutno i niespodziewanie moja znajomość z S.

Otagowano | Dodaj komentarz