Nadrabianie myśli ostatnich tygodni

Mijające lato zapamiętam jako ciąg wiecznej zabawy, wizyt, rewizyt, bib, domówek, urodzin, nalotów, firmowych eventów, spędów towarzyskich i niespodziewanych spotkań. Dawno tak nie balangowałem i tak miło. Zdarzało mi się w ciągu tygodnia kłaść się do łóżka po 4 nad ranem a o 9 pojawiać się w biurze. Nie zawsze imprezom towarzyszył alkohol, bo skutki byłby opłakane, i z tego właśnie jestem bardzo dumny. Przypomniałem sobie czasy studenckie i teraz same wspomnienia powodują uśmieszek na mojej twarzy. Na pamiątkę zostało mi mnóstwo zdjęć, które dokumentują że bawić to ja się wciąż potrafię.

Ambitnie regularnie jeździłem na rowerze pokonując kilkudziesięcio kilometrowe trasy, choć upał dawał się we znaki.

Zrobiłem remont w mieszkaniu, od prób znalezienie fachowca od Geberita kilka razy podniosło mi się ciśnienie, w październiku zdecydowałem się zmodernizować kuchnię w swoim mieszkaniu.

Nie brałem w ogóle urlopu, pracowałem w święta i dni wolne, ale za tydzień zaczynam to nadrabiać. Do końca roku czekają mnie 3 wyjazdy i bardzo się na nie cieszę. Obiecałem sobie jednak, że to ostatni taki rok kiedy na siłę próbuje upchać multum dalekich podróży, bo oszczędzanie i planowanie wydatków wychodzi mi bokiem. Nigdzie nie poleciałem a co rusz rezerwowałem nowe bilety lotnicze korzystając z atrakcyjnych promocji przewoźników. Roczny bonus, który wpłynął od firmy jeszcze tego samego dnia poszedł na spłatę karty kredytowej i biletu do Aszchabadu. Chciałbym aby przyszły rok był wolny od tego rodzaju dyscypliny finansowej, dlatego nie planuję niczego nowego.

Rodzice jakoś się dogadują, nie uczestniczę w ich przepychankach słownych, nie zabieram głosu ani nie radzę żadnej ze stron. Muszą spróbować się dogadać, bo drugi rozwód w tym roku, to byłby dramat.

M. się nie odzywa, jeśli do niego nie napiszę. Żyje w swoim świecie i swoimi sprawami. Nie zwierza mi się, nie opowiada o gorszych dniach. Ale i ja budząc się rano nie zaczynam dnia myśląc o nim.

Przez Dolny Śląsk przechodzi powódź. Nie ćwiczę mięśni. Do noszenia worków z piaskiem się nie nadaję, zgrzewek wody nie kolekcjonuję, ale obrońców Wrocławia wspieram modlitwą jak Magdalena Ogórek WOŚP. Jeśli zaleje Wrocław, nie byłoby prądu ani bieżącej wody w kranach, to ucieknę nad Bałtyk.

1 komentarz

Niespodziewanie udany weekend

Przed zaplanowanymi na październik i listopad wyjazdami nie brałem żadnego urlopu, szczerze mówiąc nie mam nawet wystarczającej liczby wolnych dni, dlatego teraz pracuję w każde święto państwowe, żeby cos sobie uzbierać dni wolne. Tak było w zeszły czwartek, święto wojska polskiego, w biurze byłem ja i moje jestestwo czyli ja sam podczas gdy wielu zaplanowało sobie długi weekend. Nie narzekałem, że nigdzie nie pojechałem, w końcu to był świadomy wybór. W piątek po pracy wracałem do domu zastanowiłem się jak spędzę kolejny upalny weekend. Przy takiej pogodzie ogólnie źle pokonuje mi się długie trasy na rowerze, a rano kiedy jest chłodniej wolę się wyspać niż drałować po ścieżkach rowerowych. Wróciłem do domu, wcześniej robić podstawowe zakupy, włączyłem pranie, popatrzyłem na stertę rzeczy do prasowania, zrobiłem sobie drinka. Niespodziewanie odezwała się do mnie M., z pytaniem gdzie dokładnie moi rodzicie mają swój dom nad jeziorem. Od słowa do słowa okazało się, że właśnie przebywa w okolicy. Wystarczył jeden telefon, płatność blikiem i oto zostałem posiadaczem biletu do Szczecinka, skąd nazajutrz rano mieli odebrać mnie rodzice. Spakowałem się na prędce, zamówiłem taksówkę na 2 rano a o 3 byłem już w drodze. W środku nocy było potwornie parno, nie dało się niczym schłodzić, ale na szczęście w pociągu działa sprawnie klimatyzacja. O 7.40 na stacji powitał mnie tato a 8 jedliśmy już wspólne śniadanie na tarasie. Słońce świeciło, było ciepło, nim zrobiła się lampa, nad głowami najpierw latały motyle, potem ptaki a później już do końca dnia taśmowo samoloty i helikoptery, bo akurat odbywał się kilkudniowy Międzynarodowy Zlot Pojazdów Militarnych. Coroczny letni zlot fanów militariów w to największa impreza masowa w powiecie szczecineckim. Ma zaprzysięgłych fanów i okazjonalnych uczestników. Zwykle co roku na kilka sierpniowych dni do leśnego miasteczka ściąga kilka tysięcy uczestników i nawet kilkadziesiąt tysięcy gości. Mają okazję przyjrzeć się z bliska sprzętowi wojskowemu z demobilu różnych armii, a nawet przejechać się nim. Obejrzeć historyczne rekonstrukcje, odwiedzić kiermasz militariów, obejrzeć liczne koncerty czy zwyczajnie miło spędzić czas. Fanem nie jestem, ale popatrzeć byłem. Na kilkuminutowy lot helikopterem za 400 złotych (płatność blikiem) się nie zdecydowałem, ale śmiałków nie brakowało. Było potem o tym na TVN24, nagranie pokazujące niebezpieczne zdarzenie opublikowano w mediach społecznościowych. Samolot i śmigłowiec nieomal zderzyły się w powietrzu, w momencie gdy dwupłatowiec startował, na jego pasie zaczął manewrować śmigłowiec. Przypadkowy pilot zachuliganił, przyleciał śmigłowcem, narobił dużego zamieszania i stworzył ogromne zagrożenie.

Poszedłem z ojcem zrobić zakupy, bo przecież niespodziewanie zwaliłem im się na głowę, chętny zapłacić za wszelkie sprawunki, okazało się jednak że na weekendowym bazarku płatności tylko gotówką. Zszedłem na ziemię, że płatności kartą nie obowiązują bezwzględnie wszędzie. Potem był spacerek, świeża rybka z grilla, pogadanki, gry i zabawy. Nie jestem wielkim fanem dłuższych spotkań w towarzystwie ojca i matki, zwłaszcza odkąd postanowili się rozwieść, ale zadecydowałem dać im szansę i zostać na kilka dni. Specjalnie spakowałem swój służbowy laptop, żeby w razie potrzeby przez następne kilka dni móc pracować całkowicie zdalnie.

M. przyjechała do nas nazajutrz, nie wbiła na śniadanie bo nasze śniadania są zwykle o 7 rano. Tak wczesna pora narzucona przez rodziców odstrasza wielu zarówno członków rodziny, krewnych czy znajomych, bo nikt o przy zdrowych zmysłach nie będzie zrywał się w dniu wolnym o 5 czy 6 rano żeby zjeść z nami śniadanie. M. rozbawiła moich rodziców do rozpuku, niemal od wejścia zdobywając ich sympatię. Wiem to, bo nigdy nie proponują obcym noclegu a M. została namaszczona.

M. zabrała mnie na Wrzosowiska Kłomińskie, o istnieniu których nie miałem bladego pojęcia, a ja ją na pokaz amfibii i wyrzutni rakiet.

3 Komentarze

Kierunek Afganistan c.d.

Zmagań z wizą do Afganistanu ciąg dalszy. Dostępne są dwie opcje.

  1. Standardowa obsługa wizowa trwa 2-3 tygodnie. Jeśli chcesz skorzystać z tej usługi, koszt wizy wynosi 80 € i opłata za usługę 55 €. Jeśli chcesz skorzystać z tej opcji, musisz wysłać paszport do Holandii za pośrednictwem DHL do końca tego tygodnia. Nasz przedstawiciel Odwiedzi Ambasadę ok 3 września, więc paszport musi przybyć wcześniej.
  2. Usługa wizy tego samego dnia kosztuje 350 EUR plus 55 EUR opłaty za usługę. Nasz przedstawiciel będzie mógł to zrobić tego samego dnia tj. 3 września lub później kiedy uda się odebrać pozostałe wizy (około 17–24 września).
    Wymagane dokumenty są następujące:
    – formularz wniosku wizowego – całkowicie wypełniony, napisany elektronicznie i należycie podpisany.
    – paszport wnioskodawcy musi być ważny przez co najmniej sześć miesięcy i musi posiadać puste strony.
    – potwierdzenie zatrudnienia
    – dwa zdjęcia w standardowym formacie paszportowym, umieszczone w odpowiedniej rubryce formularza wniosku (zdjęcia muszą być identyczne, aktualne, kolorowe na białym tle, zrobione bezpośrednio z twarzy i pokazywać oba uszy).
    – Dokumenty potwierdzające aktualny adres, takie jak rachunki za media, meldunek itp. (przetłumaczone)
    – W przypadku wiz turystycznych wymagane są dodatkowe dokumenty (zaproszenie od sponsora/firmy turystycznej, potwierdzone rezerwacje lotów, ubezpieczenie podróżne, wyciąg bankowy z wystarczającymi środkami na podróż i pobyt w Afganistanie)
    Jeśli nadal chcesz to kontynuować, daj mi znać, a Twoje zaproszenie zostanie zmienione i przesłane do Hagi…

To co wydawało się kuszącą ofertą okazało się drogą przez mękę. 28 września lecę do Bagdadu i nie mogę ryzykować, że nie odzyskam wcześniej paszportu. Papierologi całe multum dlatego grzecznie podziękowałem i kupiłem wcześniejszy bilet do Dubaju gdzie wizę wystawią mi ponoć od ręki tego samego dnia na podstawie zwykłego formularza. Na wszelki wypadek przylatuję tam 3 dni wcześniej więc jakby co, mogę zrobić kilka podejść.

Z innych „smaczków” Talibowie zaostrzyli prawo wobec kobiet w Afganistanie dotyczące życia codziennego. Najbardziej kontrowersyjny przepis nakłada na kobiety obowiązek zasłaniania całego ciała w miejscach publicznych. Zakrycie twarzy jest niezbędne, aby „uniknąć pokusy i kuszenia innych”. Ubrania kobiet nie mogą być cienkie, obcisłe ani krótkie, muszą zakrywać dosłownie wszystko. Głos kobiety jest uważany za intymny, dlatego nowe przepisy zakazują kobietom śpiewania, recytowania lub czytania na głos w miejscach publicznych. Kobietom zabrania się również patrzenia na mężczyzn, z którymi nie są spokrewnione lub związane małżeństwem. Nowe przepisy mają na celu „propagowanie cnoty i eliminowanie wad”.
Zapytałem V. czy nadal leci z nami do Kabulu, bo będzie jedyną kobietą w naszej grupie. A czemu nie? – odparła i wydawała się nawet podekscytowana obostrzeniami.

Otagowano , , | 8 Komentarzy

Kierunek Afganistan c.d.

Siedzę sobie przy biurku w pracy i czytam, bo za 3 miesiące mam być w Kabulu….

Niestety wczoraj Talibowie ogłosili, że nie przyjmują już wiz z ambasad, które nadal wspierają stary reżim. Do tej pory panował niełatwy rozejm, ale teraz to się zmieniło.

W obecnej sytuacji jedynymi ambasadami, które wydają ważne wizy są: Haga, Madryt, Dubaj i Islamabad.

Jeśli składasz wniosek w Madrycie lub Hadze, będziesz musiał osobiście udać się do Ambasady. W tej chwili nie wiemy, jaki jest czas ich przetwarzania.

Wizy w Dubaju i Islamabadzie wydawane są tego samego dnia. Szczególnie polecamy Dubaj. Wielu naszych klientów w drodze do Kabulu złożyło tutaj wniosek, przybywając do Z.E.A. dzień wcześniej. Można tego dokonać osobiście lub poprzez kontakt z agencji, której przedstawiciel przyjedzie do twojego hotelu w Dubaju, odbierze dokumenty i dostarczy wizę jeszcze tego samego dnia.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 4 Komentarze

bardzo upalne dni

Przez wysokie temperatury nie mam zupełnie weny do pisania, ostatnimi tygodniami głównie grillują mi się myśli. Każdego poranka z ochotą wstaję do pracy, jadę do biura choć przepisowo nie muszę pojawiać się częściej niż 2 razy w tygodniu. W biurze temperatura nie przekracza 19 stopni, kiedy wybieram pracę z domu klimatyzator pracuje nieustannie. Decyzja o zamontowaniu klimatyzacji w mieszkaniu okazała się zbawienna, ile razy odwiedzam znajomych w ich domach łapie się za głowę, że są wstanie funkcjonować w rozpalonych do żaru pomieszczeniach. Tegoroczne lato jest prawdziwie zabójcze pod względem temperatur.

Kilka tygodniu temu zdecydowałem się na remont kuchni. Po wielu perypetiach w końcu udało mi się znaleźć fachowca, który podjął się tego zadania. Nie było problemu z podpisaniem umowy, przedpłatą na konto, wystawieniem rachunku. Termin ustaliśmy na lipiec. Pan zadzwonił do mnie dzień przed urodzinami, rano pojechałem do starego mieszkania wręczyłem ekipie pęk kluczy, umówiłem się na za 2 dni po odbiór jak w „kuchennych rewolucjach”. Ekipa przyjechała wcześnie rano, pół godziny przed czasem. Pulchny pan wszedł i na dzień dobry usłyszałem: – Tu nie ma windy? – No nie ma. – O żesz ku…a, ja prdl. Przez chwilę myślałem, że gościu zabije mnie wzrokiem, poprzeklinał pod nosem i szybko oznajmił mi, że „rewolucja” może potrwać dłużej niż ustalone 2 dni, na co tylko pokiwałem głową. Szczerze, ochotę miałem jedynie zostawić im klucze i jak najszybciej zniknąć z pola widzenia co też niezwłocznie uczyniłem.

Kilka dni przed urodzinami zaproponowałem ekipie z pracy, żeby nieformalnie spontanicznie spotkać się gdzieś po pracy, wyskoczyć na drinka czy piwo, padło aby był to nasyp. Pomysł wszyscy podchwycili, wieczorem pojawiło się multum osób, było milo. Zaskoczyli mnie, bo dostałem tort, kartkę i prezent, ktoś zadbał o papierowe talerzyki, sztućce, było sto lat i nawet dmuchane balony. Niespodziewanie bawiłem się przednio kończąc o północy, w strugach deszczu, w ulubionym barze z garstką niedobitków. Nazajutrz pojawiłem się w biurze, pod koniec pracy z duszą na ramieniu zadzwoniłem do ekipy remontującej, pan oznajmił mi, że mam przyjeżdżać bo skończyli.

Efekt? Szczęka mi opadła. Wszystko pięknie, ładnie, czysto bez problemów i niedociągnięć. Byłem lżejszy o kilkanaście tysięcy złotych, ale widok rekompensował wydatek.

Z okazji urodzin i w ferworze dobrego samopoczucia postanowiłem sprawić sobie prezent. Zapisałem się na wyprawę w kwietniu przyszłego roku: Tadżykistan – Uzbekistan – Kirgistan – Turkmenistan – Kazachstan.

Moja serdeczna znajoma z Niemiec, która podobnie jak ja obchodzi urodziny 10. lipca prowadzi fundacje. Jej mama od lat mieszka w Kenii, Mickey razem z mężem regularnie ją tam odwiedzają, na zasadzie wolontariatu wspierają lokalną szkołę, którą wspomagają różnego rodzaju zbiórkami. W tym roku zbierają na wyposażenia dla szkoły, ławki, krzesła, materiały dydaktyczne. Odezwałem się przy okazji składania sobie życzeń i zdecydowałem bezinteresownie wspomóc jej inicjatywę.    

Od strony sentymentalnej. W dniu urodzin, w ciągu dnia kilkakrotnie wyciągałem z kieszeni telefon i patrzyłem. Kilka połączeń, wiadomości za każdym razem serce biło mi mocniej. Na małym ekranie dostrzegałem imiona i nazwiska osób, które usiłowały się do mnie dobić. Nie pojawił się numer na który czekałem najbardziej. Nie wyświetlił się nawet żaden „numer nieznany”, pod którym mógłby być M.

 Głupiej torby życie niczego nie nauczyło.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , , , | 3 Komentarze

Praca z Indianami

Ostatnio dużo mówi się u nas w pracy o sztucznej inteligencji oraz aplikacjach syntezatorach mowy, które potrafią zmieniać akcent. Ci którzy mieli jakąkolwiek styczność z usługodawcą świadczącym usługi call center w Indiach wiedzą jaka potrafi być to droga przez mękę. Język często niezrozumiały, twardy akcent i gulgająca wymowa. Moje doświadczenie z Hindusami wygląda tak, że jak wystąpił jakiś problem techniczny z moim komputerem to kontaktowałam się właśnie z Indiami i miałam duży problem w porozumiewaniu się z nimi. Oni mają taki akcent, że połowy z tego co mówią to nie rozumiem, dlatego zawsze lepiej jest napisać im maila.

No nie jestem w stanie zdzierżyć tego angielskiego, irytuje mnie gdy muszę się bardziej skupić na angielskim niż na tym co mi chcą przekazać, ale jest odłam tego akcentu, który ciężko ogarnąć umysłem i czasami mam wątpliwości czy nadal mówią po angielsku czy nie.

Miałem sporo wszelkiej maści spotkań z Hindusami i często ich angielski miał taki akcent, że za cholerę nie potrafiłem zrozumieć co mówią. Często pomaga mi proszenie aby mówili trochę wolniej albo parafrazuję upewniając się że rozumiem ich wypowiedź. W pewnym sensie jestem chamski. Kiedy wiem, że mam rozmawiać z Hindusem, za każdym razem jestem mocno zaskoczony kiedy rozumiem bez problemów co on mówi. I mam tak do dziś.

Tak, jestem uprzedzony, że jak widzę czy słyszę Indianina to od razu wyłączam, bo już wiem że szkoda mojego czasu. Dziwnie rozumieją opisywane problemy, ja o jednym, oni niby o tym samym, ale jednak obok i ich rozwiązania są na zasadzie wysrywu czyli obchodzenia problemu, co jednak nie jest rozwiązaniem, którego szukam.

Nowe syntezatory AI potrafią przekształcić glos na dowolny język i akcent, co mogłoby poprawić funkcjonowanie i postrzeganie firm hostingowych z hinduskim supportem.

A teraz anegdotka sprzed kilku tygodni.

Dostaje maila, w tytule „MIL expired”, do wiadomości dziesiątki osób, wszyscy członkowie projektu. Byłem na spotkaniu nie miałem możliwości przeczytania jego treści, ale przez cały czas rozkminiałem w głowie co oznacza akronim MIL, który utracił ważność. W pracy posługujemy się wieloma akronimami, żeby ułatwić sobie prace i oszczędzić czas pisząc maile, ale z takim skrótem jak dotąd się nie spotkałem.

W wolnej chwili przeczytałem maila. Pan zgłaszał że, nie będzie go w pracy, bo mu… teściowa zmarła (MIL = mother-in-law).

Tutaj żaden syntezator czy sama sztuczna inteligencja by nie pomogła.

3 Komentarze

Jak zjeść ciastko i mieć ciastko?

Właśnie mija pierwsza połowa roku i zaczyna sezon tropikalnych upałów. Podczas gdy na zewnątrz termometr pokazuje nierzadko +33 stopnie, w mieszkaniu temperatura oscyluje wokół 16. Montaż klimatyzacji to najlepiej zagospodarowane pieniądze w tym roku, nie wiem czy dałbym radę znowu gotować się w czterech ścianach a tegoroczny sezon letni zapowiada się na bardzo długi. Choć mam możliwość pracy zdalnej prawie codziennie pojawiam się w biurze, zaczynam wcześnie, ale od 16 coraz częściej spoglądam na zegarek i mam potrzebę trzasnąć klapa od komputera i gdzieś się ewakuować. Zawodowo znowu dołek, nie próbuję już nawet szukać innej pracy, bo za kilkanaście tygodni zaczynam serię comiesięcznych urlopów związanych z zaplanowanymi wyjazdami i nikt przy zdrowych zmysłach mnie by teraz nie przyjął, a bezpłatny urlop po prostu mi się nie kalkuluje. Inna bajka, że to czym zajmuję się obecnie jest uwstecznianiem się, poza tym Indianie działają mi na nerwy.

Chciałbym tylko, żeby zaplanowany na lipiec remont kuchni doszedł do skutku, potem będę się zastanawiał co dalej z mieszkaniem: trzymać i próbować wynająć czy sprzedać i zapomnieć. Czasami przeglądam oferty większych mieszkań i w myślach snuję ambitne plany co by było gdybym sprzedał tamto i przeprowadził się do nowego, większego lokum. Bardzo polubiłem dzielnice w której aktualnie mieszkam, tyle że budują tutaj blok przy bloku a mieszkania, które mi się podobają kosztują od miliona w górę. A ja wciąż chcę móc podróżować i jeździec tam gdzie chcę i kiedy tylko mi się zachce a taki luksus kosztuje. Dręczony starym jak świat dylematem jak zjeść ciastko i mieć ciastko, dochodzę do wniosku, że najlepiej byłoby mieć dwa ciastka.

3 Komentarze

Moje życie, chciałem spróbować i mi nie pasowało.

Wracając w piątek w nocy przez miasto, z zakrapianej imprezy w ulubionym barze, czyniąc aktualnie wymagane 10tys. dziennych kroków naszła mnie refleksja, że jestem szczęśliwy będąc w Polsce – mieszkając w Szwajcarii czułem dyskomfort, bo nie byłem u siebie, wiele mnie tam zawsze drażniło i nie widziałem szansy na poprawę. Gdyby nie M. nigdy nie zostałbym tam tak długo.

Większość emigrantów powracających z zagranicy na rodzime łono przechodzi różnego rodzaju fazy adaptacyjne. Sam pamiętam, jak przed powrotem wyszukiwałem artykuły w internecie na temat „popowrotnego szoku kulturowego”, bo każdy przeżywa je po swojemu i każdy emigrant ma swoją prywatną dramę.

Wracające zza granicy, obawiałem się trudności dostosowania się do odmiennej sytuacji. Wciąż niezmiennie lubię mitologizować przeszłość, dawne życie, zapominając jak wygląda wtedy rzeczywistość. Radość z powrotu, entuzjazm i wiara w to, że osiągną nowy sukces, zderzyła mnie z problemem bezrobocia, złego samopoczucia, stopniowego zmiany nastawienia, czymś co perspektywy czasu nazwałabym depresją.

Co najbardziej obecnie leczy rozdarte serce, które z od czasu do czasu czuje większą tęsknotę za starym, emigracyjnym życiem, a niechęć do tego nowego? Ludzie. Spotkania z przyjaciółmi, dzielenie się swoimi problemami i szukanie kompanów, którzy przeżyli coś podobnego i najlepiej mnie zrozumieją.

Dzis wciąż nie widzę Szwajcarii w swojej codzienności. Słysząc ten język zżymam się.

Siedzę w domu, przez okno w salonie widzę jak wyrasta mi kolejny blok, wciśnięty pomiędzy i tak betonową dżunglę. Zastanawiam się czy wkleić sobie folię a’la weneckie lustro, czy narażać sąsiadów na widok siebie i tego co dzieje się u mnie w mieszkaniu.

Opublikowano emigracja | Otagowano | 3 Komentarze

dni lecą

Praca nie ma końca. Obecnie wszystko kreci się wokół niej. Wstaje bardzo wcześnie rano, na 7.30 jestem w biurze i rzadko wychodzę przed 17. Zdarza mi się pracować w weekendy i święta narodowe, ale na to akurat nie narzekam, bo za to „poświecenie” dostaję dodatkowe dni wolne. W czwartek poszedłem do biura, byłem totalnie sam, pan z ochrony co parę godzin przychodził upewnić się czy wciąż jestem w budynku. Byłem sam, nikt mi nie przeszkadzał, nie dekoncentrował, nie dzwonił telefon, nie było zaplanowanych spotkań ani telekonferencji. Pracowałem uczciwie 8 godzin i zrobiłem wszystko co zaplanowałem tego dnia.

Od poniedziałku brałem udział w 3 dniowym szkoleniu, wyrwałem się z rutyny pisania maili, za to szybko musiałem przestawić się na tryb uczenia się. Siedziałem w domu, brałem udział w warsztatach online, słuchałem wykładu, w przerwach gotowałem sobie przemyślne obiady. W środę na koniec kursu podszedłem do egzaminu i go zdałem, odhaczając kolejną rzecz do zrobienia w tym miesiącu.

Zmobilizowałem się w temacie planowanego remontu kuchni. Wyszukałem ekipy remontowe, rozmawiałem z czterema, jeden pan od początku wydał mi się najbardziej konkretny i w piątek podpisałem z jego firmą umowę. Nie w głowie mi jeżdżenie, demontowanie starych mebli, kucie kafli, utylizacja starego sprzętu – wręczyłem panu tylko klucz do mieszkania i oczekuję „kuchennych rewolucji”.

Weekend spędziłem u kuzynki w Głogowie. Pełen relaks, bez spiny, wczesnego wstawania i przymusu robienia czegokolwiek. W niedzielę otworzyłem z koleżanką sezon w osiedlowym beach barze.

Prawie codziennie idąc i wracając z pracy przechodzę przez park, to tak w ramach 10 tys. dziennych kroków. Dobrze mi się myśli w zielonej przestrzeni.

2 Komentarze

Kierunek Afganistan c.d.

Siedzę i sobie czytam.

„Krótka aktualizacja, w obecnym stanie sytuacja w Afganistanie wydaje się stabilna, Talibowie pracują nad nowymi protokołami bezpieczeństwa we wszystkich obiektach turystycznych. W nadchodzących miesiącach w dalszym ciągu będziemy monitorować sytuację.

W międzyczasie, jako dodatkowy środek ostrożności, usuniemy z naszej strony wszystkie wyprzedane daty i trasy wyjazdów. Nie panikuj, jeśli zauważysz, że twojej wycieczki nie ma już na liście – oznacza to tylko, że wszystkie miejsca zostały wyprzedane i nie musimy już reklamować tego wyjazdu.”

Z biletami do Dubaju i Kabulu będę czekał do października, póki nie dostanę zaproszenia i wizy.. Każdy wniosek wizowy rozpatrywany jest indywidualnie i może zaistnieć konieczność przedstawienia dodatkowych dokumentów lub przybycia na wywiad wizowy. Plus jest taki, że po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku wizowego sekcja konsularna poinformuje mnie o konieczności uiszczenia opłaty. Nie należy wnosić opłaty wizowej przed otrzymaniem decyzji w sprawie wizy.  Minus – osoby ubiegające się o wizę po raz pierwszy są zobowiązane do osobistego złożenia dokumentów. Czekają mnie więc wycieczki do konsulatu w Warszawie i papierologia, nie mniejsza niż gdy leciałem do Libii.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze