Za tydzień mam być w Libii – ciąg dalszy

Nieukojonymi krokami zbliża się mój wyjazd do Libii. Długo czekałem na promesę wizową, zdając sobie sprawę z tego, że najtrudniejsze nastąpi po. W zeszły czwartek wieczorem otrzymałem wiadomość że promesa wizowa została wydana i przesłana do konsulatu w Rzymie. Dostałem namiary na pośrednika w Szwecji który za 200 eur miał zorganizować mi wydanie wizy. Spakowałem paszport, zdjęcia i inne dokumenty do koperty i niezwłocznie wysłałem kurierem DHL. Paczka nadana w piątek została odebrana przez kuriera w poniedziałek, dwa dni przeleżała w punkcie dystrybucyjnym w Zabrzu, potem długo długo nic i zacząłem wątpić czy dojdzie do Rzymu w tym samym tygodniu. W tzw. międzyczasie okazało się że przesyłka nie była ekspresowa a dotarcie z Polski może potrwać do 12 dni roboczych…

Średnio kilkanaście razy dziennie sprawdzałem status wysyłki, kląłem na czym świat stoi że kurier działa opieszale. Zacząłem planowość, że poświęcę swój czas i pieniądze, w środę czy czwartek polecę na szybko do stolicy Włoch odebrać swój paszport osobiście. Zapłacę za wszystko jak za zboże ale dotrę do Tunisu na czas. Dopiero w czwartek przesyłka dotarła do Mediolanu skąd do Rzymu wciąż miała jednak daleko. Ku mojemu zdziwieniu tego samego dnia przesyłka dotarła do Rzymu i została doręczona. Dziś jest piątek, w Libii dzień wolny od pracy, konsulaty nie pracują wg lokalnych godzin urzędowania. Ale nie konsulat libijski w Rzymie! Po południu otrzymałem wiadomość, że wiza została przyznana a paszport odesłany do Polski. No więc chyba jadę!

Opublikowano podróże | Otagowano , | 10 Komentarzy

Strzał

Dzisiaj pojawiła się informacja o eksplozji w pobliżu konsulatu USA w Iraku, Iran wziął na siebie odpowiedzialność twierdząc, że celem była „siedziba szpiegów”. Zgłoszono kilka eksplozji w pobliżu konsulatu USA w Irbil w Iraku, dokąd wybieram się w październiku. W zamachu bombowym nie zginęło żadne siły koalicyjne ani siły amerykańskie – podały źródła irackich służb bezpieczeństwa.
Moja mama ma dziś urodziny, zaprosiłem ją na obiad. Pierwsze co powiedziała to „dziecko, gdzie ty jedziesz?!”
Zmarszczyłem czoło, byłem zły, ale tylko przez chwilę. Z perspektywy czasu wiem, że za kilka, kilkanaście lat, kiedy jej zabraknie, kiedy w ogóle zabraknie mi rodziców, a zwłaszcza mamy, to będzie to wydarzenie, kiedy uświadomię sobie, że nikt nigdy nie zwróci się do mnie per „dziecko”.
Jestem już dojrzałym facetem, mam kilkadziesiąt lat i wiele wydarzeń za sobą a taka prosta rzecz uświadomi mi i określi, że jestem dorosły.

Zasłyszane, ale prawdzie.

Opublikowano Mądrości, podróże | Otagowano , , | 3 Komentarze

za miesiąc mam być Libii, ale…

Za miesiąc planuję wyjazd do Libii – kraju pełnego tajemnic i niesamowitych krajobrazów od wydm Sahary po starożytne zabytki. Nasza wyprawa obejmuje spektakularne rzymskie miejsca Leptis Magna i Sabratha, stolicę Trypolisu z tętniącymi życiem targowiskami, herbaciarniami i kawiarniami z sziszą. Odwiedzimy także berberyjski region Jebel Nefusa i Ghadames. Mam wykupiony bilet do Tunisu, bo tylko stamtąd będę w stanie najłatwiej dolecieć do Trypolisu, poza tym cała nasza grupa musi przylecieć tym samym lotem, bo taki jest warunek wjazdu do tego kraju.
Wszystko mam opłacone, ale czekam na wizę. Odkąd zmieniły się zasady wjazdu do Libii sprawa trochę się skompilowała.
Niestety, w sierpniu władze Libii cofnęły wszelkie możliwości uzyskania wizy po przylocie. Nadal wydawane są wizy turystyczne, więc nie wróciły czasy, gdy turyści musieli starać się o uzyskanie wizy biznesowej, aby odwiedzić ten kraj, ale oznacza to, że teraz trzeba odwiedzić ambasadę Libii w kraju, którego albo mieszkamy, albo jesteśmy obywatelami. Strona ambasady czy adres mailowy w Warszawie nie działają, udało mi się tam dodzwonić ale za każdym razem zmieniano listę dokumentów, które będę musiał przedstawić. W Londynie wiza wydawana jest tego samego dnia, w Lizbonie, Hadze, Waszyngtonie do 3 dni a w Warszawie… 2 tygodnie.

Wahałem się czy wniosek o wydanie kodów zatwierdzenia wizy powinien być wysyłany do Warszawy czy innego miasta. Procedura poza granicami naszego kraju trwa krócej, ale jest dużo droższa i wymaga dodatkowej podroży do np. Londynu. Udało mi się porozmawiać z dziewczyną, która przerabiała ten proces w listopadzie i jej opowieści o konsulacie w Warszawie całkowicie przekonały mnie, żeby nie starać się o wizę w Polsce. Nieregularne godziny otwarcia konsulatu, dziwne wymagania dotyczące kopii wszystkich stron paszportu przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego, badania lekarskie, wyciągi z kont bankowych a na dzień przed wylotem usłyszała, że w konsulacie zabrakło blankietu potrzebnego do wklejenia wizy w paszporcie.

Z pomocą przyszli Włosi, a bardziej licencjonowany pośrednik w konsulacie w Rzymie, który za skromne 200 eur wyda mi wizę bez konieczności podróży do Rzymu, bo wystarczy że paszport prześlę mu kurierem. Zaczyna się więc moja przygoda…

Opublikowano podróże | Otagowano , | 12 Komentarzy

związek zupełnie nieoczywisty

Z perspektywy czasu nasz związek wydaje mi się kompletnie nieoczywisty. Ktoś przyglądający się nam z boku mógłby powiedzieć, że mieliśmy letni związek. Długo nie widziałem M w swojej codzienności. Pochodziliśmy z różnych kultur, różniły nas doświadczenia, wyksztalcenie, ambicje, status ekonomiczny. Zabrałem M z małego miasta w światowy sen. M pokazał jak niewiele trzeba, aby zwykła codzienność stała się świętem i przyjemnością, jak można cieszyć się z rzeczy małych, nauczył mnie refleksji, pokazał jak niewiele trzeba, aby poczuć się lepiej, wystarczy na chwilę się zatrzymać w codziennym życiu, przestać uganiać się za karierą i obowiązkami. Z nim mogłem rozmawiać i nigdy nie było to expose czyjejś strony.
Wydaje mi się, że nie przyciągały nas podobieństwa ani różnice. Nasz związek wytrzymał, bo łączyły nas wspólne wartości, wspólne jedzenie, ciekawość świata i drugiego człowieka. Czasem dawałem 70% temu związkowi, czasami on dawał, ale nigdy nie było 50/50. Wypracowaliśmy nasze wspólne rytuały które pielęgnowaliśmy, choćby miały zdarzać się tylko raz na jakiś czas. Zdarzały się kryzysy ale one musza się zdarzać.

Nie byliśmy idealną parą, bo takich nie ma, miewaliśmy kryzysy, ciche dni, spektakularne kłótnie z trzaskaniem drzwiami i noce spędzone w osobnych łóżkach, czasem miałem ochotę go rozszarpać. Nikt nie potrafi tak wyprowadzić mnie z równowagi, jak on, ale też nikt nie potrafi mnie tak rozbawić i sprawić, że miękną mi kolana. Jest pierwszą osobą, do której dzwonię, kiedy mam jakąś troskę czy zmartwienie i pierwszą, z którą dzielę się każdą radością. Był.

Myślałem, że ślub będzie ukoronowaniem naszego związku. Niestety stało się inaczej. Po prawie 7 latach małżeństwa choć zakochani, zdecydowaliśmy się rozstać. 9 stycznia 2024 roku oficjalnie się rozwiedliśmy. Ślub nic nie zmienił, ale był cichą satysfakcją.
Czasami myślę że byliśmy bardzo różni i nasze drogi po prostu się rozeszły. Prawdopodobnie zupełnie niepotrzebnie wzięliśmy ślub. Wszyscy nam mówili: dziesięć lat bycia razem, a wy bierzecie ślub. Jest coś takiego, że nie podejmujesz tych decyzji wcześniej, a potem próbujesz tym coś ratować. Myślę, że w tej chwili M odzyskał spokój ducha, i jest bardzo szczęśliwy. Absolutnie mogę mu powiedzieć, że był superważnym mężczyzną w moim życiu.

Nie rozstaliśmy się, życiowe sprawy nas rozdzieliły. Nie jest to sprawa rozwodowa, tylko sprawa odległościowa. On nie chce przeprowadzić się do Wrocławia, a ja na Berna. Przez długi okres o rozwodzie nie było mowy. Wyczerpała się formuła mieszkania na dwa domy i latania między oba krajami.

M. przed decyzją o rozwodzie powiedział mi, że czasami można odejść ze związku, w którym się kogoś kocha, gdy związek nie pełni funkcji związku w jakim chcielibyśmy być. Nasza relacja w pewnym momencie przestała spełniać jego oczekiwania, przestały układać nam się puzzle.

Możemy się kochać, ale nie musimy być ze sobą. Potrafię bez niego żyć, tylko nie wiem czy chcę. Mamy bardzo dobre relacje z M, choć wokół rozstania jest wiele trudnych emocji.
Wiem, że przejście przez żałobę jest bardzo ważne.
Może z czasem spodoba mi się etap, na którym funkcjonujemy jako przyjaciele.

Podobno lecząc złamane serce u psychoterapeuty możemy się dowiedzieć, że relacja z tym wyidealizowanym ex była tak naprawdę toksyczna, a nami rządziły niezdrowe mechanizmy. Podczas terapii często spadają z oczu klapki, a odzyskiwanie ex rzadko jest dobrym pomysłem, no chyba, że sami zawiniliśmy i dopiero zaczynamy to rozumieć…

Otagowano , , | Możliwość komentowania związek zupełnie nieoczywisty została wyłączona

życie pisze scenariusze

Przez ostatnie kilka tygodni zawodowo głównie „gimnastykowałem się” byleby się nie narobić. Tematy i projekty, które pojawiały się na horyzoncie spychałem na innych albo znikałem z biura, byleby nie zostać przydzielony do czegoś, co było jednym wielkim szambem. Taka strategia nie mogła sprawdzać się w nieskończoność, wiedziałem że kiedy wrócę do biura po świętach nie będę miał już wymówek i będę musiał zmierzyć się z rzeczywistością. Od zeszłego tygodnia zacząłem wysyłać na zewnątrz swoje cv, perspektywa pozostania w obecnym zespole firmy „budującej lepszy świat pracy” nieustannie wzbudza we mnie agresję i pogardę. Dziś rano w ogóle nie planowałem pojawić się w biurze, jak tylko rano zobaczyłem za oknem śnieg i temperaturę -9, to przykryłem się tylko głębiej kołdrą i poszedłem w kimę. Do biura dotarłem na 13.00 po to by zjeść lunch, poczytać horoskop, wypić dwie kawy i o 16 wróciłem do domu. Perspektywa oczekującej mnie jutro rozprawy rozwodowej bardzo skutecznie psuje mi nastrój. Wieczorem odebrałem wiadomość od klienta, z pytaniem czy nie chciałbym znowu dla niego pracować. Jutro ma podać mi więcej szczegółów. Jest jak w filmie „Diabeł ubiera się u Prady” – kiedy całe twoje życie się zawali, to znaczy że czas na awans.

Opublikowano praca | Otagowano , , | 7 Komentarzy

koniec roku 2023

główną cechą mojego charakteru jest: bycie ogólnie poukładanym facetem, samoświadomość że nie zadowolę wszystkich, potrafię być dojrzały w niektórych sytuacjach, sprawczy i samowystarczalny, z wiekiem coraz bardziej staję się wybiórczy, wygodny, opieszały, doceniam umysłowy komfort gdy nic nie muszę i mogę tylko chcieć.
cechy, których szukam u mężczyzny: bezrefleksyjnie w facetach liczy się dla mnie tylko wygląd, bardziej refleksyjnie: otwartość, fajnie jest mieć z kimś dialog a nie expose
cechy, których szukam u kobiety: szacunek do człowieka, uroda, uśmiech, brak anoreksji mózgu. Nieustannie styl, który świadczy o tym że kobieta zna swoje ciało, figurę i potrafi to wyeksponować, nieustająco współczuję wszystkim żeńskim ofiarom mody.
co cenię najbardziej u przyjaciół: brak oczekiwań i żądania mnie na wyłączność, przyzwolenia na bycia sobą, możliwość szczerych rozmów na każdy temat. Przyjaźń nie jest czymś za coś.
moja główna wada: pewność siebie, bierna agresja, wygodnictwo i praca zrywami, topienie smutków w pościeli, napojach wyskokowych i papierosach.
moje ulubione zajęcie: błogie lenistwo, planowanie podróży, rozgrzewające igrzyska sportowe.
moje marzenie o szczęściu: Leżenie na plaży z poczuciem jak na widokówce. Szczęście w życiu to jest coś do roboty, ktoś do kochania i coś, na co się czeka. Podróże i od czasu do czasu „szlafrokowe” czyli dzień bez pośpiechu, wstawania, wychodzenia i wyglądania.
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: odrealnienie, brak sprawczości w życiu, zamykanie się na rzeczy nowe, pozostawienie mnie samego ze wszystkim, używanie głowy wyłącznie jako pojemnika na zęby
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: wewnętrzna pustka, bezrefleksyjność, brak sprawczości
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: chciałbym nauczyć się przestać oceniać innych, czuję się pogodzony ze swoim aktualnym życiem.
kiedy kłamię: kiedy rozwiązuje to mój spędzający sen z powiek problem
słowa, których nadużywam: dobrze, zrobię to
ulubieni bohaterowie literaccy: brak, ale cieszę się z każdej następnej przeczytanej książki
ulubieni bohaterowie życia codziennego: ludzie z pracy
czego nie cierpię ponad wszystko: pośpiechu bo pośpiech upokarza, bylejakości, nie cierpię bezrefleksyjnie czegoś musieć
moja dewiza: monogamia nie oznacza bycie z jedną osobą na całe życie, tylko z jedną osobą naraz. Nuda nie jest jałowa, nie trzeba się jej wstydzić, nudzenie się nie zwiastuje problemów mentalnych, gdy marnowanie czasu daje przyjemność to nie jest czas zmarnowany, kontemplowanie pozwala energetycznie zaangażować się w coś innego. Żyj w głowie. Katastrofa to szczęście w przebraniu. Nie należy przejmować się krytyką ludzi, których nigdy nie poprosiłbyś o poradę.
dar natury, który chciałbym posiadać:

– dobroć i bezinteresowność
– chciałbym być jednocześnie mega wrażliwcem i mieć mentalność pancernego czołgu, żeby odpierać każdego rodzaju ataku.
– brak poczucia zazdrości
jak chciałbym umrzeć: szybko, niespodziewanie i nie odczuwając bólu, przed 50.
obecny stan mojego umysłu: po pierwsze jestem chudym facetem z wydętym brzuszkiem, po drugie ten rok był bardzo udany pod względem podróżowania, udało mi się zaplanować wyjazdy do Kolumbii, Syrii, Pakistanu i z niecierpliwością czekam na kolejne wyprawy do Libii, Iraku i Afganistanu, po trzecie mam czysto na chacie.
błędy, które najłatwiej wybaczam: każdy, bylebym usłyszał zwykle przepraszam albo wyciągnąć rękę na zgodę, wybaczam ale nie zapominam
największa porażka: doświadczenie wyczerpania się formuły związku partnerskiego po 15 latach, zakończenie znajomości z K

4 Komentarze

Bunt

Chamstwo, pasywna agresja, brak kultury, dyskryminacja, mobbing, ignorancja, podżeganie do niezdrowej rywalizacji, patologiczne zachowania oraz faworyzowanie innych wywołały w naszym zespole falę niezadowolenia i atmosferę ogólnego zniechęcenia pracą. Szefostwo ma do wyboru mieć zespół za przyjaciół albo wrogów. Na razie pracują na to drugie. W efekcie przyszło tsunami i kilka osób z dnia na dzień poszło na L4. Zwierzchnictwo dostało czas na przemyślenie…

Mądrość zawodowa do zapamiętania dla mnie na przyszłość: nigdy nie ufaj kobiecie z wielkim czołem. Taka nigdy nie zapomina, co powiedziałeś – ukrywa tam 512 GB dysk.

A i do wszystkich, którzy rozwieszają już świąteczne dekoracje. Uspokójcie się! Maryja jeszcze nawet nie powiedziała Jozefowi, że jest w ciąży.

Opublikowano Mądrości, praca | Otagowano , | 8 Komentarzy

wyjazd w góry

Piątek zapowiadał się bardzo spokojnie, nawet planowałem wyjść wcześniej z biura byleby zostawić za sobą cały ten popaprany bezmiar głupoty. Krótka, 15minutowa niezobowiązująca rozmowa z potencjalnym klientem, miała swój ciąg dalszy na koniec dnia, do tego stopnia, że wyszedłem z biura po godzinie 19, bo klient już coś sobie życzył. Czym prędzej wróciłem do domu, bo czekały plany weekendowe. Wyjechałem do Świeradowa. Koleżanka znowu przekonała mnie wyjątkową okazją weekendu w górach.

Raptem dwa lata później i w około zupełna inna rzeczywistość, nie ma tematu „tylko dla zaszczepionych” nie ma dzielenia ludzi na zaszczepionych i na niezaszczepionych. Cały weekend bardzo udany, pełen relaks, góry, świeże powietrze, tony śniegu, słońce, wieczorami relaks w hotelowym SPA, pływanie w basenie a potem rozmowy o przy butelce wina i wyśmienitej desce serów. Zupełnie jak przed kilkoma laty kiedy zaczynałem prace w firmie zajmującej się „budowaniem lepszego świata pracy”. Dziś rano powrót do rzeczywistości z siłą wodospadu. Odpaliłem komputer i dostałem ponad 40 maili z zadaniami na już. Szkoci przez weekend nie próżnowali: pisali i  przesyłali zadania do wykonania na dziś do 11.00.

Ledwo zaczęła ściągać mi się poczta, trzasnąłem klapą od laptopa, bo nie chciałem psuć sobie humoru ani nastawiać się supernegatywnie, do tak pięknie rozpoczynającego się nowego tygodnia pracy. Nauczony doświadczeniem z przeszłości nie odpowiedziałem nawet na jednego maila, nie wziąłem sobie nic na garb, wiedząc że dalej byłoby tylko gorzej, zero życia osobistego nie mówiąc o innych przyziemnych codziennych obowiązkach. Projekt w firmie zajmującej się „budowaniem lepszego świata pracy” to projekt objęty patronatem toitoi.

Mój szef zacznie od wysłuchiwania moich gorzkich żali, w odwecie zarzuci mnie korpo nowomową, każe uzbroić się w cierpliwość, obieca interweniować i do mnie wrócić. Na jakikolwiek kompromis z klientem nie będzie szans, ale jak to bywa w dużych organizacjach moja firma sama wie, co jest dla mnie najlepsze… Oczekuję wyłącznie frustracji do poziomu jak dziś, że jeszcze z większą chęcią będę ignorował prośby i przydzielone zadania. Typowa stylówka korpo.

Opublikowano praca | Otagowano | 4 Komentarze

Sny

Od kilku tygodni regularnie śni mi się M. Dziwne bo przez kilkanaście lat nie śnił mi się w ogóle. Teraz pojawia się bardzo często w różnych miejscach i jest to przyjemne. Dziś przyśnił mi się w San Francisco i gdyby wydarzyło się to ponad 6 lat temu, już dziś miałbym kupiony bilet na samolot. Rozczula mnie tamten ja i tamten styl życia. W pracy pojawiła się szansa na nowy projekt, tym razem ze Szkotami, więc uczę się wsłuchiwania w szkocki akcent.

Opublikowano praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

uczę się przez całe życie

M. jest kucharzem, jest nawet szefem kuchni, potrafi wyczarować cudo smakołyki z tego co aktualnie znajduje się w lodówce (jego, bo w mojej często jest tylko lód, woda mineralna, resztki jakiegoś alkoholu, stary ser i liście sałaty). M. potrafi też robić najlepszą na świecie pizzę i wcale nie uważam tak, bo jest ważny w moim życiu, ale dlatego, że jest obłędny w tym co robi. Jego pizze to małe dzieła sztuki, za każdym razem są bardziej niż poprawne, poza tym M. potrafi w zależności od sezonu, poru roku, sezonowości produktów wyczarować coś, co wszyscy chcą próbować, smakować i za każdym razem towarzyszą temu doznania na miarę restauracji z gwiazdką Michelin. Gdyby pani Magda Gessler pojawiała się kiedyś w jego restauracji spróbować pizzy M. nie byłoby rewolucji, tylko rozkosz podniebienia.

Kilka lat temu miałem nawet okazję razem z nim wziąć udział w konkursie „ Campionato mondiale della pizza 2017″ w Parmie, konkurs na najlepszą pizzę świata i zajęliśmy wtedy 3. miejsce w Szwajcarii, 30. na świecie. Byliśmy, bo M. zgodził się, bym towarzyszył mu w tym konkursie jako pomocnik, choć moje zadanie skupiało się głównie na tym, by nie przeszkadzać, nosić za nim wszystkie produkty albo to o co mnie poprosił.. Jedna z tych rzeczy, którą robiliśmy naprawdę wspólnie, i którą wspominam z łezką w oku.

Kilka tygodni temu, nieopodal mojego miejsca zamieszkania, otworzono sklep z produktami spożywczymi wprost z Hiszpanii. Coś mnie tknęło aby zajrzeć. Wszedłem, sprzedawcy byli mili, uśmiechnięci, mieli gadane, więc jak można było przewidzieć, wyszedłem i wyszedłem z połową sklepu. Kupiłem m.in. ośmiornicę. Dziś wziąłem się za jej gotowanie wg wskazówek przez lata podpatrzonych i zapożyczonych od M. Kurczak czy stek to to nie był. I co? Voila! Joel Robuchon, Alain Ducasse, Gordon Ramsey, Makłowicz, Gessler czy każdy inny lokalny szef kuchni nie jest mi dziś straszny. Info dla hejterów: rewolucji żołądkowych też nie było. A to złoto to oczywiście jadalne.

Otagowano | 12 Komentarzy