Praca i przyjemności

Pracuję, nieustannie, raz musiałem zniknąć na elquatro, bo oko odmówiło mi posłuszeństwa. Na szczęście obyło się bez konsekwencji i nikt mnie nie wyrzucił z projektu, tylko dlatego że zaniemogłem z powodów niezależnych od siebie. Sielanka w pracy więc trwa.

Wpakowałem się niespodziewanie w sytuację z planowanym wyjazdem do Iraku. Bilet na samolot kupiłem na wrzesień, tylko że wyjazd okazał się być 18 miesięcy później. Nagimnastykowałem się, aby znaleźć przewodnika prywatnie, przeraził mnie brak odpowiedzi od lokalnych biur podróży, do których napisałem maile. W końcu odpisał mi ktoś rzeczowo, kto wydaje się rozsądny i urlop w Iraku ma szanse dojść do skutku. Plan odwiedzania Bagdadu – Babilonu – Karbali – Najaf – Nassiriya Basry – Samarry – Hatry – Mosulu- Erbilu – Sulaymaniyahyy – Halabjy – Rawunduz – Lake Dokan – Duhoku wydaje się potwierdzony i dopięty, ale na wszelki wypadek daję sobie przestrzeń na ryzyko, że doleciawszy do Bagdadu mogę zostać z niczym.

Opublikowano podróże, praca | 4 Komentarze

weekendowe myśli

Utknąłem jakby w martwym punkcie, patrzę w przyszłość i nie widzę nic, nie wiem dokąd tak naprawdę zmierzam, niczym pływak unoszę się nad powierzchnią byleby nie utonąć. W pracy burdel i stagnacja. Do listopada chciałbym zmienić pracodawcę, byleby uniknąć trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Ciekawych ofert na rynku pracy brak, teraz wszystko się zamyka i likwiduje, z ostatnich dwóch rekrutacji zostałem odrzucony, w moim mieście nic nowego się nie otwiera a to co jest, jest dla mnie mało atrakcyjne. U obecnego pracodawcy ogłosili brak awansów, podwyżek, premii, ale pracować zachęcają szybciej, lepiej, wydajniej, elastyczniej i z uśmiechem na twarzy, biorąc na siebie więcej i więcej. W obecnej firmie nie widzę dla siebie szans, poza tym najbardziej drażni mnie kolesiostwo i machloje na boku gdy władcy tego kurwidołka nawet się z tym specjalnie nie kryją. Zawsze, gdy myślę, że jest już dno, korporacyjny ład puka od spodu.

Motto ostatnich tygodni: kto sieje asap ten zbiera fuckup.

Nowy projekt to porażka, zawodowy upadek, profesjonalna czeluść absurdu, wróciłem do robienia rzeczy banalnych kiedy miałem lat 23, rozwoju dla siebie na przyszłość nie widzę żadnego, więcej uczę się nalewając sobie kawy z automatu.

Zapominanie bardzo boli. Choć im dalsza przeszłość, tym bardziej wydaje mi się piękniejsza. Katuje się ckliwymi filmami na Netflixie i popadam w coraz większą melancholię.

Sprawy rodzinne wychodzą mi bokiem. Na koniec każdego dnia dziękuję światu, że nikt do mnie nie zadzwonił ani nie napisał z nowym problem. Brakuje mi zrozumienia, cierpliwości i dobrych chęci w rozwiązywaniu rozterek moich najbliższych.

Za dwa miesiące wyprowadzają się lokatorzy z wynajmowanego mieszkania. Mam zagwozdkę czy sprzedać je od razu, czy wyremontować i wynajmować dalej. Znajomi chcą sprzedać piękne, komfortowe, dwupoziomowe mieszkanie, idealne dla singla i z miejscem na fortepian, ale rozmowy z nimi idą jak po grudzie, ile można się w końcu prosić i dopytywać.

Wszystkie wyjazdy zaplanowane mam dopiero na końcówkę roku. Jest majówka w Macedonii, ale ogólnie czeka mnie tylko orka. Nie wiem jak uda mi się pogodzić to ze zmianą pracy, który pracodawca da mi z góry tyle wolnego, a jak będę zmieniał jeszcze mieszkanie to chyba zęby w ścianę i zacznie się zaciskanie portfela.

życie osobiste? Gdy odczuwasz pustkę i nie masz celu, trafiasz w szalone miejsca, ale wciąż czujesz że błądzisz.

Opublikowano Mądrości, praca | Otagowano , , , | 4 Komentarze

nie narzekam, nie narzekam – powtarzam jak mantrę

Piszę z przerwami, bo nie potrafię się wewnętrznie zmobilizować i odpowiednio zorganizować, aby mieć chwilę przelać swoje myśli na bloga, nie zasypiając przy tym z telefonem w ręku. W pracy lepiej, bo dostałem nowy projekt, nic ambitnego, ale z potencjałem, cieszę się bo wiem że wszyscy się na jakiś czas ode mnie odczepią i będę mógł spokojnie sobie rzeźbić w moim ogródku. Tydzień mnie wdrażali, w poniedziałek następnego tygodnia przyszedłem do biura z podrażnionym okiem, które okazało się zapaleniem spojówki, w konsekwencji przez kolejne 4 dni byłem na L4. Oko miałem czerwone, łzawiłem, do końca dnia bolało mnie ucho i dostałem kataru na co pierwszy lepszy okulista z miejsca wystawił mi zwolnienie. Przez krótką chwilę było mi to nawet na rękę, ale jak okazało się, że w ciągu dnia muszę zaciągać rolety, drażni mnie światło, nie mogę oglądać filmów ani czytać, szybko przestałem cieszyć się z takiego stanu rzeczy. Oglądanie filmów jednym okiem też nie wchodziło w grę, choć w lokalnym kinie kupiłem bilety na pokaz specjalny filmu dokumentalnego „Mur” Kasi Smutniak połączonego ze spotkaniem z reżyserską. Włosi Kasię znają i uwielbiają, osobiście nie mogłem oprzeć się pokusie uczestniczenia w takim wydarzeniu, ale oglądanie filmu jednym okiem niczym cyklop, okazało się z moje strony bardzo dużym poświęceniem. Na weekend pojechałem do Warszawy, spotkać się z dawno niewidzianymi znajomymi i pod każdym względem ten weekend był udany. Przypomniały mi się stare czasy nieplanowanych, beztroskich wypadów do polskiej stolicy, dzikie wieczory, szampan, fajerwerki, śmiech i atmosfera bardzo dobrego humoru. Powrót niestety okazał się zderzeniem z rzeczywistością, bo moja mama niefortunnie upadla, uszkodziła kolano a przez swoją chytrość przestała płacić za prywatną opiekę medyczną, stawiając mnie z bratem w sytuacji podbramkowej. SOR nie, bo tam trzeba czekać, a czekanie upokarza, płacić za konsultację lekarską i RTG nie chciała bo za drogo a przecież przez 40 lat płaciła składki na ZUS, a dostęp do darmowej służby zdrowia w jej mniemaniu po prostu jej się należał. Niestety rzeczywistość okazała się okrutna, żaden zakład opieki medycznej nie otworzył przed nią swoich podwojów i biedaczka musiała boleśnie zmierzyć się z rzeczywistością. I taką mam ogólnie obecnie sytuację…  

3 Komentarze

Praca vs życie

Wróciłem do pracy z głową pełną pomysłów na kolejne wyjazdy. Chciałbym być socjopatą, lubię pracować ale coraz częściej myślę o tym że to tylko praca, nie chcę myśleć ciągle o robocie, praca to tylko praca a przyjemności są chwilowe. Nowo poznani znajomi zasiali w mojej głowie kuszące pomysły na kolejne podróże. W biurze rzuciłem się w wir zaległych spraw do ogarnięcia, zacząłem nowy projekt, poznałem nowy zespół, zacząłem się wdrażać w nowe tematy i nie jest źle. We wtorek poszedłem na interview, ale czuję że nic z tego nie będzie. Nie zdążyłem się przygotować, byłem ledwo żywy, niby wszystko wróciło do normy, ale robienie rzeczy po łebkach nigdy nie przynosi pożądanych rezultatów. Trudno. Na razie wszystko idzie jak po maśle, ale obecna praca do inspirujących nie należy, po prostu robię głupotki, niczego się ode mnie nie wymaga i jest poniżej kwalifikacji. Za to wypłata pozostaje bez zmian. Konformizm mi się włączył.

Podczas wyjazdu do Libii poznałem dziewczynę, która pracuje w biurze podróży z którym od kilku lat planuje swoje kolejne wyjazdy. Okazało się że podobnie jak jak wybiera się w październiku do Iraku. Pomyślałem że pewnie się spotkamy, zagadałem ją o to ale okazało się że leaduje grupę z drugiej połowy miesiąca. Byłem ciekaw kto będzie moim tour leadem poprosiłem żeby sprawdziła. Okazało się że nie ma mnie ani na liście uczestników ani liście rezerwowej. Po nitce do kłębka okazało się że zapisałem się na wyjazd do Iraku w październiku ale 2025 roku. A ja już bilet na samolot kupiłem ale na ten rok! Głupolek ze mnie, biletu nie da się zmienić więc albo stracę pieniądze albo polecę do Bagdadu a dalszy wyjazd zorganizuję sobie sam. Mam już plan.

W marcu Lupine organizuję wyjazd do Mauretanii, bez atrakcji pt. podróż pociągiem pociągiem przewożącym rudy żelaza. Ta atrakcja mnie odrzuciła ale sama Mauretania czemu nie.

W marcu mógłbym wybrać się na Sri Lankę i na Malediwy. Znalazłem połączenie lotnicze, zrobiłem wstępny kosztorys i zachorowałem na ten plan.

Marzec to doskonały miesiąc na wyjazd do Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu. Zacząłem czytać, planować, stworzyłem kolejny kosztorys i znowu okazało się że magia.

Nowo poznany kolega z Kolumbii zaraził mnie Ameryką Centralną: Kolumbia, El Salvador, Gwatemala, Belize i Wielka Niebieska Dziura.

W konsekwencji siedzę, patrzę, przeliczam, kalkuję i planuję.

Opublikowano podróże, praca | 4 Komentarze

Powrót

O 4:45 rano zaplanowana była zbiórka w recepcji, skąd autobusem wszyscy mieliśmy udać się na lotnisko. Mieliśmy, bo po zapakowaniu wszystkich naszych bagaży wiekowy autobus niespodziewanie odmówił posłuszeństwa. Po kilku próbach odpalenia silnika nie było wyboru jak tylko naprędce zorganizowanie dla nas kilku taksówek. Taksówek nie było, ale wielu przypadkowych prywatnych kierowców za obietnicę banknotu z wizerunkiem Andrew Jacksona zgodziło się nas tam dowieźć. Straciliśmy dużo czasu szukając alternatywnego transportu, wszyscy byliśmy poddenerwowani, że nie zdążymy na wyznaczony lot, ale nie to okazało się najgorsze w tej historii. Nasz kierowca w aucie przez całą podróż palił papierosa za papierosem, okrutnie śmierdziało, szyby zadymione, koleżanka i ja myśleliśmy że zwymiotujemy, ale nic nie mogliśmy powiedzieć, w końcu jakby nie było pan wyświadczał nam olbrzymią przysługę. Zdążyliśmy. Na kontroli paszportowej mój paszport przeglądany był przez prawie godzinę, znowu było kserowanie wszystkich stron, skrupulatne przeglądanie pieczątek i starych wiz, mój dokument kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, z pokoju do pokoju a urzędnicy którzy go weryfikowali wyglądali na bardzo dokładnych, surowych, poważnych i nieznoszących słowa sprzeciwu. Całość zajęła naszej grupie prawie trzy godziny.

Przed południem dotarłem do hotelu w Tunisie i pierwsze co zrobiłem to udałem się na obiad połączony z dużą ilością wina.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Leptis Magna – dzień 6

Mam zaległości w dokończeniu wspomnień z wyjazdu. Zdążyłem już wrócić do Polski, zacząć nowy projekt w pracy, wczoraj w środku tygodnia zaliczyłem pożegnalną imprezę koleżanki z działu, co skończyło się powrotem do domu o 3 nad ranem. W mieszkaniu bajzel, wciąż straszy sterta rzeczy do prania i prasowania, syf i malaria po kątach, ogólnie bałagan a na weekend jeszcze mam gości i muszę zrobić zakupy i przełożyć swoje plany wyjazdowe do Warszawy na przyszły tydzień. Najzwyklej na świecie nie ogarniam tego wszystkiego.

Po kolei… Uwielbiałem pogodę w Trypolisie w lutym, nie ukrywam że na taką właśnie liczyłem wybierając się do Libii w lutym. Piękne, niebieskie bezchmurne niebo, dużo słońca i lekki wiatr, który przyjemnie łagodził mocne promienie słoneczne padające z nieba. Zwiedzając Leptis chętnie wystawiałem się na promienie słoneczne rozkoszując się że nie było upału, żar nie lał się z nieba, przyjemnie chodziło się po całym terenie tego starożytnego miasta. Z powodu politycznej izolacji Libii powierzchnia miasta, choć wypisana na listę światowego dziedzictw UNESCO, zbadana została dopiero w około 40%. Dojazd tam nie trwał długo, ale wszyscy tego dnia byliśmy potwornie głodni, bo na śniadanie w hotelu nie było…. pieczywa. Jajka mleko pomidory ogórki liście sałaty warzywa masło dżemy orzechy owoce jogurty sery oliwki papryka brudna woda zwana kawą, ale pieczywa ani choćby sucharów czy czegoś podobnego nie dali i nie było czym zapchać żołądka. Wyjeżdżaliśmy wcześnie rano więc o 10 burczały nam brzuchy.

Na wycieczce spaliłem sobie kark i ręce, bo zapomniałem, że w tej szerokości geograficznej smarujemy się kremami z filtrem przez cały czas i nawet gdy wydaje się nam, że trwa zima i słońce nie opala.

Po tygodniu ciągłego przebywania ze sobą w grupie zaczęły pojawiać się konflikty. Ludzie przestali być dla siebie mili i wyrozumiali, zaczęły się przepychanki słowne, głośne werbalizowanie swoich potrzeb, ostentacyjne okazywanie niezadowolenia. Dla naszego lokalnego przewodnika wegetarianizm albo weganizm, w kraju objętym sankcjami to niezrozumiałe fanaberie, za to turyści potrafią żądać niemożliwego wprowadzając tutejszych mieszkańców w zakłopotanie i wielkie zdziwienie. Na ostatni wspólny wieczór nikt nie chciał ryzykować wyjścia do byle jakiej restauracji, ale dyskusja czy ryba to mięso, czy lepsze jest ziarno, owies i kuskus z sosem z keczupu, która wywiązała się w autokarze przyprawiła mnie o ogólne zwątpienie w rodzaj ludzki. Suma Summarum wieczorem wylądowaliśmy w libańskiej sieciówce Fettoush a część współtowarzyszy podróży poszła spać w bardzo złym humorze, bo musieli ulec, sprawy nie potoczyły się po ich myśli, bo znowu była ta sama libańska kuchnia a nie same orzechy, liście sałaty i owies.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Sabrata – dzień 5

Zupełnie zaskoczyła nas dziś pogoda, od rana się chmurzyło potem lało, co kilkanaście minut przechodziła nam nad głowami dosłownie ściana deszczu a znad morza nieustannie widać było nadciągające kolejne czarne kłębiaste chmury. Trudno będzie nam zwiedzać ruiny drugiego z Tri Polis – pomyślałem – zwłaszcza tym, którzy podróżują w samych T-shirtach i japonkach. Po śniadaniu wyjechaliśmy w kierunku Sabraty – miejsca, z powodu którego w ogóle wybrałem się do Libii, kompleksu starożytnych ruin, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To, co pozostało po osadzie fenickiej i rzymskiej zrobi piorunujące wrażenie na każdym, to jakby zabytki starożytnego Rzymu przenieść do Północnej Afryki. Tutejszy rzymski teatr jest monumentalny, pięknie po położony z widokiem na lazurowe wody Morza Śródziemnego, widoczny z dużej odległości, co jest sugestią malowniczą, która rozsławiła go nie tylko ze względu na niezaprzeczalną wartość architektoniczną.

W Libii wszędzie wolno palić: w przy śniadaniu, w hotelowym lobby, w hotelowym pokoju, w taksówce – przykry wszechobecni w unoszący się zapach dymu papierosowego przypomina mi o tym nieustannie.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Ghadamis – Ghariane – Trypolis – dzień 4

Wszystkie znaki drogowe, tablice informacyjne na ulicach i drogach szybkiego ruchu są wyłącznie po arabsku i nigdy nie wiadomo jak daleko mamy jeszcze do celu. Powrót do Trypolisu potwornie się dłużył. Zatrzymaliśmy się dwa razy, na lunch, podczas którego znowu serwowano nam kuskus z ciecierzycą i niejadalnym czerwonym sosem z keczupu oraz w Ghariane, mieście położonym w górach gdzie kilkadziesiąt domów troglodytów przetrwało próbę czasu i nowoczesności a ich właściciele marzą, aby uczynić z nich atrakcję turystyczną. Te stuletnie rezydencje, wkopane w skałę za pomocą prymitywnych narzędzi, wtapiają się w skaliste zbocza Jabal Nefoussa.

Nasi lokalni przewodnicy zgodnie twierdzą, że dziś podróżowanie do Libii jest całkowicie bezpieczne i dopóki pieniądze pochodzące z ropy będą płynąć zarówno przez Wschód, jak i Zachód, tak pozostanie.

Od Afganistanu po Syrię i Irak każdy naprawdę może poczuć, że znajduje się w kraju objętym konfliktem lub w kraju powojennym, ale z jakiegoś powodu nie dotyczy to Libii.

Z jednej strony prawie w ogóle nie widać tu obecności wojska, przynajmniej w obszarach, po których wolno podróżować, co obejmuje także stolicę Trypolis. Z drugiej strony, podczas gdy panorama większości syryjskich miast stanowią olbrzymie zniszczenia, Trypolis pozostaje nietknięty, podobnie jak wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy. Widziałem kilka budynków z dziurami po kulach i tym podobnymi, ale nie stanowi to nawet 1% tego, co można zobaczyć w Aleppo. Zgadzam się, że widziałem tylko małą część kraju i wiem, że na przykład w Benghazi doszło do zaciętej bitwy, ale z podróżniczego punktu widzenia większość miejsc w zachodniej Libii jest nienaruszona, a atmosfera wydaje się zaskakująco spokojna.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Ghadamis – dzień 3 c.d.

Późnym popołudniem dowiedzieliśmy się, że dostaliśmy zgodę lokalnej policji na wyjazd na Saharę pod granicę libijsko-algiersko-tunezyjską, mieliśmy zorganizowane pustynne safari, herbatkę z Berberami i podziwianie zachodu słońca. Amazygowie przyjęli nas bez fajerwerków, na pokazówkę to nie wyglądało choć nigdy nie wiadomo. Widok chleba wypiekanego w piasku pustyni i herbata parzona w imbryku z przedziwną, wielką pianą trochę mnie odrzuciły, ale odrzutu gastrycznego nie miałem.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 5 Komentarzy

Ghadamis – dzień 3

W nocy temperatura spadła drastycznie, było tak zimno, że ogrzewałem pokój klimatyzacją. Wszystkie pokoje w hotelu są podobne, skromne i urządzone w dawnym stylu berberyjskim. Mało jest świateł przez co cały czas chodzi się w półmroku.

Trudno było mi się przekonać do włochatego pledu, którym pościelone było łóżko dlatego spalem niczym nie okryty.

Śniadania i kolacje spożywamy w hotelach, w których się zatrzymujemy. Do posiłków serwowane tutaj muszę się zmuszać żeby nie chodzić głodnym. Wszystko jest zimne, jakby zakwaszone, rozmemłane i zmieszane z niesamowitą ilością cebuli i często podane w dziwnej kompozycji z pastą spaghetti polanej mocno oleistym czerwonym keczupopodobnym sosem. Nie da się tego jeść, ale nie narzekam dzielnie zagryzając wszystko chlebem i popijając wodą lub pepsi jeśli czuję, że nieuniknienie zbliża się rozstrój żołądka.

Dwa razy pojechaliśmy na lunch do libańskiego Fettoush i tylko tam mieliśmy prawdziwą ucztę dla podniebienia. W Ghadamis zorganizowano nam lunch w restauracji serwującej dania kuchni berberyjskiej, wszystko podawano na podłodze wyłożonej dywanami a my siedzieliśmy wokół rozłożonych tac biesiadując nieskrępowanie i rozmawiając o wrażeniach z wyjazdu.

Na ulicach spotyka się mnóstwo czarnych robotników, z Darfuru, Sudanu i Czadu oraz innych krajów Afryki Subsaharyjskiej kiedyś często uważanych za najemników byłego dyktatora Libii Muammara Kadafiego. Zwykle wykonują oni tutaj najgorsze prace. Czytałem że często są sprzedawani na targach niewolników, torturowani i porywani.

Charakterystyczne budynki z gliny przyniosły temu 7tys miasteczkowi status miejsca dziedzictwa światowego UNESCO. Starożytna architektura ze skomplikowanymi wzorami i zacienionymi uliczkami daje wgląd w tradycyjny sposób życia w regionie.

Ghadames, zwane „perłą pustyni”, położone jest w oazie. Jest to jedno z najstarszych miast przedsaharyjskich i wybitny przykład tradycyjnego osadnictwa. Jego architekturę domową charakteryzuje pionowy podział funkcji: parter służący do przechowywania zapasów; potem kolejne piętro dla rodziny, wiszące nad krytymi alejkami, które tworzą niemal podziemną sieć przejść; a na górze tarasy na świeżym powietrzu zarezerwowane dla kobiet.

Mogliśmy chodzić i zwiedzać wszystko praktycznie dowoli, upajając się słonecznym dniem, bo w lutym nie jest tutaj tak gorąca, jak potrafi w miesiącach letnich.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 13 Komentarzy