…albo po prostu zaczyna mu się tak wydawać.
Może to dojrzałość, a może po prostu starzeję się na własnych zasadach. Coraz mniej lubię ludzi, coraz mniej zależy mi na tych, którym nie zależy na mnie i coraz bardziej jestem krytyczny.
W młodości myślałam, że przyjaźń to fundament wszystkiego, sens życia, pewien absolut w ludzkim istnieniu. Przecież wiadomo – przyjaciel to taka lżejsza wersja związku, tyle że bez dram, bez pretensji, bez oczekiwań. Możesz się spotkać raz w miesiącu, pogadać, pośmiać się z głupot, wspólnie ponarzekać na świat, wypić kawę lub wino w zależności od aktualnego stanu psychicznego i tyle. No i niby ci przyjaciele z dzieciństwa są najlepsi, bo wiedzą o tobie więcej niż ty sam, pamiętają, wpadki młodości o których wolałbyś zapomnieć, że płakałeś i znają sekrety sprzed epoki internetu.
Z wiekiem odkryłam, że tytuł „przyjaciel” nie jest dożywotni. Ktoś, kto 17 lat temu znał moje wszystkie tajemnice, dzisiaj może być zupełnie obcym człowiekiem, którego ostatnim wspólnym doświadczeniem było serduszko na IG. I chociaż z przyzwyczajenia mówimy „to mój przyjaciel”, to tak po prawdzie niekoniecznie.
Przyjaciel, teoretycznie, to taka przyszywana rodzina, ktoś kto ma być obok w radościach, smutkach i w tej nudnej, szarej codzienności. Tyle że w tej codzienności to ja najczęściej jestem sam. W smutku? Największe życiowe traumy ostatnich lat przeżywałem samotnie, z gorączką, pod kołdrą, oglądając dołujący film i popijając lampkę wina. A jak raz poprosiłem kogoś o wsparcie i butelkę wina, to nawet tego wina się nie doczekałam. W radościach? Tak, wtedy przyjaciół bywa najwięcej, bo przy okazji czyjejś radości zawsze jest szansa na imprezę.
I tak z trzech kluczowych sytuacji przyjaciel pojawia się w jednej i to nie tej najważniejszej.
Czy taka osoba jest lojalna? Myślę, że nie. I nawet jeśli te relacje czasem jakoś się toczą dalej, to jednak w głowie zostaje ta rysa: „Nie było cię, kiedy cię potrzebowałam” i pojawia się dystans i chęć odpuszczenia. Prawdziwa przyjaźń to lojalność a jeśli tej lojalności brakuje, to zostaje znajomość, kumpelstwo, wspólnota interesów, ale nie to, co kiedyś nazywałbym przyjaźnią.
Przyjaźń wymaga zaangażowania a że z biegiem lat coraz mniej nam się chce, to i znajomości zaczynamy traktować jak dawną parę spodni, niby jeszcze je mamy, ale czy nosimy? No raczej nie.
Osobiście wciąż wierzę, że prawdziwe relacje buduje się twarzą w twarz, a nie klawiaturą. To spotkania, wspólne chwile, codzienność budują przyjaźń. Słynne „przyjaźnie” na FB się nie liczą, klikanie, lajkowanie, serduszka, czasem wiadomość na święta, ale co z tego? Ileż można wspominać te same historie sprzed 15 lat? To odgrzewany kotlet, a przecież wiadomo, że najlepszy jest świeży. Kręgi dalszej zażyłości i tak się kręcimy po tych orbitach coraz dalej od siebie.
Nie można w kółko wychodzić z inicjatywą, pukać do drzwi, które ktoś dla ciebie zamknął i czasem trzeba po prostu odpuścić, bo jeżeli tej drugiej osobie nie zależy, to może to znak, żeby i tobie przestało. A jeśli nie walczy, to masz jasność – zainwestowałaś w niewłaściwego człowieka.
Po latach różnych rozczarowań nauczyłam się być konsekwentny. Jak ktoś zawodzi – odpuszczam. Już się nie szarpię, nie udaję, że wszystko jest ok, wolę mieć mniej ludzi wokół, ale takich, na których mogę liczyć naprawdę. Nie chcę żyć relacjami, które istnieją tylko we wspomnieniach.
W chwilach takich jak ta, patrząc w lustro i robiąc rachunek sumienia myślę, że pewnie nie jestem idealnym przyjacielem, widząc, jak inni odpuszczają, sam odpuszczam i pewnie to nie zawsze jest fair. Ale wiem jedno – moje przyjaźnie potrzebują przeglądu technicznego, rocznego przeglądu, może coś się jeszcze nadaje do naprawy, a reszta do kasacji, bo przyjaźń, która żyje tylko wspomnieniami, to już nie jest przyjaźń.
Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że prawdziwymi przyjaciółmi są dla mnie najbliżsi, z rodziny, to oni przywozili mi gorącą zupę, kiedy nie miałam siły wyjść spod koca, to oni jechali przez pół miasta, żeby sprawdzić czy nie umarłem, pomóc przy przeprowadzce, to oni pili ze mną szampana, gdy miałam powody do świętowania. I o takie relacje warto dbać. O całą resztę warto się zastanowić.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.