Porto

W czwartek ostatni raz w tym roku poszedłem do biura, wyszedłem wcześnie rano i do 12 uwinąłem się ze wszystkim.
W tym roku do domu na święta lecę przez Porto i Bilbao, bo po co siedzieć 5 dni w zimnym Wrocławiu, po co się narażać, że rodzinka popsuje mi humor.

Porto choć bardziej słoneczne też jest zimne i w dodatku wietrzne a duża wilgotność sprawia że ziąb jest mocniej odczuwalny i chwilami nie do zniesienia.
W hotelu, w którym spałem mieścił się dawniej teatr, po pożarze przez pewien okres budynek stał pusty póki ktoś nie wpadł na pomysł przerobienia go na designerską oazę luksusu. Wielka, ciężka, mosiężna brama – wejście zupełnie nie przypominało wejścia do hotelu, w środku ciemno, przygaszone oświetlenie, wszędzie dużo ciemnego drewna, metalu i luster. Drzwi do pokoju przypominały wejście do garderoby, na korytarzu panował półmrok, gdzieniegdzie tylko rozstawione były światła reflektorów, wieszaki na stroje elementy dawnych inscenizacji. Ktoś bardzo umiejętnie zbudował nastrój tego miejsca za pomocą światła, wydobył poszczególne elementy, zimne i cieple kolory przeplatywały się na wzajem. Przez ciężka wysoko zawieszona kurtynę wchodziło się do łazienki skrywającą masywne umywalki w kolorze złota i kolorystycznie dopasowana armaturę. Wanna oddzielona była od reszty pokoju olbrzymią przezroczystą szybą.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berlin – Zurich – Belgrad

Zafundowałem rodzince wypad do Berlina, taki jeszcze przed świętami, akurat trwają bożenarodzeniowe jarmarki, jest kolorowo i świątecznie, pomyślałem będzie miło spędzić wspólnie weekend całą czwórką. Niewiele mamy okazji jeździć gdzieś razem a przez krótkie 2 dni akurat nie zdążymy się pozabijać.
Sam przyleciałem już w piątek, sprawdzić miękkość materaca, nie pomijając przedtem sofy i fotela, z odpornymi na wstrząsy i wibracje oparciami. Sprzęt spisał się na medal, ściany nie zachowały śladu zacieków a ja odniosłem spektakularny sukces wygrywając w biegu długodystansowym z Rosja. Niestety jak na moje oko był to nasz ostatni raz w tym składzie.

W sobotę przed południem umówiony byłem jeszcze na biznesowy lunch, ale cały czas miałem na oku telefon gdyby familia zjawiła się wcześniej.
Zajechali w samo południe, dumnie zaparkowali centralnie pod głównym wejściem, tym razem przyjechali bez wałówki za to z dwoma przaśnymi siatkami, w których upchali swoje ubrania. Torba czy siatka kwestia gustu, nie będę się czepiał.

Mamuśce spodobał się pokój, który im zorganizowałem, zwłaszcza zawartość łazienki, która w kwadrans po wejściu do pokoju opustoszała z mydełek, szamponów, balsamów do ciała i odżywek do włosów. Oszczędziła ręczniki, suszarkę i baterie. Narzekała tylko na brak czajnika, bo nie miała w czym sobie zaparzać ziółek i gorących kubków.

Ojczulek mówił do obsługi wyłącznie po polsku, każąc im zgadywać, o czym do nich rozmawia, bo dumny jest, że jest Polakiem, a obsługa no cóż ni chuchu go nie rozumiała próbując zagaić rozmowę po angielsku, niemiecku i francusku – bez skutku.

Całą czwórką pojechaliśmy taksówką do Neues Museum. Tatuś rzucił dumnie parę zwrotów, których nauczył się zapewne zgłębiając niemiecką kinematografię „heute geschlossen” „jawohl my fuhrer” „ja gut” ficken machen”.
A mamuśka mu wtórowała powtarzając kierowcy, po raz enty, że jesteśmy z Polski a ona nie była w Berlinie od upadku muru, co można było łatwo zgadnąć bo pytała w kółko czy to już RFN czy jeszcze DDR…

Mało mi się uśmiechało błądzenie po mieście w poszukiwaniu miejsca idealnego, zaspokającego gusta i cennik mojej matki, dlatego nauczony doświadczeniami zaprosiłem wszystkich na kolację w hotelu.
Stolik zarezerwowałem nam na 20, ale w ciągu dnia usłyszałem, że oni późno nie jedzą więc zmieniłem rezerwację na 19, potem dowiedziałem się, że 19 to też już raczej nie ta pora więc skończyło się na 18. Tak naprawdę to chcieli zjeść kolację o 17 tylko ani ta ani żadna inna szanująca się restauracja nie otwierała kuchni przed 18.
Stolik dostaliśmy najładniejszy, najwygodniejszy, najlepszy najcentralniej położony i w ogóle za co z moim dostawcą powinienem co najmniej polecieć w ślinę z języczkiem i dać się zmacać, ale powstrzymują mnie wysoka kultura osobista i resztki dobrego wychowania.
Początek był bardzo trudny, mamuśka po zapoznaniu się z cennikiem w menu ogłosiła wszem i wobec, że niczego tutaj nie zje, bo jest za drogo, a dania są zbyt nouveau niechcąco za wszystko oberwało się kelnerce.
Mamusia udała się w przerwie między posiłkami do toalety, niby to przypudrować nosek a w rzeczywistości wynosząc kolejne partie mydła i balsamów do rąk. Oszczędziła rolkę papieru toaletowego, bo nie miała jak jej przemycić na salę.

Matka miała ewidentnego focha, który eksplodował w okolicach deseru. Nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać, więcej warczała niż mówiła, szkoda w ogóle o tym pisać. Jestem twardy, nie daję po sobie poznać smutku, nigdy nie płaczę, ale znowu przekonałem się, że najbardziej i najdotkliwiej potrafią ranić nas najbliżsi. Jebłem focha, zamknąłem się w kiblu na kilka minut i stwierdziłem, że to pierdole i to wystarczyło, żebym się pozbierał i wrócił do swoich gości. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby ich tutaj ściągać, życie głupiej torby niczego nie nauczyło, ewidentny masochista ze mnie, że w ogóle ich gdziekolwiek zapraszam. Rodziców i dzieci się nie wybiera, ale widzę jak z biegiem lat coraz bardziej działamy sobie na nerwy.
Obiecałem sobie, że następnego razu tak szybko nie będzie. Bo tak. Bo mam focha i mogę się zachowywać nieracjonalnie i histerycznie. Bardzo wszystko upraszczam i jestem niesprawiedliwy, wszystko wciąż jest też jeszcze świeże, ale jak pomyślę że ona za rok przechodzi na emeryturę to mam strach w oczach.
Zniesmaczony i rozbity wróciłem do Szwajcarii, nie musiałem jechać do Berna, bo z M. zostaliśmy na noc w Zurychu. Był po ostatniej części egzaminu i jakoś mu poszło, więc teraz obaj czekamy na wyniki. Wieczorem umówieni byliśmy z E&E na kolację w przytulnej restauracyjce Positano i dowiedzieliśmy się, że spodziewają się dziecka.

W poniedziałek M. wcześnie rano poleciał do Włoch a ja w kilka godzin później – w eskorcie chmary chińskich delegatów – do Belgradu, zedrzeć sobie kolana, usta i brodę.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

BABA

GH: Recently I purchased many things from BABA market place. It is really good, very good. Can get anything under the sun there, and at reasonable price. Be happy if we become BABA one day. He is into ranks of tech millionaires like Microsoft and Bill Gates. And many of his employees become instant millionaires as BABA had given stock to staff.

Opublikowano praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

Walka ego

Walka ego trwa. Dziś dowiedziałem się, że nie będziemy podlegać pod Controllership tylko równolegle raportować do wspólnego VP. Nie spodoba się to jednej czarownicy i pewnie niedługo ucieknie przecierając drogę do promocji amerykańskiemu dzieciorobowi.

Wracając z firmowej kolacji zahaczyłem przypadkiem o bar w Schweizerhoffie. Zza szyby rozpoznałem członków naszego obecnego zarządu, wszystkich globalnych VP i całą tą zbotoksowaną klikę, czerwoną na twarzy i naprutą jak świnie.

W całym tym bałaganie znajduje się na samym końcu łańcucha pokarmowego, bliżej dupy jak to stwierdziłem dziś przy swoim węgierskim koledze, który bardzo trafnie mi odpowiedział: you are simply on the wrong side of a dick…

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

zgaduj zgadula

PS: You want believe what happened today. Jackie was working at her desk when suddenly she started screaming for like 5 sec s then she hit her laptop. She got irritated with something. Everyone just freeze on our floor…she looked like she lost control on her emotions… Looked scary… She seems to be on the edge of some kind of a breakdown. I have never seen her so much distracted and angry…
GH: She must be really stressed out . . . When she was in SG she was already trying hard to keep her eyes open.
PS: She is on the edge…
GH: Last week, I heard from GL Manager that Jackie asked about me because she was concern that i was all alone in another row away from SSC. The GL Mgr conveyed the message that Jackie said I can always go to her if I have anything. Peter and Jackie might be feeling weird as i have been silence all this while, no question asked at all.
PS: Oh i didn’t tell you. Peter asked me to move my desk from 1st to 2nd floor where all ESS sit. He asked me second time via email. And eventually i moved today. So i am with AP and GL
GH: Hahahh. Do u like this seat?
PS: Nope. But now in EB its not about what u like or dislike. U just follow the orders
GH: Preciously so I remain silence.

Opublikowano praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

Sobota w stolicy

Z myślą o zbliżającym się interview kupiłem sobie w Dubaju nowy garnitur, koszule i buty, ale nie wiem czy się za bardzo nie pośpieszyłem, bo telefon na razie milczy. Okazuje się być podobny do M., który plany otwarcia własnej restauracji zaczął od zamówienia drogich kieliszków i obrazów do udekorowania wnętrz. Moj plan wciąż ewoluuje, ale główne elementy tego planu pozostają bez zmian. Jeśli nie stanowisko w Warszawie, na które aplikuje zacznę szukać pracy gdzieś w okolicach Zurichu i Bazylei. Uświadomiłem sobie, że do Polski wrócić zawsze zdążę, ale wrócić do Szwajcarii już tak łatwo wcale nie jest.

Warszawa nie przestaje mnie zaskakiwać, głównie ludzie, których tutaj poznaje, mam stąd mnóstwo pozytywnych i robaczywych wspomnień, większości nie mogę nawet opisać, bo wyszedłbym na delikatnie mówiąc lekkoducha, jeśli nie na zwykłą man’s whore. Rotacja jest duża, ciągle pojawiają się nowe twarze, nowe podmioty, a efekt tych interakcji jest co najmniej satysfakcjonujący.
Poza tym odkryłem tutaj miejsca, w których dobrze się czuje i gdzie mnie już znają i dobrze mi z tym. Zdałem sobie jednak sprawę, że utrzymanie takiego stanu rzeczy zależy głównie od tego jak długo pracuje i zarabiam w Szwajcarii. Zmiana tej sytuacji szybko sprowadziłaby mnie na ziemię a moje dobre samopoczucie i pewność siebie zapewne spadłyby z poziomu mojego ego do poziomu mojego IQ.

Od jutra wracam do biura, byle wytrzymać następne 10 dni i znowu gdzieś ucieknę.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Myśli nieuczesane

GH: I have decided that whatever role i am given, I shall accept and do it well. I am drawing salary from the company so I am not deprived of. BD or PF or whoever are the lead but they are after all just human. It won’t be surprising if they had long lost their conscious in order to climb the career ladder to reach their level. Regardless of the people and environment it is important that my conscious is clear and principal is still. I believe in non-physical things because I have experienced them. There is one thing on earth that is abundant and free. It is love. And i believe there is a creator who knows everyone inside out. When the judgement day comes nothing can escape.
I love my first job as an auditor in Deloitte. Was there for 6 years and was quite reluctant to leave back then. But if i hadn’t stepped oit then i wouldn’t have known KM and you who are so wonderful.

Opublikowano praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

Leżenie na plaży

Jak na razie pogoda nas rozpieszcza, codziennie praży słońce, temperatury sięgają 30 kresek i nie pada, a jeśli już to tylko w nocy. Podobno listopad i grudzień to pora deszczowa, dlatego z niepokojem wypatruję jakichkolwiek chmur dręczony traumą z Mauritiusa, kiedy lało non stop dzień i noc przez bite 4 dni urlopu.

Obijamy się, leżąc na przyhotelowej plaży i sącząc lokalnego SeyBrew z pianką albo zwykłą wodę kokosową, która podobno dobrze robi osobom narażonym na stres oraz kaca. Czytam książki, buduje zamki na piasku i nie robię nic z przymusu.

Opublikowano podróże, Seszele | Otagowano , | Dodaj komentarz

Katamaranem na wyspy ciąg dalszy

Z La Digue wróciliśmy z powrotem na Praslin, drugą największą wyspę w kraju. Najpierw zjedliśmy smaczny kreolski lunch w jednej z lokalnych restauracji by potem wrócić do Vallee de Mai Parku Narodowego wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Fanem natury nie jestem, ale skoro przewodniczka wspomniała, że tylko tutaj na świecie można znaleźć naturalnie występujące coco de mer (orzech z palmy seszelskiej w kształcie dużej dupy), bulbule, gołębie owocowe i czarne papugi to się skusiłem.

Chociaż czasy kolonializmu dawno się skończyły, to wciąż widać jego pozostałości – mówi się tutaj trzema językami urzędowymi: angielskim, francuskim i kreolskim (francusko-afrykańskim), obowiązuje ruch lewostronny, uczniowie noszą jednakowe mundurki do szkoły.

Opublikowano podróże, Seszele | Otagowano , | Dodaj komentarz

Katamaranem na wyspy

Wczesnym rankiem odebrał nas kierowca, żeby odwieźć nas na przystań skąd mieliśmy popłynąć na Praslin i La Digue. Miałem okazje już wcześniej pływać katamaranem i dlatego bylem trochę rozczarowany, że ten nasz okazał się większą jednostką zabierającą naraz ponad 200 osób. Jakoś mi się ubzdurało, że będziemy tylko w kilka osób, na małym luksusowym jachcie a nie na olbrzymiej lodzi motorowej. Luksusów nie było, opalać się nie dało, skakać do wody na środku oceanu nie było nam dane, nie nurkowaliśmy w bajecznie kolorowych zatokach archipelagu, ale może następnym razem.

Port La Passe na La Dingue na jednej z najczystszych i najmniej przekształconych przez człowieka wysp archipelagu. Wyspa „strzeżona” przez rafy kolorowe utrudniające do niej dostęp z niesamowitymi granitowymi formacjami. Jedni turyści zwiedzali wyspę pieszo, inni na rowerach albo na wozach ciągniętych przez woły… Do oglądania były głównie plantacje orzechów kokosowych oraz kopry. Plaże Petite Anse, Grand Anse czy Anse Union obfotografowaliśmy do znudzenia by potem pływać w morzu.

Opublikowano podróże, Seszele | Otagowano , | Dodaj komentarz