Nieustające turnee wciąż trwa i wygląda na to, że przeciągnie się spokojnie do świąt a nawet zahaczy o styczeń, który zapowiada się nie mniej intensywnie.
2-dniowe szkolenie, które zorganizowałem w Richmond okazało się podręcznikowym przykładem na to jak nie należy przeprowadzać szkoleń – bo wpadka goniła wpadkę. Wysłałem zaproszenie do ponad 200 osób, z czego na pierwszym spotkaniu zaliczyłem zdziwienie, bo pojawiły się zaledwie 2, potem pomyliłem sale konferencyjne, nerwowo spoglądając, co chwilę na zegarek zastanawiałem się, dlaczego nikogo jeszcze nie ma, podczas gdy cała grupa czekała na mnie w sali w drugiej części budynku, następnie przez kwadrans nie mogłem uruchomić prezentacji, na dodatek mój szkoleniowiec utknął gdzieś w korku, więc musiałem improwizować, ale w trakcie przestała działać aplikacja, którą zachwalałem jako szybką sprawną i niezawodną, a na sam koniec cały system się zawiesił i było już po ptakach.
Nie owijając w bawełnę Anglia była nudna, pobyt kręcił się wokół szkoleń, wieczorem pracowałem z hotelu w nocy, mało spałem obdzwaniając biura, które właśnie otwierały się po drugiej stronie globu. Ot taka zwykla korporacyjna bylejakość, papka pokrapiana imitacją wielkiego świata biznesu. Gdyby nie towarzystwo R pewnie w ogóle nie wychodziłbym z pokoju a tak zaliczyliśmy dwa fajne wieczory we dwoje.
Przedostatnim samolotem wróciłem do Zurychu, w domu byłem po północy, żeby o 4 rano przepakować się i zdążyć na samolot do Monachium.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek

sale konferencyjne, szkolenia, hotele… czy to Cie troche nie meczy?
jeszcze nie, ale w koncu powiem sobie dosc
no tak, zawsze przychodzi to dość…
poki co robie to co robie z mysla o doswiadczeniu ktorego nabieram, plus ma to tez spory wymiar finansowy…
Jak kiedys skoncze to inni beda latac a ja bede pilnowal spraw zza biurku
a lodowa pustynia, zimno, pustka w kolo Cie troche nie meczy?
Odpowiadając trochę przewrotnie; bywają takie dni kiedy meczy wszystko. Wtedy nie ma znaczenia czy jesteś w Paryżu czy północnej Szwecji ale bywają i takie chwile kiedy pozytywnie nastraja nawet cisza lodowej pustyni.
Natomiast bardziej serio; na pewno jest tak, ze odmienność północy na początku poraża, tym bardziej jeśli wcześniej zyles w zgiełku i pedzie dużego miasta, wśród wielu ludzi.Z czasem przyzwyczajasz się, jak do wszystkiego. Wtedy nie odczuwasz zima i pustki wokół ale cisze i spokój. Na pewno nie jest to miejsce, w którym chciałbym spędzić resztę życia (:-) ), choć nigdy nie wiadomo. Sporo z tych co mieszka tu, tez tak powtarzało na początku a siedzą tu już 20 lat albo i dłużej.
Mamy jednak świadomość, ze jak będziemy mieć już dość lodu każdej chwili możemy się spakować w i wrócić :))
tak, bezkresna przestrzen sprzyja kontemplacji, ale w zbyt duzej dawce moze przyczynic sie do zdziwaczenia – czego oczywiscie Ci nie zycze.
Tak sobie mysle ze daleka Polnoc molaby byc dla mnie takim zakmnietym klasztorem i nikt ani nic nie wodzilo by mnie na pokuszenie…
zdziwilbys sie co w tym klasztorze mozna znalezc…
ostatnio zwiedzałem sobie tutejszy uniwersytet, niedaleko mnie…wow…
tak, ze z tym brakiem pokus to jednak nie tu :))
ps. będę się starał żeby mi nie odwaliło 🙂
biblioteka powiadasz?
hm, interesujace – chyba sie tam do was … przelece
:)) biblioteki potrafią być takie wciągające…