No to jesteśmy…

Dotarłem na Seszele.
To jedno z tych miejsc na świecie, którego nazwa każdemu działa na wyobraźnię: egzotyka i luksus w najczystszej formie, palmy, bogata niespotykana nigdzie indziej roślinność, fauna, białe plaże z drobnym jak mąka piaskiem i charakterystyczne ciemno szare kamienie rozrzucone tu i owdzie. W dzieciństwie, gdy dokuczaliśmy sobie z bratem nawzajem, kto gdzie będzie spędzał wakacje jak dorośnie, ja wybierałem Seszele a jemu wyrokowałem wypoczynek pod namiotem z babcią w Ustce czy innym Otmuchowie.
Dziś i przez najbliższy tydzień grudnia byliśmy tutaj razem.

O zabójczej 5.45 rano odebrał nas kierowca z Emirates i zawiózł pod sam terminal, skąd odlatywaliśmy na Mahe. Lotnisko w Dubaju nigdy nie śpi, po 6 pełno było pasażerów spieszących się tak jak my na swój poranny lot, gdzieniegdzie ustawiały się długie kolejki do odprawy bagażowej i kontroli paszportowej, na sklepy wolnocłowe oblegały tłumy a sprzedaż szła pełną parą.
Przesiedzieliśmy ponad godzinę w loungu czekając aż ogłoszą nasz lot, brat nie próżnował pałaszując kolejne dania z bogatej oferty baru a ja za to bardziej skromnie i z kulturą: tylko mini kanapeczki i kolejne kieliszki szampana. Zwykle nie piję o 6 rano, ale darmowe bąbelki moet chandon to pokusa nie do odparcia.

Samolot do Mahe odlatywał z najdalszej części terminalu, do naszego wyjścia musieliśmy drałować 20 minut, mijając kolejne korytarze i przejścia w końcu dotarliśmy do C37. Zaparkowany był w drugiej części lotniska na pozycji zewnętrznej, więc znowu przyszło nam czekać aż przewiezie nas do niego specjalny autobus: najpierw wsiadło cargo potem osobnym busem pojechaliśmy my – pasażerowie first i business class. Razem z nami podróżowało dużo Francuzów, Włochów, Rosjan i Arabów z Emiratów.
Brat ciągle się zachwycał: a to kabiną w samolocie, a to kartą win, obsługą w hotelu czy na lotnisku, rozmiarem pokoi hotelowych i nieograniczonym dostępem do darmowych bufetów i markowych alkoholi. Tia, to standard w moim świecie przynajmniej dopóki nie wywalą mnie z roboty…
W samolocie naturalnie zacząłem skromnie od lampki szampana a ze lot się opóźniał to załapałem się i na drugą. Mój brat w tym czasie zdążył zepsuć mini ekran wyciągany z siedzenia, oblać się sokiem, rozregulować fotel i rozłożyć stolik tak, że nawet stewardessa nie potrafiła go spowrotem złożyć. Ten samolot jest chyba starszy ode mnie – skomentowała na koniec.

Międzynarodowe lotnisko w Mahe jest bardzo małe, za to urokliwie położone na skraju wschodniej części wyspy. Padało, było pochmurnie, ale wciąż panował potworny upał a wilgoć dawała nam do wiwatu. Listopad i grudzień to podobno nie najlepsza pora na odwiedzanie Seszeli, przynajmniej wg przewodnika Lonely Planet, ale liczba turystów wylewająca się z samolotów jakby tego nie potwierdzała. Nasz kierowca już czekał, po chwili ruszyliśmy w kierunku Beau Vallon i naszego hotelu Sunset Beach…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, Seszele i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s