W drodze do Mahe

Razem z M. napaliliśmy się na shopping w Abu Dhabi, licząc po cichu, że wybór sklepów będzie co najmniej taki jak w Kuala czy Dubaju. Lotnisko zachwyca swoja bryłą i ciekawą architekturą, ale pod względem atrakcji dla zakupoholików wypada blado. Zaopatrzeni w kilka butelek wina i rumu i mając wciąż 2 godziny do odlotu rozsiedliśmy się na kilka godzin w wygodnym loungu. Była 4. rano, M. sączył soczek i kawę a ja prosecco w końcu przecież bylem na wakacjach.

W Etihad Premium Lounge spotkaliśmy lokalny koloryt. Pojawił się nagle, lekko misiowaty, w ciemnych okularach, z bujną czarną czupryną, ubrany od stop do głów w markowe ciuchy od Gucci i Prady z walizką od Luis Vuitton. Jego ruchy i manieryczny foch zdradzały że mamy do czynienia z gwiazdą Abu Dhabi. Nie mam gdzie usiąść? Dlaczego wszystko jest pozajmowane? W innym loungu? Każesz mi teraz iść gdzie indziej? Awanturował się strzelając miny niczym diwa pokazując swoją prawdziwą naturę. No i ten jego zjawiskowy chód: je-stem pię-kny se-xy, so-no bel-lo snel-lo fro-ccio con sexy cu-lo.

Nie wiem jak to zrobiłem, ale pękł mi guzik w pasie, przez co ciągle opadały mi spodnie. Paska nie miałem, agrafki też nie więc, co kilka kroków musiałem stawać i podciągać portki ryzykując że niekontrolowanie zjadą mi do kolan. Wchodząc po schodach na pokład samolotu trzymałem jedną rękę kurczowo w kieszeni podtrzymując je co by się nie wywalić i nie wyrżnąć gębą w schody. M. miał ze mnie ubaw kiedy musiał pomóc mi włożyć torbę do luku nad głową, próbowałem samodzielnie, jedną ręką, drugą nonszalancko trzymając w kieszeni, moja akrobacja zdziwiła nawet panie z obsługi.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, Seszele i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s