To zupełnie inne życie, nowa rzeczywistość, ogólnodostępność, wszystko jakby na wyciągnięcie ręki, to bardzo mnie ogłupia i oszołamia, wydaje mi się że mogę wszystko, że nie ma barier, oprócz czasu. Z trudem przychodzi mi oszczędzanie.
Wakacje w Egipcie, na Kanarach czy Dominikanie wydają się być bezbarwnym i nudnym pomysłem. W moim słowniku wyrazów używanych codziennych coraz częściej zaczęło dominować słowo standard, bo przedmioty i decyzje rozpatruje pod kątem standardu. Robiąc zakupy wybrzydzam: nie zaglądam na niektóre półki i stoiska, nie kupuje kremów za mniej niż 400zl, jak oprawki do okularów to tylko luksusowe, zegarek markowy, ciuchy od projektantów.
Uzależniłem się od tego stylu życie i gdyby miało się to nagle skończyć z trudem przyszłoby mi ze wszystkiego zrezygnować…
Doprowadzam się czasem do takiego stanu że zastanawiam się dlaczego właściwie tak postępuję.
Beznamiętnie podpalam świat , W końcu liczy sie gest
Obracam w palcach zagadkę dnia. Czego wciąż mi brak?
Przecież wszystko mam, Obcy ludzie mówią,
że tak zazdroszczą mi, Czego wciąż mi brak?
Co tak cenne jest?, Że ta nienazwana myśl
Rysą jest na szkle
Naprawdę smutne jest, że przestałem czytać książki i prasę, chodzić do kina i teatru. Przeżywam zachwyt komercją i nieograniczoną konsumpcją. Wciąż, choć na pewno rzadziej, zdarza mi się chwila refleksji, zatrzymuje się by dostrzec ulotny moment chwili, staram się wykrzesać z siebie odrobinę dawnego mnie i cieszyć się zwykłą codziennością…
Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać… no i okazja czyni złodzieja.






































Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.