W pociągu do Zurichu zaobserwowałem starszą parę Hindusów podróżujących w tym samym kierunku. Oboje w wieku trudnym do oszacowania, zamożni co widać było po liczbie pierścionków i bransolet zgromadzonych na dłoniach kobiety. Mężczyzna, zapewne mąż, ubrany był cały na biało, w modnej koszulce od Ralpha Laurena, prezentował się na styl zachodni gdyby nie żółte plamy na jego białych, markowych spodniach, które wyglądały na kilkudniowe i sprawiały wrażenie niechlujstwa. Wsiadając do pociągu próbowali wepchać się przed wysiadającymi w Bernie pasażerami, wciskając na siłę swoje bagaże i ciężkie walizki. Ktoś z tłumu nie wytrzymał i głośno zwrócił im uwagę każąc im czekać.
Kobieta usiadła obok mnie, ledwo dołączył do niej małżonek poczułem dziwny zapaszek unoszący się nad nimi w powietrzu. Nie zawracałem tym sobie jednak głowy i bez zbytniego zainteresowania nimi stukałem w klawiaturę laptopa.
Nie reagowałem, gdy zaczęli rozmawiać a ich język rozbrzmiewał niczym melodyjny gulgot. Dopiero, gdy kobieta wyciągnęła orzechy i zaczęła głośno je łuskać, potem mlaskać poczułem jak podnosi mi się ciśnienie. Odgłosy chrupania, chrząkania a potem jeszcze bekania roznosiły się po całym przedziale wywołując podobne do mojej reakcje u innych pasażerów i skrzętnie ukrywane śmiechy dzieci.
Wyjeżdżałem z dusza na ramieniu obawiając się tego miasta bardziej niż wizyt w Bukareszcie czy Sofii. Z pobytu utkwiły mi najbardziej żar lejący się z nieba, który powodował ze pociłem się niemiłosiernie a ubrania przyklejały mi się do ciała, widoki zniszczonych przez wojnę budynków w centrum stolicy, które wyglądały jak otwarte i jątrzące się rany na smutnej historii tego miasta, jak gdyby wojna skończyła się tu wczoraj, zdezelowane pojazdy komunikacji miejskiej, infrastruktura, która działała jakby na słowo honoru a za chwile miało wszystko runąć, budynki grożące zawalaniem, wiszące kable, brudne auta i autobusy oraz przystojni mieszkańcy.




Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.