Wrocław

Zawodowo zrobił spory krok naprzód, sukces i przekonanie o własnej wyjątkowości sprawiły, że stał się jeszcze bardziej pewny siebie. Wystarczyło teraz tylko na niego popatrzeć i od razu było widać, że nieźle mu się wiodło: modne ciuchy i markowe dodatki, zegarek za kilka tysięcy euro, złota karta, ciekawa praca, miejsca w których bywał i opowiadał, sytuacje które opisywał – wszystko wydawało się wyjątkowe i nieprzeciętne, tak odlegle że aż nierealne, zupełnie inne problemy, inne realia i inny poziom życia. Ten sam pozostał mu tylko szelmowski uśmiech, kąśliwe poczucie humoru i życzliwość do ludzi.
Sukces w oczach innych wydaje się być bogiem.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

koniec roku 2008

główną cecha mojego charakteru jest: potrzeba planowania
cechy, których szukam u mężczyzny: zaradność, czułość, cierpliwość, uroda
cechy, których szukam u kobiety: inteligencja, zdecydowanie, uroda
co cenię najbardziej u przyjaciół: ze są przy mnie mimo wszystko, i że rozumieją gdy zdarza mi się im czegoś odmówić
moja główna wada: niedosyt, seksoholizm
moje ulubione zajęcie: surfowanie po internecie, spełnianie marzeń, sex
moje marzenie o szczęściu: brak popędu seksualnego, zobaczyć wszystko co warte jest do zobaczenia, by móc spokojnie skoncentrować się na pracy
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: stagnacja, choroba
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: życie bez M
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: norką
kiedy kłamię: mowię po włosku
słowa, których nadużywam: alora, perche ferisci i miei sentimenti
ulubieni bohaterowie literaccy: Dilbert
ulubieni bohaterowie życia codziennego: Marco, Zero, Debbie, Giacomo, Elisa, Paolo i Fabien
czego nie cierpię ponad wszystko: czasem siebie i tego co wyprawiam, braku zdecydowania u innych
moja dewiza: chwytaj czas póki go jeszcze masz
dar natury, który chciałbym posiadać: płaski i owłosiony brzuch
jak chciałbym umrzeć: jeszcze nie teraz
obecny stan mojego umysłu: pije whisky, oglądam III serie Grey’s Anatomy a mózg mam wyłączony
błędy, które najłatwiej wybaczam: coraz bardziej przesuwam granicę tolerancji
największa porażka: rozrzutność i życie ponad stan

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

świąteczny Wrocław

Po nauczce zeszłego roku w domu postanowiłem spędzić tylko kilka świątecznych dni.
Po raz pierwszy od ponad 5 lat znowu spałem w swoim dawnym pokoju i wstyd się przyznać, ale dokuczał mi brak standardów, do których zdążyłem się ostatnio przywyknąć. Brak miejsca, harmider, ciągle ględzenie rodziców, klepanie zdrowasiek babci, bałagan, obecność i chomikowanie starych niepotrzebnych rzeczy doprowadzało mnie do pasji. Nic nie mówiłem rodzicom żeby nie robić im przykrości, ale byłem szczęśliwy, kiedy odwozili mnie na lotnisko.
Niechętnie to przyznaje, ale zorientowałem się ze przywykłem do lepszego życia i trudno mi odnaleźć się w tym poprzednim. Poza tym im rzadziej widuje rodziców, tym łatwiej dostrzegam jak oboje zaczynają się starzeć.
Starałem się odpędzić od siebie wszystkie temu podobne myśli, bo nie powinno się w ten sposób w ogóle myśleć o rodzinnym domu ale…
Nie spotkałem się ani z M ani z W, odkąd wyszły za mąż a w ich życiu pojawiły się dzieci nic nie jest takie jak kiedyś, ale nie mam o to żalu słysząc jakie są szczęśliwe…

W swoim ulubionym wrocławskim hotelu spotkałem koleżankę ze studiów, która okazała się w nim pracować.
Jak w zwykle przy takiej okazji zostawiłem w nim też kolejne bardzo żywe wspomnienie upojnego i emocjonującego wieczoru.
Z nowym rokiem z niecierpliwością czekam na wyjazdy: Stambuł, Pekin, Dublin, Zagrzeb, Sofia, Bukareszt, Dusseldorf, Teheran, Helsinki, Dar es Salaam, Zanzibar. Podróże stają się formą ucieczki od codzienności.
Gdybym tylko mógł chciałbym być we wszystkich miejscach jednocześnie, czuje dziwny niepokój jakby wszystko to miało się niedługo skończyć a ja nie zdążę zrealizować swoich planów i choć w tym roku odwiedziłem nie mało miejsc, wciąż na nowo odkrywam w sobie żyłkę podróżnika.
M. wciąż jest mężczyzną, z którym chce oglądać świat. Choć złości się, kiedy planuje wyjazdy z 10miesiecznym wyprzedzeniem to cieszy się i chwali nimi w pracy i przed znajomymi.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Frankfurt – na dachu świata

Rozświetlony nocą Frankfurt na 19 piętrze hotelowego pokoju obudził sentymenty i mnóstwo wciąż żywych wspomnień sprzed prawie 3 lat. Wiele razy przywoływałem w myślach obrazy konfrontując je ze stanem obecnym. Znowu stałem na dachu świata, uśmiechając się do siebie w myślach a w uszach brzmiało Big City Life try forget by, pressure ease up no matter how hard me try, Big City Life my heart have no base. Tylko jedna rzecz potoczyła się teraz inaczej, bardziej po mojej myśli.

Spotkanie po prawie 14 latach z kimś, z kim było się blisko jest nietypowym wydarzeniem.
Od lat słyszałem jak nasze rodziny wymieniały się informacjami na nasz temat, ale nikt nigdy nie wykonał tego pierwszego kroku.
Nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu, ani numeru telefonu, ani adresu, ani maila. Z czasem łatwiej przyszło mi zaakceptować taki stan rzeczy i zbytnio nie zaprzątałem sobie nią głowy. Wszyscy mamy swoje życie, własne sprawy i problemy wytłumaczyłem sobie, że tak już po prostu bywa.
To ona zadzwoniła pierwsza i pamiętam, że długo ze sobą wtedy rozmawialiśmy o wszystkim, próbując opowiedzieć sobie całe nasze życie. Choć nikt nikomu nie robił wyrzutów można było wyczuć pewien dystans. Zastanawiałem się, jaka jest teraz, jaką stała się kobietą, na ile życie i własne doświadczenia ją zmieniły.
Propozycję spotkania wysunąłem ja, zaproponowałem odwiedzić ja we Frankfurcie i spędzić wspólnie jeden wieczór.
Nie chciałem od razu spędzać kilku dni, bo nie potrafiłem sobie wyobrazić jak będzie, nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać i jak to się wszystko dalej potoczy.
Kilka razy udało mi się z nią naprawdę porozmawiać, o co było nie trudno, bo ona jakby w ogóle nie bała się oskarżeń, właściwie w ogóle nie była spięta, oczekiwałem z jej strony inicjatywy, niż sam chciałem z nią wychodzić, bo przecież przyjechałem, to był gest z mojej strony. Nie wiedziałem, że ona zapraszając mnie myślała dokładnie to samo, przecież już kiedyś przestałem być jej potrzebny, miała swoje nowe życie, a ja byłem tylko wyrzutem sumienia, pocztówka wysłaną z przeszłości.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

znalezione na blogołamach

„Nie wierz w czyjeś zdanie, ani go nie przyjmuj, dopóki nie przekonasz się, że jest w pełni słuszne. Postępując inaczej wyrządzasz sobie krzywdę i daleki będziesz od poznania prawdy. Traktuj ludzi z czystym sercem, bez uprzedzeń, jak ktoś, kto zrozumieć i słuchać, by powiększyć swoją wiedzę, i przyjąć, jeśli jest słuszna, a odrzucić, jeśli jest błędna.”

IBN HAZM – O LECZENIU DUSZ I POSKRAMIANIU WAD…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kraków

To było do przewidzenia ze wcześniej czy później (ale raczej wcześniej) zagna mnie do Krakowa. Wymyśliłem makabryczny pretekst by wyrwać się z domu i na weekend poleciłem do Polski. Bilet na samolot i hotel w dobie ostatnich wydarzeń nie stanowiły przeszkody nie do pokonania. Trafiłem na piękną słoneczną pogodę, znalazłem wyjątkowe świąteczne prezenty i gdyby tylko na koniec nie ten dziwaczny fotel, w biznes klasie w samolocie do Berna wszystko byłoby na tip top.
Zatrzymałem się w swoim ulubionym Radissonie i praktycznie od momentu, kiedy wylądowałem na Balicach nieustannie towarzyszyło mi dobrze znane mi uczucie dreszczyku emocji, które nie ustępowało przez kilka następnych godzin…
W planie było spotkanie z T, który rozpaczliwie szukał mnie poprzez ogłoszenia.
Do Krakowa przyleciałem późno wieczorem, więc nie umawiałem się już z nikim. W hotelu jednak wszedłem na czat i w mniej niż pół godziny ustawiłem spotkanie, które okazało się bardzo owocne i trwało do wczesnych godzin porannych, zakrapiane całą zawartością mini barku. Był Mikołaj może stąd to szczęście…
Z łatwością przychodzi mi ogłuszać facetów kusząc ich propozycją spotkania w luksusowym pokoju hotelowym. Nawet nie musiałem proponować pieniędzy, by zbłąkana niezaspokojona dusza o północy zjawiła się w moich progach gnana tą samą potrzebą co moja…

W sobotę najpierw zaprosiłem T do baru na wspominki, po czym wieczór, zgodnie ze scenariuszem, kontynuowaliśmy intensywnie już w łóżku.

W tym samym czasie, kiedy przebywałem w Krakowie w Polsce gościł Dalajlama. W recepcji powiedziano mi że będzie gościem hotelu i że w związku z tym inni goście mogą spodziewać się niewielkich niedogodności. W niedziele trudno było wyjść z jadalni czy wjechać windą na piętro. Lobby pełne było BORowików, dziennikarzy i obsługi czekającej na pojawieniem się gościa. Wcześnie rano ze snu obudził mnie blask kogutów na samochodach ochrony. Miałem pokój na 1. piętrze tuż nad głównym wejściem skąd mogłem swobodnie podziwiać wszystko, co działo się przed wejściem do hotelu. Gdybym był zamachowcem miałbym dobry punkt do oddania strzału który uczyniłby mnie sławnym…
Wciągnęła mnie trochę nowe zajęcie. Traktuje je trochę jak nałóg, jeżdżę po Europie, odwiedzam miejsca, które zawsze pragnąłem zobaczyć i umawiam się przedstawicielami lokalnej branży. Jeśli nie znajduje nikogo ciekawego chętnie wynajmuje na kilka godzin chłopaka do towarzystwa, który za parę euro bez słowa niezadowolenia nadskakuje próbując umilić mi czas.
Na czatach traciłem mnóstwo czasu, ale teraz już nie musze. Poza tym szansa umówienia się na czacie z konkretnym, przystojnym body builderem są równe praktycznie zeru – i nie chodzi tu nawet o własny wygląd – po prostu fajnych facetów tak łatwo poznać się nie da. No i luksusowy pokój z olbrzymi łóżkiem w 5 gwiazdkowym hotelu ze szkła i stali jakby słabiej komponuje się z typowym użytkownikiem czata – stąd pomysł na escortów.
W Polsce oprócz Warszawy nie wielu jest facetów z tzw. górnej półki, ale za granicą wybór jest imponujący.

Przestałem zupełnie wierzyć w stereotyp męskiej dumy, bo tych których poznałem radzą sobie w branży całkiem dobrze. Nie wierze też, że zmusiły ich do tego okoliczności życiowe – ci, których znam przesadnie dbają o swój wygląd, pięknie pachną i często mają coś do powiedzenia. Oferują mi swoje ciało i miłą pogawędkę, o nic nie pytają a mnie nie zależy na niczym więcej. Nie czarujmy się, gdy jest już po wszystkim mogą wracać na siłownie i do swoich zajęć.
Czy mną gardzą? Nawet jeśli, to tego nie okazują – może za bardzo zależy im na pieniądzach i zadowoleniu klienta.
Czy im się podobam? Nawet nie muszę się nad tym zastanawiać, bo znika zupełnie poczucie niepewności czy obie strony będą miały ochotę pójść ze sobą do lóżka, teraz głównie to ode mnie zależy, to ja decyduje z kim i kiedy a rynek ustala ceny…
Co to za facet, który musi płacić za sex? Moja męskość mało na tym cierpi, nie wstydzę się tego, co robię, płacę bo w ten sposób dostaję to czego chcę.
Pamiętam moją randkę jak weszła do foyer w hotelu w Budapeszcie. Nie było kobiety, która by nie rzuciłaby, choć przelotnym spojrzeniem w jego stronę a ja poczułem satysfakcje. I nie będę oszukiwał, bo gdzieś głęboko w środku cieszę się, że miałem okazję przeżyć te wszystkie niezapomniane chwile. Zostały mi jeszcze inne marzenia i zamierzam je konsekwentnie wprowadzać w czyn.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Budapeszt

Mój kalendarz wyjazdów na własne życzenie zupełnie oszalał: Budapeszt, Kraków, Frankfurt, Wrocław, Istambuł, Pekin – przy tak intensywnych zmianach otoczenia skutecznie zdołam odwrócić myśli od rzeczy poważnych.
Budapeszt miał spełnić role uzdrawiająco-orzeźwiającą i poniekąd mu się udało. Na krótko zdołał mi się udzielić niepowtarzalny klimat tego miejsca.

Przyleciałem tu pierwszy raz w życiu z planem by na własne oczy zobaczyć budynek Parlamentu odbijający się w toni Dunaju. Jakby na wyjątkową okazję całą panoramę miasta rozświetlało tego dnia mocne słońce co tylko spotęgowało mój wewnętrzny zachwyt nawet jeśli momentami było mi naprawdę zimno.

Za całe 300 euro w ciągu niespełna 3 godzin przełamałem kolejne życiowe tabu, odkryłem nieznaną mi stronę z księgi niewiadomych, która w konsekwencji pozostawiła we mnie posmak rozczarowania. Można mnie oceniać że jestem zblazowany, że źle się prowadzę, ale ja jednak wolę rzeczy doświadczyć i przekonać się że są nie dla mnie, niż przez całe życie zastanawiać się jakby to było gdyby…
Kiedy o nim teraz pomyślę to staram się go wytłumaczyć – każdy na swój sposób radzi sobie z wymogami nowoczesnej gospodarki a jego postawa to sposób do zrozumienia nowego systemu i zaadaptowania się do nowych oczekiwań.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 511

Ci, którzy zaglądają tutaj pewnie zauważyli, że na moim blogu nie ma linków.
Nie oznacza to, że nie czytam innych blogów – faktycznie zaglądam regularnie do kilku.
Przez lata nauczyłem się jak skutecznie chronić swoją prywatność i nie wystawiać się zbytnio na publiczny widok albo, jak kto jest w moim przypadku publiczną chłostę…
Zaledwie kilku osobom udało się skłonić mnie do przełamania tej zasady, z czasem poznałem innych blogowiczów, z którymi połączyła mnie większa lub mniejsza zażyłość, bo nie ukrywając niczego byli i tacy, którzy zdołali „wspiąć się też na moja trąbę”…
Ryzykowna gra w niebezpieczne związki potrafiła być mocno ekscytującym doświadczeniem.
Wszystkie te znajomości spina jednak wspólny wyznacznik, granica, której nie wolno mi przekroczyć, która odróżnia je od innych branżowych układów: nigdy wie wolno mi potraktować tych znajomości jakby się w coś wdepnęło, bo wierze, że nic nie zdarza się przypadkiem.
Nie jestem święty, nie zawsze postępuje uczciwie, robię rzeczy niemoralne, które zasługują jedynie na ostrą krytykę, świadomie przekraczam granice, jestem nielojalny, kłamię, krzywdzę bliskich i… liczę się z konsekwencjami.
Nie decyduje się opisać tego wszystkiego tutaj wprost, bo publiczny ekshibicjonizm choć nadający życiu „pieprzny” smaczek na dłuższą metę ściąga wyłącznie kłopoty, a ludzie nie zawsze potrzebują znać prawdę.
Wspominając przeszłość, dawne czasy i emocje, pamiętam jakby wszystko zdarzyło się wczoraj.
Jak ludzie wokół mnie śmiali się, dzieci cieszyły się śniegiem, na jezdni był normalny ruch, jak wszystko było niby w porządku. Jak nikt nie zdawał sobie wtedy sprawy, nikogo nie obchodził fakt, że właśnie kogoś straciłem, nikt nie rozumiał, jak bardzo cierpiałem. Powinno być im przykro, powinni mi współczuć, solidaryzować się z człowiekiem, którego serce krwawiło z miłości, ale oni się śmiali, zanurzeni po uszy w tej swojej malej, nędznej egzystencji od weekendu do weekendu.
Kiedy porzucają cię ci, których kochasz lepiej jest cierpieć i lizać rany w samotności. Wszystko wydaje się być wtedy żałosne. Najpierw myśli zaczynają obsesyjnie krążyć wokół niego, stajesz się okropnie zgorzkniały, irytujesz przyjaciół swoim wiecznym narzekaniem, że zostałeś porzucony. Za wszelką cenę próbujesz zrozumieć, co się stało, dniami i nocami rozpamiętujesz wszystkie spędzone z nim chwile. W końcu dochodzisz do wniosku, że to on był dla ciebie niedobry, choć ty zawsze dawałeś z siebie wszystko, co najlepsze. Zaczynasz umawiać się na randki, widzisz go w każdym mijanym mężczyźnie na ulicy i zadręczasz się dzień i noc, noc i dzień. To może trwać tygodniami, miesiącami, miesiącami a nawet przez rok. Aż któregoś dnia budzisz się i już o nim nie myślisz – wtedy rozumiesz, że najgorsze minęło. Serce masz zranione, ale pozbierasz się i znowu życie zaczyna być piękne. Bo tak już jest i tak już będzie, na pewno. Kiedy ktoś odchodzi, ktoś inny zajmuje jego miejsce – spotyka się nową miłość.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Poznań – Wrocław

Zabrałem M do Polski.
Dentysta odwołał wizytę a ja zostałem się z biletem i hotelem, których nie opłacało się anulować. Długo się nie zastanawiając dokupiłem drugi bilet. Kilka miesięcy wcześniej rozważaliśmy ten pomysł, ale na przeszkodzie stawały nam albo moje wyjazdy albo brak wolnego w pracy.
M nieprzyzwyczajony do walki o swoje koniecznie chciał skonfrontować swoje wyobrażenia o Polsce z rzeczywistością. Bezpieczniej wydawało mu się pojechać pierwszy raz tam ze mną.

W Monachium zaliczyliśmy przymusowy postój, bo nasz samolot do Poznania został odwołany z powodu mgły.
3,5 godz. na lotnisku nawet, jeśli spędzone w lounge’u dał nam we znaki.. M kilkakrotnie wypomniał mi, że niepotrzebnie tak wcześnie zrywaliśmy się z łóżka.

Na dworcu PKP staliśmy w długiej kolejce po bilety. Gdy była już nasza kolej pani z powodu przerwy zamknęła nam okienko przed nosem. M nie potrafił zrozumieć, dlaczego to zrobiła skoro wiedział, że stoimy.

W Poznaniu niewiele jest do pokazywania. Wybraliśmy się do Browaru i na zakupy u Grażyny.
W hotelu wyciągnąłem go do sauny i na basen, po których on padł zmęczony jak kafka i wcześniej położył się spać a ja razem z K, która specjalnie na mój przyjazd pofatygowała się do Poznania, urzędowaliśmy w hotelowym barze uskuteczniając wymianę informacji i degustując serwowane przez zapoznanego barmana wyszukane drinki.

Obowiązkowe na liście żurek i pierogi ruskie były żelaznym punktem naszej programu.
Podobnie jak przejażdżka starym tramwajem, w którym trzeba się mocno trzymać, żeby nie wylecieć i podróż rozklekotana taksówką Fiatem 125p.

Nie przyznałem się nikomu ze będę we Wrocławiu, spokojnie i bez pośpiechu obejrzeliśmy Panoramę, przeszliśmy się po Ostrowie i Rynku, zaliczyliśmy trasę z krasnalami, Uniwersytet, Galerię i obiad w restauracji. M zachwycony był Wrocławiem. Idąc z nim Świdnicką zupełnie nie pasował mi do tego obrazka. Jest on pierwszą osobą z mojego innego świata, którą przywiozłem ze sobą do Polski. Spacer po dawnych, dobrze znanych mi wrocławskich szlakach, co krok pogłębiał tylko mój budzący się sentyment, otoczony zewsząd przeszłością, co chwilę narażony byłem na przypływ wspomnień, które pogłębiały wewnętrzny smutek a mając przy sobie M i jego wieczny uśmiech wszystko wydawało mi się jeszcze bardziej nierealne.

Co musi się jeszcze wydarzyć żebym zaczął doceniać, co mam?

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

inna strona PR

29 / 188 / 82 Mam nadziej, ze przeczytasz to ogloszenie…poznalismy sie ok 3 lat temu, ja Z Krakowa, wysoki, Ty mieszkasz- to byl chyba Nowy Dwor..mielismy fajny kontakt i dobry sex..byles aktywny.nie wiem czy mnie skojarzysz , bywam u przyjaciol.mam nadzieje, ze sie jeszcze spotkamy..

to się chyba nazywa pozostawić na kimś niezatarte wrażenie…
albo branżowa wersja ‘’Rozpaczliwie szukam Susan’’…
chyba pojadę do Krakowa

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz