Berno – dzień 610

Moja koleżanka w pracy przyszła do pracy ubrana w bardzo seksowna bluzeczkę mocno opinającą jej wybujały biust. Że jest atrakcyjną kobietą o nieskazitelnej urodzie i bardzo dobrym guście przez cały czas nie mogłem oderwać od niej wzroku, ciesząc oko estetycznym widokiem. Robiłem to na tyle bezczelnie, że w windzie zapytała mnie czy aby na pewno jestem gejem za którego się podaje czy to tylko taka ściema dla zamydlenia oczu by móc się na nią gapić.
Na koniec usłyszałem że nigdy nie odważyłaby się przy mnie rozbierać lub przebierać, tak jak czasami zdarza jej się to robić swobodnie w obecności jej innych znajomych o odmiennej orientacji. Jak dla niej jestem mocno podejrzany, bo za dużo we mnie typowo męskich zachowań.
Dawno nie usłyszałem tak wyjątkowego komplementu.

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Bukareszt

Wybierając się do Bukaresztu uważałem że nie wolno mi oszczędzać na standardzie. Bałem się, że będzie tam trochę jak w Sofii więc zawczasu zorganizowałem najlepszy hotel a zamiast zwykłego pokoju wybrałem executive suit. Trochę przeholowałem bo Intercontinental w centrum miasta miał wszystko: 85 metrowy suite był nie dość że dużo za duży to jeszcze z dwoma balkonami, łazienkami, wielkim jacuzzi i można było się po nim dosłownie ganiać czego naturalnie nie omieszkałem doświadczyć…

Kiedyś na samą myśl o pracy w Bukareszcie pokręciłbym tylko głową i bez zastanowienia odrzucił każdą ofertę. Po tym wyjeździe zmieniłem zdanie, bo samo miasto bardzo mnie urzekło – dziwna architektura, bardzo monumentalna, niesamowicie długie budynki i bulwary przypominające te w Aleksandrii. Bardzo dobrze się tam czułem. I ludzie mówią tam po angielsku tak samo swobodnie jak zaobserwowałem to kiedyś w Sztokholmie. Na dodatek w dniu przyjazdu wyszło słońce co w porównaniu z zaśnieżoną, mroźną Szwajcarią stanowiło cudowną odmianę.

Jeśli chodzi o poziom oferowanych przez miasto atrakcji było tak jak trzeba i na dodatek tanio. Nie wiem czy to ja, czy też wykreowana przeze mnie rzeczywistość tak ogłuszyła facetów, z którymi się spotkałem.

W dzieciństwie obejrzałem film ”Wiatraki Bogów” którego akcja rozgrywała się w ambasadzie amerykańskiej w Bukareszcie. Kiedy z balkonu hotelu zobaczyłem powiewająca na wietrze amerykańską flagę wróciły tamte marzenia z dzieciństwa: o pracy w dyplomacji, podróżach i wielkim świecie.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Duesseldorf – Londyn

Niewiele rzeczy mnie tak rozczula jak typowo polskie połączenie kompleksu wyższości z kompleksem niższości.
Wiary we własną wyjątkowość i niewiary w siebie.
Wszystko w porównaniu z mitycznym Zachodem i w kontekście budzącego strach, ale tez służącego odreagowaniu kompleksów Wschodu. Gdybyśmy jako nacja byli pewni swoje wartości, nie imponowałyby nam najmniejsze przejawy zainteresowania ze strony Zachodu. Z kolei gdy to zainteresowanie okaże się nie takie, jakiego byśmy oczekiwali, nie kwestionowalibyśmy intencji czy kompetencji ludzi stamtąd.
W Londynie czuje się atmosfery leku i niepewności, słyszy się o zwolnieniach, braku możliwości zmiany pracy niepewności następnych miesięcy. Na konferencji wytrzymałem kilka godzin po czym zaszyłem się w zaciszu pokoju hotelowego gdzie mogłem w spokoju popracować. Następnego dnia znowu zboczyłem z trasy do Earl’s Court Exhibition Center by zrelaksować się filmem o dinozaurach w wersji 3D w Muzeum Nauki.
Wieczorem, nowopoznany kolega o czekoladowej skórze i dużych namiętnych ustach, pokazał mi świetny miejsce na kolacje we dwoje. Kensington na zawsze pozostanie dla mnie niepowtarzalnym i klimatycznym miejscem w Londynie.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Zagrzeb – Zurich

Z Zagrzebia pamiętam tylko trasę z lotniska, hotel i dzikie tłumy kibiców kiedy wchodziłem do holu.
W ramach zabicia monotonii życia sprowadziłem z Turcji escorta i zorganizowałem mu przelot i hotel. Wszystko dla jednego orgazmu.
Jestem nie czuły bo rano chciałem mieć święty spokój a on się starał przymilać co tylko mnie frustrowało.
Na wspólnym śniadaniu zdałem sobie sprawę jak niewiele brakuje mi do Penteusa sprzed kilku lat…
W pracy stres, ale wreszcie nadążyła się okazja żeby zawalczyć o swoje. Jeden mail i teraz czekam na skutki.
Na sama myśl o Londynie mam mieszane uczucia – jechać nie jechać, głowa mi pęka od patrzenia w komputer…M wszystko dzielnie znosi, ale powoli przebąkuje, że pielgrzymuje jak papież.

Wszedłem do hotelu na lotnisku w Zurychu. Elegancki i czysty pokój ze stali i szkła z pakietem udogodnień dla podróżujących służbowo i jedno spojrzenie w lustro na własne odbicie…

Mam swój sukces, mam życie jakiego chciałem a w taksówce pierwszy raz poczułem się staro i zmęczony…
Lubię spotkania z R. jej towarzystwo zawsze powoduje, że wraca mi energia i wiara w powodzenie każdego projektu. Przejazd luksusowym autem przez oświetlone nocą ulice Zurychu niespodziewanie wyzwolił we mnie moc pozytywnych myśli.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Pekin – dzień 6

Wieczorami w restauracjach zapalają się czerwone lampiony; niezliczone latarnie emitują jasne wiązki; sklepy, parki z podświetlonymi różnobarwnie drzewami, ulice – wszędzie niespotykana jasność.

Pekin zaskakuje na każdym kroku, każdego dnia, bo każdego dnia jest inny.
Wyższy, większy, szybszy. Dla każdego to miasto jest inne. Niektórym się nie podoba, ale przeważnie każdy chce tu wracać. To właśnie ta magia, a może ciągłe zmiany powodują to, że znajduje się w tym mieście to coś.

133-9

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pekin – dzień 5

St. Regis w zamierzeniu miał być oaza luksusu i wyrafinowania, ze smakiem urządzony statement suit pełen eleganckich dodatków, osobną sypialnią z ogromnym małżeńskim łożem, garderobą i olbrzymim salonem miał za zadanie pomóc uprzyjemnić nam ten pobyt i na zawsze pozostawić w pamięci naszą wizytę w Pekinie.
Tyle tylko że ledwo się zameldowaliśmy w hotelu a już dostałem informacje z mojego banku, że ktoś próbował pobrać z mojej karty większą sumę pieniędzy. Standardem jest zwyczaj pobierania/blokowania środków na karcie kredytowej gościa nawet gdy jego pobyt jest już z góry zapłacony, ale na zablokowanie komuś połowy limitu karty trzeba mieć naprawdę solidny powód albo być zupełnie bezmyślnym.

 

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pekin – dzień 4

Świątynia Lamy – rzeczywiście tętni życiem, nie tylko za sprawą turystów i religijnych mieszkańców stolicy. Uroku zdobieniom, freskom, drewnianym buddyjskim zabudowom dodawali mnisi w bordowych lub żółtych togach, przebiegający wśród tłumu turystów. Obiekt najlepiej prezentuje się ponoć właśnie teraz, podczas obchodów chińskiego Nowego Roku, dodatkowo wypełniony gęstą mgłą z palonych kadzidełek.
Przez cały dzień słyszeliśmy głośne odgłosy wystrzeliwanych fajerwerków i hałaśliwych kapiszonów, którymi dzieciaki bawiły się na chodnikach. Początkowo, co kilka kroków obaj wzdrygaliśmy się na odgłos tego jazgotu, ale z czasem stal się on do zniesienia.

133-8

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pekin – dzień 3

Pekin najbarwniej wygląda to tuż przy Wangfujing. Sklepów nie sposób zliczyć. Wszystkie kuszą kolorowymi neonami, zachodnimi napisami, promocjami. Kilkakrotnie spacerowaliśmy tutaj z M wieczorami, za każdym razem zapominając o zaopatrzeniu się w leki przeciwbólowe, bo d świateł, natłoku ludzi i towarów w sklepach może rozboleć głowa. Na targu z przekąskami można kupić skorpiony na patyku albo larwy robali, które na koneserów są miejscowym specjałem. Założyłem się z M, że kupie mu markowa kurtkę, jeśli skosztuje tych kulinarnych dziwactw, ale nie skorzystał.

 

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pekin 2.5

Michelle powoli zaczyna działać nam na nerwy. M. na sam tylko jej widok dostaje białej gorączki, choć wcale jej nie rozumie, irytują go sama jej obecność i wydobywające się z niej dźwięki. Chodzi zmęczony, jeży się na to wszystko i dzień mu się przykrzy.
Michelle jest bezpośrednia i bardzo kategoryczna w swoich opiniach, co nie przysparza jej uroku, ponadto lubi liczyć pieniądze tyle że nie swoje. Początkowo próbowałem jej bronić tłumacząc M. że istnieje typ osób z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. Wczoraj jednak pod Świątynią Nieba „podliczyła” nas i nasz wyjazd: bilety za samolot, hotel, wycieczki, M. usłyszał ile wydał na buty, kurtkę, okulary i markową torbę a ja dowiedziałem się ile kosztował mój zegarek. Potem uświadomiła mnie, ile muszę zarabiać i jak ona wydałaby te pieniądze. Po prostu trafiła się nam jakaś wariatka.

Spacerując po mieście, co chwilę słyszymy charakterystyczne charknięcie i splunięcie. Szczególnie niekomfortowy jest to dźwięk, gdy słyszy się go za plecami. Nie mogę przestać prosić M. żeby sprawdził czy nie mam czegoś z tyłu kurtki albo na rękawie. No cóż, taka już to jest melodia chińskiej ulicy. Można by rzec – akompaniament chińskiej codzienności. Plują wszyscy i wszędzie, mężczyźni, kobiety, ludzie starsi i dzieci. Wszyscy plują na ulicy, prosto pod nogi przechodniów, do koszy na śmieci, w taksówce przez okno, do doniczek ze sztucznymi chabaziem. Opróżnianie gardzieli odbywa się głośno i spektakularnie, jakby były to zawody sportowe o Puchar Kontynentu kto więcej i głośniej.

Wielu mężczyzn w Chinach na potęgę pali papierosy. Wszędzie i do wszystkiego. Nawet posiłek potrafią jeść, śmigając pałeczkami na przemian z papierosem. Wszelkie zakazy palenia są oczywiście ignorowane.
Michelle zaprowadziła nas do lokalnej jadłodajni i pomogła nam zamówić w miarę bezpieczne jedzenie, polubiłem gotowane na parze pierogi z mięsem albo warzywami i jakby pyzy ryżowe z różnego rodzaju farszem. Czasami serwowano nam menu po angielsku, ale zauważyłem że ceny prawie zawsze były w nich wyższe od tych w menu po chińsku, więc albo zdawaliśmy się na obrazki albo niekulturalne za to praktyczne pokazywanie palcem na dania, które jedli nasi sąsiedzi i zawsze wychodziliśmy na tym najlepiej, choć nie mam pewności co właściwie czasem jedliśmy. Przed wyruszeniem do Chin, byliśmy już nauczeni posługiwaniem się pałeczkami. Wraz z chińską porcelanową łyżką, były to często jedyne przyrządy do jedzenia dostępne w czasie posiłków.
Kultura stołowania to oczywiście mlaskania i siorbanie, wciąganie makaronu z gorącego kubka, lub zasysanie z puszki przez słomkę. Do tego dochodzi jeszcze wysysanie resztek jedzenia ze szpar pomiędzy zębami przy jednoczesnym dłubaniu wykałaczką. A trwa to całą wieczność.

 

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pekin – dzień 2

Nie ma jednego miasta Pekin. Pekinów są niezliczone ilości. Jest brudny, czysty, schludny. Magiczny a odczarowany wręcz brzydki. Jaśminowy i cuchnący ryba. Jest chiński, jest i amerykański, jest rosyjski i koreański, widziałem tez polski, bo przy naszym hotelu znajdowała się Polska Ambasada.

Katie Melua chyba nigdy osobiście się tutaj nie pofatygowała, bo nie ma tu dziewięciu milionów rowerów. Jest ich na pewno mniej, bo ścieżki rowerowe stają się coraz węższe a ich miejsce zajmują drogi szybkiego ruchu dla samochodów.

133-7

Część miasta aspiruje do grona najnowocześniejszych metropolii, te wszystkie strzeliste wieżowce, nowoczesne centra handlowe, ogromne osiedla – zapierają dech w piersiach, zwłaszcza, że zbudowane zostało całkiem niedawno. Nie każdemu Pekin podoba się od razu. Niektórym nie spodoba się nigdy. To magiczne miejsce, chociaż bywa bardzo uciążliwe. Smog taki widok miasta osnutego gęstą mgłą widziałem tutaj kilka razy.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz