lotnisko i powitanie

Na lotnisku Chomeiniego po mimo późnej nocnej pory dzikie tłumy. Wiele samolotów z Europy przylatuje lub wylatuje w środku nocy.

Powoli wychodzimy z bagażami do hali przylotów szukając kogoś trzymającego tabliczkę z moim nazwiskiem. Jest! Starszy, siwy pan ubrany w ciemną marynarkę i spodnie od garnituru i białą koszulę. Podchodzimy do niego i się przedstawiamy. Patrzy się na nas jakby z niedowierzaniem, nie uśmiecha się, w końcu przerywa moment milczenia: jesteście tacy młodzi. Czemu wybraliście Iran? Czemu nie pojechaliście na wakacje do Hiszpanii albo Grecji?

Po kilku dniach pobytu zrozumiałem, co miał na myśli. Do Iranu przyjeżdżają turyści, nie są to może grupy masowe, ale jednak. Wśród odwiedzających Iran spotykaliśmy Francuzów, Włochów i Amerykanów. Wszyscy, których spotkaliśmy byli na oko w wieku 50 w górę.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Teheran

Kraj pozostający w nieustannej izolacji, uważany jest powszechnie za nieznany, niedostępny, a także i niebezpieczny. Właśnie te aspekty cala ogólna niedostępność prowokowały najbardziej do podróży.
Już podczas odprawy bagażowo biletowej było jaby inaczej kiedy wymówiłem Teheran jako cel swojej podróży. Kobieta za ladą popatrzyła na mnie jakby próbowała się upewnić czy dobrze usłyszała. To samo zdziwienie w głosie towarzyszyło przy odprawie paszportowej. Cel podróży? Teheran. Leci Pan do Iranu? Tak, na urlop. Krótkie spojrzenie w moją stronę jakby z niedowierzaniem.
Samolot pełen był Irańczyków wybierających się odwiedziny do bliskich i turystów seniorów zwłaszcza z Włoch i Francji.
Na godzinę przed lądowaniem pilot włączył glos w mikrofonie przypominając że zgodnie z lokalnym prawem wszystkie kobiety wychodząc z pokładu samolotu powinny być w stroju zakrywającym włosy i odkryte ciało. To co zaczęło dziać się na pokładzie było zjawiskowe. Obserwowałem kobiety nakładające jednobarwne stroje i chusty na głowę. Z armii kolorowych t-shirtów, topówm bluzek i ekskluzywnych garsonek wszystkie nagle zamieniły się w zgraje bezbarwnych zakonnic. Czułem się jak na jakiejś wycieczce klasztornej. Nawet stewerdesy które spotkałem w kolejce do odprawy paszportowej zmieniły się nie do poznania. Niecodzienne było móc uczestniczyć w tej maskaradzie.
Samolot Lufthansy wyładował w Teheranie w środku nocy, podobnie zresztą jak wszystkie inne samoloty z Europy. Nabieramy nieco respektu widząc jak karnie i w ciszy cały samolot ustawia się do kontroli paszportowej. Sala przylotow pusta, zimna, niegościnna. Przygotowani na drobiazgową odprawę – mającą na celu zażegnanie zgubnych wpływów zachodniej arogancji i materializmu, czyli importu pism ze zdjęciami ukazującymi kształty ciał kobiecych, które mogłyby pobudzić erotyczne fantazje mężczyzn, czy butelki whisky przeznaczonej na problemy gastryczne – bez zbędnych pytań zostaliśmy przepuszczeni do wyjscia.

W Teheranie było ciepło choć padało tej nocy. Pierwszy haust powietrza po wyjściu z lotniska skłania do refleksji nad jego architekturą: wszystko nowoczesne, ale w większości niejakie. To co za moimi plecami, mogłoby się znajdować w dowolnym europejskim mieście, nie natrafiam na gigantyczne portery Chomeiniego ani na hasła zagrzewające do walki z amerykańskim imperializmem. Jeśli chodzi o impresywność to ujawnia się ona w postaci reklam LG i Samusunga… namiętnie reklamowanego na większości nośników. Na autostradzie było pusto, panował mały ruch ale także jakby mniej było reklam, neonów, które oświetlałyby drogę. Wydawało mi się, że w tym kraju nie będzie w ogóle żadnej komercji ale sporadycznie dostrzegałem olbrzymie billboardy LG, Nokii czy nawet Georga Clooneya reklamującego zegarki. Więc to nie tak że nie ma tam nic, bo są tylko że mniej.
Kierowca minął właściwy zjazd z autostrady, ale nie przejął się tym zbytnio. Po prostu zatrzymał auto na środkowym pasie, wycofał jakieś 100 metrów i pojechał dalej we właściwym kierunku. Niewiele też wydawał się przejmować progami zwalniającymi na ulicach – rozpędzeni z impetem wjeżdżaliśmy na nie odbijając się a potem jakby z powietrza z olbrzymim hukiem lądowaliśmy znowu na ziemi.
Miasto było puste i ciemne, większość 2-3 piętrowych budynków wyglądała na zaniedbane, obskurne, jakby niezamieszkałe. Widziałem patrole policyjne ale nikt nas nie zatrzymywał.
Tylko meczet grobowiec Chomeiniego wyglądał dostojnie, jakby skąpany w barwach świateł i kolorowych iluminacji pośrodku ciemnej głuszy. To jakby zobaczyć światła centrów handlowych, które przywykłem oglądać na obrzeżach większych miast.

 

Hotel Laleh to 5 gwiazdkowy moloch który 30 lat temu należał do sieci Intercontinental. Widać że od tamtego czasu niewiele zdążyło się tam zmienić. W łazience w zlewie znalazłem czyjeś włosy, pokój wyglądał bezbarwnie i ponuro, wszystkie przedmioty niedbale porozrzucane i jakby do siebie nie pasowały. Taka warszawska Victoria w czasach komuny.
Za oknem nijaki widok na ciemną, pustą ulicę, której nie oświetlała nawet jedna lampa. W oknach innych budynków też panował mrok.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 663

Lecimy jutro do Teheranu a stamtąd do Shirazu i Isfahanu.
Bilety kupione w zeszłym roku były bodźcem, by cała wyprawa w ogóle doszła do skutku, trzeba było znaleźć przewodnika, zorganizować transport, hotele, załatwić wizę.
Dostać wizę do Iranu nie jest wcale taką prostą sprawą nawet, gdy korzysta się z pomocy lokalnego biura podróży. Najpierw wniosek musi zostać zaaprobowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu a dopiero potem można składać odpowiedni wniosek w konsulacie.
Nasze numery wiz przyszły na adres konsulatu w Bernie, choć mój brat zaznaczył w swoim wniosku, że będzie ubiegał się o wizę z Warszawie. W międzyczasie dostaliśmy informację, że potrzebują naszych życiorysów, które musieliśmy dostarczyć.
Czyjaś pomyłka spowodowała zamieszanie przy składaniu właściwych wniosków, bo urzędnik konsularny w Bernie usilnie odrzucał moją prośbę o wydanie wizy dla mojego brata. Nie wiem, co go ostatecznie przekonało by spróbował to załatwić, ale gdy usłyszałem że przesłanie numeru wizy z Berna do Warszawy zajmie im 2 tygodnie nie miałem, nic do stracenia, postanowiłem więc użyć wszystkich możliwych argumentów i płacąc za to 200 franków bez pokwitowania. Mój brat, choć fizycznie ani razu nie stawił się ze mną w konsulacie miał szczęście, bo wizy dostaliśmy. Był moment, gdy oddano mi jego pusty paszport twierdząc, że jako dziennikarz musi ubiegać się on o specjalną wizę i wtedy myślałem, że to już koniec. Napisałem jednak odpowiednie oświadczenie, podpisałem je w imieniu brata i wbili nam te wizy.

Granaz kazała mentalnie przygotować się na wizytę w kraju trzeciego świata, gdzie nic nie jest podobne, gdzie nie ma typowo zachodniej konsumpcji i znajomych marek.
Podobno będziemy zwracać sobą uwagę wszystkich wokół, bo w Iranie rzadko spotyka się cudzoziemców na ulicach.

Spełnia się moje kolejne marzenie.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Duesseldorf

Lubię Niemcy za to, że ludzie na ulicach są ladni – nie to co w Szwajcarii.
Lubię Niemcy za to, że mają porządek i że wszystko wydaje się być poukładane i zoganizowane.
Lubię Niemców za to, że swietnie się z nimi pracuje i że potrafią śmiać się ze Szwajcarów.
Lubię Niemców za to, że potrafią wydawać pieniądze i żyć pełnią życia.
Lubię Niemców za to że są konkretni, bezpretensjonalni i wyuzdani  – naogladali się za dużo filmów pornograficznych i nie są nieśmiali.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kraków – Oświęcim – Wieliczka

Na święta pod choinkę obiecałem M wyjazd do Krakowa. Wybrałem to miasto, bo jak na 4 dniowy pobyt można całkiem ciekawie spędzić tam czas. M ucieszył się gdy wybrałem datę, która zbiegła się akurat z jego urodzinami. Nie wiem czemu ale najbardziej wydawał się być podekscytowany faktem ze mieliśmy odwiedzić tam Auschwitz.

Na tak krótki acz intensywny pobyt zatrzymaliśmy się w Hotelu Starym w samym centrum Krakowa. Byłem zachwycony i ucieszyłem się podwójnie gdy ujrzałem minę M. To pierwszy raz kiedy znalazł się ktoś z obsługi kto mówił po włosku a ja nie musiałem niczego tłumaczyć. M był wniebowzięty – hotelem, wystrojem apartamentu, jedzeniem w restauracji, Wieliczką i całym Krakowem. Ku mojej wielkiej uciesze zaczął nawet ćwiczyć swój polski testując go przy każdej możliwej okazji. W galerii centrum do perfekcji opanował ”dzień dobry” i ”do widzenia” choć pod koniec odkryłem że zdarza mu się używać tych zwrotów zamiennie.

Kraków ponoć znany jest z homofobii czego obaj nie możemy potwierdzić. W urodziny zamówiłem dla M śniadanie do łóżka. Punktualnie o 8 zapukał do nas room sernice. M ulotnił się do łazienki a uprzejma pani w kręconych włosach z charakterystycznym tembrem głosu zapytała ”jaką kawę panowie sobie życzą”. Gdy ja tkwiłem w miejscu rozbawiony cała sytuacją M nadal twardo okupował łazienkę. Podoba mi się Kraków choć kocham Wrocław. W Krakowie w każdej niemal restauracji na starym mieście można zamówić żurek i pierogi a we Wrocławiu pamiętam, że darmo tego szukaliśmy.

M. spodobało się to miasto, przyznał że chętnie by tu wrócił choćby na weekend. Czego nigdy mi nie zapomni, to że na 33. urodziny zawiozłem go pokazać mu niemiecki obóz koncentracyjny. Tego dnia padał rzęsisty deszcz, który potęgował ponurą aurę tego miejsca.

Opublikowano podróże | Otagowano | Dodaj komentarz

Ryga – dzień 2

Moja praca magisterska dotyczyła krajów nadbałtyckich dlatego bardzo spodobał mi się pomysł spędzenia weekendu w Rydze. Długo wyczekiwałem tego wyjazdu by móc wreszcie skonfrontować własne wyobrażenie o tym kraju z rzeczywistością.
Pod względem towarzyskim czułem się bardzo spełniony. O nocy w hotelu na lotnisku w Zurychu i tym co działo się potem w samej Rydze mógłbym nakręcić kolejną serię filmów klasy xxx pełną popisowych scen.
Wszystko odbyło się według tego samego schematu, było jak być powinno – może oprócz cen, które rzuciły mnie na kolana.
Jeszcze przed wylotem sprawdzałem przelicznik łata względem franka. Dookoła słyszałem ze Łotwa jest krajem drogim ale mnie wydawało się to dziwnie przesadzone, bo jak dla mnie, wszystko było stosukowo tanie – mając zakodowany w głowie kurs lata ceny dzieliłem przez 2.
Po zwiedzeniu miasta skusiłem się na zakupy w centrum handlowym. Sprawiłem sobie kilka swetrów od Hilfigera za które zapłaciłem kartą maestro. Potem w drodze do hotelu trafiłem na salon Prady i D&G i pokusiłem się żeby do niego zajrzeć. Ceny ( na pierwszy rzut oka) rzeczywiście nie odbiegały znacząco od europejskich, nawet wypatrzyłem sobie jedną marynarkę.
Choć nie była tania to w przeliczeniu na franki wydawała się być całkiem kuszącą okazją. W przymierzalni usłyszałem, że dostaję 30% upustu i wtedy puściły mi hamulce, bo do reszty skompletowałem jeszcze kolekcję bielizny i zapas koszul. Ze zdziwieniem potraktowałem tylko sygnał, że moja maestro nie działa gdy przyszło do płacenia, ale od czego są w końcu karty kredytowe!
W ruch poszła Mastercard i było po wszystkim.
W drodze do Radissona zastanawiałem się dlaczego nie zadziałała mi karta, myślałem że maestro akceptują i jakby przeczuwając coś niepokojącego po powrocie do pokoju od razu sprawdziłem stan konta. Zdziwiło mnie gdy odkryłem, że zniknęło mi nagle ponad tysiąc franków – nie wydałbym przecież takiej kwoty nie zauważając.
Zacząłem jeszcze raz liczyć wszystko od nowa i wciąż coś mi się nie zgadzało. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że przelicznik tutaj jest odwrotny – zamiast dzielić powinienem był ceny mnożyć przez dwa…
W następstwie tego nastąpiło wielkie objawienie, bo zdałem sobie sprawy ile tak naprawdę wydałem na te zakupy. Musiałem nalać sobie sporą szklankę whisky kilkakrotnie rzucając pod nosem przekleństwami. Ekonomista po studiach, pracujący w finansach okazał się być skończonym idiotą w przeliczaniu walut – zamiast mnożyć, dzieliłem – po prostu palant i tępak.
Byłem zły na siebie i na własną głupotę, za którą przyszło mi słono zapłacić.
Przez noc jakby pogodziłem się, że wydałem tyle na rzeczy, choć spokojnie mógłbym się bez nich obejść. Pocieszałem się, że świadomie nigdy bym takich zakupów nie zrobił a tak to sprezentowałem sobie parę fajniejszych ciuchów.
Na lotnisku w Zurychu zatrzymały mnie służby celne. Za brak zgłoszenia deklaracji o zakupionych za granicą markowych towarów dostałem mandat ponad 500 franków…
To był bardzo drogi wyjazd i niezapomniane zakupy. A ja w opini celnika jestem trouble manager…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Ryga – dzień 1

To zupełnie inne życie, nowa rzeczywistość, ogólnodostępność, wszystko jakby na wyciągnięcie ręki, to bardzo mnie ogłupia i oszołamia, wydaje mi się że mogę wszystko, że nie ma barier, oprócz czasu. Z trudem przychodzi mi oszczędzanie.
Wakacje w Egipcie, na Kanarach czy Dominikanie wydają się być bezbarwnym i nudnym pomysłem. W moim słowniku wyrazów używanych codziennych coraz częściej zaczęło dominować słowo standard, bo przedmioty i decyzje rozpatruje pod kątem standardu. Robiąc zakupy wybrzydzam: nie zaglądam na niektóre półki i stoiska, nie kupuje kremów za mniej niż 400zl, jak oprawki do okularów to tylko luksusowe, zegarek markowy, ciuchy od projektantów.
Uzależniłem się od tego stylu życie i gdyby miało się to nagle skończyć z trudem przyszłoby mi ze wszystkiego zrezygnować…
Doprowadzam się czasem do takiego stanu że zastanawiam się dlaczego właściwie tak postępuję.

Beznamiętnie podpalam świat , W końcu liczy sie gest
Obracam w palcach zagadkę dnia. Czego wciąż mi brak?
Przecież wszystko mam, Obcy ludzie mówią,
że tak zazdroszczą mi, Czego wciąż mi brak?
Co tak cenne jest?, Że ta nienazwana myśl
Rysą jest na szkle

Naprawdę smutne jest, że przestałem czytać książki i prasę, chodzić do kina i teatru. Przeżywam zachwyt komercją i nieograniczoną konsumpcją. Wciąż, choć na pewno rzadziej, zdarza mi się chwila refleksji, zatrzymuje się by dostrzec ulotny moment chwili, staram się wykrzesać z siebie odrobinę dawnego mnie i cieszyć się zwykłą codziennością…
Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać… no i okazja czyni złodzieja.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

wiza

W Konsulacie Iranu natknąłem się na parę szwajcarskich gejów ubiegających się, tak ja, o wizę turystyczną. Wypełniając skomplikowany wniosek wizowy, w rubryce o stan pokrewieństwa z towarzyszem podróży wpisali, że są w związku partnerskim. Ciotki upierały się przy swoim, bo byli dumni ze swojego związku, poza tym mieszkali w Szwajcarii gdzie związki jednopłciowe są legalne. Nie wiem, jakim debilem trzeba być żeby tak szczerze i jednoznacznie afiszować się swoim stanem cywilnym zwłaszcza podróżując do kraju, jakim jest Iran. Miły pan w konsulacie, przez 15 minut cierpliwie tłumaczył im, że będą musieli poprawić aplikacje wizową z „partner na friends/flat mates”, bo inaczej ich wniosek zostanie odrzucony.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 615

Od kilku tygodni wyczekuje na decyzje o wydaniu dla mnie i brata wizy do Iranu.
Do Teheranu lecimy w kwietniu, ale podobno na wizę długo się czeka więc nie chcieliśmy ryzykować i wymagane dokumenty do irańskiego MSZ złożyliśmy już w lutym.
W pierwszym tygodniu aplikacja mojego brata została odrzucona i poproszono go o złożenie dodatkowo życiorysu…
Po 4 tygodniach wyczekania, wciąż nie mieliśmy żadnej informacji, więc trochę zacząłem się tym przejmować.
Przyśniło mi się, że rozmawiałem z M i moim bratem na ten temat. M zaproponował, że zna kogoś, kto może mi pomóc i zaprowadził mnie na spotkanie z Berlusconim! Łamanym włoskim opowiedziałem mu na czym polega mój problem a on poklepał mnie po ramieniu, powiedział żebym się nie martwił i obiecał mi pomoc. Pamiętam, że zdążyłem przyjrzeć się dokładnie pokojowi w hotelu, w którym rozmawialiśmy i zdziwiło mnie że głowa państwa mieszka w takim mało eleganckim apartamencie pełnym byle jakich mebli…
Potem czekałem przed jakąś wielką bramą, która nagle się otworzyła a przed nią wyszła elegancka blondynka obwieszona dzwoniący bransoletkami wokół dłoni i zawołała Signor Sz? Podszedłem do niej a ona wręczyła mi paszport.
Otworzyłem stronę i zobaczyłem irańską wizę, która wyglądała bardzo kolorowo i nieprawdziwie jakby z jakiejś gry dla dzieci…
Mój brat jednoznacznie to zinterpretował jako wczesne stadium megalomani.
M ubawił mój sen, stwierdził że skoro śni mi się Berlusconi to znaczy, że wizę dostanę.
Na drugi dzień dostałem informacje, że mogę pojawić się w konsulacie podbić swój paszport.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Dublin

3 dniowa wizyta w moim niedoszłym mieście zamieszkania pozostanie w pamięci na dłużej, w trudnych chwilach będzie służyła do podbudowania mojego samczego ego a na starość będzie perełką ze wspomnień.
Po pierwsze, na własne oczy przekonałem się że w Dublinie też czasami świeci słońce i że nie zawsze jest tutaj tak smutno, szaro, przygnębiająco depresyjnie, żeby nie nazwać tego dosłownie.
Pobyt w hotelu mojej ulubionej sieci przyniósł moc niezapomnianych doznań a gdyby ściany i łóżko mogły mówić, powstałby z tego niezły materiał na hit filmowy klasy xxx…
Po drugie, na spotkanie przyleciała prawdziwie zjawiskowa R, która kolejny raz udowodniła mi, jak równa jest z niej babka, dając popis na kolacji w Brasserie, podczas której dała się poznać od niecodziennej strony wlewając w siebie ponad pół butelki czerwonego wina i opowiadając przy tym sprośne historie. No bo nie wszyscy Niemcy są nudni sztywni i bezbarwni…
Po trzecie, odbyłem aż 3 ekscytujące randki, wszystkie uwieńczone kosmicznymi orgazmami, czyli we własnym mniemaniu odniosłem pełen sukces.
Południowoafrykańczyk okazał się przemiłym i dowcipnym rozmówcą ze słabością ku Polakom i waniliowym sesjom a żonaty, na pozór wydawać by się mogło, że niepozorny nieśmiały i ułożony Chorwat w eleganckim ubraniu – wulkanem energii i rozpusty. Potwierdza się znowu moja teoria – im bardziej facet na początku sprawia wrażenie niedostępnego, srogiego macho, a w dodatku piastuje wysokie odpowiedzialne stanowisko, tym większy z niego zwierzak i łatwiej i chętniej poddaje się wyuzdanym praktykom seksualnym pozwalając robić ze sobą dosłownie wszystko.
Oczy zaszły mi spermą (dosłownie i w przenośni) podczas maratonu, który zorganizowaliśmy wspólnie w czwartkowy wieczór, a hotelowy materac wchłonął wszystkie nasze wypociny zdając przy tym test na wytrzymałość…
Łajdak ze mnie i spotka mnie w końcu za to kara, ale z ognistym Chorwatem spotkam się ponownie tyle, że pewnie w piekle…

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz