Pół roku temu przyjęli do nas faceta specjalistę od SAP.
Miał służyć nam swoją wiedzą i pomagać rozwiązywać różne zawiłości finansowo księgowe od strony IT.
Nie wiem jak układały mu się relacje z innymi. ale ja narzekać na R. nigdy nie mogłem.
Kilka tygodni temu nagle przestał pojawiać się w biurze, pocztą pantoflową dowiedziałem się że się zwolnił i że nie przejął się nawet obowiązującym go okresem wypowiedzenia.
W poniedziałek popołudniu kilkanaście osób w naszej firmie niespodziewanie dostało od niego maila z pogróżkami. Pisał że się zemści za to jak go traktowano, że nikt nie powinien czuć się bezpieczny, ani adresaci maila ani nawet członkowie ich rodzin. Żeby całej sytuacji dodać grozy mail został wysłany nie tylko na skrzynki służbowe ale także na prywatne i na telefony komórkowe współpracowników bo kolega miał dostęp do baz danych FI i HR…
Z poniedziałku na wtorek ponad 20 osób wraz z członkami rodzin nocowało w hotelu na koszt firmy. Od wtorku rano głównego wejścia do budynku firmy pilnowało dwóch strażników, na każdym piętrze stał dodatkowo ochroniarz a na ulicy regularnie widać było przejeżdżający patrol policji. Budynek był chroniony nie gorzej niż amerykańska ambasada na Jubilaums Strasse brakowało tylko czołgu i choćby skromnego helikoptera. Z budynku radzono nam nie wychodzić, w tym celu zapewniono nam obfity i różnorodny lunch.
Policja szukała kolegi przez 2 dni zanim go ujęła.
I najlepszy w tej całej historii okazał się mój kolega, który niczego nieświadomy we wtorek wrócił z urlopu. Jadąc do biura przejeżdżał wcześnie rano obok hotelu i zauważył wychodząca z niego K (biurową super laskę), trochę go to zdziwiło, bo wiedział że mieszka ona z mężem w zupełnie innej części miasta. Po kilku minutach przyuważył wychodzącego z tego samego hotelu jednego z naszych dyrektorów i wtedy zaświeciła mu się lampka, że ci dwoje to pewnie mają płomienny romans…

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.