Yogyacarta – dzień 3

 

Będąc już tak daleko szkoda było nie polecieć, chociaż na jeden dzień na Jawę.
Megalityczne Borabodur w środku spalonej słońcem dżungli zrobiło wrażenie. Pamiętam z dzieciństwa jak z zachwytem 7latka oglądałem obrazki w albumie opisujące to miejsce i jak bardzo marzyłem wtedy żeby moc je kiedyś zobaczyć

Najtrudniej jest tutaj nie przejmować się widokiem prawdziwej biedy i ignorować wszelkie zaczepki.
W oczach miejscowych jestem turysta z odległego wiec bogatego kraju Polandii, którego nazwy nie potrafią nawet poprawnie wymówić.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bali – dzień 1

Wreszcie u celu naszych wakacji. Dziwne to uczucie wyjść przed lotnisko w egzotycznym kraju i zobaczyć swoje nazwisko na dużej kartonowej kartce po środku tłumu.

Gościnność Balijczyków jest powszechnie znana. Po czym rozpoznać ze w pokoju była pokojówka? Czy po tym ze łóżko jest pościelone? Nie. Po tym że barek pełny? Też nie. Po tym że w muszli klozetowej pływają płatki kwiatków.

A propos kwiatów mają fioła. Pierwszego dnia na własne życzenie zamknęliśmy się w SPA. Najpierw nas wymasowali od stop do głów, potem wcierali różne błotne papki i substancje kleiste, kazali wąchać aromatyczne pachnidła, na koniec zbryzgali jogurtem i kazali taplać się w ogromnej wannie w kształcie nerki wyścielonej płatkami dwukolorowych kwiatów ułożonych w kształt serca. Ta scenka niczym gejowska wersja Kleopatry w scenerii drewnianych stylowych mebli, indonezyjskich figurek o fallicznych kształtach, przy takcie muzyki i unoszącej się woni kadzidełek to prawdziwie cukierkowy finał i jednocześnie najbardziej traumatyczne przeżycie.

Potem jeszcze tylko w restauracji wetknęli mi kwiatek za ucho i z tak wpiętym kazali paradować po restauracji w której jedliśmy kolacje.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Singapur – dzień 3

Na wspólną pierwszą wakacyjną kolację wybraliśmy Equinox na 70. piętrze naszego hotelu, specjalnie zarezerwowałem stolik przy oknie by swobodnie móc napawać się prawdziwie dech zapierającym widokiem całej metropolii.

M świeciły się oczy od całej tej barwnej otoczki.
Lampka moet, butelka czerwonego wina, romantyczne pogawędki długo pozwalały cieszyć się nam tym wieczorem.
Dopiero po powrocie do pokoju, gdy na lekkim rauszu odegraliśmy scenkę rodzajową pt. wódz-wampir wielka dzida porywa bezbronną ofiarę, wnosi ja na szczyt swej wieży by tam wyssać z niej życie do ostatniej kropelki niespodziewanie dało o sobie znać zmęczenie różnicą czasu i obaj zasnęliśmy snem kamiennym…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Singapur – dzień 2

Nasz trzy dniowy stopover w tym małym państwie-mieście z założenia miał być wygodny i elegancki dlatego wybraliśmy najwyższy w Azji the Stamford.

Singapur to bez wątpienia raj zakupowy: towarów luksusowych jest w bród, kuszą cenami o wiele niższymi niż te same oferowane w markowych sklepach na Banhofstrasse w Zurychu.
Nasz hotel tworzył z centrum handlowym jeden kompleks. M przypadło to do gustu że zakupy mógł robić teoretycznie nie wychodząc spoza budynku. Całkowicie uległ magii tego miejsca i przy każdej nadążającej się okazji buszował po sklepach i butikach. Myślałem że chociaż mi uda się oprzeć całej tej szopce spowodowanej szaleństwem zakupowym, ale moja próżność została wystawiona na wielką próbę w strefie bezcłowej na chwilę przed dalszą podróżą do Denpasar.

 Azja ma dla mnie słodkawy zapach zmieszanego powietrza i spalin. Sam Singapur jest czysty, kolonialny, zorganizowany, strzelisty, kolorowy, parny i wielokulturowy.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Singapur – dzień 1

 Chyba zrozumiałem, na czym polega ogólny zachwyt całej branży lotniczej nad Singapore Airlines – te linie mają najśliczniejsze stewardesy! Młode, zgrabne, delikatnie umalowane dziewczyny, gdy w pięknych, mocno przylegających stylizowanych na kimona kostiumach bezszelestnie przemieszczają się między fotelami pasażerów obdarowując ślicznym uśmiechem wyglądają prawdziwie zjawiskowo a facetom opadają szczęki.
Gdybym był hetero marzyłbym o spotkaniu takiej kobiety, kwintesencji kobiecości.
Poza tym zachwyca standard, oferowane w samolocie menu do wyboru i dobór bardzo eleganckich dodatków.
Marco nie mógł wprost wyjść z zachwytu nad wszystkimi gadżetami, dla niego była to pierwsza podróż na tak dalekiej trasie.

 Cały kilkunastogodzinny lot uprzyjemniałem sobie oglądając Sex w wielkim mieście i kolejne odcinki zagadek CSI raz po raz zapadając w krótki sen.
Wysiadając na moment rzuciłem okiem w stronę przedniej części samolotu. Zamarzyło mi się polecieć kiedyś tą linią w klasie suite…
Changi całe wyłożone jest barwną wykładziną, poza tym jest jednym z niewielu lotnisk na świecie oferującym darmowy, bezprzewodowy internet.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Londyn – Richmond

Słowa znowu powoli zaczynają zamieniać się w czyny. Po kolejnych rozmowach telefonicznych wreszcie przyszła pora na poznanie na żywo swojej nowej przełożonej – to będzie już 5 odkład zaczęła się moja szwajcarska przygoda.
Spodobała mi się wizja nowego stanowiska: jeszcze więcej wyjazdów, hoteli i życia na walizkach, mniej siedzenia za biurkiem, powtarzalnych codziennych czynności a więcej spontanu, o wiele większy zasięg: lokalne zmienia się w globalne, dodatkowe elektroniczne gadżety, więcej spotkań z ludźmi, więcej swobody, możliwości, więcej intensywnej pracy ale też większa radocha, poza tym dodatkowo bardzo stymulująca perspektywa szefowej siedzącej na drugim krańcu globu i nie sterczącej nad moim biurkiem, wiecznie trującej mi dupe.
Cały wtorek mieliśmy dla siebie. Wspólny lunch i długi spacer po mieście – po co siedzieć w salce konferencyjnej jak rozmawiać można spacerując. Dla niej była to jedyna okazja żeby zobaczyć trochę Szwajcarii…

Reakcja łańcuchowa wymusiła na nas krótki roboczy wyjazd do Londynu.
W hotelu na powitanie lampka szampana, kurtuazyjna wymiana uprzejmości, standardowe pytania o nazwisko i adres zamieszkania, lunch w hotelowym barze i … spotkania z rodakami.
Nie wiem co jest z niektórymi Polakami pracującymi w londyńskich hotelach, wstydzą się kim są i co robią, wstydzą się mówić po polsku, czasem jak odkrywają że gość hotelowy do Polak robią się nienaturalni i lekceważący jakbym był rodakiem, który przyjechał odebrać im pracę. Nie kupuję wytłumaczenia, że w pracy nie wolno rozmawiać im po polsku. Pamiętam jak w czasie studiów sam szorowałem toalety w Stanach, nigdy tego nie ukrywałem a z perspektywy czasu nie uważam tamtych wakacji za straconych.

Na pamięć nauczyłem się trasy taksówki z City do Mayfair. Po mijanych punktach miasta nawet z zamkniętymi oczami potrafiłbym odgadnąć czas i dystans do celu podróży: Tower, St Magnus House, Upper Thames St, z dala London Eye i Big Ben, sfinks i lwy na Victoria Embankment, Trafalgar Square, National Gallery wreszcie Stratford – czuje że jestem w Londynie.

Nie mam przekonania do instytucji eskorta: czy w Polsce czy w Anglii, za 50zł czy 150funtów i tak nie przychodzą osoby ze zdjęcia – można się zrzygać. Zdarzają się przypadki takich co nieproszeni pakują się obcym do lóżka…
Głupiej torby życie nic nie nauczyło…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 414

 Dziwny nastrój wciąż daje o sobie znać, raz po raz popadam w dziwny stan zamyślenia i nieobecności.
Przez ostatnie parę lat starałem się kreować swoją rzeczywistość: usamodzielniłem się, kupiłem mieszkanie, które potem urządzałem, kolekcjonowałem ładne sprzęty, dekorowałem ściany, odkładałem pieniądze by móc sprawić sobie upragnione dodatki.
Teraz jestem tutaj, setki kilometrów od dawnego domu, gdy rozglądam się po salonie nie ma choćby jednej rzeczy która przypominałaby mi o tamtej rzeczywistości, nie ma albumów, zdjęć, obrazów, znanych przedmiotów, książek, starych gazet – tak jakby tamtej przeszłości nigdy nie było a ja zacząłem życie od zera.
O innym ja przypomina mi tylko czasem przywiezione z Polski kilka płyt.

Już za 12 dni lecimy na Bali.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

pocztówka wysłana z przeszłości

Mój widok zza okna różni się od tego sprzed półtora roku.
Nie ma tych samych osób, znanych twarzy, nie ma tych wszystkich miejsc, spraw i myśli, nie ma korków na tych samych ulicach, nawet dźwięki są inne.
Nic nie jest już takie jak było. 

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

bardzo szybka decyzja

Nie poszedłem dziś do biura, bo od wczoraj drapie mnie w gardle i łupie w głowie. M przynosi mi do łóżka witaminki i podaje gorące herbatki. Nie wyglądam najlepiej, w domu „śmierdzi starym człowiekiem”, ciagle sie pocę – M ma okazję poznać mnie od strony, która do tej pory zarezerwowana była tylko dla mojej rodziny. Nie potrafię spokojnie poleżeć – laptopa zostawiłem w piątek w szufladzie biurka i teraz myślami odpowiadam na maile.

Mojemu bratu znudziły się już po trosze wizyty u mnie, przejadły się wszystkie landszafty, nieskazitelne krajobrazy, porządek, dziwne zasady, zakupy i wykwintna kuchnia. Na pytanie kiedy znowu wpadnie przekornie odpowiada czy musi…?

Zaproponowałem, że moglibyśmy spotkać się w innej scenerii, popływać jakimś katamaranem, ponurkować albo zapuścić się gdzieś na jakieś pustkowie.
Wymyśliliśmy obaj wyprawę do Iranu, bo sam pomysł wydawał się ekscytujący..
Początkowo myślał, że tylko żartuje. A ja żeby nie było, że się rozmyśle zarezerwowałem już dla nas bilety do Teheranu i teraz nie ma odwrotu…

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

Frankfurt

W czwartek utknąłem na lotnisku z powodu strajku Lufthansy nota bene akurat gdy leciałem spotkać się z ludźmi z ich partnerskiej spółki.
Dzień wcześniej zamówiłem bilet, CWT potwierdziło że ten lot nie jest odwołany, zapobiegawczo jeszcze przed pójściem spać śledziłem komunikaty na stronach linii. Dopiero przy odprawie spotkał mnie zonk, samolot miał nie wystartować a mojej rezerwacji nie mogli znaleźć w systemie.Gdy jedni starali się zmienić mi bilet ja wisiałem na telefonie próbując poprzekładać zaplanowane spotkania. W myślach żałowałem, że nie pojechałem pociągiem na zmianę z uczuciem wściekłości, że nikt mnie nie uprzedził choćby głupim smsem.
Carlson zadzwonił do mnie przed 10 najpierw nieśmiało próbując wybadać czy już wiem że anulowano mój lot…

Siedząc na lotnisku w Zurychu usłyszałem jak ogłaszają lot do Dublina i wywołują nazwisko mojej koleżanki z działu prawnego. Rozmawiałem z Pamela dzień wcześniej dlatego wiedziałem że to jej samolot. Coś mnie tknęło i postanowiłem do niej zadzwonić. Odebrała od razu, zapytałem ją gdzie jest i czy leci dziś do Dublina. Spokojnym głosem potwierdziła. Ponowiłem pytanie tłumacząc, że właśnie ogłaszali last call na jej połączenie a ona zdziwiona tłumaczyła że nie rozumie żartu. Uświadomiłem ją że też jestem na lotnisku, podałem numer jej lotu i numer bramki, prosiłem żeby jeszcze raz popatrzyła na swój bilet. Nim przerwało nam połączenie usłyszałem głośne „fuck”. Po kilkunastu sekundach dostrzegłem ją biegnącą przez środek hali, z całym majdanem toreb, próbującą przecisnąć się przez tłumy pasażerów, machającą w moją stronę i wykrzykującą „ Piotr, thank you, thank you, thank you” i wysyłającą w moją stronę serie całusów.

Nasze spotkanie rozpoczęte z poślizgiem i zamieszanie spowodowane strajkiem były źródłem paru niewybrednych żartów.
Powrót znowu okazał się przygodą. Mój bilet został anulowany, w systemie rezerwacji niczego nie mogli znaleźć a mnie odsyłano z jednego okienka do drugiego. Było potwornie gorąco, z nieba lał się żar a ja wbity w garnitur i krawat znosiłem to wszystko dzielnie przez prawie godzinę. Po trzeciej próbie „spuszczenia mnie na drzewo” odezwały się głęboko skrywane pokłady bycia bardzo skutecznym w egzekwowaniu swoich praw i dopiero takie zachowanie poskutkowało natychmiast..
Z domu napisałem skargę w formie dzielenia się własnymi doświadczeniami z podróży. W ramach zadośćuczynienia Lufthansa podarowano mi mile – akurat starczy na darmowy lot gdzieś po Europie.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz