Berno – dzień 399

Podobno szykują mi zmianę stanowiska. Dostałem już maila, odbyłem telefoniczną rozmowę z nowym przełożonym, moja obecna szefowa dała mi kwartał na zamknięcie bieżących tematów i przekazanie obowiązków. Gdy próbowałem coś więcej od niej wyciągnąć dodała że zostałem „namaszczony” i że jest „duże parcie” bo zaoferowano jej wszelaką pomoc byle by tylko nie opóźnić mojego przejścia.
Wciąż nie znam zakresu nowych obowiązków, nie wiem jaki będę miał tytuł, za co dokładnie będę odpowiadał, czy to zwykle przesunięcie czy może awans, czy powinniśmy z Marco myśleć o przyszłorocznych wakacjach w skali 5 dniowego pobytu na Malediwach w 3,5 gwiazdkowym hotelu czy może w 5, w prywatnym bungalowie na wodzie w formie all inclusive a potem dodatkowej podróży po parkach narodowych RPA…

W mojej firmie podobno tak już jest, że o zmianach ci najbardziej zainteresowani dowiadują się na końcu.
Moją nominację ogłoszono na cotygodniowej telekonferencji, w której nie uczestniczę, bo nikt mnie nigdy na nią nie zapraszał.

Moja koleżanka z Niemiec nie ukrywa radości że to ze mnie wybrano i cieszy ją moje pozytywne nastawienie. Uświadamia mi jednak że poza tą całą niebywale kolorową otoczką czeka mnie mnóstwo pracy, okresów przemęczenia, późnych powrotów do domu i częstszych wyjazdów.
Nic nie jest wstanie na razie popsuć mi humoru, patrzę w swój kalendarz i cieszę się że zanim polecimy z M na wakacje zdążę odwiedzić tyle innych miejsc. Marco od tygodni zwraca się do mnie z przekąsem per direttore europeo za każdym razem gdy opieszale zabieram się do zniesienia śmieci albo grzebie się ze zrobieniem mu porannej kawy.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Berno – dzień 396

Siedzę w nowoczesnej sali konferencyjnej, w budynku ze szkła, otoczony gadżetami pozwalające na zdalną pracę, przede mną siedzi dwoje specjalistów i nagle pada pytanie, które budzi we mnie konsternacje – jak by pan chciał żebyśmy to zrobili?
Milknę na moment. Patrzę na nich, rzucam okiem po sali starając się uchwycić jak najwięcej szczegółów z tej chwili i z miejsca, w którym się znajduje.

Nigdy wcześniej tak bardzo nie zdawałem sobie sprawy z odpowiedzialności, jaka obecnie na mnie spoczywa i z zaufania którym mnie obdarzono.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Poznań

Poznań – miasto doznań.
…niestety za pieniądze i na dodatek trzeba importować ze stolicy.

Gdy samolot zbliżał się do lądowania na Ławicy pomyślałem „ale ta Polska jest rzeczywiście ładna” a nigdy wcześniej nie miałem podobnych myśli. Sympatyczne dziewczyny w Sheratonie dwoiły się żeby dogodzić klientom, ale pewnie snuły już w myślach plany wyjazdu do Anglii albo Irlandii.
Przypadkowo wybrany dentysta okazał się gawędziarzem i fanatykiem własnego zawodu a w związku z tym, ze uwielbiam takich ludzi to zapowiedziałem się u niego znowu na jesień.
Polska choć upalna, byle jaka i nieznośna obudziła we mnie sentymenty i dziwne uczucie nostalgii.

M sprzedał akwarium, które kupiliśmy 2 miesiące temu. Najbardziej żal nam rozstania z Rocco, który nie potrafił przepuścić żadnej rybce.

Niezaplanowane służbowe wyjazdy wreszcie przestały być uciążliwe dzięki pokładanemu we mnie zaufaniu mojego banku.

W pracy szykują się zmiany, ale na razie okazuje umiarkowany optymizm i za bardzo się nie emocjonuje.
Wczoraj szefowa wręczyła mi premie. Przewodniki już zakupione a miejsca warte zobaczenia zafiszkowane.
Za miesiąc zabieram M na wakacje do egzotycznego Kind Villa Bintang.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz

Berno – dzień 385

Od rana ćmi mi w zębie.
Może to tylko efekt wczorajszych lodów a może i nie.
Na sama myśl o cenach usług stomatologicznych w Szwajcarii odzywa się bardzo głęboko schowany wąż w kieszeni.
Zacząłem szukać planu B czyli biletu do Polski.
Samolot do Poznania albo Warszawy + hotel wychodzą znacznie taniej.
Poszukiwany denstysta który przyjmuje w piątki i soboty.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Avignon – Pont du Gard – Nimes – Arles – St Remy de Provence – Cavallion

W czwartek z biura wyszedłem obładowany butelkami z alkoholem.
Nigdy nie robiłem tajemnicy z faktu że ze szkłem jestem po słowie dlatego prezenty od kolegów z pracy łatwo dało się przewidzieć.
Wieczorem zaprosiłem najbliższych do restauracji. Zaczęliśmy od kilku butelek proseco, potem bez specjalnego umiaru lało się wino na zmianę z szampanem by na koniec przerzucić się na kolorowe drinki.
Z okazji urodzin od właściciela restauracji dostałem tort z zimnymi ogniami i rabat a dodatkowo cały personel hucznie odśpiewał mi ‘tanti augiri’. Obcy ludzie uśmiechali się do mnie tego wieczoru, bo nasz stolik przypominał prawdziwie wielką włoską fiestę.

Byłem na tyle tomny żeby poprosić Marco by wracając z pracy zabrał mnie z baru. Wcześnie rano musieliśmy wstać, by zdążyć na pociąg do Awinionu a w moich żyłach o 4 nad ranem wciąż jakby grał szampan i wino.
W TGV z Genewy spałem jak dziecko pamiętając zawczasu by uzupełnić poziom wody w organizmie.
Podróż wynajętym specjalnie na tę okazje kabrioletem wspominam jako koszmar zwłaszcza kiedy staliśmy zablokowani w korkach w ponad 30 stopniowym upale.
Miasta i miasteczka kipiały od turystów. W Awinion trwał w tym czasie Festiwal Teatrów a do Arles jak co roku ściągnęły rzesze fotografików i twórców plakatów by uczestniczyć w Międzynarodowym Festiwalu Fotograficznym.

133-4

Prowansja, przyprawia o zawrót głowy. To jedno z najbardziej urokliwych miejsc, jakie widziałem.
Typowy prowansalski targ jest przecudowny i jak z obrazka. Lady uginają się pod ciężarem warkoczy czosnku, kolorowej papryki, świeżych pomidorów, bakłażanów, młodych dyń i szparagów. Melony w Cavaillon są tak dojrzałe, że pękają, roztaczając w powietrzu słodkawą woń. Podobnie jest z winem – jest tutaj wszechobecne…
W całym regionie stare miesza się z nowym, w miastach rzymskie świątynie i areny sąsiadują z postmodernistycznymi budynkami, a w górach obok średniowiecznych zamków i opactw spotyka się elektrownie słoneczne.

Obiecaliśmy sobie z Marco spróbować wybrać się jeszcze w tym roku do Marsylii…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

Berno – dzień 375

Stuknęło mi dziś 30 lat. Dziwnie się czuje ile razy o tym pomyślę.
Niczego nie żałuje, niczego bym nie zmienił, pazerny byłbym gdybym chciał jeszcze więcej.

M sprawił mi rano niespodziankę, mamy już bilety do Avignon, wynajęte cabrio a specjalnie kupiona na te okazje butelka Don Perignon chłodzi się w lodowce.
Wieczorem jeszcze zabieram znajomych do restauracji.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

Berno – dzień 369

Pół roku temu przyjęli do nas faceta specjalistę od SAP.
Miał służyć nam swoją wiedzą i pomagać rozwiązywać różne zawiłości finansowo księgowe od strony IT.
Nie wiem jak układały mu się relacje z innymi. ale ja narzekać na R. nigdy nie mogłem.
Kilka tygodni temu nagle przestał pojawiać się w biurze, pocztą pantoflową dowiedziałem się że się zwolnił i że nie przejął się nawet obowiązującym go okresem wypowiedzenia.
W poniedziałek popołudniu kilkanaście osób w naszej firmie niespodziewanie dostało od niego maila z pogróżkami. Pisał że się zemści za to jak go traktowano, że nikt nie powinien czuć się bezpieczny, ani adresaci maila ani nawet członkowie ich rodzin. Żeby całej sytuacji dodać grozy mail został wysłany nie tylko na skrzynki służbowe ale także na prywatne i na telefony komórkowe współpracowników bo kolega miał dostęp do baz danych FI i HR…

Z poniedziałku na wtorek ponad 20 osób wraz z członkami rodzin nocowało w hotelu na koszt firmy. Od wtorku rano głównego wejścia do budynku firmy pilnowało dwóch strażników, na każdym piętrze stał dodatkowo ochroniarz a na ulicy regularnie widać było przejeżdżający patrol policji. Budynek był chroniony nie gorzej niż amerykańska ambasada na Jubilaums Strasse brakowało tylko czołgu i choćby skromnego helikoptera. Z budynku radzono nam nie wychodzić, w tym celu zapewniono nam obfity i różnorodny lunch.
Policja szukała kolegi przez 2 dni zanim go ujęła.

I najlepszy w tej całej historii okazał się mój kolega, który niczego nieświadomy we wtorek wrócił z urlopu. Jadąc do biura przejeżdżał wcześnie rano obok hotelu i zauważył wychodząca z niego K (biurową super laskę), trochę go to zdziwiło, bo wiedział że mieszka ona z mężem w zupełnie innej części miasta. Po kilku minutach przyuważył wychodzącego z tego samego hotelu jednego z naszych dyrektorów i wtedy zaświeciła mu się lampka, że ci dwoje to pewnie mają płomienny romans…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz

Berno – rok później

Marco wciąż jest pociągający. Czasami, kiedy budzę się wcześniej od niego lubię popatrzeć jak smacznie śpi.
Wciąż jest pociągający i wciąż nie mogę się nacieszyć jego widokiem – mógłbym patrzeć na niego godzinami: na kruczo ciemne włosy, czarne brwi, regularne rysy twarzy, trzydniowy mocny zarost i te usta skrywające najcudowniejszy męski uśmiech. Uwielbiam przy nim zasypiać, czuć kiedy leży obok nawet wtedy gdy zdarza mu się chrapać. Lubię budzić się rano przynoszoną filiżanką espresso.
Nie zapomnę jak pierwszy raz wypatrzyłem jego zdjęcie i o czym wtedy pomyślałem: że fajny facet, włoskie ciacho, że takich w Polsce nie ma, a nawet gdyby taki istniał to by się ze mną raczej nie spotkał, a jak gdyby się taki umówił to byłoby to coś.
Kubeł zimnej wody przyszedł w chwili gdy okazało się że nie mówi po angielsku, w ułamku sekundy nadzieja zmarła śmiercią naturalną, bo mój włoski pozostawiał wiele do życzenia.

To on pierwszy do mnie zagadał, nie zniechęciły go nieudolnie sklecane zdania i trudności w wyrażaniu myśli, był wyjątkowo cierpliwy, wyrozumiały i słuchał, zaproponował spotkanie, zostawił nawet swój nr telefonu, ale nigdy z niego nie skorzystałem. Potem po 3 miesiącach od mojego przyjazdu do Szwajcarii wciąż mnie pamiętał, od razu wymusił na mnie obiecaną przed miesiącami kawę.
I choć byłem wtedy jak mumia cały w bandażach plastrach i nie czułem nastroju do randkowania zgodziłem się, bo było mi wtedy wszystko jedno.
Pamiętam jak pytałem go o to gdzie jest IKEA (byłem wtedy na etapie kompletowania rzeczy użytkowych do mieszkania) i jak zaproponował, że mnie tam kiedyś przy okazji zabierze. Potraktowałem jego odpowiedź jako grzeczne ‘nie’ ale gdy w następną sobotę punkt 9 rano zadzwonił czy może po mnie przyjechać byłem bardziej niż zaskoczony.
Dla mnie przestał mówić jak torpeda i dla mnie założył telewizję kablowa z polskim kanałem.
Stopniowo wykorzystywaliśmy każdą okazję by spędzić ze sobą czas: bilety na koncert, obiady, kolacje, wizyty, rewizyty, spacery oraz bliższe i dalsze wycieczki stały się nieodzownym elementem każdego mijającego tygodnia.

Pomimo upływającego czasu i moich służbowych wyjazdów niewiele wydaje się zmieniać, wciąż kontaktujemy się ze sobą z tą samą intensywnością, co na początku znajomości. Podoba mi się tak odmienny od mojego południowy sposób myślenia i ten temperament.

Dla M. przestałem ciągle gdzieś się biec, pracować po 15 godzin, nie mieć czasu na życie prywatne.
I rzadko teraz doświadczam już stanu nieprawdopodobnej samotności. Uczę się akceptować, że w jakimś sensie jesteśmy samotni, ale własnej samotności staram się zaradzić.

A jak przypomnę sobie tamten jeden wspólny wieczór jakby na żywca ściągnięty z Przyjaciół to momentalnie zaczynam się śmiać:
– Ti amo Marco
– Grazie Pietro

I to wszystko przez to że niechcąco tylko zatrzymałem na nim swój wzrok…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz

Londyn 25-27.06

Przed wyjściem z biura zarezerwowałem bilet na City.
Chociaż nie miałem potwierdzenia a w biurze w Londynie już nikt nie podnosił telefonu wolałem nie czekać do ostatniej chwili.
Dopiero rano dowiedziałem się że szkolenie będzie się odbywać po drugiej stronie miasta i najlepiej byłoby lecieć na Heathrow.
Na zmianę było jednak za późno bo agencja zdążyła przysłać bilet…
Pomyślałem, że przeboleje te utrudnienia byleby tylko dotrzeć na miejsce.
Nie skończyło się jednak tylko na tym. Potem nie mogłem zarezerwować żadnego hotelu w Richmond, nigdzie nie było wolnych miejsc prócz hoteli na West Endzie, które oznaczały poranne stanie w korkach i wysokie rachunki za taksówki.
Ciśnienie mi rosło, gdy na 1,5 godz przed odjazdem do Zurychu wciąż nie miałem ani zmienionego biletu ani hotelu, w którym mógłbym się zatrzymać.
I potem karta znowu nie wytrzymała w dniu wyjazdu.

Spodobało mi się Surrey, tam rzeczywiście jest klimatycznie-angielsko, nowe biura w Richmond robią wrażenie, pięknie położone nad samą Tamizą pozwalają wyjść i zjeść lunch tuż nad rzeką.
Późną nocą w ciepły wieczór po deszczu wracałem do hotelu i czułem znane mi uczucie radości, że mogłem tu być.
Kilkanaście lat temu pierwszy raz do Londynu przyjechałem autokarem, teraz na lotnisko wiozło mnie luksusowe auto.

W kafeterii przypadkiem natknąłem się na D, seksownie spocony wracał z porannego biegania a sposób, w jaki obrzucił na mnie wzrokiem przez cały dzień nie dawał mi spokoju… Na samą myśl o tym wydarzeniu w moim organizmie dochodziło do zaburzenia gospodarki hormonalnej, dopiero po powrocie do domu niczym oparzony święcona wodą ocknąłem się.

M twierdzi ze prze sen zdarza mi się mówić już nie tylko po polsku i angielsku, ale ostatnio zaczynam po włosku.

Za kilkanaście skończę 30lat. Te kilka dni wokół daty moich urodzin postanowiliśmy spędzić we dwoje w Prowansji.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Bern – dzień 360

W zeszłym tygodniu w Londynie przeżyłem emocjonalna przygodę, kiedy bank zablokował mi karte a ja ostałem się na lotnisku z 10 funtami w kieszeni. Tym samym nie mogłem sprawić M żadnego prezentu, który dostaje ode mnie za każdym razem, kiedy gdzieś wyjeżdżam. Myślałem, że w tym miesiącu nic się już nie wydarzy, ze w spokoju mogę czekać nadejścia dnia swoich urodzin…
I właśnie dziś na pól godziny przed zamknięciem laptopa Debbie skierowała mnie na rozpoczynające się jutro szkolenie…w Londynie. Marco wybuchnął mi w twarz śmiechem gdy mu to zakomunikowałem. Cieszy się ze dostanie swoje czekoladki. Los szybko się do niego uśmiechnął…
A czy ja nie o takiej pracy marzyłem? Przez ta ogólna geograficzna dostępność przestałem cieszyć sie z takich momentów.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz