Londyn

Gdyby nie widok zza okna taksówki na Tower i London Bridge w ogóle nie zauważyłbym ze jestem w Londynie. Zaproszenie na konferencje przyszło w momencie gdy akurat najbardziej obłożony jestem obowiązkami. I tak pomiędzy kolejnymi spotkaniami wymykam się do swojego pokoju żeby w skupieniu nadrobić zaległą prace. Cieszyc się czy się nie cieszyć? Cieszę się…mimo wszystko.

Otagowano , , | Dodaj komentarz

Holendrzy się bawią a Szwajcarzy niech się uczą

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Wrocławskie klimaty

Skusiłem się na mało skomplikowaną rozmowę z cybernetycznym nowym znajomym. Przypomniałem sobie czasy, kiedy oddawałem się kultywowaniu zamiłowań do informacji opatrzonych klauzula „ tylko dla abonentów w daleko posuniętej desperacji’, które mam za sobą. Co może nie było dobre, bo lubiłem sobie był konika na różnych łączkach powypasać i nowych pastwisk z lubością zawsze wypatrywałem.

Odkąd wyprowadziłem się z Polski coraz mniej zdarza mi się kłamać i oszukiwać. Nie boję się usłyszeć, że porządny i odpowiedzialny z pozoru człowiek który ma czelność tytułować się czyimś przyjacielem, okazuje się zwykłym zboczeńcem, osobnikiem beztroskim i nieodpowiedzialnym, który zamiast spotkać się i poddać analizie rozgrywki piłkarskie w sposób przykładny i cywilizowany, podąża za mrocznym instynktem, za wynaturzonym głodem w miejsca gdzie dochodzi do nietypowych propozycji i zachowań urągających normom ustanowionym przez przedstawicieli zdrowej tkanki społecznej.
Mam taką naturę że lubię takie lizu-lizu, chlastu-chlastu, miętolić jak mordoklejkę, byle tylko mi jakiś odór nie wytracił broni z ręki Amora, bo wtedy czar pryska, gad chowa głowę a badyl zdycha. Nawet jak młodszy byłem to od serów pleśniowych „serce” mi nie stawało…

W lokalu branżowym nic się nie działo, nie było na czym oka zawiesić, nie mówiąc już o nawiązaniu przelotnej konsumpcji choć gdy wszedłem poczułem się obmacywany wzrokiem przez wszystkich uczestników wieczoru.
Pomimo trudności natury emocjonalnej i narastającego z minuty na minutę obrzydzenia starałem się panować nad odruchami wymiotnymi.

Wniosek pozostał ten sam niezmienny – kiedy partner zawodzi czy kiedy go w milej ciałom jamistym okolicy brak, należy dawać sobie rade samemu…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

moja kochana mamuśka

Podczas spotkania w biurze brzęczy cicho mój telefon, spoglądając ukradkiem widzę numer matki.
Nie odbieram. Chwile po spotkaniu wybieram numer.
Poznaje jej głos od razu. Nie jest sama bo w tle słychać hałasy, to chyba autobus albo tramwaj..
– No cześć dzwoniłaś…
– Halo kto mówi?
– To ja. Dzwoniłaś?
– A kto mówi?
-…mamo, to ja.
– Synuś? A gdzie Ty jesteś?
– Tak, to ja mamo… w pracy jestem, ale już się zbieram do domu…
– ..a gdzie Ty jesteś?
– No jak to gdzie? Do domu już wychodzę – przecież ci mówię…
– …ale skąd Ty dzwonisz?
– Jak skąd..? Z komórki, z biura jeszcze…
– …ale gdzie Ty teraz jesteś?
– no a gdzie niby mam być? w Szwajcarii…
– A to ty synku ze S Z W A J C A R I I dzwonisz…?!

Mówi to tak głośno i donośnie żeby usłyszeli ją wszyscy wokół…

***
Będąc przez weekend we Wrocławiu pomyślałem zajrzę do galerii, popatrzę co jest, czy coś się pozmieniało.
Matka chce iść koniecznie ze mną.
Mówię że nie jest to najlepszy pomysł, ale ona nalega.
Upieram się i nie ustępuje, bo nie jest mi tam do niczego potrzebna.
Ona nalega, obiecuje że nie będzie się wtrącać do tego co sobie kupuje i za ile, chce spędzić ze mną tylko trochę czas.
Nie chcę być wyrodnym synem i w końcu się zgadzam.

W sklepie przymierzam spodnie. Widzę, z jaką dezaprobatą patrzy na ceny, ale nie przejmuje się.
Porozumiewawczo daję znak spojrzeniem żeby nie komentowała: ‘tak wiem mamo, na bazaru jest taniej, ale mi się akurat te podobają” – mowie do niej w myślach.
Spodnie są super, tylko nogawki trochę jakby przy długie.
Pytam się sprzedawczyni czy nie mają krótszych. Niestety nie ma, ale jeśli chce, mogą mi je skrócić, na środę będą gotowe.
Mówię że nie mogę czekać. Sprzedawczyni zaraz dodaje, że mogą być też na jutro jeśli poproszę o ekspres, a ja na to że jutro też mnie nie ratuje.
W końcu sprzedawczyni podejmuje ostatnią próbę, że możemy się umówić, że będą gotowe na jutro najpóźniej na 12 w południe.
Uśmiecham się, że niestety nie wchodzi to w grę, że wyjeżdżam…

I wtedy wkracza mamuśka:

– Mój syn nie może czekać, on dziś W R A C A do S Z W A J C A R I I , o 17 ma samolot, do Monachium a potem do Z U RI C H U, bo on N I E M I E S Z K A w Polsce proszę pani…

Elegancka kobieta stojąca obok w przymierzalni tylko patrzy na mnie i widać, że śmieje się widząc moja minę.
Cos mi się zdaje, ze jestem tam spalony…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz

weekend we Wiedniu

Odkąd K. urządziła się na dobre w swoim nowym mieszkaniu systematycznie ponawiała zapraszanie do siebie.
Ku jej nieukrywanej radości nie planowałem intensywnego zwiedzania miasta, ale spokojny, żeby nie powiedzieć nudny, weekend z lunchem na mieście, porannym długim wylegiwaniem się w łóżku i nic nie robieniem. Chcieliśmy wreszcie w spokoju się nagadać by opowiedzieć sobie o swoich wrażeniach i doświadczeniach w pracy z zagranicą.
K. wynajmuje mieszkanie w starej kamienicy na najwyższym piętrze i choć nie ma windy to widok z przestronnego tarasu rekompensuje wszystko. Obiecałem sobie, że w przyszłości w moim domu na dachu urządzę podobny, z widokiem na miasto gdzie będę gościł przyjaciół popijając drinki a z M. jadał w lecie śniadania.

W Wiedniu pełno jest kibiców z Chorwacji, miasto jest zakorkowane, wczoraj na parę godzin padło metro, bary i ogródki piwne okupowane przez głośnych i pijanych facetów.

Widziałem EURO w Austrii i w Szwajcarii i bardziej wolę wersję szwajcarską…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – Wiedeń

Mieliśmy zaplanowany wspólny urlop, z którego nic nie wyszło. Bylem już prawie zdecydowany odwołać swój, ale wygrał rozsądek. Potrzebuje tych kilku dni żeby odpocząć. Wyjazd do Wiednia wydał mi się fajną okazją do przedłużenia pobytu o kilka dni.
Szwajcaria szaleje na punkcie EURO, na ulicach jak nigdy widać tłumy turystów, pozamykano niektóre ulice i zmieniono ruch, sklepy są czynne dłużej i nie przeszkadza nikomu, że od kilku dni wciąż leje.

Poznałem swoją nową szefową (trzecia odkąd zacząłem tutaj pracę) i jak na razie mogę być spokojny.

R. odeszła z pracy ku ogromnemu zadowoleniu większości. Przez ostatnie dni była nieznośna z objawami klasycznego syndromu niedopchania. Zraziła do siebie parę osób, których uważała za sobie bliższych. Złożenie wypowiedzenie jeszcze przed znalezieniem nowej pracy, zrezygnowanie z najmu mieszkania przed znalezieniem nowego, brak jakiegokolwiek planu to jej najgłupsze wyczyny, o których huczało całe biuro. Zauważyłem, że odkąd ludzie zaczęli się od niej odwracać ona przestała prosić o pomoc. Przyjęła taktykę ‚informowania , że trzeba jej pomóc’ w obawie, że usłyszy stanowcze ‚nie’.
Kilka dni temu zakomunikowała mi, że wprowadzi się do mnie na kilka dni, kiedy będę w Londynie. Na pierwsze ‚nie’ w ogóle nie zareagowała, udała że nie słyszy gdy powtórzyłem, dopiero gdy zmieniłem ton na stanowczy zapytała dlaczego nie?
Poczuła się dotknięta, gdy dotarło do niej, że nie zamierzam się przed nią tłumaczyć.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 340

Moja włoska rodzina jest mi naprawdę bliska. Pomimo tego że czasami ze sobą rywalizujemy albo wściekamy się o zupełne bzdury to i tak trzymamy się razem.
S. przez ostatnie kilkanaście tygodni mówiła głównie o swojej ciąży – urocze było słuchać jak trajkocze tylko o jednym, o dziecku którego się spodziewała.
Wieczorem w domu dowiedziałem się że jej się nie udało… 

Czytając kolorowe magazyny wydaje się że człowiek współczesny ma sobie dostarczać wyłącznie przyjemności.
A to nieprawda bo na świecie jest cierpienie. Można je zwalczać nadzieją, ale ono jest.
Uczę się dojrzałości takiej, która polega na tym, że idę z pomocą do drugiego człowieka gotowy na to, że on tej pomocy może nie chcieć.
Czasami może wystarczy jedno słowo. To nie musi być wielkie przemówienie. Można zapytać po prostu co mogę dla ciebie zrobić.

Dodaj komentarz

Berno – dzień 336

Na weekend przyleciał do mnie brat. Odbierając go z lotniska usłyszałem, że wyglądam rzeczywiście nieźle i że pobyt na obczyźnie mi służy. Efekt takiej manipulacji dało się łatwo przewidzieć, zabrałem brata do Genewy i Mediolanu i pozwoliłem zrobić zakupy ze swojej karty, dwoiłem się i troiłem żeby zapełnić ten czas atrakcjami.

Wiedząc, że będę tego dnia w Zurychu z wyprzedzeniem przyjąłem też zaproszenie na interview.
Jestem jakiś skołowany, sam chyba nie wiem czego tak naprawdę chce: czy odejść z pracy czy tylko uciec od codziennej rutyny.

Bilet na EURO (okazał się tłustym wypasem: miejsce dla VIP + limuzyna + hotel w Bazylei) oddałem go koledze – prawdziwemu fanowi piłki. Wejściówka była z przeznaczeniem tylko dla jednej osoby, więc nie byłoby żadnej frajdy być tam samemu.
Los jakby szybko mi się odwdzięczył za ten dobry uczynek – w rewanżu dostałem dużo fajniejsze zaproszenie na konferencje. Patrząc do kalendarza wiem że czerwiec będzie bardzo krótki bo przeplatany wyjazdami do Wiednia, Warszawy i Londynu no i się z tego cieszę.

Wracając pociągiem z Mediolanu siedziałem obok studenta.
(Dopiero potem okazało się że pochodził z Chin i pierwszy raz był Europie).
W pewnym momencie musiał on udać się do toalety. Gdy wrócił minął mnie, poszedł na koniec przedziału, potem się cofnął, ale znowu mnie minął, wyraźnie zakłopotany jakby czegoś szukał. Zagadałem go a on z rozbrajającym uśmiechem odparł że zapomniał gdzie siedział a wszystkie twarze pasażerów wydają mu się być jednakowe…

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 327

W ramach docenienia owocnej współpracy ze klientem GE Money podarował mi dwa vipowskie bilety na rozpoczęcie EURO2008 w Bazylei.
Śmiać mi się chciało jak los sobie ze mnie zakpił – dla mnie oznacza to tylko możliwość pooglądania fajnych facetów w kusych wdziankach, ślepo biegających za piłką.

Dodaj komentarz

kilka godzin przed wylotem do Polski

Po tygodniu pracy cieszę się, że jutro rano obudzę się w swoim mieszkaniu w Polsce.
Ile razy tam jestem wydaje mi się, że moje życie w innym kraju to jakiś sen, zupełnie inna bajka.
Brakuje mi punktu odniesienia, kogoś kto wie jak żyje się tutaj. Rano będę daleko od pracy, problemów, Debbie.
Ile razy opowiadam o niej w gronie swoich polskich przyjaciół, przy piwie, wydaje mi się że koloryzuje, że tak naprawdę to ona nie istnieje, zupełnie tak samo jak całe moje życie w Szwajcarii.
Jedynie telefony od M przypominają mi o tym, że mam do kogo wracać.

W poniedziałek czeka mnie EMEA Summit, dzis do samego końca siedziałem w biurze nanosząc poprawki na swoja prezentację.
Tylko w Polsce nie reaguje alergicznie na słowa Airplus, GE Money albo Amex. Przechodzę ‚pranie mózgu’ które pozwala mi na zregenerować baterie.

Jutro wesele M. Ciekawe jakie to uczucie wiedzieć, że następnego dnia wychodzi się za mąż…

1 komentarz