Berno – dzień 3

Nie było jeszcze dnia żebym się nie zastanawiał nad tym czy podjąłem słuszną decyzję. Zwykle co godzinę żałuję ze zdecydowałem się na podjecie pracy za granicą. Przy każdym potknięciu pojawia się u mnie zwątpienie że sobie nie poradzę, że może powinienem postarać się jakoś to wszystko odkręcić.
Po powrocie z pracy poszedłem kupić sobie butelkę wina i paczkę papierosów bo musiałem zapalić. I wtedy znów przyszły łzy, których nie zdołałem powstrzymać.
Płakać trzeba w spokoju, tylko wtedy ma się z tego radość.

Pojechałem złożyć papiery o pozwolenie na stały pobyt. Kadry wysłały mnie do Koniz, bez problemu znalazłem ulicę tylko że nie ten numer. Błądziłem godzinę zanim tam w ogóle dotarłem, najpierw wokół rozkopanego do granic przyzwoitości dworca, potem żeby znaleźć właściwy numer. Na powitanie dostałem lek na wypadek wybuchu jądrowego, darmowy 7dniowy bilet na wszystkie strefy miasta i worek na śmieci. Cóż za zorganizowany za naród.

Usilnie starałem się znaleźć oddział Credit Suisse ale coś opornie mi to szło. Ciągle tylko wpadałem na oddziały UBS, pomyślałem, że może to jakiś znak więc właśnie tam założyłem sobie konto. To wszystko prawda co mówi się o szwajcarskich bankach, wychodząc stamtąd naprawdę czułem się dopieszczony. Nigdy nie myślałem że będę mógł mieć tutaj złotą kartę kredytową. To jaką dostałbym w Polsce? Platynową? Zwyciężył rozsądek, bo do czego mi taka złota karta?
Pracownik banku uświadomił mi że “dużo” zarabiam. Nie wiem co to znaczy „dużo”, czy „dużo” to na tyle dużo że wystarczająco, czy może powinienem wciąż chcieć więcej. A co można kupić za dużo pieniędzy? W D&G się nie ubieram, auta sportowego ani limuzyny nie posiadam, na wczasach nie byłem od kilku lat, bo nie było kiedy ani z kim. Może „dużo” jest wtedy kiedy nie trzeba pracować? Tyle, że mi akurat moja praca sprawia frajdę.
Piękne modelki, poncz w plastikowej wazie z IKEA, dużo dobrych alkoholi, towarzystwo raczej snobistyczne a w środku ja, brylujący ze swoją arogancją, jak ja lubię taki lans i splendor

W biurze regularnie robię z siebie idiotę, mam problemy ze zrozumieniem najprostszych rzeczy i nie wiem dlaczego. Widzę jak Deb otwiera szeroko oczy kiedy zadaję jej te same pytania na które odpowiadała mi chwilę wcześniej. Dziś pomyliłem corporate credit card z business card. Co za obciach.
W mieszkaniu wciąż nie mam dostępu do internetu, mam modem ale płata instalacyjna którą wysłał cablecom jest jakaś trefna.
Chciałbym żeby to wszystko się już skończyło. żeby te przeciwności losu przestały mnie nękać, by było stabilnie, nudno, powtarzalnie… Siada mi psychika
W niedzielę przylatuje K. Chce żebym odebrał ją z lotniska. Jeśli dostanie pracę u mnie w firmie będzie mi trochę raźniej.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 2

Mieszkanie wygląda lepiej niż na zdjęciach. Za oknem mam widok na prawdziwe szwajcarskie krowy które ktoś wypasa na zboczu Gurten, mam piękny duży balkon z typową dla Szwajcarii markizą, stół, komplet wypoczynkowy, sypialnię ze sporym i bardzo wygodnym łóżkiem oraz dużymi oknami. Wkurwiłem się tylko że tak mało mam wszędzie kontaktów i ze żaden nie pasuje do wtyczki od laptopa. Coś będę musiał na to zaradzić…
Do pracy wybrałem się pieszo, po pierwsze pół Berna jest rozkopane z powodu remontów ulic i trakcji tramwajowej, po drugie chciałem wybadać ile mi to zajmie czasu. Było nawet ciepło, lekko mżyło, początkowo wiedziałem gdzie jestem ale po kwadransie czułem, że się zgubiłem. Byłem gdzieś nad Aarą, ale miałem problem żeby znaleźć most, który pozwoliłby przejść na drugą stronę rzeki. Bezskutecznie. Dopiero po dłuższej chwili go dostrzegłem, ale przebiegał wysoko nad moją głową, więc musicalem iść dalej, krążyć, wspinać się. Zrobiłem jedno wielkie koło. Na moście próbowałem przejść na stronę gdzie nie było chodnika dla pieszych, musiałem znowu się cofać. Do biura dotarłem punkt 9, bez minuty spóźnienia tylko że cała moja wyprawa zajęła mi ponad godzinę no i zmokłem jak kura.
Najpierw sesja fotograficzna do nowej przepustki, potem wymiana uprzejmości z całym działem, wszyscy życzyli mi powodzenia, uśmiechali się, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu nie byli ani bardzo starzy ani specjalnie zamknięci w sobie. O 10 wybraliśmy się na małą uroczystość z okazji święta narodowego Kanady – serwowano naleśniki, syrop klonowy ale najpierw trzeba było śpiewać hymn…
Szwajcarzy wydaja się nie przemęczać pracą…
Ledwo zasiadłem do swojego nowego biurka i zacząłem przeglądać maile, które mnożyły się jakby w ekspresowym tempie i lawinowo zalewały mi skrzynkę. Debbie sprawdzała czy mam dostępy do wszystkich aplikacji i czy w ogóle wszystko działa jak trzeba. W południe wybraliśmy się na lunch – oprócz mnie byli też Rosa i Andre. Rosa – pół Hiszpanka pół Brytyjka, lekko zaczęła mnie irytować wszystkimi swoimi pytaniami, głośnym śmiechem i dziwną pretensjonalnością której nie potrafię inaczej jeszcze nazwać.
W biurze spędziłem czas do 18.30 i znowu gnany żyłką podróżnika zapragnąłem wracać pieszo. Wiem już gdzie znajdują się ambasady Maroka i Bułgarii oraz że blisko mojego domu swoją placówkę mają USA, nad której bezpieczeństwem czuwa parunastu żołnierzy, a wszystkie ulice wokół są pozamykane dla ruchu samochodowego.
Niby wiedziałem gdzie jestem i dokąd chciałem dojść lecz i tym razem nadrobiłem parę ładnych kilometrów zanim dotarłem pod właściwy adres.
W domu (mieszkaniu?) dostałem doła, takie prawdziwego, chciało mi się wyć że na własne życzenie zafundowałem sobie taką huśtawkę nastrojów. Pierwszy raz od kilkunastu miesięcy płakałem z dziwnego poczucia bezsilności…
Przez cały wieczór żałowałem swojej decyzji, chciałbym móc odwrócić wtedy czas i być znowu w domu.
Mam nadzieję że nie zwariuję tutaj i że to wszystko jest tylko przejściowe.

 

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzien 1

To musiało się tak skończyć. Pakowanie się na bliżej nieokreślona okres pobyty za granica musiał zakończyć się spakowanym do ostatniej przestrzeni bagażem. Podczas odprawy biletowej wykryli moja nadwagę i kazali mi płacić. Nie było przebacz, na nic zdawało się tłumaczenie ze mam bilet w jedną stronę – musiałem zapłacić ponad 400zl kary. Mój brat skwitował ta jednym zdaniem. Płacisz bo wyglądasz na takiego co go stać…
Na lotnisku wpadłem na koleżankę, która w tym samym czasie leciała do Rzymu – dzięki niej czas oczekiwania na wejście do samolotu tak szybko mi minął.
W Monachium powoli szedłem w kierunku wyjścia na następną przesiadkę i jakoś dziwnie było mi wesoło. To zapach lotniska tak na mnie podział…
Moja przygoda zaczęła się niefortunnie, ciekawe na ile mnie ona zmieni i na ile zmieni się mój sposób postrzegania wszystkiego wokół.
W Zurychu padało, pogoda mnie zaskoczyła bo miało być prawie 30 stopni. Z dwoma wielkimi torbami dobiłem się do kasy biletowej by kupić bilet na pociąg do Berna.
Trudno przychodzi rozkoszowanie się podróżowaniem mając przy sobie tak olbrzymi i nieporęczny balast. W pociągu jakaś nieznośna panienka kilka razy fuknęła wyraźnie pod moim adresem, że moje bagaże stoją w przejściu i jej przeszkadzają. Wstawała i wierciła się między swoim siedzeniem a korytarzem jakby chciała zrobić mi na złość.
Z Ursula – moją agentką która znalazła mi mieszkanie (jak to fajnie brzmi: moja agentka od nieruchomości) spotkam się na stacji. Sama zawiezie mnie do mojego nowego mieszkania.
Od dziś zacznę się uczyć że mój dom jest tam gdzie ja jestem…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Życie jak poemat

Dobrze jest jeżeli w życiu widzisz głębszy sens, jeżeli robisz coś ze wszystkich sił byś dobrze żył.
Dlatego poddaj się pragnieniu, które w Twoim sercu jest, pokusie odkrywanej raz po raz, na jakiś czas.

Nasze życie pędzi jak poemat, trzeba tylko znaleźć dobry temat trzeba się odnaleźć w każdej chwili, trzeba być.
Tyle jeszcze drogi jest przed nami z tym, że trasę wyznaczymy sami po co dalej w miejscu tkwić trzeba żyć.

O ile łatwiej jest jeżeli wiesz co dalej robić chcesz, jeżeli w swoim sercu serce masz, to jest Twój czas.
I wtedy będzie tak, jak jakby się nigdy miał nie skończyć świat, jakby się nigdy miał nie skończyć dzień, bo masz swój cel.

Nasze życie będzie jak poemat, trzeba tylko znaleźć dobry temat, trzeba się odnaleźć w każdej chwili, trzeba być.
Tyle jeszcze drogi jest przed nami z tym, że trasę wyznaczymy sami, po co dalej w miejscu tkwić – trzeba żyć.
Nie rezygnujmy ze swych marzeń kto to wie, co jeszcze czas pokaże, kto to może wiedzieć co się stanie choćby dziś.
Nasze życie będzie jak poemat trzeba tylko znaleźć dobry temat, trzeba się odnaleźć w nim aby być.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

stres

Dziwny niepokój mnie ogarnął.
W nocy nie mogłem spac, obudziłem sie o 3 i do rana surfowałem po sieci. Konsewkwencją bezsenności była ogólna nietomność na śniadaniu u rodziców. Sen zmógł mnie nagle, gdy zasiadłem przed telewizorem a matka robiła mi kawę.
Wróciłem do domu zrobić najpotrzebniejsze zakupy, umówiłem się z M na kawe w La Scali, w tzw międzyczasie odebrałem parę telefonów od znajomych, którzy chcieli jeszcze sie pożegnać albo złozyć zaległe imieninowe życzenia. T. zaskoczył mnie informacja, ze wybiera sie do centrali swojej firmy w Vevey i że sie spotkamy.

Tato zaprosił cała nasza rodzine na uroczysty obiad na mieście, po którym przestałem chodzić a zacząłem sie toczyć…

Nim zacząłem sie pakować, próbowałem sie zdrzemnąć ale bezskutecznie, niby czuję sie zmeczony ale sen nie przychodzi. Posciel pachnie M, który jest juz wspomnieniem.

Jak to dobrze, że skończył się już
Ten podły dzień, co mi Cię zabrał
Ciężko było tak po prostu przyjść
I usłyszeć, że dla Ciebie umarłem
A teraz zamknij oczy swe
Dotknij tak jak tylko mnieNie bój się, to tylko sen
W sen nie trzeba wierzyć
Zobacz – teraz jestem tu
Cały z Tobą, cały Twój
Dobrze, pójdę już, lecz gdzie – nie wiem
Choć noc, choć mrok – dla nas wszystko już jasne
Więc jak mam spać, kiedy wiem, że nie zaśniesz

Wiem, że trudno jest uwierzyć
Jak łatwo się stać tylko wspomnieniem
Ty nie przyszłaś też, zbyt ciężko jest
Usłyszeć, że dla mnie Cię nie ma

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

ostatni raz nim zniknę

Od tygodnia nic nie robie tylko się z kimś żegnam: spotkania z ludźmi z byłej pracy, sprawdzenie list obecności w Kogucie, Mleczarni, Planet, Akropolis, ostatni spacer po Ostrowie, drink w ulubionym hotelowym barze, ostatnie śniadanie z rodziną. Byłem zmuszony wspomóc sie terminarzem, żeby wszystko poukładać.
Kochankowie tez się mobilizują, żeby wpaść na ostatni raz nim zniknę – gdyby każdy tydzień miałby tak wyglądać padłbym z wycieńczenia. Pozytywne jest to, że nie potrzebuję seksu przez następne 2 tygodnie…

Jeszcze tylko 2 dni.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

tajemnice rodzinne

Umówiłem się z moją siostrą na kawę w Akropolis. Czekała nas ciężka rozmowa. Każda rodzina ma swoje sekrety, niektóre leżą nie odkryte prawie 30 lat.
Najgorsze, że to my młodzi płacimy największą cenę za decyzje poprzednich pokoleń.

Człowiek w opresji chce słyszeć to się nie skończy źle, wyjdziesz z tego, poradzisz sobie, wszystko będzie dobrze. Niby tak wolno ale jest to nieuczciwe. Nikt i nic nie może pokazać naszego dalszego losu. Powiedzenie że wszystko będzie dobrze, zamyka rozmowę. Gotowość do prawdziwej rozmowy to gotowość usłyszenia o takich lękach, które są też moimi lękami. To prawda, że to wszystko nie jest łatwe, prawda że jest ciężko ale jak ma nie być. Po co błaznować mówiąc że jest ok., to nie zmienia niczego w niczyim życiu. Po co wmawiać komuś tak okrutne kłamstwa.

Obudź w sobie olbrzyma – masz być wielki, silny i nie do zmiażdżenia.
To jest takie zgubne.
W każdym człowieku jest siła ale jest tez słabość. Ukrywając ją jesteśmy w ciągłym stresie.
Jak coś nas nie zabije to nas wzmocni, dobre sobie… Trzeba umieć dać sobie prawo do tego że coś boli, zostawia rany a potem blizny.
Po co bagatelizować cierpienie innych wydaje się że tak będzie dla nich lepiej.
Trudne sytuacje mogą wzmocnić ale pod warunkiem że nie zaprzeczy się skutkom ubocznym takich doświadczeń..

Ja mam nadal siostrę a ona brata i nie zmienią tego żadne papiery.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Abecadło związku

M który nazywa mnie swoim księciem rozkoszy nie przestaje się do mnie dobijać, ciągle próbuje i nalega na spotkanie, twierdząc że chce się pożegnać nim wyjadę a tak naprawdę to chce żeby strzelić mu gola…
Zaczynam go jawnie unikać bo staje się nieznośny.

Wciąż nie potrafię sobie przetłumaczyć ani pogodzić się z tym, że jakikolwiek mój związek miałby nie być nadzwyczajny, tylko po prostu zwykły, dobry, miał trochę wad i zalet.
Tkwię w przekonaniu, że związek musi być idealny. Idealizuje swoje życie, siebie i partnera mówiąc mój dom będzie lepszy, mój partner będzie taki jak z katalogu. Nie mam wciąż odwagi przyznać się że nie jestem nadzwyczajny. Jestem przeciętny, nie w sensie że nic nie osiągam, tylko w jakimś aspekcie życia we dwoje jestem na 10 a w i innym na 2.

Wyczytałem, ze osobom „świetnym we wszystkim” bardzo zależy na opinii innych. A im niższe to prawdziwe wewnętrzne poczucie własnej wartości, tym bardziej dążymy do tego, by w świecie zaistnieć za wszelką cenę i we wszystkim na 100%. To toksyczny sposób życia. Kawałek po kawałku zatruwamy się myślą że i tak nie jesteśmy zadowoleni do końca, że ciągle nam mało i mało.

Nidy dostrzegam niektóre analogie a tymczasem w weekend strzelam trzy gole i to do dwóch różnych bramek…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kanon upragnionych rezultatów

Celem generalnym moich znajomych i przyjaciół jest oczywiście szczęście. Osiągnięciu szczęścia ma służyć powodzenie w życiu zawodowym i osobistym. Dla groma z nich oznacza to błyskawiczną karierę i wirujący seks. Gdyby wypreparować z tony poradników i książek na ten temat, taki wzorzec czasem można odnieść wrażenie, że otrzymalibyśmy zimną karierowiczkę i seksualnego manipulanta. Gdy się coś takiego czyta odnosi się złudne wrażenie, że przy odrobinie wysiłku można w ogóle uniknąć nieszczęścia.

Nigdy nie jest tak, żeby wszystko było w ludzkim życiu ok, jak również nigdy nie jest tak, żeby wszystko było do bani. Nikt nie jest doskonały, ale też nie ma takiej sytuacji, która zupełnie odbiera wartość ludzkiemu życiu. Zwykle jest trochę tak, a trochę tak.
Człowiek ma w sobie silę i słabość, potrafi być szczęśliwy gdy wszystko idzie szczęśliwie i znaleźć szczęście w nieszczęściu.

Opublikowano Mądrości | Otagowano | Dodaj komentarz

na finiszu

Mam juz umowę, wynajęte mieszkanie, dostałem pozwolenie na pracę, kupiłem bilet w jedną stronę.
Mogłbym jechac choćby zaraz…

Zostało mi tylko pozałatwiać ostatanie sprawy z administracją, na poczcie, zapłacić ubezpieczenie, zawiesić umowy na telefony i już mnie tutaj nie ma.

***

Spróbuj w Polsce rozwiązać umowę. Same kary po 75, 300 albo 800zl.
Ku…a. Pie…lę to!

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz