Zeszły tydzień znowu chodziłem struty i podminowany, najpierw wkurzałem się na układy panujące w firmie, potem na siebie, bo przy prezes niepotrzebnie dałem upust emocjom i wydawało mi się ze nie obędzie się bez konsekwencji.
Ogarnęło mnie zniechęcenie, tumiwisizm w najczystszej postaci, włączyło się olewactwo, kilka razy podejmując istotne decyzje złapałem się na myśli „ a co mi tam, walić to”…
Dzieje się ze mną coś niepokojącego i niedobrego. Obojętne jest mi to co pomyślą inni, czy kogoś nie zranię albo czy kogoś zrażę do siebie czy też nie, czy okażę się fajnym pomocnym kumplem czy łajdakiem do kwadratu, egoistą i samolubem, zblazowanym 28latkiem któremu wydaje się że coś w życiu osiągnął, jest odtąd samowystarczalny i może pluć na ludzi.
Mam czasami tak ze wyłączam telefon na kilka godzin, znikam dla znajomych, przyjaciół, rodziny, świata – po prostu mnie nie ma. Znikam i zatracam się we własnych przemyśleniach. Przeżywam wyrzuty sumienia, gdy niebezpiecznie powracam myślami do wydarzeń z przeszłości, ludzi, sytuacji, miejsc, własnych wypowiedzianych słów.
Mój dziwny stan odbija się też na pracy, zdarza mi się podejmować nieracjonalne decyzje, które później w myślach staram się przed sobą usprawiedliwić. To albo depresja albo wariuje. Zdecydowanie za dużo myślę, za dużo….

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.