szansa

Zadzwoniła miła babka z CWT, potwierdzić rezerwacje na samolot i zadać kilka rutynowych pytań. Dostałem na maila bilet elektroniczny i prośbę bym wybrał sam hotel w Zurychu.
Wykupili mi bilet w business klasie co było dużym zaskoczeniem.
Za pociąg do Berna i hotel też plącą oni, ode mnie wymagają bylebym po prostu przyjechał spotkać się i porozmawiać. Na pytania czy jestem zadowolony z organizacji wyjazdu odpowiedziałem skromnie że tak, choć serce biło mi nienaturalnie mocniej starałem się pozostać niewzruszony, tak jakbym co dzień latał wyłącznie klasą business a samolot stal u mnie na trawniku przed domem.
Rodzice żartują, że będę leciał sam a obok mnie w fotelu będzie siedzieć jedynie stewardessa.
Przy śniadaniu mama w śmiejąc się do łez proponowała, że narobi mi mielonych na drogę a brat żebym wziął sobie kilka gotowanych jajek do samolotu, kanapki i kawę w termosie. Ojciec pokpiwał bym tylko nie kradł tych małych buteleczek z alkoholami serwowanymi w samolotach albo kolorowych mini szamponów z hotelu.
Pomyślałem że dobrze zrobiłem zamawiając elegancką małą torbę podróżną na kółkach z kieszenią na laptop – oczyma wyobrazi widziałem siebie chodzącego z dużą nieforemną ortalionową torbą z napisem polsport – i parskałem śmiechem.
Czuje się niesamowicie zmobilizowany by mocno chcieć dobrze się przygotować do kolejnej rozmowy i dobrze wypaść.
Zwykle spojrzenie na siebie, wymagające zwykle samozaparcia teraz przez chwilę stało się czystą przyjemnością.
W wydarzeniach ostatnich dni jest jakaś perfekcja kojarząca się ze zdjęciami w katalogach.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

naprawdę udany dzień

W sobotę obudziłem się sam i od dawna nie przy pomocy budzika. Zjadłem tzw. dobre śniadanie, wypiłem bełtaną mocną kawę z pianką i zapaliłem pierwszego papierosa. Na ulubiony rytuał poranka rzadko znajduje czas, nawet w weekendy, zwykle coś lub ktoś mi wypada.
Razem z M. wybraliśmy się do outletu na zakupy. Udało się jej przełamać moją opinię na temat kobiet bez celu buszujących po sklepach. W niezłym tempie obeszliśmy wszystkie interesujące nas miejsca, w myślach powybieraliśmy rzeczy „do przymierzenia ze wskazaniem do kupienia”, potem na moment się rozdzieliliśmy by każdy miał szanse zakupić to co wybrał. Znaleźliśmy dodatkowy czas na krótką chwilę by usiąść przy mrożonej kawie, obgadać firmę, odbywające się wśród znajomych imprezy i jej mający niebawem nastąpić wyjazd na wyprawę do Indii. W dobrym nastroju, w pięknym kwietniowym słońcu spacerem wróciliśmy do mnie .

Z kilkutygodniowym poślizgiem, na dodatek po eskalacji w końcu dotarła do mnie moja peronalepka – wreszcie mój komputer naprawdę stał się osobisty.

Oficjalnie zainaugurowałem nowy sezon rowerowy 2007.
W nowym barwnym obcisłym stroju z pieluchomajtkami wyglądam jak kurier DHL (choć w wersji rozbieranej: goła owłosiona klata i spodenki na białych szelkach – bliżej mi do Borata). Do tego czarno-czerwony kask (czarno karminowy brzmi „gay-friendly”), czarno-czerwone (r-)jeboki na nogach i biale soxy, wygolona czaszka, ciemne okulary i mogę bez oporów lansować się na każdej znanej mi we Wrocławiu ścieżce rowerowej czy parku.
Dla fetyszystów lubiących klimat uniform stanowię gratkę wywołującą erekcję.

Na Kromera pojawiła się okazja sprawdzenia czy kobiety lecą na facetach w obciślakach.
Na 3 próby wysłania elementarnego sygnału dobra w postaci uśmiechu każda z badanych kobiet wytrzeszczyły do mnie zęby, a kierujący pojazdem mąż/narzeczony/chłopak albo reagował piorunująco groźnym spojrzeniem albo nie dostrzegał całego zdarzenia.
Nie mniejszą euforię mój strój wzbudza u pracowników DHL – gdybym kiedyś rozkraczył się na jakiejś trasie będę mógł śmiało poprosić chłopaków o podholowanie do domu.

Pedałowałem bite 2 dni aż w końcu porządnie rozbolało mnie dupsko.

W ciągu dnia wyciągnąłem na rower też jareckiego, który wydaje się być równie zwichrowanym na punkcie jednośladów maniakiem i typem oszołoma, z którym można wyjść na rower nawet po 22.

Jako że teraz zapanowała moda na taniec z gwiazdami wieczorem wpadł do mnie król Maciuś I, z którym najpierw grzecznie leżeliśmy rozwaleni wygodnie na sofie, obaj słuchając muzyki i sącząc long drinki oglądaliśmy zdjęcia z Kraju Kwitnącej Wiśni a potem do drugiej nad ranem intensyfikowaliśmy bliższe poznawanie się…

Dlaczego każdy mój dzień nie mógłby wyglądać właśnie tak?

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

njus

Przed wyjsciem z pracy poraz ostatni sprawdzilem prywatną poczte elektroniczna.
Od piatku srednio co godzine upewniem sie czy nie przyszedl jakis mail, ktory jasno określiłby czy rozwazają mnie jako kandydata czy też nie.

No i …. dostalem zaproszenie na interview, w przyszlym tygodniu lece do Szwajcarii.

Opublikowano Brak kategorii | 2 Komentarze

Życzenia śmierci III – wersja soft

W zeszłym roku zmarł mój dziadek. Matka razem ze swoja siostra ostatnio szukają odpowiedniego pomnika na jego grób. Dziś rano przy śniadaniu pokazała mi projekt nagrobku taki jaki jej zdaniem będzie najlepszy. Chciała swój wybór skonsultować z siostra i szukała sposobu by móc jej to zdjęcie jakoś przesłać.
Zrobiłem zdjęcie aparatem z telefonu i zaraz potem wysłałem je mms do swojego kuzyna. Wątpiłem by 60letnia kobieta miała ustawiony telefon na odbieranie takich wiadomości.
A ten mój kuzyn to taki dresik: Nike, adiki, łańcuchy, pakernia, solarka i bajer, raczej mało skomplikowane wnętrze, reprezentuje typowy brodzik intelektualny, no i potrafi opowiedzieć każdą historię używając tylko kilku słów głównie chodzi o: kurwa, zajebisty, żem, poszłem, jebnołem..
Akurat spał w swoim pokoju bo późno wrócił z nocnych baletów, wiem, że na pewno nie miał w komórce mojego numeru, obudził go dźwięk przychodzącej wiadomości. Jak zobaczył zdjęcie grobu z kwiatkami, bez podpisu, z nieznanego numeru mocno się wkurzył i uznał że jakiś jeb….y cwel próbuje mu grozić i trzeba takiemu dać teraz w ryj…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

con call

Rozmowa odbyła się o ustalonej porze i trwała tyle ile zaplanowano – to się nazywa „szwajcarska precyzja”.
Oceniłem się dobrze, byłem przygotowany, może na dwa pytania odpowiedziałbym trochę inaczej, ale reszty na pewno bym już nie zmienił. Większą wpadkę zaliczyła recruiting manager, bo okazała się ignorantką pytając mnie o to czy Polska należy do UE.
Ja swoje zrobiłem, teraz mogę tylko czekać…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

world's online marketplace

Dzis o 13.30 mam umówione telefoniczne interview – mam nadzieje że pierwsze z serii wielu. Przez 3 dni próbowałem się do niego przygotować, ale jak zwykle przychodzilo mi to "zrywami". Przypomniało mi sie co czułem 2 lata temu i te różne dziwne emocje, które towarzyszą takim sytuacjom. Byleby tylko się nie skompromitować.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

wielka noc – wielka nuda

Święta w domu wcale nie były wyjątkowe. Po ostatnim roku kiedy spędziłem je z dala od rodziny myślałem, że może doświadczę tego czegoś co przy okazji takiego spotkania się zdarza.
Familia, która przyjechała w odwiedziny bardziej mnie wymęczyła niż wprawiła w dobry nastrój, co po raz kolejny potwierdziło tylko moje przekonanie, że moja prawdziwa rodzina to rodzice, brat i babcia a reszta może spadać na drzewo. Brat dal wyciągnąć się wieczorem na miasto i przy piwku, siedząc z A daliśmy upust emocjom, które wywołał ten okres w naszej trójce.
Dziś powinienem bezczynnie odpoczywać, ale załapałem sie w środę interview, na którym chcę dobrze wypaść. Muszę dziś, bo od jutra będę zajmował się rzeczami ważniejszymi i nie będzie już na to czasu. Przynajmniej robię coś pożytecznego…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

ukryta prawda

Zapytano mnie czy nie poszedłbym do lóżka z przyjacielem?
Odpowiedziałem, że nie sypiam z przyjaciółmi.
Na co usłyszałem – no tak, ty wolisz to robić z nieznajomymi..

Uśmiech sabera był bezcenny.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Teraz ja jestem sprite

Planowo spotkałem się z panem Super Ciasteczko.
Prowadzi od początku pewną część nowego projektu i za kilka tygodni ma zacząć wdrażać mnie do nowych obowiązków.
Zdziwiło mnie, że współpracując od prawie pół roku z moją nową szefową nigdy nie miał okazji oficjalnie jej poznać – kontaktowali się ze sobą wyłącznie drogą elektroniczną albo poprzez telekonferencje. To że pracujemy w dużej organizacji jest na pewno usprawiedliwieniem, paradoks polega jednak na tym, że on siedzi na IV a ona na V piętrze tego samego budynku.
W trakcie spotkania gdy on opowiadał, ona robiła oczy ze zdziwienia bo o pewnych ustaleniach widać słyszała pierwszy raz. Wtedy pomyślałem sobie „co to za kanał”?
Z całej tej rozmowy zapamiętałem głównie „nadętość” jego wypowiedzi (typ „warszawki” który przyjechał nauczyć ludu żuć gumy), ciągłe patrzenie oczami w stół, wypolerowane buty, nienaganny ubiór, bardzo dokładnie ogolona twarz, zadbane dłonie i cera, zapach wody po goleniu i lekko siwiejące włosy tuż nad uszami, które na pierwszy rzut oka wydawały się być jedyną rysą na tym mocno wypielęgnowanym wizerunku. Ogólnie dużo formy, mało treści i nieznośne traktowanie ludzi z góry.
Ale nie chce się do nikogo uprzedzać, ani do niego ani do całego projektu, który dzisiaj wiem na pewno że „kuleje”…

No ale nic to… to ja mam być Sprite.

W mojej pracy najbardziej pociągają mnie ludzie..
Ze wszystkich spotkań wyciągnąłem tyle mądrości, doświadczeń, nawiązałem przyjaźni, że za nic bym tego nie oddał.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Coś się dzieje

Jeszcze tylko dokończyć dokumentacje dla Gniazdka Puriny i mogę pakować swoje szuflady.
Już wiem, kto będzie wdrażał mnie do nowego projektu. Pan super Ciasteczko w fajnym opakowaniu. Niezmiernie jestem ciekaw czy prócz przykuwającej uwagę powierzchowności ma też kwalifikacje.
Intuicyjnie założyłem, że przebywanie ze sobą będzie przyjemnością, bo samo patrzenia na jego uśmiech w garniturze białych zębów motywuje mnie wystarczająco do wytężonego wysiłku intelektualnego. Przecież nie skompromituje się zawodowo przy takim atrakcyjnym podmiocie…
Przy okazji na pewno poznamy się bliżej, na pewno skuszę się szansą wypróbowania na nim paru „swoich” sztuczek.
Do niczego jednak oczywiście nie dojdzie, bo nie pozwoli mi na to mój głęboko zakorzeniony profesjonalizm zawodowy. Przecież swoich nigdy nie tykam… Jak do tej pory… No z jednym, małym wyjątkiem.

Ok, nie należy mówić nigdy.

Wczoraj chłopaki moich lasek chcieli wyciągnąć mnie do kina na „300”. Na dobrych chęciach z mojej strony się skończyło, bo do domu wróciłem dziwnie zrypany i nie ruszyłem się nawet na basen. Za to z przyjemnością wyskoczyłem z nimi na kilka piwek do Mleczarni.
Po 22. byłem jednak z powrotem w domu – przypadkiem zorganizowałem sobie przyjemną niespodziankę, tak w sam raz na miły koniec dnia…
O ile moja samowystarczalność go nie zniechęci, nawiążemy dłuższą znajomość.

Zorganizowałem dla przyjaciół zaległą parapetówę, z lekkim, bo półtorarocznym poślizgiem, ale liczy się, że w końcu ich zaprosiłem. Dzięki technice XXI wieku, czyli laptopowi z kamerą, urządziliśmy videokonferencję z przebywającą za „wielka wodą” G.
Jakby to chłodno przekalkulować, gdy wróci, nie będę musiał już organizować dla niej poprawki z imprezy, bo na parapetówie jakby nie patrzeć tak prawie to była…
Wyciągnąłem pewien morał z tej imprezy. Jeśli chcesz kogoś uziemić na prawie dwa dni, przyprawić o niezły ból głowy, zwał, który nie pozwoli normalnie funkcjonować należy serwować drinki w postaci wódka biała + sok pomarańczowy + szampan w proporcji 1:2:2 – efekt gwarantowany.
Wiem, bo przeżyłem.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz