czwartkowy wieczór

Niespodziewanie odwiedził wczoraj Wrocław T – wracał do domu, po drodze mu było.
Jest w trakcie organizowania firmowej konferencji i jak twierdzi wszystkiego musi dopilnować sam, organizacje musi być dopięta na tip top, żadnych błędów, żadnych wpadek, żadnych pomyłek. Z tego, co opowiadał jest zmęczony intensywnością swojej pracy – wiecznie za kółkiem, duża odpowiedzialność i stres w pracy, ciągle poza domem, niedosypia. Pieniądze przestały go zupełnie motywować. Za niecałe 2 tygodnie leci w nagrodę do Dubaju ale nawet nie ma czasu nacieszyć samą myślą że tam pojedzie…

Potrzebował zafundować sobie twardy reset i ja mu w tym pomogłem.

Przy okazji podziękował mi osobiście za pomoc w kupieniu pavillona z ponad 30% rabatem.
Dziękowanie i komplementowanie przychodzi mu niewinnie łatwo jak przystało na doświadczonego przedstawiciela handlowego.
Przez chwile uwierzyłem w te jego czary mary:
nawet w brudnej kałuży odbija się czasem niebo…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

środa

Przez cala środą wyczekiwałem w pracy przyjazdu kuriera FedExu. Z chłopakami z shippingu ustaliłem że dadzą mi znać natychmiast jak tylko się pojawi.
Chciałem wreszcie podpisać umowę by myślami móc wrócić do spraw bieżących.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

stillman

Jechałem do ojca na imieniny, zza szyby przyglądałem się zmierzającym gdzieś w swoją stronę przechodniom. Już z daleka zwróciłem uwagę na jeden nieźle wyglądający obiekt, pomyślałem sobie fajne ciacho…
Im bardziej się zbliżałem tym bardziej mi się podobał a emocje niezdrowo rosły. Kiedy zatrzymałem się na jego wysokości i mogłem swobodnie przyjrzeć się całej postaci z bliska okazało się że go znam i to nawet bardzo blisko i że ogólnie to już było i w ogóle czar jakby cały prysł.

Potwierdziło się dwie rzeczy: po pierwsze że niewątpliwie mam dobry gust, po drugie mój radar spisuje się bez zarzutu, po trzecie chyba nie jest ze mną tak źle i wciąż zachowałem w sobie silny zmysł samca zdobywcy – raz coś zdobyte przestaje mnie pociągać.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

leadership in formulation science

W poniedziałek przyszedłem do biura wcześniej niż zwykle, bo potrzebowałem czasu by spakować swoje rzeczy z biura i przenieść się do innego, znajdującego się na tym samym piętrze. Ku swojemu zaskoczeniu zauważyłem że moja karta magnetyczna wciąż działa i nie musiałem prosić strażników żeby mnie wpuścili.
Przed wejściem do mojego nowego działu spotkała mnie przykra niespodzianka. Okazało się że tutaj moja karta nie działa – stałem tak obładowany pudłami z papierami czekając na kogoś kto by mnie wpuścił.
Pojawiła się dyrektor i nienaturalnie brzmiącym głosem powitała mnie w zespole – wyleciało jej z głowy że to dziś miałem dołączyć do jej zespołu. Niespodziankom nie było końca przez cały dzień: karta pozostawała nieaktywna przez kilka godzin więc lepiej było nie wychodzić do toalety bo później nie miałbym jak wrócić, nie dostałem komputera bo zapomnieli go zamówić i skonfigurować, nie dostałem stanowiska pracy w postaci własnego biurka ani też telefonu – równie dobrze mogłem pójść do domu jak stałem…
Tego dnia nie miałem zupełnie nic do robienia w biurze. Przez kilka godzin opijałem się kawą, gadałem z dziewczynami z L&D i z każdym znajomym wychodziłem na fajkę. Jak nigdy wyszedłem tego dnia po 15.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Front beach house with a white porch

Będąc gdzieś nad morzem budzę się nocy, idę na taras, albo siadam na rozgrzanych słońcem stopniach schodów gdzieś przy plaży, gdzie nikogo nie ma wokół, wsłuchuję się wtedy w mój czarodziejski zaklęty świat, lekko szumią fale, dokoła panuje wspaniała cisza. Pamiętam takie chwile do dziś…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Przerosło moje najśmielsze oczekiwania

Radość, duma, satysfakcja, mnóstwo przeróżnych planów, rzeczy do załatwienia i myśli jak to wszystko teraz zorganizować.
Żeby tylko woda sodowa nie uderzyła mi nagle do głowy
Los obszedł się ze mną szczodrze – ciekawe kiedy i ile będę musiał za to zapłacić…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

teraz ja jestem Sprite a oni pragnienie…

Do piątku mieli się odezwać i dać ostateczną odpowiedź czy mnie chcą czy będą szukali dalej.
Podświadomie czułem umiarkowany optymizm, wiem ze jestem odpowiednim kandydatem którego szukali, ale nauczyłem się ze los bywa czasem przewrotny.
Byłem przygotowany złożyć wypowiedzenie tego dnia i tylko czekałem na sygnał.
W pracy popłoch, bo dwie osoby rzuciły papierami – ja miałem być następny.
Nie odezwali się do 15.
W międzyczasie odebrałem kilka smsów i telefonów od rodziny i przyjaciół z zapytaniem czy coś już wiem.
Nic nie potrafiłem powiedzieć – pod koniec dnia pracy zacząłem żałować że w ogóle z kimkolwiek dzieliłem się wydarzeniami ostatnich dni. Chodziłem spięty i rozdrażniony, co chwila sprawdzałem pocztę elektroniczną i czy aby na pewno mam włączoną komórkę.
Niecierpliwość w końcu wzięła górę i po 15 wysłałem kurtuazyjnego maila z podziękowaniem za spotkanie i zorganizowanie wyjazdu. Delikatnie zapytałem kiedy mogę spodziewać się ostatecznej odpowiedzi.
Tanya zadzwoniła po niecałym kwadransie. Powiedziała, że nie mieli wątpliwości i zdecydowali się na mnie, czeka tylko na approval oferty, którą chce mi złożyć…
Mój uśmiech był bezcenny. Ucieszyłem się, ale była to radość skrywana, bo wciąż byłem w pracy…

Jeśli oferta okaże się korzystna będę musiał porozmawiać ze swoją nową szefową i powiedzieć jej że odchodzę, że odrzucam jej propozycje, stanowisko i że rezygnuje z projektu.
Do końca miesiąca będę musiał udawać że wdrażam się w projekt, że mnie to interesuje że wszystko idzie zgodnie z ustalonym planem. Będą się szkolił, bo gonią nas terminy, ktoś specjalnie przyjeżdża z zagranicy żeby mnie przeszkolić i nadać sprawom właściwy bieg.
A ja w tajemnicy zacznę planować swoje nowe życie gdzieś indziej.
Mam moralniaka że jeśli przejmę ofertę, będę zmuszony wywinąć innym niezły numer i zostawić z na wpół rozgrzebanymi tematami. Próbuję wymyślić optymalne rozwiązanie żeby poprowadzić tę sprawę z jak najmniejszym uszczerbkiem dla wszystkich, ale nie wiem czy to możliwe.
Oni pewnie nie mieliby wyrzutów gdyby mieli mnie zwolnić, w końcu nie ma ludzi niezastąpionych, ale i tak mam dziwny niesmak że robie coś złego.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

Jak rozpoznać geja?

1. Jeżeli jesteś powyżej 30-tki i masz kaloryfer (sześciopak, czy jak to tam zwać) w miejscu brzucha, jesteś gejem. Oznacza to, że nie wychlałeś odpowiedniej ilości piwska siedząc z kumplami w pubie tylko spędziłeś ten czas na jakichś calaneticsach-sriksach i (o Boże!) diecie.

2. Jeżeli masz kota, jesteś gejem. Kot jest jak pies, tylko strasznie gejowaty. Wiecznie się wylizuje, ale nigdy nie podrapie. Jest delikatny w dotyku, no może poza cholernymi pazurami, i miaaauuuczy żeby mu dać jeść. I pomyśl jak wołasz psa: „Kiler, chodź tu! Do nogi, Kiiiileeer!”, a jak kota: „Puszuś, chodź do taty… No chodź, kochany kotek”. Jeeezuu, jesteś klinicznym przypadkiem.

3. Jeżeli jesz lizaki, landrynki, i temu podobne ssaki, możesz być pewien, że jesteś królem gejów. Facet powinien ssać: żeberka z grilla, palce jak zje golonkę, surowe ostrygi i cycki. Wszystko pozostałe to tylko trening do ssania El Dicko.

4. Jeżeli nie potrafisz zalatwić się w miejskiej toalecie, albo wyszczać w kiblu na parkingu jesteś na prostej drodze do gejowskiego związku. Wszyscy o wiedzą: Kibel, to… „it’s a man’s world”. Walimy klocka tam, gdzie nam na to przyjdzie ochota.

5. Jeżeli pijesz bezkofeinową kawę z odtłuszczonym mlekiem jesteś ciotą. Kawa jest po to by być mocną i aromatyczną. Nigdy facet nie zamówi podwójnej latte z mlekiem 0% i nigdy (przenigdy!) nie wie jak smakuje słodzik. Jeżeli trzymaleś kiedykolwiek NutraSweet w ustach, możesz tam również trzymać wiesz co…

6. Jeżeli znasz nazwy więcej niż sześciu kolorów albo czterech różnych deserów, równie dobrze możesz dać na swoim tyłku info „wjazd wolny”. Normalny facet nie ma w swoim mózgu wystarczająco miejsca na temu podobne duperele, pamietając nazwiska wszystkich zawodnikow w pierwszoligowych klubach większosci europejskich krajów, do tego F1, NHL, NASCAR i PGA. Jeżeli wiesz, co to jest „chartreuse” albo chodzisz do stylisty, jesteś pedziem. O! I jeśli znasz jakąkolwiek nazwę materiału (za wyjatkiem jeansu, oczywiście…).

7. Jeżeli prowadzisz samochod z dwoma rękoma na kierownicy jesteś gejem. Prawdziwy facet kładzie na kierownicy drugą rękę tylko po to, żeby zatrąbić na zbyt wolno jadącego frajera przed nim. Resztę czasu ręka spędza przełączając CD, trzymając hamburgera lub piwo albo bawiąc się kociakiem na siedzeniu obok.

8. Jeżeli lubisz romantyczne komedie lub francuskie filmy, mon-frere, vus le Gay! Jedyny moment, kiedy jest to akceptowalne, to jeżeli robisz to z kobietą, która wie jak odpłacić za to poświęcenie. Jeżeli oglądasz to sam, lub z kolegą jest to rezultatem SGS (Syndrom Geja Samoistnego), co niestety… przydarza się.

Opublikowano Brak kategorii | 2 Komentarze

Berno

Śniadanie zjadłem sam, o bardzo wczesnej porze, trwając w dziwnym skupieniu i zamyśleniu, przed wyjściem planowałem po raz ostatni rzucić okiem na notatki.

Agenda, którą mi przysłali zapowiadała cztery 45 minutowe rozmowy z czterema różnymi osobami. Najbardziej balem się Nabeela capo di tutti, lecz strach ten okazał się niepotrzebny… całkiem niespodziewanie wyjechał służbowo do Kanady a jego miejsce zastąpiła Izabella, której znajomość angielskiego nie pozwalała na zadawanie zbyt skomplikowanych pytań, a te które z trudem padały były na poziomie kurtuazyjnej rozmowy niczym u cioci na imieninach. Z Debbie, z którą kontakt miałem od początku wiedziałem że pójdzie najłatwiej. To ona po telefonicznym interview zaprosiła mnie na kolejne, od początku była mi przychylna, przyznała nawet że jestem jej faworytem i że chciałaby móc ze mną pracować (ona chciała pracować ze mną!!!), poza tym wcale nie ukrywała że moje pojawienie się w firmie znacznie odciążyłoby ją z obowiązków związanych z nowym projektem. W czasie rozmowy okazało się że osoba, pod którą bezpośrednio miałbym podlegać spotka się jako ostatnia. Ledwo spotkały się nasze spojrzenia coś zaiskrzyło, wiedziałem że to jest to – M radziła mi żebym był szarmancki i byłem, nie mniej tak samo jak byłem profesjonalny. Sandra uśmiechała się rozmawiając ze mną jakby połknęła banana, wyczułem jak mi się przygląda i widać że wpadłem jej w oku. Piękna z niej kobieta tylko chyba nie wie jakiego ma pecha. Ustaliśmy następny kontakt na piątek – bez względu czy decyzja będzie pozytywna czy negatywna. Nie miałem okazji zwiedzić miasta, wciąż nie wiem czy by mi się tam spodobało. Zza szyby taksówki niewiele tak naprawdę zdołałem zobaczyć, tyle tylko co z hotelowego tarasu.

Na lotnisku gdziekolwiek nie przechodziłem przez kontrole paszportową pytano mnie co stało się z moimi włosami. Rzeczywiście pomiędzy zdjęciem w paszporcie a tym co widać teraz jest duża rozbieżność. Ale dla wielu stanowi to o moim niepowtarzalnym uroku… I jeszcze soc… na lotnisku i w samolocie kilka osób zwróciło uwagę na moją personalepkę, pytając się co to jest i gdzie można w ogóle coś takiego zrobić…

Opublikowano podróże, Szwajcaria | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Zurich – Berne

Nienaturalnie ubrany, wystrojony jak stróż w boże ciało punkt 16 wsiadłem do taksówki. Na wrocławskim mini-lotnisku dzikie tłumy, akurat trwała odprawa osób odlatujących do Londynu, ale do business klas…. puściusieńko. Z lekką satysfakcją patrzyłem na tych czekających w długim wężyku. Mina mi zrzędła dopiero gdy na dzień dobry usłyszałem że samolot do Monachium ma godzinne opóźnienie – czekać musiałem jak każdy inny pasażer, skazany na nudę i na towarzystwo rozwrzeszczanych bachorów.

Ile razy gdzieś lecę samolotem to wydaje mi się ze może tym razem przejdę przez bramkę bez przygód. I znowu tradycji stało się zadość bo dzwoniłem aż miło. Kazali mi ściągać buty i biegać w te i we wte w skarpetkach…Miałem wyjątkowo dobry humor więc bawiła mnie cała ta sytuacja w innym przypadku zabijałbym wzrokiem. Samolot wystartował na szczęście z mniejszym niż zapowiedziano opóźnieniem, w środku panował ścisk, dziwna lepkość i duchota. Business class okazała się taka jak ekonomiczna, tylko jedzenie inne. Nawet alkohol nie był w stanie zmienić dziwnego dyskomfortu. Siedzenia wąskie, koło mnie jakiś pryszczaty Amerykanin z mega wielgachnym białym syfem w kąciku nosa – mało nie zwymiotowałem. Jedząc starałem się na nich nie patrzeć. Myślałem że lecąc do Zurychu może będzie jakoś inaczej wyjątkowo wygodniej, ale znów się przeliczyłem. Siedzący obok mnie pasażer klasy ekonomicznej zapytał się stewardessy wprost dlaczego ja dostaje posiłek a on tylko baton czekoladopodobny. Gdy usłyszał powód patrzył na mnie dziwnie jak przełykam kolejne kęsy sera, a ja miałem ochotę oddać mu serwowane mikro kanapki Na lotnisku bez przygód przesiadłem się na pociąg i po północy dotarłem do Berna.

Według wskazówek mój hotel znajdował się 5min drogi od dworca, ale ten kto napisał o tym w przewodniku nie brał poprawki ze z dworca można wyjść innym niż tylko głównym wyjściem. Kluczyłem trochę nim wydostałem się stamtąd na zewnątrz. Dwa razy pytałem o drogę i każdy podkreślał że Bellevue Palace Hotel to taki ogromny pałac którego przeoczyć się nie da. A mi się udało i to dwukrotnie.

Od razu zapaliłem papierosa, zrobiłem sobie drinka, wbiłem się w szlafrok, wziąłem gorący prysznic i wskoczyłem do ogromniastego lóżka.

Opublikowano podróże, Szwajcaria | Otagowano , , | Dodaj komentarz