3 lata temu spotkałem się z Panem od Pelikanów.
Parę dni wcześniej zdecydowałem się przerwać zażyłość z reżyserem i na złość jemu (w konsekwencji sam też nie wyszedłem na tym najlepiej) spotkałem się z byłym byłego.
Pamiętam, był wtedy tłusty czwartek i że pojechaliśmy razem „Pod papugi” na kawę i pączka – obaj się załapaliśmy tego dnia na promocję.
Jechałem wtedy najbardziej obklejonym reklamami autem w całym Wrocku i zamiast uczyć się na egzamin z włoskiego, który miałem następnego dnia, wysłuchiwałem jeszcze raz tych samych historii (mocno przekoloryzowanych) tyle, że z ust drugiej strony.
W myślach czerpałem z tej sytuacji perwersyjną przyjemność, w każdej chwili mógłem wygarnąć, że zmyśla, wciska mi niezłe smuty i głodne kawałki.
Zrobiłem to dopiero później, przypadkiem.
Po kawie była przejażdżka do Sulistrowiczek, (pamiętam, że w radiu leciała wtedy Reni Jusis „Nigdy Ciebie nie zapomnę” – jak na ironię…) potem był nocny powrót do Wrocławia, ale nie od razu do domu tylko wcześniej jeszcze na Pestalozziego, bo musieliśmy pogadać, nacieszyć się sobą.
Skończyło się ok. 3-4 nad ranem.
Dobrze, że zawiózł mnie rano na tamten egzamin, oczy miałem cały dzień na zapałki, zasypiałem na stojąco.
Potem jeszcze były niezapomniane Walentynki nad morzem – jeden z najlepszych dni w moim życiu.
Gdyby tak można było nie myśleć o tym, po prostu nie pamiętać, zapomnieć zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym zaległy kurz.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.