Gdzie psy dupami szczekają, bociany startują pionowo a wróble zawracają…

Wróciłem z wyjazdu w góry!
Był niezapomniany, m.in. dlatego, że to ostatni wspólny wyjazd z G. przed jej wylotem do Chicago.
Nie myślałem w ogóle, że będzie mi dane jeszcze w tym roku zobaczyć taką prawdziwą zimę. (Może dlatego też durna pała zapomniała wziąć z domu czapki?)
Śniegu w Międzygórzu było pod dostatkiem a w dniu wyjazdu po kolana aż auto musieliśmy wygrzebywać z zaspy.
Miejsce na weekendowa eskapadę okazało się być bardzo trafione, warunki full-wypas (może za wyjątkiem pani biurokratki), widoki na tamę i wodospad w zimowej scenerii niezapomniane, towarzystwo też się spisało.
Czas dzieliłem między wieczorne biby, spacery w ciągu dnia(z ciężkim bólem głowy) i obgadywanie, gdy nikt nie patrzył.
Dziękuję Ci M. że zabrałaś mnie ze sobą, teraz tylko czekać na nasze wspólne zdjęcia w śniegowej scenerii gór i lasów…

Wczoraj minął równo rok odkąd poznaliśmy się z A.
Pamiętał o tym lepiej ode mnie. Zaskoczył mnie tym.
Nie bardziej niż dziś, po powrocie. Ledwo wszedłem do domu, zadzwonił i wyciągnął na wieczorną kawę w Planet.
Było zwykle i magicznie zarazem. Nie straszny był ni śnieg ni mróz.
A. pamiętał o tym, że uwielbiam marcepan.
Ja to mam szczęście:)

Nieźle jak na dodatkowy dzień w roku!

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 2 Komentarze

Wyjazd w góry

Jade dzis z paczka znajomych w góry. Wydarzenia ostatnie kilku dni stawiały pod znakiem zapytania caly wyjazd ale udalo sie!

Wczoraj A. najpierw zmyl mi porzadnie glowe, a potem pocieszyl i prawie przytulil… przez telefon.
Hm fajnie, ze jest ktos taki jak on.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Pytanie

Czy jeśli ktoś uważa, że warunkiem stabilizacji życiowej jest dla niego bezpieczeństwo finansowe a nie fakt, że będzie miał przy sobie osobę, którą kocha to znaczy, że świetnie radzi sobie z deptaniem własnych uczuć?

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 17 Komentarzy

Śledzik

Ludzie na pewnym etapie życia przestają dobierać się na na zasadzie znajomy z podwórka, znajomy ze szkoły, znajomy ze studiów. Ktoś kto zarabia 600zł nie rozmawia z osobą, która zarabia 7 tys.

Im dalej w las, tym bardziej liczy sie kasa.

Opublikowano Mądrości | Otagowano , | 2 Komentarze

3 razy TAK

Wpadł mi dziś w ręce artykuł z przedrukiem wywiadu jakiego udzielił A. Żuławski, opowiadał m.in. o tym, dlaczego w Polsce nikt go nigdy nie docenił:

„Najchętniej odpowiedziałbym słowami, których nie chce tutaj zamieszczać. Nikt w Polsce mnie nie docenił, bo to są marni, głupi ludzie, bo to jest marna cywilizacja i mierna kultura. Tu panuje zasada: kto głupszy ten lepszy. Oni nie zrozumieli ani pierwszego ani ostatniego mojego filmu. Być może, gdy umrę ktoś coś zrozumie. Ale cieszy mnie, że na świecie jest odwrotnie. Czuję się Polakiem, ale nie czuję się przykuty kotwicą do polskich opinii, polskie opinie uważam za zaściankowe, prześmierdłe, absurdalne. Tej literatury, którą się tu chwali, nikt na świecie nie czyta. Tych filmów, które tu zbierają laury, nikt na świecie nie ogląda. Dlaczego więc ma mnie obchodzić, że nasi panowie krytycy jadą po moich filmach?”

Tęskni pan za miłością?

„Nie lubię tego słowa. Francuzi mają takie określenie les mots bateaux – słowa-frachtowce. Tyle można w nie wsadzić towarów, że one już nic kompletnie nie znaczą i należy ich unikać”.

Czym jest dla pana związek dwojga ludzi?

„To tak jakby mnie pani zapytała, czym jest dla mnie życie. Myślę, że jesteśmy tak skonstruowani, że o wiele lepiej lub o wiele gorzej możemy funkcjonować tylko w parze. I dobry związek dwojga ludzi to stała rozmowa na każdy temat, łącznie z tematem zmysłowym. Ze związkiem jest jak z chodzeniem do kina. Jeśli nie wyjdziemy lepsi po dwóch godzinach, mądrzejsi, roześmiani, bardziej wrażliwi, zasmuceni, to film był do dupy.”

Opublikowano Mądrości | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zdarzyło się w mojej kuchni

Bawiąc się pilotem od telewizora trafiłem wczoraj przypadkiem na ostatni odcinek serialu „Zaginiona”. W kilku scenach spostrzegłem grającego tam drugoplanową rolę L.A., z którym dane było mi spędzić wspólnie kilka tygodni ubiegłorocznych wakacji. Mój brat oglądał akurat serial ze mną i na widok L. na szklanym ekranie zareagował „ O kurwa, brat. Patrz!”

Spotkaliśmy się przypadkiem w sierpniu w Rynku, siedział z moimi znajomymi. W teatrach trwał akurat sezon ogórkowy, więc L. przyjechał do Wrocławia, bo akurat miał tu matkę. Przysiadłem się do nich wracając z pracy. Zamiast o 18.30 byłem w domu po północy. Na koniec tamtego wieczoru padł pomysł, aby za niedługo powtórzyć takie spotkanie w tym samym składzie
Rodzice właśnie polecieli wtedy na 2 tygodnie do Egiptu, pamiętam że każdego wieczoru praktycznie lądowałem wtedy w ogródkach ze znajomymi i kasa dziwnie szybko się rozchodziła.
L. zadzwonił do mnie już po kilku dniach, żalił się że chłopacy gdzieś wyjechali, że został sam, koniecznie chciał wyciągnąć mnie na miasto. Ja po kolejnych 3 czy 4 nocach z rzędu spędzonych w Rynku za bardzo nie miałem już za co balować. Pomyślałem że lepiej będzie jeśli L. wpadnie do mnie na chatę, urządzimy sobie męski wieczór we dwoje a ja nie polecę wtedy tak bardzo z kasą.
Zgodził się, przyjechał, przywiózł ze sobą 4 Guinessy i dużą butlę Passport Whisky. Przy szklaneczce dobrych trunków, z muzyczką w tle i w oparach dymu siedzieliśmy w mojej kuchni i rozmawialiśmy, żartowaliśmy, opowiadaliśmy sobie własne oraz zasłyszane u innych znajomych historyjki.
Było już późno w nocy, gdy zauważyłem że L. strasznie się spocił, na czole pojawiły się mu takie grube krople potu, zrobił się czerwony, siny, próbował wstać, ale wtedy nagle zaczęło nim trząść i po paru sekundach runął pod stół aż słychać było jak jego głowa jebudu uderza o panele. Wystraszyłem się, zacząłem go cucić, klepać, nie wiedziałem czy w ogóle oddycha i przez moment byłem w panice. Chciałem dzwonić po pogotowie, ale bałem się go samego zostawiać. Zacząłem wołać po swojego brata, ale ten spał w swoim pokoju. Najdziwniejsze, że w takiej chwili zacząłem martwić się co ja powiem starym o tym, że mieliśmy w kuchni trupa. Imprezę, mały pożar, pobite naczynia czy nawet głośną imprezę z najazdem policji jakoś bym wytłumaczył, ale trupa dorosłego, praktycznie nieznajomego faceta (widziałem go wtedy drugi raz w życiu) chyba bym nie wytłumaczył…
L. oddychał, serce mu biło, miał tylko dziwne skurcze, wyciągnąłem mu tylko język z ust w obawie że go połknie, ułożyłem ciało w bezpiecznej pozycji (lekcje pierwszej pomocy na PO się przydały) i zacząłem intensywnie myśleć co dalej robić. Panika już mi minęła a L. zaczął sam odzyskiwać przytomność. Powiedziałem mu że miał chyba jakiś atak i czy bierze może jakieś specjalne leki, ale odparł że wszystko jest ok i że możemy siadać dalej.
Jakoś nie miałem już ochoty kontynuować tej imprezki, dlatego pod byle pretekstem zaciągnąłem go do swojego lóżka. Resztę nocy przy nim spędziłem. Co jakiś czas upewniałem się tylko czy aby nadal żyje czy oddycha i czy nie ma kolejnego ataku.
Rano L. wstał jakby nigdy nic, z uśmiechem na twarzy sprawdził sobie pocztę, nie chciał kawy ani śniadania. Poszedł sobie do kuchni, dopił swoją whisky poczym nalał sobie kolejną szklankę. Mocno mnie to zdziwiło. Zapytałem go delikatnie czy ma epilepsję i czy wie skąd ten atak. Po krótkim namyśle odparł mi zupełnie zwyczajnie, że ma wszyty w dupę esperal.
Wtedy też pomyślałem sobie: O kurwa!

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Opole

Obejrzałem wczoraj w telewizorni wywiad z E. Zapendowską. Jej opowieści z czasów Festiwalu w Opolu przypomniały mi moje własne wspomnienia.
Cały koloryt wychodzi naraz na ulice, wszyscy lokalni książęta, księżniczki chcą się zaprezentować, pokazać swoje wdzięki i atuty, zawsze jest co jeść i pić, w powietrzu unosi się smrodek grillowanych kiełbasek, przenośnych latryn, wszędobylskiego piwa i innych wytworów festiwalowej kultury. Po Rynku przechadzają się politykierzy, prezydent miasta (wtedy był Cygan zwany przez lokalną ludność Burakiem) i różnej maści gwiazdy wschodzące i spadające, przeróżnych formatów.
Nareszcie coś zaczyna się wtedy dziać w tym sennym mieście. Nigdy nie wiedziałem tam aż tyle osób jednocześnie, ludzi widać wszędzie podobnie jak sterty plastikowych kubków.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

Chciałbym być partnerem a nie niezaradnym życiowo utrzymankiem

Będę próbował wieść życie pełne puchu i piany, ale nie chcę żyć z presją, że musi mi wyjść, że musi mi się udać, bo trzeba odnosić sukcesy za wszelka cenę, być najlepszym… bo tego się ode mnie oczekuje… bo skoro innym się udaje to mnie musi też… bo wszyscy patrzą.. bo będzie wstyd… bo świat nie lubi przegranych…

Świat materialny mnie interesuje, bardzo lubię wyrafinowane, przeto drogie rzeczy, ale nie muszę ich mieć stu.

Nie stać mnie na taki standard życia, nie jestem wstanie dotrzymywać kroku takim osobom.
Czasem po prostu doświadczam z ich strony niezapomnianych, miłych chwil, dobra, które w połączeniu nadają smaku i wyrafinowania mojemu zwykłemu codziennemu życiu.
Zwykle potem rezygnuję z takich znajomości, bo na dłuższa metę nie jestem w stanie….

Nie zaryzykuje bycia z kimś takim, bo boje się, że będę tylko dodatkiem, że za dużo ryzykuję, że zostanę z niczym, że za bardzo się przyzwyczaję, że nic nigdy nie będzie „nasze”, że słysząc słowo „nasze” tak naprawdę myślimy „ja kupowałem, więc jest moje”, boję się, że nie zniósłbym porażki.
Czy źle myślę?
Asekurant ze mnie.
Boje się też, że nie podołam pokładanym we mnie nadziei i planów, że polegnę pod presją odniesienia sukcesu, ta presja otoczenia jest ogromna.
Boje się zaufać, że zostanę skrzywdzony.
Czasem wiem, gdy ktoś chce mi powiedzie coś ważnego – wtedy ja uciekam, bo czuję, że nie potrafię odpowiedzieć tym samym. To straszne uczucie.

To ja już wolę być sam a szczęśliwym bywać od tak sobie od czasu do czasu…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Weekend we Florencji jak wyjście do kina

Podczas kolacji dla Paryskiej i Rzymskiej Penteus widział moją zafrasowaną minę. Mój nastrój popsuł się już wcześnie rano, gdy robiliśmy zakupy na bazarku.
Niespodziewanie w aucie zaproponował mi weekend we Florencji w marcu, bo wybiera się na kilka dni do Turynu. Miałbym dolecieć na 2 dni.
Milo z jego strony, że chce spędzić romantyczny weekend ze mną, że w ogóle zapytał tyle że równie dobrze mógł zaproponować bym „doleciał sobie” do Rio.

Nie potrafię się odnaleźć w tym jego świecie, tam nic nigdy nie byłoby moje, alergicznie reaguję na padające z jego ust słowo „nasze”, proszenie go o cokolwiek ledwo przechodzi mi przez gardło…
Nie dam rady wybrać się na 3 tygodniowe wakacje w Afryce, polecieć z nim na weekend do Mediolanu czy Madrytu, nie stać mnie na lunche w dobrych restauracjach i codzienny rytuał paru kaw na mieście.

Żyję inaczej. Owszem lubię taki światek, bywam ale tylko bywam podczas gdy on i krąg jego znajomych tak żyje.
Kolejny raz trafił mi się dziany facet z górnej półki. Marzenia i oczekiwania mamy podobne, tyle że jego ogranicza głównie brak wolnego czasu by móc je zrealizować. Może poznaliśmy się w złym momencie, na dzień dzisiejszy jedyne czym mogę się pochwalić to porządek na półce z majtkami, smacznie ugotowana zupa jarzynowa, dobrze wyprasowana koszula albo na błysk wyszorowany kibel.

Nie umiem brać, żerować na kimś, uszczknąć materialnie coś dla siebie z takich znajomości, nie umiem ciągle tylko brać bo chcę, bo jest okazja…
Potrafię od pewnego czasu rezygnować. Wydawać by się mogło, że poznając Penteusa złapałem pana Boga za nogi – tymczasem ja powoli się świadomie się od niego oddalam.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz

Na Brazylijskiej

W Wawie nie było dnia żebym nie myślał o powrocie do Wrocławia. Boże jak ja kocham Wrocław!!!!
Nie działa mi się tam żadna krzywda, ale były momenty, kiedy źle się czułem, denerwowały mnie uwagi zupełnie obcych mi osób, zbyt kategoryczne opinie, krępowały mnie sytuacje, które nawet gdybym chciał nie mogłem unikać.

W piątek byliśmy w filharmonii. Nie znam się na muzyce poważnej. Poszliśmy, bo ja byłem ciekaw, poza tym trochę…no bo tak, bo tak trzeba, bo wypada.
Podobało mi się a myślałem że będę się nudził. Przed nami siedziała Irena Santor, a za nami jakiś stary dziad, który ostentacyjnie klaskał wolniej od innych, ale za to bardzo głośno jakby zaopatrzył się w plastikowe płetwy zamiast dłoni.

Proszona kolacja w Walentynki dla chłopaków z Rzymskiej i Paryskiej połączona z oglądaniem zdjęć z Zanzibaru oraz moim oficjalnym zaprezentowaniem się w tym towarzystwie odbyła się bez zgrzytów. Prawie się nie odzywałem. Nie żebym chciał bojkotować towarzystwo – sącząc kolejne kieliszki wina biłem się z myślami w stylu co ja w ogóle tutaj robię

W poniedziałek pojechaliśmy do miasta. Penteus oglądał garnitury w salonie, bo potrzebował czegoś na przyszłotygodniową konferencję w Licheniu. Gdy zrozumiałem, że to przymierzanie potrwa czas jakby zaczął mi się dłużyć. Wyszedłem ze sklepu i poszedłem się przejść. Miał mi potem za złe, że go tam zostawiłem…
Ale gdy poszedł do kosmetyczki wysyłał mnie „na kawę”, gdy na angielski też „na kawę” – tylko jednego popołudnia naliczyłem 3 takie „kawy”.
Trochę jak przydupas, z którym nie ma czasem co zrobić jak tylko gdzieś wysłać, żeby spadał, zszedł z oczu, żeby nie przeszkadzał, nie plątał się niepotrzebnie. Auto chociaż można gdzieś zaparkować czy zostawić pod domem…
A ja nie mam w Warszawie żadnych bliskich znajomych, fajnych kumpli, koleżanek, mało znam miasto, nie mam tam też obowiązków, zajęć, spraw – nie mam tam mojego życia…

Spotkanie z przyjaciółką z TVN było rzekłbym mocno interesujące – warszawka pełną gębą. Nie co dzień obcy ludzie okazują mi jawną wrogość, starają się sprowadzić mnie do parteru pokazując gdzie widzą moje miejsce.
Nie chodzi o ranienie uczuć, bo kto ma miękkie serce ma zwykle twardszą dupę. Zaskoczyła mnie tylko sama forma, otwartość tego manifestu, cała ta szopka z obiadem, jawna niechęć, komentowanie każdego mojego zdania, moich opinii, gustu…

Nie zapomnę wspólnie jedzonych mandarynek, porannego rytuału parzenia kawy, wyjść do teatru, rozmów na gg, kolacji w Akropolis i spacerów po Rynku czy uliczkach Saskiej Kępy.

Czasem wydaje mi się, że w życiu najbardziej chodzi o to, żeby w przyszłości było co wspominać, żeby gromadzić wszystkie te miłe wspomnienia…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz