Włączył mi się wczoraj szwędacz

Wczorajszy dzień nie zapowiadał się jakoś specjalnie. Owszem, od rana miałem dobry humor, ba! Powiedziałbym nawet, że opętańczo dobry, ale był konsekwencją niezapomnianego wieczoru dnia poprzedniego. Wstałem rano, wypiłem łyk mocnej kawy, która szybko postawiła mnie na nogi i do 11 zajmowałem się rzeczami powszednimi.
Niespodziewanie wcześniej z pracy wrócił tato i rzucił hasło, żeby pójść z nim na cmentarz odwiedzić grób dziadka, bo wczoraj były jego imieniny. Była ciepła słoneczna pogoda, nietypowa jak na tę porę roku nie dałem się więc prosić dwa razy.
Z cmentarza pojechaliśmy do miasta, naszym szlakiem browarów piastowskich a przy okazji pogadać jak na ojca z synem przystało.

Przystanek I – pod Złotym Jeleniem (piwo, potrójny Ballentine’s, kilka fajek)

Pani R. od razu zatarła ręce, kiedy nas zobaczyła u progu baru. Jak zwykle, z nie udawaną serdecznością obsłużyła nas, zabawiając przy tym rozmową. Okazało się ze mój tato zrobił postępy w zjednywaniu sobie personelu płci pięknej, jest z nią na ty. Pani R. zapytana czy czasami widuje mnie tutaj w czyimś innym towarzystwie nie jego odparła, że „w ogóle mnie tutaj nie widuje”, uśmiechając się przy tym dwuznacznie. I jak tu jej nie lubić?…
Przy okazji dowiedziałem się, że Sylwester będzie kosztował 220zl od osoby. Za dużo…

Przystanek II – Akropolis (butelka wytrawnego Halkidiki, sola, sałatka grecka, pieczywko, kawa, kilka fajek)

Panowie z restauracji już zaczęli się o nas martwić, że ich nie odwiedzamy. Zapytali nawet czy aby nie jesteśmy na nich o coś źli. Tato, manierycznym tonem przegiętej starej szlory odparł, że „męska część obsługi mogłaby być mniej niedostępna”, co wprowadziło co poniektórych w osłupienie a mnie w niepohamowany rechot. Było trzeba widzieć minę kierownika… niestety na zaszczyt usłyszenia dzień dobry na razie oboje z tatą nie możemy liczyć…
W tzw. międzyczasie zadzwoniła do mnie mamuśka gdyż wróciła do domu i przyuważyła teczkę ojca. Skoro brakowało i mnie szybko dodała 1 + 2 i stwierdziła, że pewnie poszliśmy oboje w długą. Nie podnosiliśmy telefonów, żeby nie wydało się, że ma racje. Oficjalnie wersja po powrocie była taka: ja byłem na uczelni, potem jechałem do znajomych, on wrócił, ale wyszedł na kolację z kontrahentami. Tylko taka wersja wydarzeń zapewniła nam alibi i pozwoliła obojgu wrócić późno wieczorem, w stanie wskazującym na spożycie…

Przystanek III – Cafe Uni (piwo z sokiem, kilka fajek)

Wyładowałem u J., bo spotkanie z K. umówione było dopiero na 17.00.
J. sprzedał mi pomysł na Sylwestra u nich. Cena konkurencyjna i zawiera wszystko: jedzenia plus alkohol. Zacząłem kompletować w myślach ekipę…

Przystanek IV – Mike’s Bar w Hotelu Dorint (piwo z sokiem, paluszki, orzeszki, cipsy, kilka fajek)

K. nigdy wcześniej tam nie była, bardzo jej się podobało, szczególnie atmosfera tego miejsca. Pan P. uśmiechał się do nas, daliśmy wciągnąć się w dyskusję na temat importowanych polskich wódek, nowa dziunia przy mym boku nie robiła tam na nikim wrażenia…i dobrze – będę przychodził tam częściej.
Już któryś z kolei raz w tym miejscu zdarzyło mi się być zaczepionym przez gościa siedzącego obok. Oboje z K. mieliśmy okazję odświeżyć swój angielski. K. trochę się speszyła, kiedy wpadła na jedną ze swych studentek. Okazuje się, że tam pracuje. Ewakuowaliśmy się na najlepszą kawę w mieście…

Przystanek V – Hotel Exbud (kawa, kilka fajek)

Pan B. nie wysłał mnie tym razem do diabła i powstrzymał się od złośliwych komentarzy. Było przyjemnie choć nad głową hałasowali nam jacyś kolarze.
K. przypomniała mi żebym pamiętał, że osoba, z którą chcę dzielić życie, też jest tylko człowiekiem. Że może mieć chwile słabości, że czasem chce być sama, że może chorować, może się mylić, może powiedzieć kilka słów za dużo… Że rozumieć partnera to znaczy także być dla niego wyrozumiałym, starać się go poznać, jak najczęściej z nim rozmawiać. To także dystans do samego siebie, umiejętność patrzenia z dystansem na otaczającą nas rzeczywistość, na inne, nie tylko najbliższe nam osoby…

Przystanek VI – Cofe Planet (piwo z sokiem, kilka fajek)

Natknąłem się na znajomych z nie tak odległych czasów AE. Pod ich wpływem nagle piwo nabrało gorzkiego smaku, papierosy źle się ciągnęły, orzeszki ziemne zaczęły włazić między zęby. Przynudzali jak kiedyś porównując wciąż, kto więcej już wykuł, tyle że teraz narzekali: a że jest źle, że jest niedobrze, że wszystko jest bez sensu, że im się przecież należy, że zasłużyli na lepszy los… Pół godziny samych roszczeń.
Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta i nie do wytrzymania. Zauważyłem, że pewne rzeczy są niezmienne no i ta rewia mody rodem z Beverly Hills wciąż trwa…. Wychodząc spotkałem Mareczka i o zgrozo (!!!) powiedziałem mu cześć.

Przystanek VII – Cafe Uni (piwo z sokiem, żubrówka z sokiem, sok, kilka fajek)

Pomysł spędzenia Sylwestra właśnie tutaj coraz bardziej mi się podobał. Oczami wyobraźni widziałem już siebie pląsającego przy barze, na barze, na stole, na krześle, na patio…
Dostałem SMSa ze A z K. idą popląsać do Koguta. Od tego rozmarzania się i mnie udzielił się zabawowy nastrój.

Przystanek VIII – Zielony Kogut (łyk piwa, jedna fajka)

A przedstawiła mi swojego nowego przydupasa. Niestety nie będzie mi dane poznać go lepiej ani bawić się w jego towarzystwie na Andrzejkach czy w Sylwestra.
A. zakomunikowała, że do tego czasu już go porzuci (kiepsko radzi sobie w łóżku, a nadrabia wypchanym portfelem swojego tatusia) a na specjalne okazje ma ragazzo dall’ Italia.

Przez cały dzień chodziła za mną jedna piosenka, którą usłyszałem rano w TV.
Nawet jak wracałem nuciłem ją sobie:

Czy ktoś widział jak biegnie króliczek ulicą
Czy to widział kto…
W naszym mieście szukali króliczka ze świcą
Aż znaleźli go…

Zniknął za rogiem i przepadł jak szyszka
Ale nie płaczmy bo…
Nie o to chodzi by złowić króliczka
Ale by gonić go…

Czy kto widział jak dobrze tej małej w czerwonym
Czy to widział kto…
Kto nie widział niech w oknie podniesie zasłony
A zobaczy ją…

Zniknie za rogiem czerwona spódniczka
Ale nie płaczmy bo…
Nie o to chodzi by złowić króliczka
Ale by gonić go…

Czy wędrował kto drogą co Słońce odchodzi
Czy wędrował kto…
Kto ciekawy zapraszam do starej mej łodzi
A zobaczy to…

Zniknie za wodą twarz fantastyczna
Ale nie płaczmy bo…
Nie o to chodzi by złowić króliczka
Ale by gonić go…

Czy kto widział jak biegnie króliczek ulicą…

1 komentarz

Moje frustracje

 
Zastanawiam się, dlaczego czasem jestem taki niezdecydowany? Z czego to wynika? Czy zawsze tak będzie, że nie będę potrafił podjąć jednoznacznej, prostej decyzji? Czy w ogóle opłaca się ryzykować i doprowadzać swoje kontakty do tak kruchej bariery, jak decydowanie o wszystkim w jednej chwili? Przecież, jeżeli kogoś poznaję, to z czasem jestem wstanie wyrobić sobie o nim własną opinię… Jestem niezdecydowany, chcę przeżyć coś na kształt przygód. No i przeżywam… Może dzieje się to ze strachu przed konsekwencjami, z obawy o utratę czegoś, co wydaje mi się być dostateczne, a nie mam sił, żeby szukać czegoś wspaniałego, a także z wygodnictwa czy wręcz z lenistwa. Moje własne słabości przekładają na brak umiejętności podejmowania decyzji w podstawowych dla mojego życia sprawach. Takie niezdecydowanie jest potem powodem wielu cierpień, płaczu, rozpamiętywania minionego czasu, i doprowadzi mnie do przyszłości, jakiej po prostu ani ja ani nikt inny nie chce: do życia w osamotnieniu… Od dziecka rodzice uczą mnie, że trzeba wybierać i decydować. W miarę upływu lat moje decyzje nabierają wagi, podobnie jak moje wybory. No i staram się wybierać ze świadomością konsekwencji wyborów, nie zawsze mi to wychodzi no, ale… wybieram.

Otagowano | Dodaj komentarz

Jeden z wielu dni

Czasami na swojej drodze przypadkiem spotykamy mądrych, lecz zupełnie obcych nam ludzi, którzy potrafią do nas przemówić, wyciągnąć pomocną dłoń albo powiedzieć coś, co powoduje, że na moment zapominamy o teraźniejszych problemach, dzięki nim nabieramy znów siły i chęci do dalszej walki. Choć zdarza się to tak rzadko jednak zdarza się…

Może lepiej żyć solo? Stały związek odsuwać na bliżej nieokreśloną przyszłość. Na pierwszym miejscu stawiać wykształcenie i karierę zawodową, która zagwarantuje mi finansową niezależność. Będę miał własne mieszkania, samochód, będę wyjeżdżał na zagraniczne urlopy. Niby będę sam, ale nie samotny.
Będę otaczał się gronem przyjaciół i znajomych, od czasu do czasu miewał partnerów, którzy zaspokoją moje potrzeby emocjonalne i seksualne. Nie chcieć związywać się z kimś na stałe… Prawda jest taka, że cenię sobie własną wolność. Boję się tylko, że im bardziej zasmakuję niezależności, tym bardziej urosną wymagania wobec potencjalnego kandydata. Uczucia przestaną być wystarczającym sygnałem do tego, aby związać się z ukochaną osobą. Do głosu dojdzie też rozsądek – zacznę próbować dopasowywać wszystkich do siebie pod względem intelektualnym i materialnym. Coraz trudniej rezygnujemy też przecież z własnych nawyków czy przyzwyczajeń.
W końcu jednak nikt nie jest doskonały, z wiekiem nabieramy się różnych doświadczeń (miłych i „nie za bardzo”…) i chyba cały dowcip polega na tym, żeby dwie „patologie” dobrze się dobrały. A tak w ogóle to chyba kocha się nie za coś, a mimo czegoś, nieprawdaż?

Otagowano , | 1 komentarz

Rozmowa przez Ocean

Zadzwoniła W., trajkotaliśmy przez prawie godzinę.
Znów przy tej okazji zacząłem zastanawiać się jak będzie wyglądało moje życie za 5, 10 lat, czy aby dobrze teraz robię, czy czasem nie powinienem być teraz zupełnie gdzie indziej, bo czas ucieka mi między palcami i najprościej w świecie go marnuję? Ile jeszcze prób przejdą moje przyjaźnie, co jeszcze się zdarzy, jak to się wszystko ułoży…
Zastanawiam się ilu moich przyjaciół, znajomych, kolegów i koleżanek ze studiów odniesie sukcesy, kto poniesie porażkę, jak potoczą się nasze losy, czy za kilka, kilkanaście lat spotkamy się? I co wtedy sobie powiemy, a może niektórych z nich już nie będzie?
Jaki wpływ na nasze życie za 10 lat mają dzisiejsze decyzje?

Dodaj komentarz

Wielka czystka

Przez ostatnie 4 dni nie potrafiłem zebrać się w sobie. Od rana łaziłem bezczynnie po domu, czas dzieliłem między regularnym zaglądaniem do lodówki a czasem spędzonym z pilotem w dłoni. Znajomi powyjeżdżali, A. wolał zostać w domu, byłem jakiś otępiały. Czasem tylko wieczorami znalazłem odrobinę chęci i samozaparcia, żeby pójść przejść się i zebrać myśli.

Dzisiaj rano postanowiłem powyciągać wszystkie swoje szpargały zalęgające w szufladach, komodach, szafkach, pudlach, reklamówkach, pudełeczkach i puzderkach. Niektóre „skarby” odnajdywałem po kilkunastu latach!!!

– walentynki z okresu szkoły średniej (jaki ja byłem kochany i uwielbiany fiu fiu i te cytaty Tuwima, Przybosia, E. Poe, szkoda, że teraz nie jestem już tak romantyczny)
– notatki z HME (tak M., wcale Ci ich nie oddałem, cały czas są jednak u mnie w domu!)
– rękopis swojej książki, którą pisałem jak miałem 14 lat (już wtedy miałem bujną wyobraźnię cięty języczek i predyspozycje na erotomana-gawędziarza;)
– prawo jazdy, (jak nigdy nieużywane;)
– kalendarz na 1993 rok (Hugon wie na co mógłby mi się teraz przydać)
– zdjęcie z autografem Bruce’a Willis’a (no tak kiedyś to zbierałem)
– katalogi samochodów, które zbierałem od I klasy SP (głownie Mercedes i Rolls Royce)
– listy od przyjaciół korespondencyjnych sprzed lat z Iranu, Tajlandii, Brazylii i Arabii Saudyjskiej, Tajlandczyk chciał w gruncie rzeczy wyłudzić ode mnie kasę a Brazylijka ma super przystojnego faceta, że dzizaz krajst)
– listy od Cindy i Poul’a (postanowili sobie za punkt honoru, z wypacykowanego Prince’a z żelem we włosach, uczynić pełnowartościowego, pracowitego i zaradnego życiowo faceta z jajami – co im się udało;)
– pamiętnik z kolonii w Srebrnej Górze jak miałem 9 lat (jakie ckliwe wierszowane wpisy, myślałem że umrę na stojąco)
– stary bilet na metro w San Francisco, odcinki z biletów lotniczych do Nowego Jorku, bilety na Greyhound’a z Detroit do Bostonu, karty magnetyczne do pokojów hotelowych w New Yorkerze i w Hotelu Galaxy w Amsterdamie (że tez człowiek zbiera takie śmieci, to są sentymenty)
– bilet wstępu do Browaru Heineken’a (przez pół godziny piło się ile wlezie i to gratis!!!)
– książeczkę wojskową (w czasie wojny będę ewakuowany w pierwszej kolejności razem z kobietami i dziećmi)
– zeszyty do fizyki, chemii, matematyki i niemieckiego (niewyuczalne dla mnie przedmioty)
– widokówki z wakacji od przyjaciół, kolegów i znajomych sprzed 15 lat (znów sentymenty zajmujące całą reklamówkę)
– kartki świąteczne z życzeniami, kartki urodzinowe
– długopisy połamane i te ze ściągami z egzaminu z HME, (który i tak oblałem a Fiedora pierd..ę)
– kartkę z zapisanym numerem PUK do mojej komórki (to mi się przyda)
– zdjęcia, klisze ze Studniówki i wycieczki klasowej do Zakopanego (wróciły wspomnienia, uśmiechałem się sam do siebie przeglądając je)
– fajkę wodną, którą przywiozłem sobie z Egiptu jak miałem 18 lat (ani razu z niej nie paliłem, zupełnie chybiony zakup, jeden z tych bezużytecznych bibelotów, które kupowało się kiedyś będąc pierwszy raz zagranicą)
– przepisy kulinarne na m.in. Cesar Salad i inne przystawki, sałatki, desery z Clay Hill Farm (same miłe wspomnienia)
– firmowe pudelka zapałek z restauracji, barów i hoteli (ja jakiś chomik jestem)
– ściągi z włoskiego (bardzo użyteczne swego czasu)
– rachunek ERY za komórkę W. (zapłacony)
– swoją pracę magisterską (to już zupełnie niedawna historia)

Wyrzuciłem dziś do kubła kawał swego życia…

Otagowano | 1 komentarz

Koniec

Właśnie rozmawiałem z W na GG.
Nie wsiadła do tego samolotu… nie przyleci ani jutro, ani pojutrze, ani potem… Ona już chyba naprawdę nie wróci, już chyba nigdy…
Dziwnie się czuję.

Dodaj komentarz

Rozwiązanie zagadki sprzed miesięcy

Właśnie się zacząłem zastanawiać czy ta pigułka, o której teraz wszystkie media tak głośna piszą, nie miała czegoś wspólnego z moją przygodą z lutego? Obudziłem się w pokoju hotelowym (ale hotel byl **** wiec to nie wstyd;)… nie pamiętam jak się tam dostałem, co było tak naprawdę przed… pamiętam tylko dyskotekę, pamiętam z kim bylem, o czym rozmawialiśmy, wiem tez na pewno, ze mało tego wieczora piłem… do tej pory nie bardzo pamiętam jednak, co się wtedy rzeczywiście wydarzyło…

Otagowano | Dodaj komentarz

How to make GHB

GHB or sometimes called Liquid E or Liquid G. Is popular at raves and partys because many users compare it’s effects of that of ecstasy.

Chemicals needed:

1. GBL, gamma-Butyrolactone. (Used almost exclusively as a chemical intermediate as well as in the production of pesticides and herbicides. Also GBL can be used as an intermediate in the production of vitamins and pharmaceuticals.)
*You can find this at http://www.geocities.com/specialtywood_products. They sell 1000ml bottles of GBL for only 65 dollars. They sell GBL as a paint stripper for antique wooden furniture.
*Just look on the internet.

2. NaOH, sodium hydroxide or lye. You can find this in the drain cleaning section at most stores. Recommened ‚Red Devel Lye’.

*2. KOH, potassium Hydroxide. You can use this or NaOH, but you will need more KOH then NaOH.

3. pH testing papers, found everwhere ask a clerk or someone at a big store.

How to make GHB:

You will need :
1. 135 grams (120 ml)of gamma butyrolactone
2. 63 grams of Sodium Hydroxide or
91 grams of Potassium Hydroxide
3. Papers to test pH

1. Place the content of the gamma butyrolactone bottle in a stainless steel or pyrex glass saucepan. Do not use aluminum cookware to make GHB.
2. Place the content of the NaOH or KOH bottle in the same saucepan.
3. Put SLOWLY around a half cup of warm distilled water in it. Put a cover (fast! the reaction may be immediate) on it but not tight.
4. Wait a little it will start reacting on itself. If it doesn’t (after 2-3 minutes), heat it a LITTLE (once it reacts remove it from the stove).
4.5 If there is some NaOH not dissolved, stir it up till it is.
5. (This step is optional, some like it like that and others prefer to heat the solution a little.) After it’s finished. Start heating it slowly. You will see it starting boiling. Don’t overheat! It can burn. Do it for one hour. Don’t forget to add water if you make it boil for a long time.
5.5. Between step 4 and 6 you might see a white compound on the side of the saucepan (it doesn’t happen everytime). Don’t throw it away, it’s GHB. When you will add water, it will dissolve.
6. When you are finished, put it in a measuring cup (Pyrex) and fill it with water (when I’m in a hurry to taste it I use ice) to 1000ml (a little more than 4 cups). That way you’ll have around 1 grams per teaspoon.
7. Measure the PH. If it’s higher than 7.5 add vinegar to lower it to below 7.5 It can take 50 – 75 ml of vinegar.
9. To store it I use a mason glass jar with a plastic cover. I draw the poison logo on it (very important! you don’t want a kid to take a full glass of GHB). I place it in the fridge, the taste is better when it’s cold.

Another Way of making GHB:

You will need:

Clean dry beakers and graduated cylinders, a set of chemical scales, narrow range pH strips for 5.5-8.0, a hot plate, and (if you intend to make powder) two sealed tupperware containers, a blender and a pyrex baking dish.

1) Accurately measure out gamma-butyrolactone (GBL) in the volume of milliliters (mls) you want to react.
Example: You want to react 120 mls of GBL.
2) Multiply this number by the average density of GBL (1.124 gms/ml).
Example: (120 mls GBL) * (1.124 gms/ml) = 134.88 gms GBL
3) Divide this number by the average molecular weight of GBL (86.09 gms/mol).
Example: (134.88 gms GBL) / (86.09 gms/mol) = 1.567 mols of GBL
4) Multiply this number by the average molecular weight of NaOH (40.0 gms/mol)
Example: (1.567 mols) * (40.0) = 62.69 gms NaOH
5) Weigh out this much NaOH using a set of chemical scales.
6) Heat the GBL + 5% distilled water (by volume) to 100 degrees C
Example: 120 mls GBL + 6 mls distilled water heated to 100C
7) Completely dissolve the NaOH in distilled water at the rate of about 40 grams per 100 mls of water.
Example: (63 gms NaOH) / (40) = 1.575 * 100 mlw H2O = 157.5 mls water
8) *SLOWLY* drip (DO NOT POUR) 90% of the NaOH into the heated GBL and make sure that the reaction is occurring (the solution will begin boiling vigorously). If the reaction is not occuring, then you either have not heated the GBL to 100C or you have defective reactants (throw them out and get fresh stuff). Once the solution begins boiling, you can turn the heat off – the reaction will make its own heat.
9) Begin measuring the pH of the reaction solution with narrow range pH paper (5.0 – 8.0 paper). When the range begins to get to 7.5 to 8.0, stop dripping the NaOH solution. This mixture will still have unreacted lactone in it – so now it is time to do some steam distillation.
Steam Distillation (The purification step)
10) Put a thermometer in the solution capable of measuring 200C and crank the heat up on the solution. You may want to add a boiling stone made from a clean piece of pea gravel to the solution (don’t use a boiling stick because you will burn it up, and don’t use a chemical boiling stone because they contain metals that are not supposed to go into humans).
11) When the solution gets up to 150-155C, cut the heat back enough to hold the temperature steady at 150-155C. Hold it at that temperature until all bubbling stops. The beaker now contains melted NaGHB.
12a) To make a liquid, add enough boiling water to make the dilution you want.
Example: You want 1 gram NaGHB per 5 ml of solution. 120 mls of GBL will make 198 grams NaGHB. 198 * 5 ml = 990 mls of solution. So add enough boiling water to bring the entire solution up to 990 mls.
12b) To make powder, pour out thin strips of the NaGHB melt into the pyrex casserole dish. Return the melt to the low heat to keep it melted. Let the strips cool – they will begin to curl up if the strips are about 1/2″ to 1″ in width. Scrape them up with a metal spatula and put them into a sealed tupperware container. Pour out more strips and repeat the procedure until you have used up all of the melt.
13) Let the strips in the tupperware container cool down and shake them around a bit (while holding the lid tighly on). This will break up the strips.
14) Put the boken up NaGHB pieces into a blender (no more than 1/3 full) at high speed. You may have to shake the blender around a bit to make sure everything is ground into powder. Pour the powder into a sealed tupperware container.
15) You are done. Enjoy, and please don’t do G and drive.

Making Powder GHB:

A Method for Making Powdered GHB (Gamma Hydroxybutyrate)

Never mix GHB with other substances – especially alcohol or other CNS depressants (like sleeping pills).

Safety :
Wear gloves and safety glasses at all times. If any of the reagents or intermediates contacts the skin, wash well with cold water.

For step 3, use electric oven only. In a gas oven, the pilot light may ignite alcohol fumes, causing fire hazard.

Ingredients :
1. 60 grams of NaOH

2. 120 ml of gamma butyrolactone

3. 1000 ml of pure ethanol

These quantities are not fixed – use more or less as needed, but keep the proportions the same. The NaOH can be dissolved in less ethanol, but these proportions make the process easier and faster.
The ethanol must be pure (no water in it) – don’t use vodka. GHB will not crystalize if there is water in the solution. Denatured ethanol can also be used, but be sure to let it completely evaporate before ingesting it. Methanol can also be used, but this is toxic, and excess must be removed before ingestion. If methanol is used, only 500ml is required, but be sure all the methanol is evaporated before ingesting it (check there is no methanol odor left).

Obtaining the ingredients:
NaOH, denatured ethanol and methanol are very easy to find. Just look up chemical products in the yellow pages. Those chemicals are so common that you won’t be asked what you are going to do with it. Gamma-butyrolactone is difficult to find. Several companies sell it on the net. See above in The Chemicals Needed at the top of Making GHB on where to buy GBL.

Equipment needed :
1. Screw cap bottle larger than 1000ml; if you choose plastic use HDPE, (it will be clearly marked on the bottom)

2. Glass container at least 1200 ml. in volume.

3. Coffee filter papers (2)

Method :
1. Dissolve the NaOH in the ethanol – place the ethanol in the screw cap bottle and add the NaOH. Shake and allow to stand until cool. Continue until all the NaOH has dissolved. Be sure to release the cap frequently to release pressure.

2. When all the NaOH has dissolved (this can take an hour of shaking and waiting) pour it into the glass pot and add the gamma-butyrolactone. A precipitate (this is the GHB) will form. Allow to stand for an hour.

3. After allowing it to stand, filter the product through the 2 coffee filters (placed inside each other), collecting the precipitate. Dry the precipitate by placing it in an oven on the lowest setting for 24 hours. Use electric oven only! In a gas oven, the pilot light may ignite alcohol fumes, causing fire hazard.

4. You can keep it in the powdered form (keep it in an airtight bag since it is hygroscopic and will absorb water from the atmosphere). Alternatively dissolve it in 750 ml of water; this will give a solution containing about 1g of GHB per teaspoon. Don’t ingest the neat solution in case there is unreacted NaOH which can burn the skin – mix it in 1/2 cup of water of fruit juice.

Effects of GHB:

Most users find that GHB induces a pleasant state of relaxation and tranquility. Frequent effects are placidity, sensuality, mild euphoria, and a tendency to verbalize. Anxieties and inhibitions tend to dissolve into a feeling of emotional warmth, wellbeing, and pleasant drowsiness. The „morning after” effects of GHB lack the unpleasant or debilitating characteristics associated with alcohol and other relaxation-oriented drugs. In fact, many users report feeling particularly refreshed, even energized, the next day. The effects of GHB can generally be felt within five to twenty minutes after ingestion. They usually last no more than one and a half to three hours, although they can be indefinitely prolonged through repeated dosing. The effects of GHB are very dose-dependent. Higher levels feature greater giddiness, silliness, and interference with mobility and verbal coherence, and maybe even dizziness. Even higher doses usually induce sleep.

Dosage:

Determining the ideal dose is probably the trickiest aspect of working with GHB. The amount required for a given level of effect will vary from person to person, and the dose-response curve is fairly steep. Overestimating the dose can have consequences ranging in seriousness from ruining your plans for the evening to waking up in the emergency ward as a result of panic on the part of concerned-but-uninformed friends or relatives. Once you have found the levels that give you the effects you desire, they will remain consistent. Tolerance to GHB does not develop. However, recent (not current) alcohol consumption may decrease the effect of a given dose of GHB. Most people find that a dose in the range of 0.75-1.5 grams is suitable for prosexual purposes, and that a quantity in the range of 2.5 grams is sufficient to force sleep.

Low Dose:
A low dose of GHB (usually from .5 to 1.5 gms) often causes effects similar to those of 1-3 drinks of alchohol. Users can feel a mild relaxation, increased sociability, slightly decreased motor skills, sometimes mild dizziness, and other effects similar to mild alchol intoxication. Even at low doses it is improper for GHB users to drive or operate heavy machinery.

Medium Dose:
A medium dose of GHB (usually from 1 to 2.5 grams) increases the relaxing effects and the physical disequilibrium experienced. Some people report an increased appreciation for music, dancing, or talking. Many people report positive mood changes. Some slurring of speech, silliness, and slight incoherency are also common. Others report increased feelings of nausea and grogginess. Some users of GHB report pro-sexual effects: an increase in tactile sensitivity, relaxation, increased male erectile capacity, and heightened experience of orgasm. Some women report that GHB makes orgasms harder to achieve.

Heavy Dose:
A heavy dose of GHB (from 2.5 + grams) can increase feelings of disequilibrium in many people to point of feeling quite ill. Many people accidentally move from Medium Dose to Over Dose, only passing through Heavy Dose for a few minutes. One reason that GHB has gained notoriety as a Club Drug is that some people experience extremely positive feelings on Heavy Doses of GHB. Reports of euphoria, feeling music deeply, joyous dancing, and other very positive effects are common among afficianados. People who report these effects also describe how difficult finding one’s personal dose range can be to achieve these effects. An extra quarter (.25) gram can be the difference between euphoria and vomiting.

Overdose:
The Overdose range for GHB can be as little as 2 grams, based on body weight and individual sensitivity. One major problem with GHB as an underground recreational substance is that it has a sharp dose-response curve, which can be difficult to manage with the various non-standard preparations available to the uninformed buyer. Another major problem is that uninformed users often mix GHB with alcohol, which drastically increases the chance of vomiting and unconsciousness. An overdose can consist of mild to extreme nausea and dizziness, sometimes vomiting. It can also be characterized by a strong drowsy feeling followed by an temporarily unrouseable sleep (sometimes characterized as a type of coma) for 1-4 hours. Some Overdoses of GHB mix vomiting with unconsciousness which is an extremely dangerous combination for obvious reasons. When using GHB (or any substance), it is important to remember to let someone who is with you know what you’re doing, so if you experience Overdose effects, they can react appropriately and let any health professionals who become involved know what substance was involved.

Poisoning:
I am defining a level dosage above Overdose in order to highlight the effects of extreme overdoses. While many Overdoses consist mainly of heavy sleep, some are lifethreatening. GHB Poisonings are characterized by very low breathing, convulsions, vomiting, being completely non responsive even to ‚deep pain’, fixed pupils, etc. GHB poisoning victims should receive medical care immediately.

After Effects:
Some people feel drowsy, sleepy, or groggy after the effects wear off or the next day after ingestion. The hangover from low and medium doses of GHB is usually mild or non existant, although some people report feeling slightly ‚fuzzy headed’ the next day. Some people also report feeling refreshed, happier, and more alert the day after use. For some people, using GHB more than once a week causes significantly increased negative after effects.

http://www.neonjoint.com/drug_recipes/

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Wczoraj byłem zalatany jak tania dziwka

Wczoraj byłem zalatany jak tania dziwka.

Wstałem już o 6.00, miałem „podrasować” swój na nowo napisany życiorys i razem z listem motywacyjnym wysłać go w kilka miejsc. Naturalnie ojciec rozpieprzył mnie swoim telefonem o 8.00 z informacją, którą mogłem sobie co najwyżej d… podetrzeć.

Myślałem, że cały dzień przyjdzie mi spędzić przed monitorem, B. mnie olał, nie miałem planów aż do wieczora. O 17.00 moja matka organizowała zlot czarownic z liceum im Brigitte Bardot z okazji swoich imienin. Już zawczasu pomyślałem, że powinienem się ewakuować z domu, dlatego w przeddzień zadzwoniłem do Ani S. i wprosiłem się na night party połączone z degustacją wina, piwa, papierosów i noclegiem na kanapie gratis.

O 15.00, punktualnie wróciła matka i zaczął się szał cipy. Sprzątanie, czyszczenie, szorowanie, odkurzanie, jak zwykle matka zaangażowała w swoje sprawy wszystkich domowników a sama zajęła się rzeczą najtrudniejsza i najpilniejszą, czyli piciem kawy i doprawianiem swoich sałatek.

Od rana się nie goliłem, praktycznie jeszcze biegałem w piżamie dopiero ok. 16.30 zamierzałem wypacykować się i ruszyć na Popowice.
Niespodziewanie, wcześniej z delegacji wrócił tato, krzyknął, że musi mnie komuś koniecznie dzisiaj przedstawić i że najlepiej byłoby gdybym postarał się „uelastycznić” trochę swoje plany. Dla mojej mamy mogło oznaczać to spotkanie w interesach, z kontrahentami z Austrii czy Szwajcarii albo prezesem poważnej firmy, który postanowił zatrudnić mnie i wysłać na kilka miesięcy do Kaliningradu uskuteczniać sprzedaż swoich śrubek…dla mnie akurat jedno – idziemy dziś szlakiem browarów!

Zaczęliśmy jak zwykle pod Złotym Jeleniem, Pani Joasia z Pania Renia już zacierały rączki jak tylko zobaczyły nas wkraczających do baru. Poszły 2 kolejki podwójnego Johny Walker’a i piwa. Niestety ulubionego kelnera, Pana Karola nie było, pewnie tapirował sobie w domu włosy…

Na obiadek wyciągnąłem tatę do MM w sieci hotelowej „bo lubię komfort”. Znów zupka, rybka, carpaccio, tiramisu, espresso, podwójna kolejka Jasia i kilka fajek. Jak zwykle rozmawialiśmy o planach i oczekiwaniach od losu, głównie tych nierealnych? Gdzie znajdę przystań zawodową i gdzie oddam się wyścigowi szczurów? Czy mam szanse spotkać się w pracy z molestowaniem lub mobbingiem? Zastanawialiśmy się jak ten czas potrafi czasem szybko przelecieć! I że już nie jestem cudnym chłopięciem, że teraz stałem się banalnym mężczyzną, dla którego liczy się tylko praca. Że pewnie zacznę zarabiać krocie i niedługo będę jeździć ekstra furą, wczasy spędzać z coraz młodszymi panienkami na Dominikanie, kiedy żona będzie odchowywać nasz wspólny drobiazg dwunożny. Ach, gdzie te czasy, kiedy mogłem wyrywać panienki w dyskotece na indeks studenta AE?!

Już żegnałem się tatą, by pospieszyć do Ani S., która tam na mnie cierpliwie czekała, gdy drogę zastąpił mi niespodziewanie Pan M. Nie potrafiłem powstrzymać się od pokusy zaproszenia go na szybką kawę, która w moim przypadku okazała się kolejnym piwem…

Lekko zakręcony punktualnie o 19:45 udałem się w kierunku przystanku tramwajowego skąd miałem udać się wprost do posiadłości mojej koleżanki, ziemianki Ani S.

Ania wcisnęła mi 2 kawałki pizzy i tak zabajerowała, że o 22.00 jakimś cudem na nowo biegałem po Rynku, szukając jakiejś knajpki, gdzie moglibyśmy napić się kawy czyt. piwa. Miejsca intensywnie odwiedzane przeze mnie w styczniu i lutym były pełne, ogródków już nie było, bo to nie ten sezon, nawet Hotel Exbud był masowo zapchany, ale ku mojemu zdziwieniu Mike’s Bar w Hotelu Dorint otworzył przed nami swe podwoje! Oprócz nas i dwóch na cacy zrobionych prostytutek patrzących na mnie swym przenikliwym wzrokiem (a fe heretycy!!!) przy barze siedziały „niedobitki” jakiś delegatów. I znów było piwo…

Na koniec wieczoru jakiś chłopak na przystanku zaprezentował nam ile płynów może zmieścić się w ludzkim żołądku, narażając nas na widok fontanny jego żygowin spływających strumyczkiem pod nogi nasze i innych przechodniów.

Po północy, wyposażeni w butelkę białego wina i 3 kasety: „Z piekła rodem”, „Nieodwracalne”, i „Pożegnanie Jesieni” rozsiedliśmy się w fotelach i z lubością oddaliśmy się oglądaniu tego czegoś…

O 3.00 nad ranem zorientowałem się, że ja chyba już za długo nie śpię i poinformowałem uroczego biesiadnika płci żeńskiej, że najwyższa dla mnie już pora na homo-lulu.

Zastanawiające, że nawet posągowe ciało L. czy widok jego gołego tyłka (już tylko niestety w video) śmigającego wokół domu, podobno nieźle calującej Nadieżny, nie powstrzymał mnie przed zaśnięciem.

Padałam na tzw. mordę ze zmęczenia.
Prawie czułem się jak po zdobyciu jakiegoś szczytu. Tylko prawie, bo musiałbym mieć jeszcze oczy szeroko zamknięte, pot powinien zalewać mi ślipia i sól z potu makabrycznie szczypać. Majtki musiałbym mieć szczelnie przyklejone do ciała, by tekstylia stały się moją drugą skórą.
Bałem się, że po przebudzeniu, przez cały dzień będzie dręczyć mnie straszny ból, że nie będę mógł przyjmować pokarmów stałych, tylko papki i płyny.

Spałam z głową opartą o jaśka, w kucki, bo wtedy helikopterów jakoś mniej widziałem, coś tam mniej chyba uciskało mi na nerwy.

Teraz już mi dobrze, ale wspomnienia traumatyczne pozostały…

1 komentarz

Znalezione na sieci

KLA(u)Nu* c.d.

Władysław Lubicz – Po wielu perturbacjach ze złośliwym Niemcem, co mu tak wszystko chowa, czyli Alzheimerem, postanawia zostać szpiegiem z krainy deszczowców. Niestety na jednej z niebezpiecznych misji na terenie marketu Rema 1000, zostaje raniony puszką pasztetu drobiowego i wzięty do niewoli przez zmutowany szczypior. Podjęte próby uwolnienia go przez GROM spełzły na niczym, los Władysława nie jest nam na dzień dzisiejszy znany.

Maria Lubicz – Po ukończeniu serialu stwierdza, że naprawdę od kilku lat nie żyje. Wpada w depresję i łamie sobie obojczyk. Ląduje w szpitalu na peryferiach gdzie poddaje się experymentom medycznym a w wolnych chwilach odpisuje na listy do Bravo Girl. Ma też w planach licencję na szczytowanie.

Paweł Lubicz – Po zakończeniu serialu nie może powstrzymać się od układania puzzli i robienia „Pierdzioszka” przypadkowym przechodniom. Ginie wpadając pod lądujący parostatek. Prochy jego zostają rozsypane po sieci…Być może jeszcze powróci w kontynuacji Meksykańskiej telenoweli „Usurbatorka” u nas zwana „Pauliną” a w Związku Radzieckim: „Pierestrojką”

Krystyna Lubicz – Nie mogąc pozbyć się kałduna po ciąży, zapisuje się do klubu kwadransowych grubasów. W międzyczasie nagrywa malutki featuring na płytę posła Ziobro i trzepie worki po cemencie. Zakłada też własną produkcję buraka cukrowego wraz z Gabrysiem „Polski Cukier” Janowskim. Buraki exportują do NRD.

Ola Lubicz – Zafascynowana obradami komisji śledczej zakochuje się z wzajemnością w pośle Janie Marii Rokicie. Po dwóch tygodniach biorą ślub i rodzą dzieci. Zamieszkują na prywatnej działce posła w Serdelkowych Górach pod Szczytnem. Ich szczęście nie trwa jednak długo, Jan zostaje powołany na przewodniczącego kolejnej komisji śledczej badającą 445 wielką aferę korupcyjną III Rzeczypospolitej czyli RowerBłażejaGate.

Agnieszka Lubicz – Nie mogąc znieść studiowania w wieku 40 lat postanawia wyjechać do Płocka w celu pomocy rannym wombatom w tamtejszym wombatorium. Tam poznaje przystojnego speca od malowania pasów na jezdni. Zakochuje się w nim, lecz on myśli o innej. Po trzech latach rozstają się. Agnieszka zapisuje się do cyrkowej trupy technomaniaków i jedzie na tournee po całym powiecie Cegielskim. Ma niestety pecha i ginie przygnieciona przez worek cementu, którym żongluje. Jej mumia zostaje wystawiona na stadionie X – lecia, nie na długo, bo zaraz kradną ją dresy.

Jerzy Chojnicki – okazuje się, że on też był synem własnej administratorki. Nie mogąc tego znieść zostaje striptiserem. Tańczy w klatce i wymachuje fujarką. Z podejrzanego baru wyciąga go bawiący tam przejazdem Krzysztof Ibisz, proponując mu udział w konkurencyjnym dla Chipanddalesów programie Polsatu – BolkiLolki. Jerzy prawdopodobnie też zapisze się do Partii Kosynierów Pomrocznych stworzonej przez ekipę Gumiaków Szwagra. Zostaje mu też przyznane honorowe obywatelstwo miasta Kocie Wary – Pasikonik.

Elżbieta Chojnicka – Ma już dość problemów rodzinnych, postanawia zostać zawodową szwaczką, jednak na przeszkodzie w drodze na szczyt kariery staje jej mania sprawdzania czy pralka już wirowała. Z powodu tego natręctwa zostaje zamknięta w Sejmie gdzie telewizja przemysłowa transmituje na żywo jej ciekawe życie. Co niedzielę jest też Ring, gdzie odbywa się głosowanie za wejściem Polski do Ligi Państw Pląsających, Światowego Towarzystwa Walki z Próchnicą Gleby i klubu „Wiewiórka”

Michał Chojnicki – Po ukończeniu serialu postanawia rozwieść się z Kingą jednak z powodu braku ślubu jest to nie możliwe. Michał cierpi zmieniając się powoli w Rosiczkę. Postanawia na tym zarobić sprzedając się do ogrodu botanicznego na Paluchu. Kupuje go Rudzik i przerabia na kaszubską wycinankę. Chłopak wpada w konflikt tragiczny z drogówką i rozpija się na ich oczach. Co przypłaca życiem dostając w głowę bateryjką od krótkofalówki.

Beata Borecka – Po wielu perypetiach ze zdradzającym ją mężem, postanawia zostać kochanką samego krasnala Hałabały i zamieszkać w jego dziupli. Dorabia do skromnej pensji męża, który jest telefonistką w sex telefonie, pisząc epokowe dzieło: „Plastuś i tajemnica miętowego skafandra”. Książka ma być utrzymana w klimacie równikowym wilgotnym. Będzie też tam coś dla wielbicieli Doktora Żywago i dla fanów ślimaków skrzelodysznych. Epopeja ma przebić Harrego Pottera, któremu już zaczynają pojawiać się syfy i zmieniać głos.

Ryszard Lubicz – Zafascynowany słowami Michała Wiśniewskiego: „Jadam papier toaletowy, choć nie mam diody w nosie” postawia napisać treny. Będzie ich XX i będą pisane na cześć ukochanego kombajnu „Wolna Europa”. Rysiek złożył też podanie do mennicy i Narodowego Banku Polskiego o wydrukowanie banknotów euro o nominale 300 z jego wizerunkiem. Pertraktacje trwają…. Ma też zagrać epizod w kinowej ekranizacji lektury szkolnej: „Rogaś z doliny roztoki”.

Monika Ross – Po zakończeniu serialu zatrudnia się jako konsultantka do spraw płodozmianu w ministerstwie rolnictwa (dawny AVON). Podczas jednej z delegacji kradnie taboret z hotelu i zostaje zdegradowana do kiszonej kapusty. W planach Monika ma własny program w telewizji o swoich pasjach: kolekcjonowanie zdjęć swojego balkonu i zakupy w osiedlowym sklepiku „Boża krówka”.

Maciek Lubicz – Postanawia kontynuować swoją karierę aktorską. Chociaż dostaje wiele propozycji, skrzętnie wybiera takie, w których nie ma scen rozbieranych. Obecnie rozważa następujące filmy: Sperminator III, Upaćkany, Zemsta Kąkola, Pegeer (reality show) oraz reklamy: Aparatu korekcyjnego do wąsów, Żuru na kiełbasce i pieluchostringów. Maciuś dostaje też wiele propozycji matrymonialnych m.in. od Danuty Waniek, Arkadiusa i Kangurka Hip – Hop. Prawdopodobnie Maciek obejmie posadę ministra do spraw rozłożonych wersalek i zostanie honorowym prezesem polskich kółek przyjaciół traktora „ZETOR”.

Daniel Ross – Po ukończeniu serialu wyjeżdża bez słowa, prosząc by jego zwłoki po śmierci pochować na polu rabarbaru. Prawdopodobnie Daniel zapisał się do Klubu Kubusia i jako wolontariusz o imieniu Jacek WuTeKa Soplica rozdaje „Lentilki” dzieciom z Kambodży. Jego losy postanowił opisać Mariusz Max Kolonko w swojej książce „Sopyła znaleziona na Warpensach „, w której zdradzi również sekret, dlaczego jego skóra jest jak ciepły letni deszcz…

Pani Surmacz i doktor Koziełło – Po zakończeniu serialu przechodzą oczyszczenie duchowe i przeobrażenie zupełne pod silnym wpływem nożyczek do wycinania zgniłej skóry ze stóp dołączanych do najnowszego numeru „Poradnika Wolnomularza”. Niewąskie piętno na ich psychice odcisnęło też słuchanie śpiewu „Motylicy Wątrobowej” – nowego death ewangelickiego zespołu młodzieżowego, którego płytę znaleźli w ostatnim numerze „Przeglądu Pogrzebowego”. Dzięki workowi cementu szybko schnącego dołączonemu do prenumeraty ” Mleczarz w UE” państwo doktorostwo przeszli wspaniałą nirwanę jelitową, a przez fajoski poziomkowy beret dodawany do „Mój Trąd” mogli przeżyć upojne chwile tylko we troje…

Pani Stanisława (u nas znana jako Ruska)- Po zakończeniu serialu dowiaduje się, że Matrix has ją! Zdesperowana łyka czerwoną tabletkę, jednak okazuje się, że to był węgiel leczniczy, powodujący hip hopowe rozwolnionko! Po spotkaniu z Morfeuszem ( znany też jako pan Tik Tak), godzi się walczyć z Agentem SARS-em. Po wejściu do Centrum Matrixa, dowiaduje się, że stworzony został przez TVN w ramach nowego reality show, następcę „Jestem jaki jestem”. Po szaleńczym pościgu wózkiem- spacerówką po trasie toruńskiej ratuje wreszcie klucznika, który dorabia jej kluczyk do nakręcania ukochanego sowieckiego budzika. Na koniec wróci do Zionu, gdzie będzie organizować tamtejsze „Love parade”.

* gumiaki

Dodaj komentarz