Przeczytane dzisiaj

Poczucie niesprawiedliwości polskich pracowników bierze się z dziwnego traktowania pracy jako czegoś, co się im należy, tak jakby sensem istnienia posady była pensja, a nie walka z konkurencją na rynku.

Opublikowano praca | Otagowano | 1 komentarz

Moje święta

Święta Bożego Narodzenia w tym roku przebiegły w moim domu wyjątkowo inaczej.
Na pewno wpłynęło na to wydarzenie z poprzedniego dnia, ale potem także ciąg innych połączonych ze sobą zdarzeń i sytuacji, które w konsekwencji sprawiły, że dni potoczyły się właśnie tak.

Nie mamy w tym roku choinki, szukałem w piwnicy i naszym kantorku – zniknęła bez śladu. Poleciałem w Wigilie do E.Leclerca, ale niestety te sztuczne drzewka były okropne i wróciłem do domu z niczym.
Mama udekorowała w tym roku bombkami filodendron…
Prezenty wręczyliśmy sobie jeszcze w domu i też jakoś tak jakbyśmy podawali sobie rzeczy do prania…

Do dziadków pojechaliśmy bardzo wcześnie, (mój brat pierwszy raz prowadził taty Carollcię) Wigilia zaczęła się o 16.00 a o 18.00 byliśmy wszyscy po i już w drodze powrotnej do Wrocławia.
Kilka godzin wcześniej zadzwonił M. że nie spędza Świąt ze swoją rodziną. Zrobiło mi się go trochę szkoda, że w taki dzień siedzi sam.
Pierwszy raz w życiu, zamiast spędzać wigilijny wieczór w domu z rodziną, poszedłem w odwiedziny do kolegi. Oprócz mnie ze świątecznej tradycji wyłamała się jeszcze jedna osoba, koleżanka M. więc „pogotowie wigilijne” było bardziej zróżnicowane, ale i bardziej skuteczne.
To był strasznie magicznie miły wieczór, wracałem późno w nocy do domu, nad Odrą niebo było pełne gwiazd, nie było przejmującego mrozu, w sercu rozpierała mnie dziwna radość a do pełni szczęścia brakowo tylko odgłosu skrzeczącego pod stopami śniegu.

W pierwszy dzień świąt zadzwoniła ze Stanów W.
Gdybym mógł wypowiedzieć tego dnia jedno życzenie chciałbym móc być bliżej niej, spędzić razem cały dzień, tylko we dwoje na pogaduchach…

W drugi dzień nareszcie przyjechał do mnie A., spędziliśmy ze sobą miłe kilka godzin, które początkowo nie zapowiadały specjalnie udanego dnia. Upewniłem się, „że istota bliskości jest to pewien wyjątkowy kontakt o charakterze w dużej mierze niewerbalnym i domyślnym, co stanowi o jego uroku, a stopniowe uczenie się siebie nawzajem bardziej cieszy niż bezpruderyjna ekspozycja katalogu oczekiwań”.
Udało nam się wreszcie szczerze pogadać, porozumieć się, po kilkunastu propozycjach w końcu nawet zdołałem nakłonić go na wyjście do kina na „To właśnie miłość”.
I to był prawdziwy traf w dziesiątkę, (cyt. grande plezura) super pozytywny, lekki i szalenie zabawny film akurat na święta. Potem, żeby kontynuować tak udany wieczór, rozentuzjazmowani razem z K. wylądowaliśmy jeszcze w Mexico Barze na buritos. W życiu nie byłem tak obżarty o 12. w nocy jak tego dnia.
A dokładnie rok wcześniej, tego właśnie dnia zakończyła się tak smutno i niespodziewanie moja znajomość z S.

Otagowano | Dodaj komentarz

Wydarzenia dnia dzisiejszego

Spotkałem się dziś z Robakiem pod Jeleniem. Tryskał humorem, taki niesamowity optymizm z niego bił, że aż miło było siedzieć w jego towarzystwie.
Ma 36 lat, jest przystojny, za miesiąc kończy mu się okres wypowiedzenia w pracy, niczego się w życiu tak naprawdę nie dorobił oprócz lichego mieszkanka na końcu świata i samochodu, którego jeszcze nie spłacił, ciągle żyje na kredyt, nie ma oszczędności i jest sam. Powiedział mi, że jak miał tyle lat co ja, nawet nie myślał, że jego życie tak będzie wyglądało.

***

Tato wrócił późno z pracy.
Rano wysłał kierowcę do Kalisza, żeby przed Nowym Rokiem uzupełnić zamówienia jakiś części do maszyn.
Facet nie musiał jechać dziś, nawet jutro, ale ojcu bardzo się śpieszyło, bo koniec roku, bo czemu niby nie dziś – wydał polecenie służbowe.
Facet miał wypadek wracając do Wrocławia.
Zginął na miejscu.
Tato był powiedzieć o tym jego żonie.
Jak wrócił strasznie płakał.

Dodaj komentarz

Kocham czeski język

ogórek konserwowy : „styrylizowany uhorek”
Terminator : „Elektronicky mordulec” : – Nie ubiwajte me pane Terminatore!
odjazdy autobusów : „odchody autobusow”
mam pomysł : „mam napad”
miejsce stałego zamieszkania : „trvale bydlisko”
stonka ziemniaczana : „mandolinka bramborova”
plaster na odciski : „naplast na kure oko”
cytat z czeskiego pornosa : „pozor! pozor! budu triskat!”
wiewiórka : „drevni kocur”
chwilowo nieobecny : „momentalnie ne przitomni”
‚Gwiezdne wojny’ z czeskim dubingiem : Lord Vader do Luke’a Skywalkera „Luk! jo sem twoj tatienek!”
hod dog : „parek v rohliku”
płyta CD : „cedeczko”
teatr narodowy : „narodove divadlo”
drodzy widzowie : „wazeni divacy”
zepsuty : „poruhany”
koparka : „ripadlo”
‚Zaczarowany flet’ : „Zahlastana fifulka”
‚Być albo nie być – oto jest pytanie’ : „Bytka abo ne bytka to je zapytka”
komentarz meczu hokeja : „… z levicku na pravicku, pristavka i …sito”
w liście do Koryntian – Hymn o miłości: ‚miłość się nie obraża i gniewem nie unosi’ : „laska se ne wpina i ne wydyma sa”
gwiazdozbiór : „hvezdokupa”
niezapomniana trójka czeskich hokejowych napastników : „Popil, Poruhal a Smutny”

Dodaj komentarz

tekst dnia

Od prawie 2 tygodni jestem chory, do Warszawy w zeszłym tygodniu pojechałem już prawie zdrowy, ale niestety choroba znów powróciła.
Głównie leżę w łóżu i pożeram czosnek.
Dziś do pokoju weszła moja mama i stwiedziła: ale tutaj smierdzi starym człowiekiem…

Dodaj komentarz

Wieczorna rozmowa 18-12-2003 21:57

L.A.
Wróciłem z plany właśnie wcinam kolacje

J.
kręcisz film?

L.A.
co u Ciebie, jakieś traumatyczne przeżycia z wawy?
nie

J.
traumatyczne – dobre słowo

L.A.
jakiś jeden dzień zdjęciowy w Pensjonacie

J.
byłem w Warszawie, wyjazd zupełnie nieudany

L.A.
to taki serial który wejdzie w lutym
nie boisz się tak jeździć w ciemno?

J.
planowałem wyjście na przedstawienie do twojego teatru ale byłem chory
nie byłem w ciemno

L.A.
acha
to skąd ten brodzik intelektualny? tak to skomentowałeś
jak byś uprzedził, że wpadasz to bym Cie zaprosił do teatru, ostatnio jestem zapracowany i nie mogę niczego planować z dnia na dzień

J.
nie, nie wiedziałem nawet czy znajdę czas żeby sie spotkać
wysłałem Ci smsa z potrzeby chwili

L.A.
rozumiem, nie miałeś się komu wyżalić:)

J.
auć, źle zrobiłem? mam żałować?

L.A.
zakochałeś się w końcu czy dalej lawirujesz?

J.
lawiruje, a Ty nadal zakochany?

L.A.
nie, niby w kim?

J.
ktoś tam był, jakiś sie pojawił

L.A.
nie, jak mam czas usiłuję wyrwać, ale przy moich warunkach mieszkaniowych tutaj i latach jakoś MARNIE TO IDZIE

J.
no tak, jak to mi napisałeś „kasą nie tryskasz”

L.A.
muszę się jeszcze trochę pomęczyć

J.
myślisz że to tylko kwestia pieniędzy?

L.A.
jestem realistą

J.
kiedyś o tym rozmawialiśmy

L.A.
no i mojego wieku tez, na razie nie myślę o niczym na poważnie w związkach

J.
nie wiąże sie z dzianymi facetami, nic nie da sie od nich „uszczknąć”, jak sam nie zarobisz/wydrzesz/zapracujesz to nikt Ci niczego nie da, a w związkach może i lawiruje, może ze mnie i łajdak jest

L.A.
pewnie troszeczkę:)

J.
tak z jak z Ciebie

L.A.
???? a co ja Ci złego zrobiłem?

J.
mnie nic, nie pozwoliłem na to. Masz do mnie żal?

L.A.
a co niby miałbym Ci złego zrobić przed czym musiałeś się bronić?

J.
masz żal o to ze odzywam sie do Ciebie, pisze czasem smsy?

L.A.
nie , niby dlaczego? nasze spotkanie to był mój wybór

J.
to był nasz wybór, niczego nie żałuję z perspektywy czasu

L.A.
obaj czuliśmy że wakacje zbliżają się do końca, a sytuacja Cie zaskoczyła, Ty szukałeś już kogoś innego a ja wiedziałem, że wyjeżdżam

J.
szukałem?, nawet nie pamiętam – na pewno nie znalazłem, dostaje to na co zasługuję w gruncie rzeczy
myślisz ze sie jeszcze kiedyś spotkamy, tak zwyczajnie?

L.A.
we wro będę na Wielkanoc, myślę, że tak, niby dlaczego nie, moje komplementy pod Twoim adresem nie były czcze

J.
nie wiem co tak naprawdę o mnie sobie myślisz, nie wiem ile rzeczy masz mi do zarzucenia

L.A.
brak chyba tylko z Twojej strony odrobiny emocjonalności

J.
Po prostu w końcu musze poznać kogoś w swoim wieku, kto będzie mi sie podobał i kto nie będzie chcial ode mnie pieniędzy. będę miał dom (problemy techniczne znikną), prace, będę niezależny – bede mogl sobie układać zycie

L.A.
ja od Ciebie nie chciałem pieniędzy, choć nie jestem w Twoim wieku

J.
wiem, ale jesteś ode mnie starszy

L.A.
niestety

J.
nie myślałem ze może mi być tak dobrze z kimś jak z Tobą, ale wewnętrznie czułem ze to nie jest to
nie wiem , intuicja, strach nazwij to jak chcesz

L.A.
nic nie będę nazywać
jesteś po prostu rozpieszczony przez facetów
nie wiem czy będziesz umiał być z równolatkiem

Dodaj komentarz

Piosenka, która namiętnie nuciłem w Warszawie

I know you think that I shouldn’t still love you
I’ll tell you that
But if I didn’t say it
Well, I’d still have felt it
Where’s the sense in that?
I promise I’m not trying to make your life harder
Or return to where we were
Well I will go down with this ship
And I won’t put my hands up and surrender
There will be no white flag above my door
I’m in love and always will be
I know I left too much mess
And destruction to come back again
And I caused but nothing but trouble
I understand if you can’t talk to me again
And if you live by the rules of „It’s over”
Then I’m sure that that makes sense
And when we meet
As I’m sure we will
All that was then
Will be there still
I’ll let it pass
And hold my tongue
And you will think
That I’ve moved on
I will go down with this ship
And I won’t put my hands up and surrender
There will be no white flag above my door
I’m in love and always will be
I will go down with this ship
And I won’t put my hands up and surrender
There will be no white flag above my door
I’m in love and always will be
Dodaj komentarz

kutas, któremu wyrósł facet

Po powrocie z Warszawy na tydzień przykuło mnie do łóżka.
Złapałem jakieś okropne choróbsko, które trzymało mnie prawie do Bożego Narodzenia.

Wyjazd do Warszawy okazał się dla mnie zupełną wpadką.
Od momentu, kiedy wysiadłem z pociągu na Centralnym czułem wewnętrznie, że już coś jest nie tak, że nie będzie to udany przedłużony weekend, że spotka mnie rozczarowanie, że będę tego żałował. Nie pomyliłem się…

W pociągu poznałem sympatyczną dziewczynę z AR, która jechała do Warszawy, by tam przesiąść się w samolot do Australii.
Gadka nam się układała całkiem nieźle, aż do momentu, kiedy w Poznaniu do przedziału wszedł 3,5 roczny Krzyś ze swoją mamą.
Od tej chwili cała moja uwaga skoncentrowała się już wyłącznie na nim i na tym by jak najbardziej urozmaicić temu małemu człowieczkowi długą i męczącą podróż do Lublina. Mam chyba podejście do dzieci. Skoro dzieci mnie lubią i lgną to chyba znaczy, że nie jest ze mnie taki najgorszy drań.

Pierwszy szok przeżyłem kiedy wysiadając z pociągu, Penteus rzucił mi się na szyję a potem odstawił gorące powitanie połączone z tańcem godowym – centralnie na Centralnym polecieliśmy w ślinę z języczkiem. Bardzo soczyście rzekłbym.
Ledwo zapakowałem swoje rzeczy do bagażnika, znów to zrobiliśmy i praktycznie na całej trasie na zakupy do Carefoura było to samo: mokro, soczyście i namiętnie.
W hipermarkecie przyjrzałem się mu bliżej: drogie markowe ciuchy i obuwie, drogie, stylowe oprawki okularów, fryzura od stylisty, pachnący tak pięknie, że aż woń uderzała do głowy, na ręku modny zegarek a w portfelu złota karta VISA. „Po prostu dziany facet z wyższej półki” – pomyślałem wtedy.
Zaniepokoił mnie tylko sposób, w jaki traktował personel sklepu i inne osoby robiące zakupy w tym miejscu.
Był opryskliwy, oschły, traktował wszystkich z jakąś wyższością, co wprowadzało mnie w stan zakłopotania a raczej zażenowania. Nie wiedziałem czy mam zareagować, więc milczałem i uczestniczyłem w tym popisie maniery rodem z warszawki…

W domu dostałem od niego prezent, który w dniu wyjazdu wylądował w śmietniku przy Centralnym – wjebałem go tam dosłownie z dziwną rozkoszą i przyniosło mi to rzeczywistą ulgę.
W nocy miałem jakiś potworny sen, obudziłem się cały zlany potem a później już nie potrafiłem wcale zasnąć.
Nad ranem dostałem gorączki i okropnie wodnistego kataru.

Penteus zorganizował nam wyjazd Falend i Warszawianki w poszukiwaniu odpowiedniego centra konferencyjnego dla jego firmy.
Wycieczka byłaby udana, gdyby on coś w ogóle o sobie mówił, przez kilka godzin trajkotałem ja, niemal jak nakręcony żeby podtrzymać rozmowę a on, jakby z premedytacją, bojkotował wszystko to co do niego mówiłem i o co pytałem. To jego milczenie było dobijające.
Przy posiłkach w domu też jakoś rozmowa nam się nie kleiła, częściej było słychać dźwięk uderzanych o talerz sztućców i odkładanych na spodki filiżanek.
Wieczorami nasilały się u mnie objawy grypy, więc i sex pozostawiał wiele do życzenia… nazwałbym go fizyczną reakcją ciała na erotyczne symulacje…
Wizyta w modnym Między nami (Między nogami) nie była jakimś wielkim przeżyciem. Zwykła buda, jakich w Polsce wiele, powiedziałbym, że bardzo zwykła, przeciętna i bez wyraźnego klimatu, jedyną atrakcją wydawał się być siedzący przy stoliku obok Bruno Walicki – nota bene okazało się, że on też pedał.
Ceny napojów alkoholowych o dziwo nie powaliły mnie na kolana…
To nasze wspólne milczenie zaczęło dawać mi we znaki już następnego dnia po przyjeździe. Zacząłem myśleć o tym, że gdyby nie ten cholerny samolot, mógłbym wrócić do Wrocławia dzień wcześniej, wymyśliłbym przecież jakiś pretekst.
Gdy zaproponował wyjście do kina pomyślałem sobie, że to świetny pomysł, może przerwalibyśmy to milczenie, poza tym pomilczeć można tak samo w kinie.
Sam wybrałem Dangerous Mind i zaliczyłem kolejną porażkę, bo film był ogłupiający, jedyną atrakcją wieczoru było natknięcie się na Michała z Klanu (kurdupel!!!).
Rozczarowani wieczorem wróciliśmy na Brazylijską, ja zacząłem liczyć godziny do wyjazdu do domu.

W piątek wieczorem obejrzeliśmy razem „Sex w wielkim mieście” – Samantha nazwala swojego karłowatego kochanka „kutasem, któremu wyrósł facet” – to określenie wywołało we mnie niesamowity atak śmiechu, rechotałem z tego przez następny kwadrans, co jakiś czas zerkając na Penteusa – to określenie pasowało w tej sytuacji jak ulał właśnie do niego…
Przez cały swój pobyt w Wawie marzyłem, żeby wreszcie nadeszła niedziela, żebym mógł wziąć swój bagaż i pojechać na lotnisko i wrócić do domu, zostawić za sobą wspomnienia z tego wyjazdu.

Prawie 3 godz przed wylotem Penteus zawiózł mnie na Okęcie, pożegnaliśmy się raczej niechlujnie (przynajmniej z mojej strony) i wyrwałem jak poparzony do hale odlotów. Spokojnie jeszcze zapaliłem sobie papierosa – to był najsmaczniejszy papieros jaki paliłem od wielu tygodni…
Mój lot został odwołany, utknąłem na Okęciu, było po 22.00 nie wiedziałem czy wracać do niego, czy jechać na Centralny (jak na złość tego dnia akurat zmieniono godz kursowania pociągów pospiesznych), czy iść do jakiegoś hotelu i tam przenocować.
Obdzwoniłem znajomych – wszyscy okazali się by poza Warszawą.
Zadzwoniłem więc do niego, kazał mi wziąć taksówkę.
Udało mi się dojechać jakoś na dworzec ( i nie za 150zl), wszystkie pociągi mi już uciekły. Miałem do wyboru: czekać 6 godz na peronach albo wrócić do Penteusa, który dzwonił co 5 min zaniepokojony że jeszcze do niego nie dotarłem.
Wróciłem, zupełnie upokorzony przed samym sobą.
Miałem taką gorączkę, że było mi już wszystko jedno, chciałem po prostu położyć się do lóżka.
Rano zostałem poinstruowany jak mam sobie dalej radzić sam by jak najszybciej i najsprawniej, omijając wszystkie poniedziałkowe korki dojechać na Centralny.
W nocy zaczął padać śnieg, rano było potwornie zimno i wietrznie, ja bez czapki, rękawiczek i szalika. Byłem wściekły, chory, z temperaturą, zdesperowany, na przemian paliłem i łykałem kolejne dawki Strepsils.

Dopiero gdy wsiadłem do przedziału poczułem ulgę i ciepło, zamówiłem sobie kawę i patrzyłem przez szybę jak zostawiam za sobą wszystkie te niechciane chwile i wspomnienia. Penteus dzwonił kilka razy. Wiedziałem, że w końcu będzie musiał przestać, bo o 16.00 miał samolot do Londynu.
Próbował dzwonić tego dnia, następnego, dzwonił po powrocie z Londynu, i każdego kolejnego dnia…

W pociągu jechał ze mną jakiś literat amator, starsza babka i 27letni rozwodnik – chyba był naćpany, bo buzia mu się nie zamykała.
Cała ta trójka prowadziła dysputy, w których ja nie uczestniczyłem, bo źle się czułem, było mi niedobrze i w dupie miałem ze wszyscy wkoło tak żywo ze sobą rozmawiają.
Wyszedłem na ignoranta, gbura i nadętego dupka – na koniec usłyszałem, że młodzi ludzie są teraz tacy nieprzystępni, źle wychowani i mało serdeczni. Halo! Kurwa ja miałem gorączkę!
We Wrocławiu wziąłem taxi by najszybciej wrócić domu…
Tego samego dnia wieczorem zdążyłem jeszcze wparować do biura podróży i zmyć głowę właścicielowi za mój niewykorzystany bilet…

Otagowano , , | 1 komentarz

Nieplanowny wyjazd pod koniec roku

Ponad 2 tygodnie temu dostałem propozycję spędzenia weekendu w Warszawie. Nie planowałem już żadnych wyjazdów poza Wrocław w tym roku, poza tym wcale nie wiem czy to jest taki świetny pomysł jechać 330km byle tylko uciec stąd jak najdalej…

Wpadły mi dodatkowe pieniążki, PENTEUS od 2 tygodni dzwonił nieprzerwanie nawet kilka razy dziennie za każdym razem ponawiając zaproszenie – pomyślałem więc czumu nie?
Miałem wątpliwości co do tego wyjazdu, ale przekonała mnie myśl, że dopóki nie pojadę i nie zaryzykuję, nie przekonam się.

Od kilku dni mam już bilety na IC i powrotny na samolot. Wyjazd jutro o 13.23.

Dziwne jest tylko to, że w tej chwili mój stan umysłu i nastrój są takie, że najchętniej bym się wycofał i nigdzie nie jechał. Ogarnął mnie dziwny nastrój przygnębienia i zmęczenia.

Otagowano | 1 komentarz

Poranek w moim domu

Obudziłem się dziś bardzo wcześnie rano, było koło czwartej a ja nie mogłem ponownie zasnąć.
O 5.30 punktualnie zawył elektroniczny budzik w pokoju stołowym.
Rodzice wymienili między sobą kilka zdań, mama wstała, nałożyła klapki i zaszurała nimi do toalety.
Tato na boso, człapiąc poszedł do kuchni, zapalił tam świtało, puścił serie bąków, włączył radio, nalał wody i wstawił czajnik.
Przez ścianę zaczęły dochodzić do mnie melodie z porannej audycji radia Zet.
Słyszałem jak mama ściągą papier z rolki, potem idzie do łazienki, odkręca kurek z wodą, charcze i płucze gardło.
Potem odgłos taty rozkładającego deskę do prasowania w przedpokoju i znów pozapalali światła w całym w domu.
I tak już od kilkunastu lat, dzień w dzień…

Dodaj komentarz