Retrospekcje cz. I – Cincinnati OH

Dzisiaj M. wygrzebała z zakamarków własnej skrzynki moje mail’e do niej, które wysyłałem namiętnie 4 lata temu ze Stanów. Dopiero po przeczytaniu wszystkich przypomniało mi się parę osób i kilka zabawnych zdarzeń oraz sytuacji…

/Wed, 26 Jul 2000 07:33:48/

„Po 2 tygodniach pobytu w Cincinnati mam trochę dość Ameryki i American life style. Ile można jeść hot-dogów, pizzy, hamburgerów, cheesburgerów i pić coca coli?! Marzy mi się normalne jedzonko w stylu twojej mamy albo zupka z proszku w stylu mojej. Pozwiedzałem już trochę. Byłem znowu w Nowym Jorku, pojechałem do Cleveland a za jakiś czas wybieram się do Detroit i może do Waszyngtonu. Praca jest do du.. ,ale nic na to nie poradzę. Najprawdopodobniej wrócę do Wrocka o wiele wcześniej niż przypuszczałem bo kończy mi się wiza pobytowa w Stanach. Rodzice polecieli do Turcji, remont który rozpoczęli 2 tygodnie temu jeszcze się nie skończył bo facet fachowiec złamał nogę , w domu mamy Sajgon a tata się wqurwia:) ….czyli standard!”

/Wed, 26 Jul 2000 12:05:47/

 

„Praca jest do du….. Najprawdopodobniej więcej tu stracę niż zyskam bo mam tak chujową wizę. Do shopping center na razie nie chodzę bo czekam na letnia wyprzedaż pod koniec sierpnia i września. Jak znam siebie zrobię całkowity remanent swojej garderoby i wrócę z całą walizą nowych fatałaszków w których będę błyszczeć na AE. Wybieram się do wujka w Detroit, ale za bardzo mi się do niego nie śpieszy. Był bardzo miły na odległość, jak już teraz jestem 5h jazdy autobusem to jest ciągle zajęty i mniej skory do pomocy. Najprawdopodobniej złożę mu kurtuazyjną wizytę w sierpniu a potem albo wrócę zu house albo pojadę coś sobie pozwiedzać. Qrwuję ciągle, że tak mało zarabiam bo wydatków mam jak zwykle więcej niż by można było przypuszczać. Amerykanki są tłuste! Czekoladki są już lepsze (czarne czy białe…w środku i tak wszystko jest różowe, no nie?!) Tylko w Downtown panienki wyglądają cool i sexy, podobnie jak faceci – wszyscy jak z żurnala mody. Nie mogę znaleźć drugiej pracy, choć wypełniłem już dziesiątki applications. Nikt nie chce mnie zatrudnić na tak krótki okres a to duże miasto więc mają w czym wybierać… Mogę jeszcze zaoferować to, co mam w sobie najlepszego…(np. świadczyć usługi w szerokim znaczeniu tego słowa) ale na razie mam kasę w portfelu, banku, cos tam na karcie, jedzenie w lodówce i papierosy więc jest ok. Rodzice robią remont i cieszę się, że mnie tam nie ma, bo bym kurwował razem ze starszym… Pełno tutaj Hiszpanek (ładne) Holendrów, Anglików, Słowaków, więc jest bardzo ineternational. W pracy: United Colors of Benetton. Angielski ćwiczę tylko czytając znaki drogowe jadąc z/do pracy albo instrukcję przeciwpożarową w naszej windzie. Polaków jest lekka ręką licząc 400, więc prawdopodobieństwo spotkania Polaka na kampusie wynosi 0,9999”.

/Tue, 08 Aug 2000 18:19:22/

„Mam dość USA, użerania się z ludźmi i gównianych pieniędzy. 2 dni temu zwolniłem się z pracy i wyjeżdżam z Cincinnati do wujka do Detroit. To co się tutaj wyprawia to istna pajdokracja. Ludzie, z którymi rozmawiam i załatwiam różne sprawy mają po 17-18 lat i ciągle jest im sorry, że czegoś nie wiedzą, że nie potrafią… Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie robił zakupów – kupiłem już 12 CD, nowy plecak jedno-ramienny(bajer!!!) i poluję na ciuszki i inne łaszki. Nie ma jeszcze wyprzedaży, ale nawet jak ich nie doczekam to i tak kupię to co mam kupić bo shopping pomagają mi zapomnieć o tym całym burdelu. Ostatnio znalazłem świetne określenie na mentalność Amerykanów: aggressively friendly – pasuje jak ulał. Nie wiem, kiedy wrócę do kraju – pewnie wtedy, gdy skończą mi się pieniądze. Marzą mi się normalne wakacje i jest ku temu dobra okazja – odezwała się do mnie koleżanka Nikki i zaprosiła do siebie na kilka dni do Maine. Oczywiście pomyślałem sobie, że robi to, bo mnie lubi i nie chodzi jej o sex… Przywiozłem sobie z Polski 3 prezerwatywy, ale nie mam na kogo je zużyć. Patrzę sobie tylko na nie od czasu do czasu i sobie marzę… P.S Zagadka: Jak nazywa się zupa z wielu kur? Odpowiedź: Rosół skur-wielu!!!”.

/Thu, 10 Aug 2000 11:21:14/

„Jestem jeszcze w Cincinnati w Ohio i dostaje nerwicy. Po wielu perypetiach z wyjazdem do USA jakoś tutaj dotarłem, ale zaraz muszę wracać. Wizę mam tylko do 21 sierpnia i mam po dziurki w nosie Ameryki i Amerykanów. W niedzielę o 5 nad ranem miałem pożar w akademiku i nocowałem na ławce w parku… Rano na zakupy do supermarketu poszliśmy w pidżamach, bo nasze ciuchy zostały w budynku a policja broniła wejścia…Ciągle o wszystko się wykłócam, nowy schedule, który dostałem z Human Resources mówi że w przyszłym tygodniu będę pracował tylko13 godzin a kolega z pokoju 5 i 15 minut! Wise Organisation to jakaś lipa, ale musiałem się o tym przekonać na własnej skórze…. Zastanawiałem się czy nie wracać już do Polski, ale rodzice jeszcze nie wrócili z Turcji a ja nawet nie mam klucza… W poniedziałek squitowałem z pracy. Mam dość użerania się z dzieciarnią i marzę tylko o tym by jak najszybciej znaleźć się w domu albo, co najmniej na plaży gdzieś nad Morzem Śródziemnym… Tutaj nie mogę w ogóle znaleźć drugiej pracy. W dużych miastach jest w ogóle inaczej przy ubieganiu się o pracę. Trzeba wypełniać application, które jest rozpatrywane po 2 -3 tygodniach. Wypełniłem ich z 15 i wszyscy odpisywali, że jest im sorry but…Wiesz że niektórzy pracują tutaj w housekeepingu za $3/h?!!! Jesteśmy traktowani gorzej niż Meksykanie, ja nie mam ochoty się już użerać ani z Alamturem ani z WISE ani z YMCA. Zadzwoniłem do swojego wujka do Detroit i zaprosił mnie do siebie. Wybieramy się do Toledo, Chicago, nad Niagarę i na żagle!!! Trochę się obawiam tego wyjazdu, wujek 40-letni świeży żonkiś może nie przypaść mi do gustu, ale rozmawiając z nim przez telefon odniosłem (tym razem) bardzo miłe wrażenie…Zobaczymy, ale na wszelki wypadek trzymaj kciuki. Pieniędzy nie mam za wiele, ale do kraju chyba nie wrócę za szybko. Szal zakupowy trwa. Chcę pojechać do Nikki (znów dzwoniła i ponowiła zaproszenie), zobaczyć się z innymi znajomymi w Ogunquit, poopalać się na plaży i stamtąd jechać do NYC i wracać do Polski. Mogę mieszkać albo u kolegi Tomka w czerwonym domku albo u Nikki w Berwick. Nie jest źle tylko problem znowu skąd mam wziąć pieniądze? Szczęście w nieszczęściu, że zapłaciłem za W&T swoimi pieniędzmi a nie starszych. Czy tak naprawdę tylko straciłem na tym wyjeździe to będę w sumie wiedział jak wrócę do Polski. Może jeszcze uda mi się mieć fajne wakacje?”

Otagowano , | Dodaj komentarz

Wakacje

Gdybym mógł pojechać gdziekolwiek na świecie pojechałabym do (na):

+ Hongkongu – bo tylko tu Wschód łączy się z Zachodem
+ Japonii – bo to najnowocześniejszy kraj
+ Prowansji – bo to bardzo romantyczne i piękne miejsce
– Malediwy – bo za 60 lat te wyspy zatoną
– Bermudy – bo to wierzchołek Trójkąta Bermudzkiego
– Antigua – bo w dzieciństwie było to dla mnie miejsce ucieleśniające luksus i prestiż
– Jamajkę – bo tam chciałem polecieć na wakacje będąc pierwszy raz w USA
+ Quito – bo to najprzyjaźniejsze dla Europejczyka miejsce w całej Ameryce Południowej
+ Tahiti/Bora Bora – bo to miejsce gdzie mieliśmy razem z W. spędzić wakacje naszego życia
+ Fidżi – bo to miejsce snobistyczne i wywołujące najbardziej egzotyczne skojarzenia
– Abidżanu – bo tak
– Kostarykę – bo to bardzo tropikalny kraj
+ Cancun – bo tam jeżdżą wszyscy Amerykanie
+ Kuala Lumpur – bo tam są 2 najwyższe wieże świata
+ Seszele – egzotyka, piękno, tropik, luksus
+ Mauritius – luksus i brak robactwa
+ Australii – daleko
+ Nowej Zelandii – jeszcze dalej
+ Wietnamu – bo tanio choć biura podróży twierdza że musi być bardzo drogo
+ Birmy/Kambodży – bo długo było niedostępnie
+ Pekinu – bo pachnie Orientem
– Szanghaju – bo to szybko rozwijająca się metropolia
+ Teheranu – bo z tym miastem definiuję Islam
+ Omanu – bo ładna nazwa i niewiele osób wie gdzie tego szukać
+ Damaszku – bo kiedyś było to najbardziej romantyczne miejsce
+ Dubaju – bo to miasto powstało z petrodolarów na pisakach pustyni
+ Samarakandy – bo nazwa jest dźwięczna i brzmi orientalnie
+ Kathmandu – bo to najbardziej niedostępne miejsce na świecie
– Sri Lankę – bo to egzotyczne miejsce
– Abaco Island – bo Bahama
– Barbados – bo to luksus, egzotyka, soczysta zieleń
+ RPA – bo to Afryka
+ Zanzibaru – bo to połączenie Orientu z Czarną Afryką

Opublikowano podróże | Otagowano | 1 komentarz

Poranny niepokój ducha

Od kilku dni siedzę domu, nie udzielam się towarzysko, bojkotuję imprezy plenerowe, wypady, wyjścia, spędy, schadzki, i spotkania na piwo czy kawę.
Uspokajam się w ciszy własnych czterech kątów.
Wczoraj wieczorem ojciec wbił mi szpilę…
Używając lekkiej perswazji dał mi do zrozumienia bym wziął sprawy w swoje ręce…

2 Komentarze

Dwoje na huśtawce

Żyję z A. jak na huśtawce. Raz odchodzi on, raz ja. Po jakimś czasie wracamy do siebie…po to, aby wkrótce znowu przekonać się, że nie możemy ze sobą k…a wytrzymać.

Takich rozstań zaliczyliśmy już kilka. Awantury przeplatają się z dobrymi chwilami.
Na brak emocji co prawda nie mogę narzekać, ale i o poczuciu bezpieczeństwa nie ma mowy.
Nie chcemy czy boimy się rozstać naprawdę?

Za każdym razem obiecuję sobie, że to już ostatnia szansa. Jeśli znowu nic z tego nie wyjdzie, to ja podejmę wreszcie ostateczną decyzję. Potem jednak zapominam o obietnicach. Zaczynają tęsknić, nie pamiętam o jego wadach. Niby przypadkiem szukam z nim kontaktu. Nie daję się długo namawiać na kolejną próbę. Zwykle wystarczy mi telefon, SMS, wspólna kolacja, kino, żeby znowu uwierzyć, że tym razem będzie inaczej.

My chyba jesteśmy tylko uzależnieni od siebie, w dodatku zafundowaliśmy to sobie oboje na własne życzenie. Nie potrafimy się wyrwać z takiego układu, choć oboje zdajemy sobie sprawę z jego wad. Boimy się samotności, tego, że nikt nas już nie pokocha, nie wierzymy w siebie. Wybaczamy i kolejny raz przechodzimy przez to samo.

Pora zmierzyć się z prozą życia… Najprościej w takiej sytuacji to po prostu odejść i popaść na nowo w stan euforii w kolejnych ramionach.

Ale może nastepnym razem postąpię inaczej…
Walka ze stagnacją w związku jest przecież o wiele trudniejsza…

Mam tylko kilka próśb nim przekroczysz próg
Nie przynoś ładnych słów
Bo jeśli tak ma być, to wolę żebyś nie przychodził tu
Czuję, że w takich słowach anioły śpią
Lecz ciągle nie ma w nich mnie

Niepotrzebna wcale mi taka miłość do krwi
Wyje duszy każdy kant wśród czterech ścian
Nic nie powiem, domyśl się czemu mi z tobą źle

W łóżku pomięty płaszcz, w popielniczce kurz
Przed drzwiami leży głaz
Bo jeśli tak ma być – wolę, nigdzie nie wychodź już
Żaden wróg nigdy więcej nie powie mi
Co warto znosić dla chwil

Otagowano | 2 Komentarze

Statystyki mówią…

Jak obliczyli specjaliści, namiętność, jaka pojawia się w chwili zakochania, nie trwa dłużej niż dwa lata. Później pierwszy czar pryska, robiąc miejsce rozczarowaniom, wątpliwościom, znudzeniu. Klapki opadają z oczu – przestajemy siebie nawzajem idealizować, dostrzegamy wady, nabieramy dystansu.

Żaden mój związek nie trwał aż tyle.
Namiętność tez trwa u mnie krócej, zwykle ok. 3 m-cy.
Wierność w moim przypadku to stan między jednym a drugim partnerem…

Mój przypadek należy więc do:
– reszty losowej;
– błędu standardowego oceny;
– odchylenia standardowego;
– odchylenia przeciętnego w próbie;
– błędu prognozy wynikającej z obciążenia (genetycznego chyba);
– błędu prognozy wynikającej z niedostatecznej elastyczności modelu;
– błędu prognozy wynikającej z nieodgadnięcia kierunku tendencji rozwojowej.

Otagowano | Dodaj komentarz

zerostan

„człowiek powinien być dobry dla siebie w momencie, kiedy przyjdzie do niego upokarzające poczucie autopogardy. powinien kochać siebie bezradnego i powoli wracać do godności, przechodząc swój kryzys w poczuciu, że ma prawo go przechodzić i źle sie czuć”

Otagowano | 2 Komentarze

Kluczem do stworzenia trwałego ścisłego związku jest…

Czasem ma się ten zmysł i przeczucie, że partner myśli o rozstaniu. Co zrobić, żeby go zatrzymać przy sobie? Przeczytałem ostatnio, że nic!

czy można tak naprawdę zrobić coś, by ktoś drugi chciał zostać? Można i trzeba próbować stworzyć takie warunki dla związku, by był on harmonijny i długotrwały. Może np. zrezygnować z nieustannego jego kontrolowania?

Nie przychodzi mi to jednak łatwo, nie jest to moje naturalne zachowanie. Podświadomie wierzę, że moje życie będzie szczęśliwe i satysfakcjonujące, gdy będę je kontrolować, gdy będę kontrolować tych, których kocham.

Niby rozumiem, że miłość to nie chęć posiadania drugiej osoby, lecz wspieranie jej w jej marzeniach, planach, pomysłach na życie, bo wtedy wzrasta więź między partnerami i jest ona nie do zerwania.
Sam często o tym zapominam.

W związkach istnieje chyba zasada – im bardziej starasz się dostać od partnera uczucie, lojalność tym mniej tego otrzymujesz. Tak jest trochę z miłością, jeśli nie staram się przytrzymać partnera, jeśli pozwalam mu być takim, jaki jest i kochać, jak potrafi wtedy mogę chyba liczyć na prawdziwe mocne uczucie.

Ciągle doświadczam chwilami uczucia pustki, którą staram się zapełnić różnymi zajęciami, pracą czy związkiem opartym na miłości. Ponoć jest tak, że nasza wewnętrzna pustka pochodzi z tego, że nie w pełni akceptujemy i kochamy samych siebie, że nie znajdujemy kogoś/czegoś, kto wypełni naszą pustkę na zawsze.
Jeśli moje szczęście uwarunkowane jest tym, czy i jak bardzo ktoś tam mnie kocha to chyba bardzo liche będzie to moje szczęście zwłaszcza, kiedy mój partner ma dołek.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Sylwester

Jakie to uczucie siedziec samemu w sylwestra przy 11 osobowym stole?
Jakie to uczucie wpierdalac pasztet z pólmiska kiedy wszystcy mysla czemu jesz sam?
Jakie to uczucie kiedy myslisz ze jestes dnem i zerem skoro zostales sam?
Jakie to uczucie zawiesc sie na przyjacielu.
Ja akurat na to zasluzylem bo jestem zly i malo sie staram, poza tym wszystcy tak maja tylko nikt o tym glosno nie mówi. Niepotrzebnie płakałem.
Happy New Year

Dodaj komentarz

Podsumowanie bieżącego roku

Jak zwykle z końcem roku wypadałoby zrobić sobie jakieś podsumowanie, przeanalizować to i owo w swoim życiu, zrobić rachunek sumienia, zysków i strat. Wg stanu na dzień 31.12.03r.

główną cecha mojego charakteru jest: wykazuję cechy diamentu tzn. z daleka mienię się strumieniem barw a z bliska ukazuję mnogość płaszczyzn, które zbijają ludzi z tropu.
cechy, których szukam u mężczyzny: lojalność, życzliwość, mądrość, radość z życia
cechy, których szukam u kobiety: życzliwość, troskliwość, radość z życia, kobieta musi być sexy
co cenię najbardziej u przyjaciół: że mają siłę przy mnie trwać, wybaczają wpadki, że mogę na nich liczyć, że sprowadzają mnie na ziemię gdy zaczynam bujać nadto w obłokach
moja główna wada: czasami bezmyślność i niekonsekwencja
moje ulubione zajęcie: chodzenie z tatą „szlakiem browarów” po knajpach, restauracjach i barach bo rozmawiamy wtedy o wszystkim, zawsze są to niezapomniane chwile
moje marzenie o szczęściu: zobaczyć wszystko, by móc wreszcie skoncentrować się wyłącznie na pracy – jakiejkolwiek choćby poniżej mojego poziomu choćby mechaniczna, bo inaczej smutek mnie pożera.
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: głupota innych, prymitywna niekontrolowana przemoc
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: własna bezsilność
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: osobą prowadzącą życie na walizkach, ciągle w podróży, pomieszkującą tylko w swoim domu
kiedy kłamię: what?! ja nie kłamię, co najwyżej czasem koloryzuje
słowa, których nadużywam: „aczkolwiek” oraz wyrazy sponsorowane literkami k, ch, p, j.
ulubieni bohaterowie literaccy: dzieci Kapitana Granta
ulubieni bohaterowie życia codziennego: Aruś, przyjaciele, Pani z warzywniaka,
czego nie cierpię ponad wszystko: narzekań osób, które nie mają do tego powodów
moja dewiza: $ i czeki American Express
dar natury, który chciałbym posiadać: rozśmieszanie największych smutasów i ponuraków
jak chciałbym umrzeć: szybko ale do końca zachować samodzielność i pełnie władz umysłowych i fizycznych
obecny stan mojego umysłu: rozentuzjazmowany bo idę na 20.00 na bal z M., nie miałem kogo więc z braku laku padło na nią;)
błędy, które najłatwiej wybaczam: własne, przed samym sobą
największa porażka: przygoda w Hotelu Radisson, wyjazd do Warszawy w grudniu, wakacje w San Francisco

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Przedsylwestrowe manewry

Wczoraj na spotkanie ze swoim nowym ragazzo wyciągnęła mnie z K. nasza wspólna koleżanka A.
Naturalnie jak zwykle okazało się, że A. miała świetny gust, facet palce lizać tylko że wyglądem przypominał raczej Pakistani niż Italiani, wesoły, radosny i z rozbrajającym uśmiechem, że tylko sie zakochać.
Pod Kogutem biesiadowali do 2. nad ranem, ja wyrwałem się wcześniej przyrzeczywszy że następnego dnia przyjadę podziwiać nową siedzibę Miss P. przy w plombie przy ulicy Jedności Narodowej.
Imprezka była całkiem udana, spotkałem całą śmietankę ze studiów, opiłem sie winem a nad ranem jak wracałem do domu w strasznie śnieżną noc, na samą myśl o balu, który zaczynał się za kilkanaście godzin, wybuchłem śmiechem. Moje życie ostatnio to ciąg imprez i wypadów do knajp i hotelowych barów…

1 komentarz