Bagdad – c.d.

Świadomość przemieszczania się  po obcym kraju bez ważnego dokumentu nie jest uczuciem szczególnie przyjemnym. Za każdym razem kiedy przejeżdżamy przez punkty kontroli żołądek skręca mi się w trąbkę i mam wrażenie, że przestaję oddychać. Czuję jak napinają mi się wszystkie mięśnie, robi mi się sucho w ustach, maksymalnie się koncentruję. Ten stan utrzymuje się do czasu, kiedy przyjeżdżamy niekontrolowani albo oddają mi paszport i machają ręką każąc odjechać. Jak dotąd  pomysł ze spinaczem zdaje egzamin, policję bardziej wydaje się interesować wizą i celem podróży niż moim zdjęciem.

Żeby zmniejszyć ryzyko problemu na granicy poprosiłem nasz konsulat czy ma możliwość wystawienia mi czegoś w rodzaju pisemnego poświadczenia, że w związku z brakiem opieki konsularnej na terenie Iraku niezbędne jest moje osobiste stawiennictwo w w Konsulacie RP w Erbilu celem wystawienia paszportu tymczasowego. Odpowiedź dostałem szybko, krótką i na temat. Jest weekend i oni nie pracują. Ale mają nadzieję, że jakoś mnie przepuszczą.

Mój iracki przewodnik nieproszony sam wziął sprawę w swoje ręce. Skontaktował się z Biurem Wywiadu ds. Bezpieczeństwa Turystycznego, zgłosił incydent z moim paszportem telefonicznie. Jeśli mnie zatrzymają, mamy dzwonić.

Jutro planujemy przekroczyć granicę i jeśli to się uda, od razy jechać do konsulatu wyrobić tymczasowy paszport. Autentycznie spodziewam się wszystkiego, że każą mi wziąć numerek albo umawiać się telefonicznie na spotkanie na za kilka dni.

Nastepny tydzień mam zaplanowany w Kurdystanie, powrót w niedzielę. Na horyzoncie pojawiła się nowa trudność: odwoływane są samoloty z/do Erbilu czy Bagdadu. Nic nie odlatuje do Turcji, Kataru czy Emiratów, żaden samolot nie ląduje na terenie Iraku. Nawet jeśli chciałbym skorzystać z innych linii by się nimi stąd wydostać, okazuje się że z paszportem tymczasowym wybór krajów przesiadkowych mam bardzo ograniczony i wcale nie jest to takie proste. 

Opublikowano podróże | Otagowano , | 8 Komentarzy

Bagdad

Prawie w każdej rozmowie, artykule w prasie, programie telewizyjnym  Irak przejawia się jako synonim konfliktów, krainy zakurzonych, wątpliwych sporów, ale w mediach próżno szukać atrybutów tego kraju: fantastycznego ptactwa, lśniących oaz, turkusowych rzek, żyznych dolin, obiektów znajdujących się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO i wspaniałych krajobrazów miejskich. Niektóre z najstarszych społeczeństw na świecie wywodziły się z tej starożytnej krainy, wiele z nich uważa ten region za kolebkę cywilizacji.

Łatwo można ulec całkowitemu oczarowaniu opowieściami o Bliskim Wschodzie: bazarami Mosulu i Basry oraz fascynującymi ruinami starożytnego Ur, Uruk, Niniwa i Nimrudo których, dzięki odkryciom dawniej szeroko rozpisywały się gazety.

Jednak pomimo swojej chwalebnej przeszłości kraj od lat nie ma zbyt wielu powodów do świętowania. Większość infrastruktury politycznej, społecznej, fizycznej i gospodarczej Iraku została zniszczona w wyniku inwazji pod przywództwem USA w 2003 roku. Wybory i wycofanie wojsk w 2009r. zdawały się zwiastować drogę Iraku do ożywienia gospodarczego i były powody do optymizmu: pomimo utrzymującej się przemocy. Turystyka ponownie wzrosła do imponujących 2 milionów ludzi rocznie i rok rocznie ta liczba zwiększa się.

Rząd ogłosił nawet, że odrestauruje Łuk Ktezyfonu, największy na świecie łuk z cegieł i pozostałości starożytnej perskiej stolicy o tej samej nazwie. Rozpoczęto naprawę szkód wyrządzonych na południowych bagnach, które osuszył Saddam Husajn i wykorzystania ich statusu ostoi ptaków do stworzenia centrum ekoturystyki.

W 2013 r. sytuacja w zakresie bezpieczeństwa gwałtownie się pogorszyła, czego kulminacją było zajęcie przez islamską grupę bojowników ISIS w 2014 r. dużych połaci terytorium na północy. Sytuacja pozostawała bardzo niestabilna.

Pomimo ostrzeżeń rządu, aby unikać podróżowania do tego kraju, firmy zajmujące się wycieczkami przygodowymi nadal zabierają małe grupy do Iraku, choć nie na północ. Jeśli i kiedy sytuacja w kraju w końcu się ustabilizuje, nie ma wątpliwości, że turyści w większej liczbie powrócą do kolebki cywilizacji. Jednak do tego czasu zdecydowanie odradza się podróżowanie do Iraku.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Basra – w poszukiwaniu spinacza do papieru

W nocy źle spałem, przed snem przypomniało mi się, że na obecny numer paszportu wystawiono mi zaproszenie do wizy do Afganistanu. Nowy paszport, oznacza nowe zaproszenia a jedno i drugo wymaga czasu a wyjazd już na początku listopada. Włączyło mi się myślenie, rozkminianie, liczenie strat, kombinowanie, szukanie najlepszego rozwiązania. Tempo miałem szaleńcze a pisanie maili tej nocy szło mi jak z płatka. 

Z natłoku spirali negatywnych scenariuszy wyrwała mnie jedna myśl: utknąłem w Iraku, nie mam ważnego dokumentu podróży, nie wiem jak dostać się przez granicę do konsulatu a ja martwię się o to co będzie w listopadzie.

Trochę zeszło ze mnie ciśnienie, ale niepokój pozostał, bo nie wiem co dalej. Najchętniej po prostu ruszyłbym w kierunku Erbilu, ale nie chce ryzykować cofnięcia z granicy i konieczności powrotu 500 km do Bagdadu.

Od rana próbuje dodzwonić się do polskiego konsulatu oddalonego o prawie 900 km od Basry. Dziś w Iraku świętują Dzień Niepodległości stąd wszystkie urzędy, biura i muzea są zamknięte – dotyczy to także konsulatów. Mam jakiś numer, pod który dzwoni się w nagłych wypadkach, ale i on milczy.

Po kilku godzinach okazuje się że dzwoniąc z Iraku z komórki irackiej na komórkę kurdyjską (numer alarmowy polskiej placówki) jest blokada i połączenia nie są realizowane. 

Dodzwaniam się dopiero przez whatsup. Pan konsul powiedział to co, napisali w mailu, że nie wie czy mnie wpuszczą do Kurdystanu i że w Bagdadzie nic nie załatwię.  Zapytałem się więc go co dalej?

Szczerze spodziewałem się odpowiedzi w stylu „a na ch…ja się pan tam pchał?” ale pan urzędnik był profesjonalny.  A że muszę wrócić do Polski na czas więc i ja muszę być miły, rzeczowy i roztropny. 

Uzgodniłem z nim, że napiszę dokładnie kiedy i gdzie będę przekraczał granicę, które check pointy mijał, bo jest ich kilka nim dojedzie się do właściwego przejścia granicznego.

On skontaktuje się z tym przejściem i poinformuje, że będzie taki pan z podartym paszportem jechał i że mają mnie wpuścić. 

Jak dla mnie cały ten pomysł grubymi nićmi jest szyty, więc na trasie spodziewam się mocy przeżyć i emocji.

Najbardziej panikowałem, że zaraz jeszcze tę luźną kartkę zgubię albo odleci gdzieś z wiatrem pustyni i będę miał paszport książeczkę, bez pierwszej najważniejszej strony. Obudził się we mnie pomysłowy Dobromir i rano przed wyjazdem z Basry uskuteczniałem akcję poszukiwany papierowy spinacz.

Basra wcale nie zachwyca. Niby drugie największe miasto w Iraku, ale nie ma tu niczego interesującego. Dawny pałac Saddama przerobiony na muzeum jest dziś zamknięty, nie mogłem go nawet zobaczyć, bo znajduję się za wysokim murem. Wieczorem po przyjeździe poszliśmy na spacer nad promenadę Corniche, z niewiadomego powodu była ciemna, nieoświetlona, było gorąco i potwornie wilgotno. Pierwszy raz spociłem się tak mocno, że zatęskniłem za klimatyzowanymi pomieszczeniami.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 2 Komentarze

Basra

Dojechałem do Basry. Zatrzymywali nas po drodze kilkakrotnie, ale zdążyłem do tego przywyknąć. W końcu to dla bezpieczeństwa wszystkich.

Na autostradzie po raz kolejny wertowali mój paszport, który niestety tym razem nie przeżył bezpośredniego spotkania z przedstawicielem irackiej władzy. Pan wyrwał mi kartkę ze zdjęciem i aktualnie jestem na etapie rozmyślania jak tu się nie wkurwiċ.

Ambasada w Bagdadzie jest ponad 500 km stąd, tam nie ma konsulatu, bo ten znajduje się w Erbilu 450km za Bagdadem. Telefonów nikt nie odbiera, napisałem maila, na dodatek w czwartek w Iraku jest święto narodowe (biura i urzędy pozamykane) a potem zaczyna się weekend więc w konsulacie zaczną pracować w niedzielę…

Rozumiem że potrzebuję paszportu tymczasowego żeby wrócić do kraju, ale nie wiem czy z takim zniszczonym paszportem wpuszczą mnie na teren Kurdystanu, bo między Irakiem a Kurdystanem istnieje kontrola graniczna.

Tak więc jestem trochę „w zawieszeniu” bo nie wiem gdzie powinienem się udać.

Napiłbym się teraz drina, ale nawet tego tutaj nie mogę.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 3 Komentarze

Kierunek Basra

Wcześnie rano wyjechaliśmy do Basry po drodze zatrzymując się …. na bagnach. 

Irackie bagna należą do jednych z największych na świecie, Saddam raz je nawet osuszył walcząc z bojownikami przeciwnymi jego reżimowi, zamieniając je w półpustynię. Obecnie ich stan się poprawia, po upadku reżimu ludzie zaczęli niszczyć tamy i umożliwiać wodzie powrót do osuszonego bagna. Jakiś czas temu wpisane zostały nawet na listę dziedzictwa UNESCO. Mieszkańcami tego terenu są Arabowie bagienni żyjący w prymitywnych warunkach bez prądu i bieżącej wody tzw. ludzie trzcin. Rdzenna ludność zajmuje się tu rybołówstwem i uprawą roślin od 5000 lat. Hodują bawoły wodne i budują domy z trzcinowisk na pływających wyspach w miejscu, gdzie rzeki Tygrys i Eufrat spotykają się przed wpłynięciem do Zatoki Perskiej.

Jeden pan, lider lokalnego klanu, wziął mnie na przejażdżkę swoją „wypasioną” łodzią podczas której mogłem podziwiać kąpiące się bawoły oraz bagienne krajobrazy. Potem zabrał mnie w trzciny i zaczął mi śpiewać. Przejażdżka miała na celu pokazanie okna w przyszłość, która może dotknąć inne części świata, jeśli nie będziemy zapobiegali i łagodzili zmian klimatu.

Dziś w nocy odebrałem kilkanaście wiadomości jakoby nad Irakiem zamkniętego przestrzeń powietrzną i nie latają żadne samoloty. Otóż samoloty latają, lotniska zamknięto wczoraj na 120 minut, bo Iran potrzebował wystrzelić z stronę Izraela kilka czy kilkanaście tysięcy dronów.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

An-Nasirijja

Nadal kierujemy się na południe w stronę An-Nasirijja. Co rzuca się w oczy, że im bardziej na południe tym ludzie wydają się bardziej konserwatywni, przejawia się to w ubiorze kobiet, zachowaniu, stylu życia.

Po drodze zatrzymaliśmy się w Uruk – starożytnym miecie Sumerów sprzed prawie 6 tysięcy lat. Ruiny miasta leżą na gigantycznej pustyni, z dawnej świetności pozostał jedynie masywny ziggurat. Kiedyś najważniejsze miasto-państwo centrum handlowe, kultowe i administracyjne w całej południowej Mezopotamii, tutaj wymyślono pierwszy znany na świecie system pisma – pismo piktograficzne, które ewaluowało do postaci pisma klinowego. Wiele odkopanych przedmiotów już nie ma, bo rozdysponowano je po muzeach na całym świecie. W upale chodziliśmy po wykopaliskach z lokalnym strażnikiem. 

Mój przewodnik ma tę zaletę, że zna wszystkich albo prawie wszystkich. Ile razy zbliżamy się do kolejnego punktu naszego zwiedzania, wykonuje tylko telefon i zaraz ktoś na nas czeka żeby nas wpuścić lub oprowadzać. 

Dojeżdżając do Ur miało być podobnie. Niestety trafił się policjant służbista który za nic nie chciał pozwolić wjechać nam na teren wykopalisk po godzinie 17.00. W pewnym momencie zaczęła się nawet przepychanka między kierowcą, przewodnikiem a policjantem. Darli się na siebie i odgrażali rękami, siedziałem cicho w aucie, gotowy zareagować jak tylko usłyszałbym strzały. Fakt, że dostęp do stanowiska został ostatnimi czasy ograniczony, a do jego zwiedzania potrzebne jest specjalne zezwolenie, ale takowe mieliśmy tylko panu pora przestała jakby odpowiadać.

Murdtaza zadzwonił do jakiegoś ważniaka z lokalnej policji i po kilku minutach butny pan policjant skapitulował i pozwolił nam zobaczyć miasto słynące  ze swoich biblijnych powiązań. Wielki ziggurat Ur wznosi się jakby z równin ponad ruinami z cegły mułowej niegdyś wielkiego miasta. Spacerując pośród nich, przeżywa się przeszłość, gdy miasto było centrum handlu i rzemiosła, chronionym przez starożytnych bogów i kwitnącym pośród okolicznych żyznych pól.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

An – Nadżaf c.d.

Późnym popołudniem i przed zachodem słońca pojechaliśmy zobaczyć cmentarz, widok którego na zawsze utkwi mi w pamięci. Trochę krążyliśmy nim udało się nam przedostać przez miasto, potem byłem zdziwiony że wjeżdżamy autem na teren nekropolii i poruszamy się nim pomiędzy tymi wszystkimi cmentarnymi alejkami. Wjechaliśmy do piętrowego garażu, dziwiłem się dlaczego parkujemy na samych dachu, jeśli na pierwszej kondygnacji było tyle wolnych miejsc.

Dolina pokoju – muzułmański wciąż czynny cmentarz i zarazem największa nekropolia na świecie, ponad 1,5 tys hektarów, 5 milionów grobów. Znajdują się tu szczątki milionów zwykłych muzułmanów, jak też duchownych, szanowanych przywódców religijnych, proroków, liderów politycznych i społecznych, królów, książąt i sułtanów.

Pochówki odbywają się tu bez przerwy od ponad 1400 lat. Wielu Muzułmanów zabiega o pochówek na tym cmentarzu aby spoczywać w pokoju i jednocześnie obok grobu imama Alego.

Z góry wyglądało to jak niezliczona ilość kolorowych domków ciągnącą się niczym starożytne miasto aż po horyzont, a w rzeczywistości były to groby oraz kwiaty, religijne sztandary oraz fotografie. To, co jawi się jako ulice między domami, tak naprawdę było alejkami dzielącymi jedną katakumbę od drugiej. Nie dziwię się że to miejsce zostało dodane do listy światowego dziedzictwa.

Na koniec wieczoru sanktuarium i meczet kuzyna i zięcia Mahometa. Robił wrażenie. W tym mieście żył kiedyś ajatollah Chomeini, który po rewolucji islamskiej został przywódcą Iranu i wprowadził tzw. demokrację religijną czyli cofnął ten kraj do czasów średniowiecza a kobietom narzucił noszenie czadoru i żądał odebrania im praw wyborczych.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Karbala – Al-Kufa – An – Nadżaf

Rano o 9 wyruszyliśmy dalej, drogą na południe, zobaczyć kolejne meczety i nekropolie. Znowu kilkakrotnie do kontroli zatrzymała nas policja. Punkty kontrolne na drogach międzymiastowych są rzeczą normalną, ale wydaje nam się że problematyczna jest libijska wiza, którą mam w paszporcie i naklejka po arabsku na tylnej części okładki pozostałość po wizycie w libijskim konsulacie w Rzymie. Ile razy ją zauważają, każą zjechać nam na pobocze, zadają dodatkowe pytania i przeszukują mój bagaż.

Jestem przejedzony, lunche są tutaj tak obfite (micha ryżu i pół grillowanego kurczaka), że wieczorem jedyne na co mam chęć to miska tabbouleh. Nasz kierowca zżyma się i śmieje, gdy zamawiam tylko sałatkę z natki pietruszki, bo jego zdaniem irakijski mężczyzna musi jeść, bo inaczej umrze z głodu. Podziwiam ich obu, że są w stanie dwa razy dziennie wciskać w siebie kebab, biryani czy inne obfite shawarmy.

Panowie przy okazji spożywania wspólnych posiłków zrobili mi piętnastominutowy wykład na temat tego co jest dozwolone w islamie i kiedy żywność jest halal a kiedy nie jest. I tak ogólnie wszystkie źródła żywności są zgodne z prawem islamu i są halal za wyjątkiem: świń, dzików, psów, węży, małp; zwierząt mięsożernych z pazurami i kłami; ptaków drapieżnych z pazurami; szkodniki typu szczury, stonogi, skorpiony; zwierzęta żyjące zarówno na lądzie, jak i w wodzie np. krokodyl, żaba; muły, osły, mrówki, pszczoły, wszy, muchy, robaki; ogólnie krew; odurzające niebezpieczne rośliny oraz alkohol. Z rozpędu zaczęli wciągać mnie w tematykę uboju rytualnego, ale jak usłyszałem o przecinaniu tchawicy, przełyku oraz głównych tętnic i żył wyłączyłem myślenie, żeby nie stracić apetytu. 

Przystanek pierwszy Al-Kufa. Meczet. Z zawiłej historii zapamiętałem, że jest ważny bo odprawienie jednej modlitwy w tym miejscu jest tym samym, co odprawienie tysiąca modlitw gdzie indziej, a odprawienie jednej obowiązkowej modlitwy tutaj jest równe odprawieniu zaakceptowanego hadżdżu. Tutaj zbudowano też islamską wersję Arki Noego, tutaj zabito kuzyna i zięcia Mahometa. Meczet Al-Kufa opisuje się jako jeden z czterech godnych meczetów, do których muszą udać się muzułmanie, i że zajmuje on trzecie miejsce pod kątem ważności. 

Jak wyszliśmy z niego, było tak gorąco że z ulgą przyjąłem propozycję przewodnika powrotu do hotelu żeby w klimatyzowanym pomieszczeniu przeczekać najgorszy upał. 

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Babilon – Karbala

Zmęczenie i niewyspanie dawały się we znaki w ciągu dnia kilkukrotnie, w drodze do Karbali zasypiałem w aucie  raz za razem.

Karbala najbardziej znana jest z sanktuariów i meczetów, w jednym  znajduje się grób wnuka Mahometa Husayna ibn Alegego i jest popularnym miejscem pielgrzymek szyitów, w drugim miejscem pochówku Abbasa ibn Alego. To miasto uznawana za jedno z najświętszych miejsc zaraz po Mekce i Medynie. 

Żeby wejść na ich teren musieliśmy przechodzić przez liczne bramki bezpieczeństwa, za każdym razem sprawdzano mi plecak a przenośny powerbank lądował w przechowalni, tuż obok butów.

Paru modlących zainteresowała moja obecność, podchodzili do nas, pytali skąd jestem, czy mam pytania, dziękowali za wizytę, niektórzy opowiadali historie. Jeden pan opowiedział mi anegdotę o swoim polskim koledze, który wraz z żoną przez lata starali się o dziecko, niestety bez powodzenia. Doradził mu wtedy odwiedzić grób Husayna i jak było to do przewidzenia w tej historii żona Polaka zaraz potem zaszła w ciążę.

Starsi Irakijczycy to często ludzie z wielkimi wąsami, młodsi – z gęstymi czarnymi długimi włosami. Zarost jest symbolem honoru i dumy, to coś więcej niż tylko osobisty styl i jest zakorzeniony w złożonych religijnych i kulturowych podtekstach. Pełna, starannie przycięta broda jest również integralną częścią tożsamości i poczucia dumy arabskiego mężczyzny.

Gdybym przez kilka miesięcy porzucił golenie i próbował zapuścić wąsy czy brodę w irackim stylu to byłaby katastrofa – nigdy nie udałoby mi się osiągnąć klasycznego poziomu krzaczastości przeciętnego Saddama.

Jeden młody pan zaproponował mi dotknąć jego bujnych włosów na głowie. Jak się skusiłem dotknąć to jego małe dzieło sztuki barberskiej posłał mi szeroki uśmiech, po którym usłyszałem „Good luck”.

Z innych ciekawostek, meldując się w hotelu w Karbali broń należy zostawić na recepcji.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Bagdad – Babilon

Ledwo dojechaliśmy do hotelu, okazało się że nastąpiła szybka zmiana planów. Moj lokalny przewodnik Murtdaza czekał na mnie przed wejściem. Załatwił mi klucz, zawiózł na piętro, opowiadając po drodze co i jak zmieniło się w naszych planach, na koniec dając mi pół godziny na bardzo szybki prysznic i przebranie się.

Gdy w końcu zostałem sam, nie wiedziałem co najpierw, rozebrałem się i z niebywałą ulgą wskoczyłem pod ciepły prysznic, zmyć z siebie wszystkie znamiona podróży. Pokój nie wyglądał najgorzej, sprawnie działała klimatyzacja. Łazienka była tylko ok tzn. woda leciała ciepła, toaleta w stylu zachodnim, ale na wszelki wypadek niczego tam niepotrzebnie nie dotykałem a pod prysznic wszedłem w klapkach, żeby nie nabawić się jakiegoś grzyba. Dopiero gdy skończyłem okazało się, że w tym hotelu nie dają… ręczników.

W drodze do Babilonu dwukrotnie zatrzymywała nas policja, różnica w podróżowaniu po dziwnych krajach z biurem podróży w większej grupie jest taka, że nikt nie zagląda ci w bagaże. Teraz musiałem wysiąść, odpowiedzieć skąd jestem i po co przyjechałem, dokąd jadę, pokazywać paszport, który szczegółowo analizowano, potem kierowcę poproszono by otworzył bagażnik i zrobili mi lekki kipisz w walizce, zaglądali nawet do kosmetyczki i wertowali kartki książki.

Babylon – to jeden z głównych powodów mojej podróży do Iraku. Bramę Isztar spostrzegłem z daleka, choć to tylko rekonstrukcja, bo oryginał znajduje się w Muzeum Pergamońskie w Berlinie, jej kolorystyka robi niesamowite wrażenie ogromną paletą barw oraz dekoracjami w postaci małych rozet, wężo-smoków, byków i lwów wszystko na tle glazurowanej cegły w intensywnym niebieskim kolorze. 

Potem było jakbym cofnął się w czasie, wrócił do zajęć i podręcznika do historii klasy IV, słuchałem i patrzyłem na wszystko co pozostało po starożytnej Mezopotamii, Hammurabim, Nabuchodonozorze, Wiszących Ogrodach Semiramidy, Wieży Babel, Kserksesie i Aleksandrze Wielkim zachwycając się, że rzeka na którą patrzyłem to Eufrat.

Przypomniano mi czasy propagandy religijnej: Wielki Babilon, „matka nierządnic i obrzydliwości ziemi”, uosobienie zła i dekadencji oraz czasy współczesne: po zakończeniu II wojny w Zatoce (2003) niedaleko częściowo zrekonstruowanych pozostałości Babilonu znajdowała się główna baza wojsk polskich w Iraku tzw. Camp Babilon. Lokalni przewodnicy oraz strażnicy na samo hasło że jestem z Polski popisywali się znajomością polskich wyrażeń: „dzień dobry”, „dziękuję”, „przepraszam”, ”upał”, „rumianek” oraz dający najwięcej opcji do interpretacji „nie mówię nie”.

Pokryta błękitną farbą brama Isztar wygląda jak nowa. I rzeczywiście jest nowa, bo w latach 80. Saddam Husajn kazał zbudować cały Babilon od nowa.

Po Saddamie Husajnie zostały cegły użyte do odbudowy miasta, na których umieszczono napis symbol jego zadufania „Wybudowano przez Saddama Husajna, syna Nabuchodonozora, aby okryć chwałą Irak”.  

W następstwie operacji „Iracka wolność” tutejszy pałac babiloński Saddama – i wiele innych wystawnych rezydencji, które zbudował w całym kraju – zostały splądrowane i pozostawione na pastwę losu, jako smutna pamiątka po upadłym dyktatorze, wybielona do białości przez palące pustynne słońce.

Murtdaza powtarzał to co czytał w lokalnej prasie, że ruiny zostaną przekształcone w muzeum, aby upamiętnić szaleństwa dyktatora i niekończącą się przemoc sekciarską, która nastąpiła po jego upadku. 

Wejścia do pałacu broniły zasieki z drutów kolczastych. Choć teren był ogrodzony znaleźliśmy niewielką dziurę w płocie i weszliśmy do środka. Kilkanaście lat po upadku Saddama jego pałacowy hołd dla cesarza stał się upiorną skorupą. Potłuczone szkło i graffiti są rozrzucone po niegdyś wspaniałych salach pałacowych. Z wielopiętrowego pałacu górującego nad ruinami starożytnego Babilonu wyłania się obraz potężnego imperium, jakie wyobrażał sobie Saddam: spektakularne schody prowadzą od majestatycznego holu do gigantycznych pomieszczeń, z których roztacza się widok na rzekę. 

Dostrzegłem ślady Saddama, jak jego inicjały wyryte na kamiennej fasadzie, ale poza tym pałac nie nosi prawie żadnych śladów dawnej świetności, z rozbitymi oknami, ścianami pokrytymi graffiti i gołębiami gnieżdżącymi się w belkach. Dla mnie wejście na wcześniej zakazany teren było cichym, surrealistycznym powodem do świętowania.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze