Przed

Wyjeżdżam jutro na dawno zaplanowaną wyprawę. Ostatnimi dniami przygotowuję się do tej podróży, odhaczam listę spraw do załatwienia, kończę załatwianie spraw w pracy, przekazuję obowiązki, zamykam tematy żeby nie zostawić po sobie bałaganu. Od kilku dni męczy mnie osłabienie, ból gardła i chrypka, dziś ledwo zipię. Gdybym był rozsądny rzuciłbym wszystko kilka dni temu, wziął L4 położył się do łóżka i wyleżał niedysponowanie. A mnie zrobiło się szkoda koleżanki, która zostałyby z całym majdanem. O 15 mam samolot i nie wiem jak się ogarnę.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nic nie będzie już nasze

Przypomniałem sobie za co nie lubię Szwajcarii w momencie gdy za pizzę i lampkę franciacorte zapłaciłem 50 fr. Czyli prawie 250zł. Nic nie zmieniło się na dworcu w Bernie, te same sklepy i ta sama bylejakość, byle jak ubrani ludzie, to sama rozwydrzona młodzież narkomani i bezdomni. Droga do hotelu to przedzieranie się przesz Stare Miasto pełnego dzikiej hordy turystów z Indii i Chin.

M. uprzedził mnie, że choć prognozy wskazują niską temperaturę w ciągu dnia będzie bardzo ciepło i cieszę się, że go posłuchałem, bo faktycznie gdy dotarłem do Berna było chłodnawo, natomiast w południe zrobiło się bardzo ciepło i lepko, słońce grzało dosłownie i cieszyłem się, że chodziłem przyodziany tylko w krótkie spodenki obserwując ze współczuciem ludzi chodzących w kurtkach i płaszczach, opatulonych szalikami topniejącymi od nadmiaru warstw ubrań.

Długo biłem się z myślami jak i czy w ogóle chcę spotkać się z M. Kusiło mnie, by pojechać do naszego mieszkania, bo wciąż miałem klucz, z drugiej strony gdybyśmy tam na siebie wpadli, to wyszłoby że robię mu nalot, a tego nie dałoby się wytłumaczyć w żaden rozsądny sposób. Walczyłem z emocjami, co jakiś czas napływały mi do oczu łzy, próbowałam przywołać się do porządku, ale nie zawsze mi się udawało. Raz po raz wracały wspomnienia, przypominałem sobie rzeczy, o których wolałbym teraz akurat nie pamiętać i wtedy miałem wrażenie, że nie dam rady spojrzeć mu w twarz. Łzy leciały jak grochy, byłem na siebie o to zły, próbowałam z tym walczyć, przełknąć gulę w gardle i próbować być twardym.

Zastanawiałem się jak powinienem się zachować, jaką przyjąć postawę kiedy się spotkamy, przy całym tym planowaniu w głębi duszy najbardziej bałem się, że w najmniej odpowiednim momencie po prostu się rozpłaczę i nie będę był w stanie wydobyć z siebie jednego składnego zdania. Umówiliśmy się po południu, po pracy, na dworcu, w neutralnym miejscu, zaproponowałem kawę, M. chętnie przestał na ten pomysł, znalazł czas na wspólny spacer i obiad.

Poszliśmy się przejść, kiedy na horyzoncie pojawił się majestatyczny budynek hotelu Bellevue przez chwilę zawahałem się bo, tam spotkaliśmy się po raz pierwszy. Spiąłem się próbując zmierzyć się z sentymentami, które wracały jak tsunami, na szczęście w ostatniej chwili udało się nam skręcić w bok, nie musiałem zmierzyć się z trudnymi emocjami.

Podczas lunchu w Molino śmialiśmy się z tego, że kilka liści sałaty kosztuje 25 fr. – chryste jak te ceny oszalały w Szwajcarii

Odprowadziłem go z powrotem do restauracji, wciąż trzymając się jeszcze dzielnie, potem było trudniej przy ten jeden okropny moment kiedy się żegnaliśmy i życzyłem mu dobrej pracy. Postanowiłem wrócić od razu do hotelu, wracałem w sumie zadowolony, przecież mogło być gorzej a nic takiego złego się nie wydarzyło, w sumie to, co chciałem to osiągnąłem i wyszło bardzo naturalnie, normalnie, nawet sympatycznie. Niewyobrażalne przykro zrobiło mi się na chwilę, gdy M, postawił przede mną walizkę z rzeczami, którą miałem zabrać ze sobą do Polski. Dopiero w hotelu zajrzałem do środka i wtedy dopadł mnie bezmiar smutku, bo wewnątrz znalazłem naszą ulubioną figurkę, którą kupiliśmy razem w Nowym Jorku w ramach inwestowania w sztukę i nagle coś we mnie pękło, dotarło do mnie że M. oddał mi wszystko to, co kojarzyło mu się z nami i z naszą przeszłością. Rozryczałem się, płakałam długo i intensywnie, Oscara mógłbym dostać za ten płacz.

Wieczorem wyszedłem jeszcze na spacer, poszedłem w stronę hotelu Kursaal i naszej ulubionej restauracji Giardino, w której obaj lubiliśmy przesiadywać, poszedłem na Muenster Platz. Jakoś łatwiej przyszło mi pozbierać myśli, pogodzić się że to jest moja ostatnia wizyta w tym mieście, że żegnam się z tym miastem, może nawet na zawsze, nie wiem czy kiedykolwiek wrócę jeszcze do Szwajcarii, nie wiem czy mam ochotę na te emocje i rozdrapywanie ran. Rano nie zjadłam nawet śniadania, tylko spakowałem się szybko i pierwszym porannym pociągiem pojechałem do Zurichu. Siedząc w pociągu nie mogłem doczekać się odjazdu.

W poniedziałek podpisałem papiery rozwodowe i odesłałem jego adwokatowi. Teraz tylko czekam na termin rozprawy – wideokonferencji i to będzie na tyle. Nasze małżeństwo przestanie istnieć, stanie się historią, ale może z czasem uda nam się wypracować fajną przyjaźń. Nic nie będzie już nasze, prócz pięknych wspomnień.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Możliwość komentowania Nic nie będzie już nasze została wyłączona

24 godziny w Bernie

We Wrocławiu było 10 stopni podczas gdy w Zurychu 23. Wiedząc o tym leciałem ubrany w sam T-shirt i spodenki czym, zwracałem na siebie uwagę na wrocławskim lotnisku.

Po lotnisku Kloten mógłbym chodzić z zamkniętymi oczami, nic się nie zmieniło, ubyło tylko markowych sklepów na korzyść tych z niższej półki, wiele punktów stoi wciąż zamknięte. Olbrzymi Dosenbach zupełnie mnie zaskoczył. Wśród przylatujących pasażerów mnóstwo seniorów, podróżujących wielką grupą, przesuwająca się w kierunku ruchomych schodów, w ślimaczym tempie niezorganizowana masa czym zdążyli zirytować wszystkie młodsze generacje.

W przedziale pociągu trafiłem na ciekawy przekrój społeczeństwa: podróżujące starsze panie i panowie, młoda dziewczyna z olbrzymim psem, alternatywna rodzina dwóch panów z niemowlakiem w wózku, wkurzona hipsterska z wytatuowanym całym ciałem no i ja. Panowie wjechali z wózkiem, zarządzili że potrzebują miejsca przeznaczonych dla matek z dziećmi, kazali przesiąść się babciom i hipsterce, dostało się dziewczynie z psem bo nie miał nałożonego kagańca. Mnie nie tknęli, ale byłem gotowy zareagować skoro oni mogą mieć dzieci i terroryzować cały przedział domagając się swoich praw, ja mogę być w ciąży.

Opublikowano podróże, Szwajcaria | Otagowano , | 5 Komentarzy

Zmiana planów

Planowanie wyjazdów zawsze leżało w mojej naturze, za to ostatnimi czasy z dużą łatwością przychodzi mi robienie przedpłat albo kupowania biletów lotniczych, wokół których później organizuje cały pobyt. Tak było z Jemenem i wyjazdem na Sokotrę. Kilkunastodniowy wyjazd połączony z pobytem w Kairze, zwiedzaniem wyspy, kilkoma noclegami pod gołym niebem, w spartańskich warunkach, za to blisko natury.

Z tego co opowiadali mi moi znajomi, hotel na Sokotrze to zwykły metalowy barak-kontener z pojedynczym łóżkiem, stołem, oknem, pseudo łazienką i bez klimatyzacji – bardzo podobny do tych, które spotyka się na placach budowy. Dodatkowo kilka nocy miałem spędzić w warunkach polowych, bez możliwości skorzystania z dobrodziejstw cywilizacji pt. łazienka i WC.

Okazało się, że zaszła zmiana planów, hotel wypadł z obiegu a cały nasz pobyt miał odbyć się wyłącznie pod namiotem czyli camping na całego. Polecono nam zabrać więcej butelek ze środkami dezynfekującymi, biodegradalny papier i chusteczki oraz dołączono instrukcję jak to z łopatką będziemy oddalać się 50m od obozu i źródła wody, wykopywać minimum 10 centymetrowy dołek, robić „dwójeczkę”, następnie zakopywać dołek piaskiem. Mycie rączek mydłem i wodą zastąpią wilgotne chusteczki higieniczne, podobnie poranny lub wieczorny prysznic. Poddałem się, nie jadę tam, prawie dwa tygodnie w buszu to nie dla mnie. Jemen i Sokotra muszą na mnie zaczekać a ja w zastępstwie wybiorę się do bardziej cywilizowanej Libii.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Weekend

Zdecydowałem się polecieć do Szwajcarii. Ta myśl kiełkowała we mnie od pewnego czasu. We wtorek coś mnie tknęło, impuls i kupiłem bilet, który przebukowałem nazajutrz. Przez następne kilka dni biłem się z myślami jak spędzę ten czas, z kim się spotkam, czy powinienem dać znać M. że będę. Zmęczony zbytnim analizowaniem możliwych scenariuszy postanowiłem pójść na żywioł. Najpierw tam dotrę a później zastanowię się jak spędzić ten weekend.

Poszedłem wczoraj późno spać, ale pomimo bardzo wczesnego lotu, nie czuję się senny. Miałem dziś za to dziwny sen, że samolot się rozbił…

Opublikowano Szwajcaria | Otagowano | 1 komentarz

Tydzień

Zawodowo jest bryndza, chodzę do biura, zajmuję się tematami zastępczymi, wyników tej pracy brak, a jak mnie pan dyrektor pyta co myślę o nowych projektach odpowiadam jedno: świetne, Toi Toi dodatkowo objął je swoim patronatem…

Dziś pojawiłem się w biurze po 9.30, zjadłem pyszną kanapkę w firmowej kuchni, poszły kawa i cappuccino, pogaduchy przy automacie z kawą ze znajomymi, wysłałem jeden mail, coś tam przejrzałem w komputerze, jedna przerwa na papierosa, poszedłem na zakupy do galerii, zjadłem lunch w korytku i po 13. zamknąłem komputer i wróciłem do domu. Jak tak dalej będzie, to oszaleję…

Za miesiąc mam urlop, odliczam dni do wylotu do Pakistanu. Zaplanowałem kolejne kilkanaście miesięcy wyjazdów, bo lubię czuć że mam cel i perspektywę, że na coś czekam.

Opublikowano praca | 1 komentarz

Za co cenię…

Za to cenię sobie swoje życie zawodowe to, że nic nie muszę, mogę tylko chcieć. To jest to, na co pracuję od paru ładnych lat: żeby nie musieć.

Coraz bardziej się zżymam słysząc przemycane między wypowiedziami delikatne uwagi sugerujące że powinienem, że potrzebuję, nie mam wyboru, mam obowiązek i muszę. Dystansuję się i próbuję robić swoje, ale czuję jak narasta we mnie frustracja.

Opublikowano Mądrości, praca | Otagowano , | 5 Komentarzy

Tydzień

Większości znajomym Bejrut kojarzy się wciąż z jednym: z widokiem na betonowy pień i postrzępiony metal po eksplozji, która spustoszyła port w stolicy Libanu nieco ponad trzy lata temu. Większość moich znajomych i znajomych nie jest już zaskoczona celami moich podróży, ale ten był wyjątkiem. Wydawało się, że zakładali, że Syria jest całkowicie poza zasięgiem, wciąż spustoszona wojną, terroryzmem i reżimem Assada. Kiedyś było to oczywiście prawdą, ale turystyka stopniowo powraca.

W biurze bez zmian, czuć atmosferę zmęczenia, stagnacji, zniechęcenia i rozterki, co dalej, czy zacząć szukać już nowej pracy, może dać jeszcze szansę bo coś się w końcu ruszy?

U mnie nic się nie zmieniło, niby przypadkiem odezwałem się do dawnej dyrektorki, ale nie miała dla mnie żadnych nowych wiadomości, nic prócz pozostańmy w kontakcie. Kończy się pierwszy kwartał roku fiskalnego tym samym zaczyna umierać nadzieja że wrócę do pracy z dawnym zespołem.

Z pozytywnych rzeczy po powrocie do biura czekała na mnie niespodzianka. Nasz partner ze Stanów wysłał nam od siebie prezenty w podziękowaniu za pracowite 12 miesięcy. Nie musiał, ale zdobył się na bardzo miły i sympatyczny gest.

Ożenili mnie znowu z robieniem ofert dla Komisji EU. Tym razem poszło jak z płatka, nie było ani stresu ani gwiezdnych wojen. Przysiadłem, przejrzałem dokumenty, wyciągnąłem najważniejsze rzeczy, wrzuciłem w prezentację i w dwa dni zrobiłem to, co wcześniej zajmowało mi ponad tydzień. Jutro pójdę do biura chyba dopiero na lunch, bo nie mam żadnych pilnych rzeczy do zrobienia.

Zacząłem na nowo wysłać cv. Trzymam rękę na pulsie, może przypadkiem uda mi się zmienić pracę nim dopadnie mnie frustracja albo przydzielą mi obowiązki, które znienawidzę na dzień dobry.

Otagowano , | 1 komentarz

Powrót

Wróciłem. Fantastyczny wyjazd i fantastyczni ludzie. Kilkunastoosobowa grupa podobnie myślących podróżników. Chciałem żeby ten wyjazd się udał, tak jak go sobie wyobraziłem, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o wyprawie do Syrii i tak właśnie było. Poznałem fenomenalne osoby, mnóstwo wrażeń, przygód i wspomnień. Zintegrowaliśmy się do tego stopnia, że postanowiliśmy spotkać się znowu za rok, na wspólnej wyprawie do …Afganistanu. Ten kraj chodził mi ostatnimi miesiącami po głowie, tylko dwa organizowane wyjazdy w ciągu roku, mnóstwo restrykcji, skomplikowany dolot, nie mała cena – w zamian niesamowite widoki, piękne krajobrazy, okres Buzkashi, dreszczyk emocji, smak przygody. Siedząc w barze w Bejrucie zdecydowaliśmy się spotkać tam za rok, wszyscy zgodnie zaserwowaliśmy ostatnie wolne miejsca na listopad 2024 roku. Jest na co czekać i po co pracować.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 3 Komentarze

Latakia – Maaloula – Damaszek

Tymczasem nadmorskie miasto Latakia mogło być dowolnym innym miastem nad Morzem Śródziemnym, praktycznie nietkniętym przez kryzys i pełnym imprezujących Syryjczyków. Z Latakii pojechaliśmy z powrotem na południe do Damaszku, zatrzymując się po drodze, aby zobaczyć Maaloula, górską wioskę, która szczyci się wspólnotą chrześcijańską, w której nadal mówi się językiem aramejskim. On także ucierpiał w ciągu ostatniej dekady, chociaż dzięki funduszom Watykanu klasztor Mar Bacchus Sarkis został już pieczołowicie zrekonstruowany: naprawiono jego rozbity ołtarz, a starożytne kamienie złożono z powrotem niczym architektoniczną układankę. Pośród tego wszystkiego znajdowała się niezmienna życzliwość Syryjczyków, gościnny naród, który szybko się śmiał, mimo że miał mnóstwo powodów do śmiechu. Podczas gdy młodsi Damasceńczycy postrzegali nas jako nowość, ich starsi nie mrugnęli powiekami, ponieważ pamiętają czasy, gdy zagraniczni goście nie byli niczym specjalnym. Wyczuwało się ostre poczucie straty nie tylko turystyki głównego nurtu, która przynosiła dochody i pochwały, ale także legitymizacji międzynarodowej, która ją zapewniała. Ich powitanie – które było szczere – było zabarwione tą stratą, a także niewypowiedzianą nadzieją, że nieliczni współcześni goście mogą z czasem pomóc w przywróceniu temu niezwykłemu krajowi jego dawnego statusu.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 5 Komentarzy