What happened in Zurich stays in Zurich

Przyleciałem do Szwajcarii, ale zostałem na noc w Zurichu. Moja ostatnia noc na wyjeździe – chciałem przedłużyć atmosfer ostatnich tygodni i niechcąco mi się to udało.

Czasami z pozornie niezobowiązującego spotkania w hotelowym barze robi się całonocna zabawa. Mam wrażenie że wszystko to działo się na fali fascynacji Ameryką Południową, gdzie ludzie są dla siebie mili, obcy potrafią się ze sobą bawić, mają w sobie mnóstwo luzu i spontaniczności. Słyszałem też opinię, że są fizycznie piękni, zmysłowi ale trochę głupiutcy i stąd właśnie bierze się cały ten ich czar. Zazdroszczę mieszkańcom tego kontynentu luzu, bo gdy my wchodzimy do miejsca gdzie gra muzyka potrzebujemy alkoholu, używek, wspomagacza nim zaczniemy sie bawić. Oni wchodzą i ciało od razu wbija się w rytm, zaczynają tańczyć często przy tak zmysłowo, że aż nie można oderwać od nich wzroku – cudowny widok.

Były igrzyska sportowe, pogawędka z przystojnym barmanem, przypadkowe spotkanie grupki obcych sobie ludzi, był Grek Yannis i jego dziewczyna, przypadkowa Irlandka Anna Mary i było mnóstwo wina i ginu z tonikiem, łączyło nas tylko fakt że wszyscy w tym samym czasie przebywaliśmy w Radissonie na lotnisku.

Wczoraj a raczej dziś zamykaliśmy hotelowy bar a teraz grzecznie wracam już do domu.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Znajomości

Pod względem rozrywkowo towarzyskim Rio rzuciło mnie na kolana. Poznałem jednego weterana ze Stanów, który najpierw nieświadomie zarzucił mnie portfolio swoich zdjęć prezentujących każdą część jego muskularnego ciała, by potem spotkać się kilka razy przy barze na szklaneczce carpirini. Początkowo nawet mnie fascynował, ale jak to bywa z Afroamerykanami wymiana kilku zdań, parę skrajnych opinii i człowiek wie z kim ma do czynienia. Nie przepadam za głupio mądrymi ludźmi, używających wyszukanych słów i mających zdanie na każdy temat od fizyki jądrowej po podatki w Indiach.

Znieczuliłem się lekko drinkiem i chyba tylko dlatego dotarłem do końca jego wywodów.

Para Irlandczyków podróżujących po Peru i Brazylii, wpadliśmy na siebie podczas wycieczki na Corcovado i niemal od razu znaleźliśmy wspólny język, parę wspólnych zdjęć, wspólna degustacja cachacy a przy tym bardzo dużo śmiechu przez całe popołudnie.

Przewinęło się jeszcze pare osób, ktokolwiek przegląda video z monitoringu w JW Marriott wie wszystko. Potwierdza się, że brak lepszej znajomości języka wcale nie przeszkadza w nawiązywaniu daleko posuniętch kontaktów. Jak widzę kogoś kto ma taakie ciało to w dupie mam duszę. Sprawdziło się znane powiedzenie: money is the best lubricant.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Copacabana

Copacabana jest rzeczywiście piękna i klimatyczna. Pomimo umiejscowienia w olbrzymiej metropolii jest nad wyraz dobrze utrzymana. To miejsce ma coś takiego w sobie, co trudno nazwać, ale to przyciąga i sprawia, że chce się tam spędzać czas.

Bycie fit to tutaj styl jeśli nie motto życia: sport, piłka, plaża, spa, siłownia. Mnóstwo kaloryferów, sześciopaków aż chce się trzeć parmezan na klatach przedstawicieli płci męskiej – nieustannie musiałem znosić widok dobrze zrobionych facetów, nawet ci po 40. widziałem jak podnoszą poprzeczkę. Spora część mieszkańców wydaje fortunę na bardziej inwazyjne poprawianie swojego wyglądu co też rzuca się w oczy. Ciało jest  w tej części świata inwestycją na życie, paszportem do sukcesu, kariery, salonów, świetlanej przyszłości. Brazylijczycy mają kompletnego fioła mna tym punkcie. To samo zęby, każdy ma równiuteńkie białe zęby, żadnych przebarwień, ubytków, dzieci od najmłodszych lat noszą aparaty, które są tutaj odpowiednio tańsze. Nie dziwi mnie tutejszy kult ciała, w Miami czy w Kalifornii o podobnym klimacie panuje ten sam zwyczaj.

W ciągu dnia jest ciepło, ale nie gorąco bo jest przecież zima. Za to o poranku i wieczorami chodzę w kurtce bo jest mi zimno.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

O Rio i tak napisano już wszystko…

Jeszcze na długo przed przyjazdem do Brazylii wykupiłem sobie wycieczkę na Górę Cukru i Corcovado. Ale Dopiero dziś wieczorem zorientowałem się, że wjazd pod  Statuę Chrystusa to całkiem  inna wycieczka więc szczerze mówiąc lekko zgłupiałem co miałbym oglądać nazajutrz. Jak być w Rio i nie zobaczyć sławnego posągu Chrystusa?! Wysłałem maila do biura podróży, ale nie odpisali. Trochę mnie to dręczyło, bo w Rio zostaję tylko kilka dni więc przy okazji rozmowy z concierge zapytałem go o to: – zobaczę Jezusa? Popatrzył na mnie, zaśmiał się serdecznie: – ja się mogę postarać żeby zobaczył go pan nawet zaraz.

Oszałamiające są także widoki rozciągające się ze szczytu Corcovado. W oczy rzucają się rozległe jaśniejące piaskiem plaże, poszarpane brzegi zatoki Guanabara, domy wysokościowców w centrum i białe dachy poukrywanych w zieleni osiedli wyklętych – faweli. Szczególną uwagę zwraca owalny kształt żołto-zielonego hipodromu u stóp wzgórza wraz z jeziorem. Za nim lśnią w słońcu setki białych kadłubów, masztów i żagli przycumowanych w zatoce jachtów. Stojąc tutaj, łatwo można zrozumieć, dlaczego Rio nazywa się najpiękniejszym miastem świata. Te słowa wydają się w tym miejscu oczywistością.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dziś lecę do Rio

Do Rio leciałem Latamem przez Sao Paulo. Na lotnisku pojawiłem się ponad dwie godziny przed czasem nosząc się z planem miło sobie spędzić czas oczekiwania na wylot w tutejszym loungu. Znowu byłem jakiś otumaniony, bo na lotach krajowych loungu nie mają więc z braku laku zostałem w wielkim pomieszczeniu z całą watahą rozwrzeszczanych brazylijskich bachorów i ich wyluzowanych rodziców stołujących się  wraz ze mną w sushi barze. Komunikaty na lotnisku wygłaszano wyłącznie po portugalsku więc na powrót musiałem być czujny, żeby nie przegapić swojego odlotu. Na całe szczęście znalazł się jeden mocno przypakowany łysy ABS za to poliglota, który ewidentnie szukał ze mną kontaktu, bo co wzmianka o naszym odlocie zaraz tłumaczył mi wszystko na angielski. Spotkaliśmy się potem jeszcze w przejściu w samolocie, życzył mi miłego lotu, ale niestety do Rio ze mną nie doleciał. W zastępstwie jego leciałem z całą południowoafrykańską reprezentacją rugbistów. Dostałem miejsce w środku między takimi dwoma po dwa metry, z dłońmi wielkości mojej twarzy i ciałami Herkulesa ociekającymi stuprocentowym testosteronem. Chłopcom dopisywał humor, przepychali się, targali, pokazywali sobie komórki i ile razy się między sobą poklepywali drżałem że jak mnie nawet tylko lekko trafią łokciem to mur-beton od razu zabiją.
Rio jest kultowe!

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Manaus

Nie wiem co mnie podkusiło żeby wieczorem wyjść samotnie na miasto i pójść coś zjeść. Ze względu na bezpieczeństwo nie kusiło mnie ruszyć wprost przed siebie by zagubić się w gąszczu ulic, byłem za nadto rozważny, myślałem raczej żeby udać się w stronę placu gdzie znajdował się Teatr Amazonas do dobrze znanej mi już knajpki. Wypacykowałem się, wziąłem zimny prysznic i dobrze znaną drogą ruszyłem w kierunku teatru. Było już ciemno, sklepy i kramy z towarami, które otwarte były w ciagu dnia teraz były zamknięte, nic nie wydawało się podobne, brakował mi punktów odniesienia to i się zgubiłem. W swoich mocno kolorowych butach Nike, eleganckiej koszuli i spodniach w ciemnych ulicach wyglądałem na kogoś kto prosi się o problem. W niektórych miejscach na chodniku rozkładali swoje legowiska bezdomni, cuchnęło od nich nieziemsko, wolałem iść środkiem ulicy żeby nikogo nie podeptać. Co jakiś czas napotykałem grupki młodych, często pół nagich, atletycznie zbudowanych mężczyzn bacznie mi się przyglądających. Gdyby któryś mnie wtedy zaciukał nigdy by mnie nie odnaleźli. W głowie słyszałem głos matki, że chyba mi rozum odjęło, oszalałem wychodzić samemu na ulice w obcym mieście w Brazylii. Plułem sobie w brodę, z powodu własnej głupoty. Po pół godzinie błądzenia mokrusieńki od potu trafiłem do hotelu. Nie byłem juz głodny ani spragniony wrażeń, odechciało mi się wszystkiego. 

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dzień nad Rio Negro

Dzisiaj wcześnie rano znowu przebyłem całą trasę od siebie do hotelu Tripicana skąd wyruszała nasza całodniowa wyprawa łodzią do zbiegu dwóch rzek Amazonki i Rio Negro a stamtąd do amazońskiej dżungli. Gdy Rio Negro łączy się z Solimoes, by dalej tworzyć szeroką Amazonkę, przez kilkanaście kilometrów w korycie płynie woda w dwóch kolorach – czarnym i kawowo – mlecznym. Tak jest w pobliżu Manaus brazylijskiego miasta. Rio Negro, nad którym leży Manaus, przypomina bardziej morze niż rzekę. Szerokość koryta sięga tu bowiem ośmiu kilometrów. Z okien samolotów widać białe plaże, a z brzegu obserwowałam ogromne statki przywożące różnego rodzaju towary.

Wilgoć, wysoka temperatura i insekty, towarzyszyły tej wyprawie, wycierając z czoła grube krople potu czułem jak zabijam całą zgraję latających robali rozmazując sobie po twarzy ich martwe ciała. Na szczęście podstawili nam małą motorową i szybką łódź, stąd ile razy tylko rozwijaliśmy znaczną prędkość delektowałem się przyjemnym wiatrem. 

Odpływamy od brzegu, po chwili zatrzymujemy się po środku koryta, przy jednej z wielu wodnych stacji paliw. Podbnych stacji nest tutaj cała masa. Wzdłuż brzegu migają dźwigi i ogromne porty przeładunkowe, dopiero z czasem wyłaniają się zielone drzewa i małe drewniane chatki. Wśród współtowarzyszy wycieczki głównie Brazylijczycy ale znalazła się też para Japończyków mieszkających w Brazylii, kobieta mówiła całkiem dobrze po portugalsku, angielsku i włosku przez co od razu załapaliśmy dobry kontakt. Jej cichy i zdystansowany mąż podczas zwiedzania lokalnych wiosek na wodzie robił za naszego osobistego fotografa. Za to nasz przewodnik czarny, wysoki tłuścioch zabawiał nas niesamowitymi opowieściami o dżungli, pokazywał blizny po ukąszeniach przez węże, ataku krokodyla, wskazał nam legowisko anakondy, którą nieostrożnie przywołał brodząc kijem w wodzie.

Każda tutejsza wioska wyglądała podobnie, kilka lichych domów wzniesionych na palach, ściany zbite z byle desek pomalowane na jaskrawy kolor, dom, kościół, bar, szkoła – wszystko według tego samego schematu. Po niedzielnej mszy wszyscy mieszkańcy udają się do baru na szklaneczkę. Ludzie żyją tu głównie z rybołówstwa, gastronomii i sprzedaży lokalnych pamiątek.

Jak na typowego turystę odwiedzającego tę część Brazylii zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcia z krokodylem, wężem i leniwcem…

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

W sercu Amazonii

Manaus z góry w nocy wygląda jak rozświetlona osada w środku czarnej dziury.

Mieliśmy pół godziny opoźnienia i bałem się że mój kierowca zniecierpliwi się i odjedzie. Na szczęście czekał na mnie i gdy tylko przeszedłem przez kontrolę paszportową i odebrałem bagaż ruszyliśmy w kierunku hotelu.

Mój hotel znajdował się w centrum Starego Miasta, żaden Sofitel, Radisson czy inny St Regis, znalazłem go na tripsdvisorze jako najbardziej rekomendowany hotel w tej części miasta. Nie wiem ile miał gwiazdek, może 3 ale widok śpiących na kartonach przed jego wejściem bezdomnych nie obiecywał nic dobrego. Niosłem torbę wprost nad ich ciałami uważając żeby nie zrzucić komuś 23 kilogramowego klocka na głowę.

Eco Suit był bardzo prosto urządzony ale rzeczywiście miał wszystko: duży pokój z oknem i sprawną klimatyzacją, lodówkę, sejf, wygodne duże łóżko, przestronną czystą łazienkę z prysznicem i gorącą wodą, na dodatek sprawnie działał internet a rano serwowali za darmo śniadanie. Położyłem się do łóżka ale nie zasnąłem od razu.

Brazylijski portugalski brzmi okropnie. O ile włoski, hiszpański czy francuski mają jakąś melodię to ten portugalski brzmi jak bełkot niedorozwiniętego niepotrafiącego się wysłowić tryglodyty, gorzej brzmi już chyba tylko szwajcarski niemiecki, na dźwięk którego włos mi się jeży.. O 7.30 rano miałem zbiórkę na wycieczkę po Manaus, przyjechał po mnie ten sam kierowca, pokazał miejsce z przodu auta i zabrał mnie w nieznane. Jechaliśmy dość długo, zabierając po drodze dwie inne pasażerki, nie wiedziałem co się działo ani dokąd jedziemy bo nikt z nich nie rozumiał ani po angielsku ani po włosku. Dopiero gdy dojechaliśmy do hotelu Tropicana okazało się, że to miejsce zbiórki skąd małym busem zabrano nas na właściwą wycieczkę.
Skwar i wilgotność były nie do zniesienia. Nie wiem jak można w ogóle funkcjonować w tak tropikalnym klimacie. Wszyscy ludzie których widziałem na ulicy byli mokrzy od potu, spoceni dotykali się wszyscy na lokalnym bazarze przechodząc wśród mocnej woni egzotycznych owoców i zapachu świeżo złowionych ryb porozkładanych na metalowych blatach. Smród, skwar, wilgoć, bród, lichość, szczerbaci ludzie prawdziwie egzotyczna mieszanka. Co kilka kroków zaczepiali mnie lokalni straganiarze, nic nie robili sobie nic z faktu, że ich nie rozumiałem, nie przestawali trajkotać nawet przez sekundę.

Manaus położone jest w centrum amazońskiej dżungli, 320 lat temu wzniesiono tutaj port, ale miasto zaczęło prosperować dopiero u schyłku 19. wieku, kiedy gwałtownie ożywił się handel kauczukiem, miasto zaczęło kwitnąć stając się ośrodkiem gospodarczo-kulturalnym. W środku dzikiej dżungli wznoszono pałace, luksusowe kasyna i burdele. Nawet elektryczność podobno zawitała tu szybciej niż w Londynie. Wszystko nagle się skończyło gdy Anglicy wywieźli nasiona kauczukowca na Cejlon a potem do Malezji, gdzie stworzyli konkurencyjne plantacje. Pałace i wytworne sale opustoszały a bardzo reprezentacyjny bydynek jednej z najświetniejszych oper zaczęła porastać dżungla.

Widok na port Manaus, zacumowane statki, barki, mniejsze i większe łodzie przypomniał mi pewną ilustrację z podręcznika do geografii szkoły podstawowej, to był ten obraz który spodziewałem się zobaczyć i wcale się nie rozczarowałem.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

24 godzinna Panama

Na jeden dzień wróciłem do Panamy. Początkowo trochę uprzedzony, bez przekonania, za to z niesamowitymi planami na wieczór, postanowiłem dać szansę temu miejscu. Napaliłem się tak mocno, że rano musiałem się odpalić. Z wieczorowych planów, igrzysk za pieniądze z lokalnym kolorytem, wyszło wielkie nic, za to nazajutrz poznałem Julio z Kolumbii, który przez kilka godzin woził mnie po mieście. Pojechaliśmy zobaczyć Kanał Panamski, muzeum Miraflores, kolonialne budynki w starej części miasta i przejechaliśmy się Couseway i muszę przyznać, że nie jest ta Panama taka najbrzydsza, niektóre części miasta mają swój niewątpliwy urok.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Do widzenia Aeropeurto Internacional Mariscal Sucre de Quito!

Recepcjonista z hotelu Casa Gardenia zamówił mi taksówkę na 12.30 choć mój lot był o 15. Nie protestowałem, bo w końcu pewnie wie lepiej ile zajmuje dojazd na lotnisko w sobotę. Trochę zacząłem się niecierpliwić kiedy kierowca zaczął się spóźniać z powodu korków. Te wąskie uliczki, często jednokierunkowe na starym mieście miały to do siebie, że szybko się blokowały i nie pomagała nawet interwencja policjantów drogowych stojących na każdym niemal skrzyżowaniu próbujących upłynnić ruch.

Samochód się nie zjawiał, utknął dwa bloki od hotelu, zaproponowałem żebyśmy nie czekali aż podjedzie pod hotel tylko podeszli w jego kierunku, będzie szybciej.

Na lotnisko pędziliśmy jak szaleni, ciągle zerkałem na zegarek bo Copa wymaga stawienia się na odprawie najpóźniej 90 minut przed odlotem. Wparowałem do hali odlotów spóźniony. Na dodatek zatrzymali mnie do kontroli zadając mnóstwo pytań o cel pobytu w Ekwadorze. Koleś drążył temat, ledwo klejąc zdania po angielsku a ja oczami wyobraźni widziałem już jak zamykają mi check-in. Uff udało, miły chłopak na odprawie przymknął oko na moje spóźnienie za co obdarowałem go najszczerszym uśmiechem na jaki potrafiłem się zdobyć. Przed kontrolą paszportową zatrzymano mnie ponownie, znowu musiałem pokazywać paszport, tłumaczyć się z pieczątek, celu pobytu w Quito, gdzie byłem i mieszkałem, w jakich krajach byłem i po co, kazano pokazać mi bilety i rezerwacje hotelowe. Odprawa paszportowa odbyła się już bez większych przeszkód za to gdy dotarłem pod wyznaczone wejście do samolotu i wygodnie rozsiadłem się w fotelu niespodziewanie wywołano moje nazwisko. To że je wyczytano nie wzbudziło mojej czujności. Miła pani z obsługi Copa Airlines poinformowała mnie, że mój bagaż został wybrany to szczegółowej kontroli. Poprosiła mnie żebym poczekał, bo zaraz ktoś tutaj po mnie przyjdzie. Razem z celnikiem zjechaliśmy gdzies na dół, może nawet do osobnego budynku, prowadzony wieloma korytarzami zszedłem do jakiegoś niewielkiego pokoju, w którym czekali na mnie policjanci i żołnierze. Rosły mundurowy z surowym wzrokiem spytał mnie, która torba jest moja. Poprosił żebym ją otworzył. Potem kawałek po kawałku sprawdzano mój bagaż. Zaglądali w skarpetki, wkładki do butów, sprawdzali zawartość tubki z pastą do zębów i buteleczki z płynem do soczewek, worek z brudną bielizną i etui na okulary, otworzyli nawet paczkę papierosów i wąchali jej zawartość. Potem zaczęło się obstukiwanie torby i szukanie drugiego dna albo ukrytej skrytki. Na koniec sprowadzono psa, który jeszcze wszystko obwąchał włącznie z moją teczką i kieszeniami u spodni a urzędnik rozpoczął na nowo tyradę pytań: dlaczego, jak długo, po co , do kiedy, gdzie, z kim. Choć nie miałem nic do ukrycie zestresowałem się całą sytuacją, chyba każdy by się na moim miejscu by tak zareagował. 15 minut później było już po wszystkim, odetchnąłem z prawdziwą ulgą, mogłem wrócić do hali odlotów bo właśnie ogłoszono boarding.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz