oaza na pustyni

Las Vegas, choć sztuczne, zatłoczone i bardzo komercyjne spodobało się nam głównie ze wzglądu na swoje atrakcje, niepowtarzalną liczbę świateł, kolorowych neonów i iluminacji oraz nocne życie. Ogólnie panuje tutaj straszny kicz i zbieranina: obok kopii renesansowych fresków, starożytnych rzeźb, posągów, cudów architektury przechadzają się brzuchaci turyści w klapkach, z hot dogami, lodami i piwem, albo geriatryczni starcy ledwo włóczący nogami albo siedzący w wózkach z butlami z tlenem, raz po raz zaglądając do drogich markowych sklepów, których sprzedawcy dla odmiany ubrani są bardzo elegancko. M za bardzo wczuł się w atmosferę butików i kąpiących bogactwem wnętrz hotelowych kasyn, bo defilował wyelegantowany i obrandowany jak na Włocha przystało. Ja nie dałem się ponieść czarowi tego miejsca, jak reszta tłumu nonszalancko paradowałem w znoszonym podkoszulku i przetartych spodniach, narażając się na uszczypliwe uwagi M, które skutecznie ignorowałem.

Pierwszą noc spędziliśmy w urządzonym w stylu weneckim hotelu Venetian, w apartamencie na 33. piętrze by nie mieć za daleko do sztucznie stworzonej kopii weneckich kanałów z gondolami, ale Bellaggio podobał mi się bardziej, bo w łazience mięliśmy saunę parową. Kiczowate było to wszystko, co tam stworzyli, ale na swój sposób jednak atrakcyjne. Na ulicach tłum i ścisk, nie mogliśmy się odpędzić od naganiaczy zachęcających do odwiedzenia nocnych klubów ze striptizem tudzież do skorzystania z usług agencji oferujących żeńskie lub męskie bunga-bunga.
Faceci na ulicach Vegas – pierwsza klasa – co krok było na kim zawiesić oko, atletyczni, zwykle mieszanki etniczne i zadbane zęby co stanowi typowy kontrast wobec np. modelowo szczerbatych mieszkańców Krakowa.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 5 Komentarzy

Priscille – Królowe Pustyni

Wynajętym samochodem pojechaliśmy do Arizony. Prawie 2 godziny zajęło nam wydostanie się z Vegas, bo gdy raz zgubiliśmy zjazd z autostrady okazało się że następny jest dopiero za 100 km.
Śmiechu co nie miara było przy pakowaniu naszych walizek. Skoro mogliśmy liczyć na słoneczną pogodę i malowniczą Route 66 zdecydowaliśmy się na eleganckie cabrio… z bardzo ograniczonym miejscem na bagaże. M zademonstrował prawdziwy popis akrobatyki byleby zmieścić wszystkie nasze walizki w bagażniku, a ja wcale mu nie pomagałem tylko stałem jak dupa nie mogąc przestać się śmiać.
Podróż do Grand Canyon National Park zajęła nam prawie 4 godziny, z krótkim postojem przy Tamie Hoovera. W Kanionie w nocy temperatury spadały do blisko zera stopni, co dla organizmu przywykłego do upałów w ciągu dnia, było nieprzyjemnym szokiem. Rano po śniadaniu pojechaliśmy prosto na małe, ukryte wśród drzew, lokalne lotnisko na spotkanie z naszym pilotem. M mocno zaaferowany perspektywą lotu nad kanionem trajkotał bez przerwy, kręcił się w fotelu nieustannie pstrykając zdjęcia aż do momentu, kiedy zaczęło silnie rzucać naszym helikopterem i biedny musiał sięgnąć po papierową torebkę przytwierdzoną do bocznej kieszeni fotela…
Przy kolacji w hotelowej restauracji rozmawialiśmy o nas, bardzo szczerze, bez przekłamań i niedomówień. Obaj zgodziliśmy się, że doszliśmy do etapu gdzie międzynarodowe pary muszą się określić i zdecydować co dalej: czy zostać w obcym kraju czy jechać gdzie indziej, czy może wracać, która ze stron skłonna jest na większy kompromis albo nawet poświecenie.
Nie odpowiedzieliśmy sobie wprost na wszystkie pytanie, ale myślę że wybór jest tylko pozornie trudny, bo obaj już zdecydowaliśmy – górę wzięły zdrowy rozsadek i zachowawczość.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

urodziny albo ostatnia wieczerza

Na urodzinową kolację M zaprosił mnie do Garego Danko gdzie stolik należy rezerwować z 6 tygodniowym wyprzedzeniem a za spełnienie wymagań najbardziej wymagającego klienta każą sobie słono płacić.
Wieczór zaczął się jednak mało odświętnie, bo od kłótni – po tym jak przy stole kilkakrotnie zwrócił mi uwagę i bez przerwy komentował siedzących obok nas gości. Nie byłem w humorze, więc sprowadziłem go na ziemię, co tylko jeszcze bardziej go obruszyło. Trochę za bardzo sobie dopieprzaliśmy tego wieczoru i żaden z nas nie miał zamiaru przestać, więc raz po raz na zmianę chłostaliśmy się słowami. Nie przejmowałem się gdy zwracał mi uwagę jak siedzę, że trzymam łokcie na stole, że masło nakładam nożem do tego nieprzeznaczonym, że mieszam gatunki win ale gdy przeniósł się na gości siedzących przy innych stolikach, nie ukrywając się przy tym specjalnie, licząc że i tak nikt go tutaj nie zrozumie, wytykając obcym ludziom braki w wychowaniu i obyciu które jego zdaniem uwłaczały temu miejscu, a potem jeszcze okraszając to swoimi pseudo wyrafinowanymi wywodami i mądrościami rodem z magazynu dla kobiet nie wytrzymałem i dość dosadnie mu przerwałem wypominając mu jego zdolności językowe, bo sam nie potrafiłby zamówić nawet szklanki wody.
Ludzie przychodzą do restauracji aby się zrelaksować, wyrwać się z domu, dobrze zjeść, wypić dobry alkohol, spędzić czas na randce albo w towarzystwie znajomych, przyjaciół a nie wyglądać, lansować się i przejmować się czy jedzą właściwym sztućcem.
…Nie wiem co się dzieje z moim M ale ostatnio zaczął traktować ludzi z góry, poczuł się nadto wyjątkowy i jakby częściej prowokuje podobne sytuacje, feruje opinie które zwykle puszczałem mimo uszu ale teraz reaguje alergicznie, przy każdej okazji karcę go bezlitośnie i wdaje się w (do niczego nie prowadzące?) dyskusje.
Większość książek, które przeczytałem pamiętam tylko z jednego zdania. Czasami wydaje mi się że nie jest to żaden przypadek i że autorzy piszą książki tylko po to, aby napisać to jedno, jedyne zdanie i by je mozolnie objaśnić treścią rozpostartą na kilkuset stronach. Ostatnio przeczytałem, że „człowiek to nie ciało. Tak jak muzyka nie jest z pianina. Ciało jest tylko instrumentem człowieka, ale nie jest człowiekiem. Bo nie po to jest się z kimś, żeby nam coś załatwił, żeby nam pomógł, coś zrobił. Nie taka jest idea miłości. Miłość jest po to, żebyśmy byli szczęśliwi. Ta miłość powinna uszczęśliwiać przede wszystkim tego, który kocha”. No właśnie coraz mniej tak czuje…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

bardzo leniwy dzień

Cały poranek spędziliśmy na Alcatraz. Promem popłynęliśmy na wyspę, na której teraz oprócz pozostałości dawnego więzienia można spotkać jedynie wysiadujące jaja różnej maści ptaki, które na dodatek srają gdzie popadnie.
Na Pier 39 zjedliśmy lunch oglądając przy tym wylegujące się za oknem lwy morskie, które stanowią jedną z atrakcji tego miejsca. Zapachy wydobywające się od nich nie zachęcają jednak do dłuższego biesiadowania.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

(zbyt?) surowo i kategorycznie o Ameryce

W Europie ludzie porozumiewają się między sobą w każdym języku. Tutaj czuje się jakbym miał do czynienia z półanalfabetami albo co najmniej osobami niedouczonymi. Ale to Ameryka. Wielu kończy niezłą szkołę, jedną z najlepszych w USA, mają niezłe mózgi, są pracowici, uczą się wszystkiego, co się im przekazuje i o wiele więcej, gdy uważają że przekazano jej zbyt mało.
Ale w Ameryce nikt nie motywuje ludzi do poznawania innych języków, ani rodzice, ani szkoły, ani uniwersytet, ani potrzeba ani bodziec wynikające z zewnętrznego świata, bo jeśli coś nie było przetłumaczone na angielski to znaczyło, że nie było i nie jest ważne. Skupiona na sobie, zarozumiała w swojej wielkości i sile, traktująca świat wokół jako opóźniony i nienadążający za postępem, Ameryka – chorobliwie amerykocentryczna.
I naród choć wywodzący się poprzez pradziadków w większości z Europy traktuje Stary Kontynent dokładnie tak jak traktuje się stare pożółkle zdjęcia z rodzinnych albumów, albo fotografie z wycieczki do skansenu.
Nie znoszę u Amerykanów, kiedy pozwala się im publicznie kajać, czy to na łamach gazety, czy w telewizji bo to bardzo naiwne w ich mentalności. Amerykanie uwielbiaja odupienie. Wystarczy, że jakiś łajdak publicznie się upokorzy, posypie głowę popiołem, będzie płakał, przeprosi, przyzna się do błędu, powie przy tym jakąś formułkę o niedoskonałości człowieka, o opętaniu przez diabła, o pragnieniu naprawienia krzywd i takie tam inne dyrdymały a zaraz stanie się jednym z nich. Amerykanie uwielbiają, gdy ktoś ważny, najlepiej ktoś z pierwszych stron gazet, jest dokładnie tak samo niedoskonały jak oni sami. Przez tę niedoskonałość staje się natychmiast godny przebaczenia.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 6 Komentarzy

moje idealne życie

Różnica między dawnym życiem a tym nowym sprawia, że doświadczam, częściej poczucia władzy i siły. Co rusz pojawia się wrażenie, że cały świat padł mi do stóp… Staram się wychwytywać kontrast między tym, co było a tym, co jest, bo często wywołuje on fałszywe przekonanie o własnej wielkości i nieomylności, wszystkie wydarzenia z życia interpretuje, jako potwierdzenie tego sukcesu i pompuje do granic możliwości moje ego. Za sprawą rodziców, wychowania, przyjaciół staram się pilnować i wkładam dużo wysiłku by nie umacniać przekonania o tzw. „własnej wspaniałości”, a co za tym idzie, postrzegania innych jako gorszych, mniej utalentowanych, mniej ważnych, amatorów, leni itd.
Jeszcze kilka lat temu obawiałem się, że moja zagraniczna przygoda sprawi, że samotność, do której nie jestem przyzwyczajony zacznie mi doskwierać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, że najsilniejsze przyjacielskie więzy się poluzują, że najdawniejszym, sprawdzonym znajomym i odwiecznym przyjaciołom rozmowa ze mną zacznie sprawiać kłopot, że poczuje że nagle stracili oni zdolność rozmowy bezinteresownej. Kilka tygodni temu we Wrocławiu, siedząc z przyjaciółmi w restauracji przestałem się bać tej myśli, nabrałem pewności, że nic się nie zmieniło, może tylko rozmawiamy na inne tematy, bo jesteśmy starsi.
Każdy człowiek na Ziemi szuka miłości. Generalnie wszystko się do tego sprowadza, żeby te sprawy mieć z głowy: kochać kogoś i być kochanym, i wtedy można zabrać się do życia. Wszystko jest temu niespełnieniu podporządkowane i męczy nas ono póki jesteśmy sami, niespełnieni, nie mamy tej drugiej połówki. Póki nie ma spełnienia duchowego całe życie jest na niby i mamy tego świadomość albo co najmniej podświadomość. Pojawienie się drugiego człowieka w życiu sprawia, że można się już nie spinać, nie udowadniać, nie grać, wejść w te relacje, będąc sobą.
Często rozgrzewam się gdzie indziej, pozadomowo, więc nie jest to związek idealny.
Osobiście najwygodniej byłoby dla mnie może osiągnąć tak silny duchowy kontakt, aby równocześnie móc pozostać parą ludzi absolutnie wolnych i nie być od siebie w żaden sposób zależny. Tak ze gdyby M zniknął niczego by to nie zmieniło, ponieważ ani ja nie byłbym zależny od jego fizycznej obecności, ani on od mojej.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | 1 komentarz

spacerując po mieście

Tego samego dnia po przylocie zabrałem go na spacer po centrum, pokazałem wyjątkowe miejsca, które sam bardzo lubiłem tutaj odwiedzać, przywołałem mnóstwem barwnych wspomnień.
Pracując kiedyś fizycznie za 8.50 za godzinę z zazdrością zdarzało mi się patrzeć na gości siedzących za szybą restauracji u szczytu Market Street. Gdy teraz zobaczyłem to miejsce na nowo zapragnąłem tam wejść, by wreszcie móc je doświadczyć. Całkowitą porażką okazało się inne „nieosiągalne” niegdyś miejsce w branżowej Castro – mega wielki porcje bardzo przeciętnych potraw o smaku soli i plastiku, gdzie koniak serwuje się jak coca cole, brakuje tylko lodu…
Castro zniechęciło go widokiem nagiego faceta, który masturbował się siedząc na leżaku przed jedną z kawiarni, podczas gdy ja jedyny komentarz jaki zdołałem z siebie wydobyć to, że facet miał małego. Widząc jego ogólne wzburzenie nagle zdałem sobie sprawę jak różne obaj mamy temperamenty.
Tak jak przeczuwałem San Francisco urzekło M do tego stopnia, że pod koniec pobytu wymykał się w pojedynkę byleby do końca móc upajać się atmosferą metropolii, odkrywając przy jednej z okazji że stare mediolańskie tramwaje wywieziono właśnie tutaj.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

urodziny

Od kilku lat, co o roku, niezmiennie w marcu i lipcu staramy się spędzać nasze urodziny wyjątkowo. Lato w Prowansji, wiosna w Madrycie, cesarski Wiedeń, historyczny Kraków, rodzinny Wrocław. Jak dotąd wszystkie pomysły okazywały się być strzałem w dziesiątkę… może oprócz roku, kiedy dokładnie w dniu urodzin M pokazywałem mu Auschwitz. M przy każdej okazji się z tego śmieje nie przestając jednak twierdzić, że i te urodziny pozostały na swój sposób niezapomniane.
Do stworzeniu wyjątkowego anturażu w tym roku przyczynił się Swiss przenosząc nas do 1. klasy w samolocie do San Francisco. Przejazd luksusową limuzyną wprost na do wejścia do samolotu, osobna Jedynym miastem zbliżonym charakterem do Europy jest San Francisco. Co w samo w sobie jest dziwne, ponieważ San Francisco jak żadne amerykańskie miasto przepełnione jest Chińczykami i innymi imigrantami z Azji. Pomimo tego jest europejskie poprzez atmosferę wolności, także seksualnej, większej niż gdzie indziej tolerancji i rozpowszechnionej akceptacji dla inności.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

…i po raz trzeci…

Dzisiejszą noc w Monachium spędziłem w Sofitelu w jednym najciekawiej urządzonym pokojów, w jakich kiedykolwiek spałem. Dwu piętrowy loft , urządzony z przepychem i luksusowym, nowoczesnym smakiem, naszpikowany elektroniką i najnowszymi rozwiązaniami , do tego gra świateł, telewizory plazmowe , zestaw surround.

Przystojny nieznajomy, który wpadł na wieczór by podtrzymać mi towarzystwa czuł się onieśmielony otaczającym go wnętrzem a ja przez cały okres doby hotelowej próbowałem rozwikłać zagadkę obsługi maszyny do espresso (mam teorię, że chyba była zepsuta) włączania światła w całym pokoju i zaciągania zasłon.
Postanowiłem sobie, że jedną z przyszłych notek chcę poświęcić swoim pozadomowym rozgrzewającym igrzyskom za pieniądze, które przywracają mi poczucie odwiecznego czasu cyklicznego, bo materiał mam niezły, spostrzeżeń mam cala masę, mogłaby powstać z tego całkiem niezła książka albo praca naukowa.
Stojąc przed lustrem oglądałem ślady na placach karku i pośladkach i nie mogłem mieć pretensji, bo sam się tego domagałem. Nie ma grzmocenia bez drapania, świetnie jest doprawić seks szczyptą bólu, drapaniem, ciągnięciem za włosy, pluciem, podczas gdy pewne dolne części ciała się mlaszczą. Lubię sobie poswawolić, być wulgarny, nie musieć liczyć się ze słowami i tylko kochankowie pozwalają mi na taką rozrzutność, bo przekleństwa to swoiste ‘’przyprawy’’ w chwilach namiętnej współpracy, ale ileż pikanterii, gdy drapieżny seks uprawia ze mną dyrektor banku…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 3 Komentarze

Monachium poraz drugi…

Pod względem zawodowym układa się nie najgorzej, wciąż głównie w podróży w tym tygodniu po raz kolejny z rzędu przyleciałem do Monachium.
Dziwne, ale ostatnio częściej jestem zatrzymywany przez celników, nagminnie spotyka mnie to na berlińskim Tegel, w Zurychu i teraz w Monachium. Choć zwykle podróżuję tylko z małą podręczną torbą na teleskopowych kółkach i z laptopem z tłumu przylatujących wyłapują jednak mnie i zadają te wszystkie rutynowe pytania: ile wwożę ze sobą gotówki, czy mam papierosy albo alkohol etc. Po tym jak zapłaciłem kiedyś 500 euro kary za niezadeklarowanie kupionej na Łotwie markowej marynarki stałem się bardziej ostrożny i nie wożę ze sobą niczego podejrzanego tak więc podczas kontroli tylko się uśmiecham.
Znajomi twierdzą, że albo za dobrze wyglądam, (czyt. szmugluję markowe ubrania) albo z wyglądu przypominam poszukiwanego terrorystę (czyt. mam mordę jak niewypał).

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 2 Komentarze