myśle o przeprowadzce

Na dworze jest zimno, ale to nic w porównaniu z temperatura -25 w Montrealu.
Zabieram same najcieplejsze ubrani i od paru dni od nowa próbuje nastawić się pozytywnie do tego wyjazdu.
Kilka dni temu obejrzałem film o katastrofie Swissair’a sprzed 11 lat i jakby emocje we mnie opadły.
Jeśli mi się spodoba to wrócę tam razem z M jak będzie cieplej a z czasem kto wie…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nadchodzą święta

Od kilku tygodni obaj staramy się jakby bardziej siebie słuchać zwłaszcza przy oglądaniu wystaw sklepowych pod kątem prezentów pod choinkę, w tym celu stworzyliśmy nasz własny system oceny i każdy z nas uważnie rejestruje liczbę powtarzanych bello. Jedno – ładne, ale nie dla mnie, podwójne – ładne i nie miałbym nic przeciwko gdybym to dostał, trzy następujące po sobie albo jedno wykrzyknięte belissimo oznacza bingo to jest to.
Ubraliśmy już choinkę, w stylu bawarsko odpustowym udekorowaliśmy ją niezliczoną ilością świątecznych ozdób przywiezionych z Norymbergii i Strasburga, pod którą wiecznie wyleguje się spasiony sierściuch, raz po raz tłukąc niechcąco którąś z bombek. Na szafkach nocnych znów pojawiły się porcelanowe figurki mikołajów, od których ręce brudzą się brokatem.
M jak dziadek babci nie może mi zapomnieć jak w zeszłym roku ogołociłem drzewko z lampek, które były w nie wmontowane na stałe. W domu pachnie świerkiem i orzechami w sprayu, w oknach świecą gwiazdy, pościel jest w bałwanki, rozbrzmiewają kolędy, M piecze ciasta – prawdziwie przesłodzony świąteczny obrazek w domu dwóch pedziów.
Odkąd mieszkamy razem dostrzegam jak bardzo z czasem zaczynamy upodabniać się do swoich rodziców i ile nawyków sam wyniosiłem z domu: obfite niedzielne śniadania, rytuał, który zapoczątkował mój tato a ja kontynuuje u siebie, dbanie o pełny barek, w którym zawsze znajduje się coś mocniejszego, planowanie urlopów z wyprzedzeniem, na które podobnie jak moi rodzice, wyjeżdżamy dwa razy do roku, poza tym nasze kłótnie, czyli głośne rozmowy i zwykle następujące po nich ciche dni.
M przynajmniej raz w miesiącu dostaje mandat za parkowanie bez ważnego biletu albo w niedozwolonym miejscu, zostawia zapalone świeczki wychodząc z mieszkania, nie tak dawno temu zdarzyło mu się nie zamknąć drzwi wyjściowych na klucz a ostatnio przypadkiem wjechał Lancią jakiejś kobiecie do ogrodu niszcząc przy tym ogrodzenie i zarysowując auto.

Kupiłem dziś kilo marchwi, bo M zrobi nam zupę mus marchewkowy. Powiększam się do rozmiarów piłki plażowej a M nie planuje przestać mnie dokarmiać. Marchewka w Szwajcarii nie ma smaku, chrupie, ale w ogóle nie pachnie i nie brudzi rąk na pomarańczowo. W Szwajcarii warzywa i owoce są sztucznie modyfikowane, marchewka nie smakuje jak powinna, rzodkiewka nie piecze, truskawki nie są słodkie.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Mission impossible

Odpowiedzialne stanowisko, współpraca z dostawcami i oddziałami, globalny zasięg firmy, dla rodziny i znajomych jestem kimś z innej bajki, bo pracuje zagranica, w centrali, praca przynosi mi satysfakcje i jest dla mnie wyzwaniem, wiąże się z ciągłymi wyjazdami i spotkaniami z ważniakami.
Zwykły początek dnia, przeglądanie listy spraw, telekonferencji i maili, cisza, skupienie, kubek kawy, croissant w dłoni, pomału organizuje swój dzień:
Do you have any influence at Bellevue?
My daughter left her pooh bear and a pink and white blanket with her name on it at the hotel. We are sure they have ended up in laundry as left on her bed. If you know anyone would appreciate a follow up – Cheers

Początkowo zdziwienie i niedowierzanie, przez chwile myślałem, że może to spam, ale jednak nie, potem złość, że M w ogóle zawraca mi głowę czymś takim, po chwili przebiega inna myśl, która wywołuje banana na twarzy, który nie schodzi przez reszte dnia.
Najpierw telefon do M, tonem pełnym powagi, empatii zapewnienie go o pełnym zaangażowaniu w odnalezieniu zguby, zostawiam bezpośredni numer mojej komórki – gorącej linii, pod którym w każdej chwili może uzyskać informacje o statusie poszukiwań, dopytuje czy interesuje go szczegółowy action plan i słyszę jak koleżanka siedząca obok zanosi się śmiechem szukając chusteczki by wytrzeć łzy. Potem mail do dyrektora hotelu w sprawie zaginionego misia Puchatka, z trudem przychodzi mi tłumić śmiech gdy rozmawiam z nim przez telefon tworząc wymyśloną na poczekaniu historię o powadze sytuacji, randze gościa i jak bardzo zależy mi na odnalezieniu pluszaka.
Miś się znajduje. Hotel chce odesłać go kurierem, ale proponuje zgłosić się po niego osobiście by pierwszym porannym lotem mógł wrócić do Anglii. Wcześniej upewniłem się czy miś powinien mieć specjalnie wykupione miejsce w klasie biznes czy wystarczy jak poleci z kimś w walizce.
M nie kryje radości, gdy dostaje ode mnie wiadomość sms.
Po kilku dniach na moim biurku pojawia się imponująco wyglądająca butelka nowozelandzkiej wódki.
Zamiast demonizować szefostwo warto czasem zbadać uparte dążenie ludzi do doskonałości w tonacji serio, pytając zarazem, jak wielkiego poświęcenia to wymaga.
A znajomi niech dalej sobie wyobrażają swoje…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

idą święta

Zimno się zrobiło, na dworze mróz i ciągle jakby trwała noc, wcześnie wychodzę do pracy i późno kończę – stąd to wrażenie. Razem z M prześcigamy się w pomysłach na świąteczne prezenty, choć wiem, że nie chodzi wcale o ilość, ale nie potrafię się powstrzymać, gdy widzę coś, co na pewno spodobałoby się M.
Po ostatniej mojej akcji z kupowaniem biletów na Zanzibar na 10 miesięcy przed wyjazdem musiałem obiecać już nigdy tego nie zrobić. M uważa mnie za zdrowo walniętego pod względem planowania, więc dałem mu słowo, które dzielnie dotrzymywałem, ale tylko do wczoraj dopóki Swiss nie opublikował nowych taryf na loty do Miami i nie było zmiłuj się.
Żeby nie psuć świątecznego nastroju na wszelki wypadek oszczędnie gospodaruję prawdą i nic mu nie wspominam o wakacyjnych planach pod koniec 2010 roku, ale powoli za jego plecami zaczynam się rozglądać. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

truskawki w czekoladzie w Norymberdze

Na zewnątrz zrobiło się zimno i byle jako, ale niezrażeni tym spędziliśmy weekend poza domem. W całej Europie na dobre rozpoczęły się świąteczne jarmarki, Paolo i Fabienne odrzucili propozycje wyjazdu do Colmar, wobec tego sami, tylko we dwoje polecieliśmy do Bawarii. R pomogła mi zarezerwowaniu pokoju w Meridien, więc zatrzymaliśmy się w samiuteńkim centrum.
Jako Polak podczas zimy zazdroszczę Francuzom i Niemcom Weihnachtsmarktow.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem je w Alzacji wrażenia trudno było opisać. Końcówka listopada, pada śnieg, typowe polskie miasto staje się szarym smutnym miejscem, pełnym popsutych albo nadszarpniętych czasem neonów, z wywieszonymi na wystawach kartkami ”Wesołych Świąt” i wciśniętym gdzieś pomiędzy plastikowym Jezuskiem. Tutaj już w listopadzie na każdym większym placyku stawia się kramy i wielkie choinki z lampkami.
Świąteczne jarmarki to przede wszystkim niesamowita atmosfera -niby w listopadzie i grudniu szybko zapada noc, a ludzie spieszą się do domów, ale bożonarodzeniowy targ mieni się tysiącem świateł, a między budkami przeciska się tłum: jest gwarno, ciepło, przyjemnie, lekko odpustowo, w powietrzu unosi się zapach goździków i cynamonu, które dodaje się do Gluehwein – grzanego wina, obowiązkowego elementu Weihnachtsmarktu. Przechadzając się między straganami, gdzie sprzedawano kiełbaski, czekoladowe kalendarze adwentowe, całe tony ozdób choinkowych i olbrzymie pierniki myślałem sobie, czy w Polsce wesoły i kolorowy targ byłby do przyjęcia, bo adwent wcale nie musi byś smutny i szary.
Tour de shops przekonał nas, że pod względem zakupowym lepiej pojechać gdzie indziej. W ścisłym centrum przeważał szmatoland w stylu H&M, C&A i Esprit a w dużych centrach handlowych głównie Hugo Boss – lepszy gatunkowo, ale zachowawczy i mało finezyjny. Na ulicach matki Niemki, z kolorowym fiu bździu na głowie, w dekatyzowanych spodniach z obfitym haftem, znad których wylewał się plaster sadła, mahoń podsmażany na solarce. Dookoła biegające zezowate dzieci z tępą twarzą po matce na widok, których aż chciało się zawołać a żebyś się przewróciło na pysk, a jak to coś otworzyło buzie to mieliśmy wrażenie, że pracuje nad jakąś nową formą logiki albo koduje tajne przesłanie do centrali.
Dla siebie odkryłem truskawki na patyku polane czekoladą i prosecco z sokiem pomarańczowym na śniadanie.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

welcome back to California

Koleżanka z biura zdecydowała się na powrót do Kalifornii – jak sama stwierdziła przez 2,5 roku nie było jej dane przywyknąć to szwajcarskiej bezpłciowości, reguł i nudnego życia stolicy – za bardzo rozpierała ją energia.
Od kilku lat intensywnie udzielała się charytatywnie organizując fundusze na pomoc ludziom z wioski gdzieś w głębi Peru skąd sama pochodziła. Co roku odwiedzała to miejsce a potem zadawala nam fotograficzne relacje ze swoich pobytów.
W tym roku wybrała się także do Afryki, gdzie wraz ze swoją partnerką pomagały ludziom z dotkniętych wojną domowa terenów Kongo.
W swój ostatni dzień w biurze zaprosiła nas na lunch podczas którego opowiadała nam o swojej ostatniej wyprawie i o tym co udało się jej osiągnąć. Wśród wielu fotografii widać biedę i zacofanie tego kraju, to jedne z tych miejsc gdzie jest jeszcze wiele do zrobienia pod każdym względem… Wszyscy w skupieniu słuchali jej opowieści o pracy charatatywnej, racząc się lampką Moet (min. 70 USD butelka!) – nie wiem ilu zdawało sobie sprawę z niestosowności tego zachowania…
Na jednej z fotografii widać ją stojącą na tle dużego auta terenowego, obok kilku mężczyzn – jak się okazało kierowcy, przewodnika i dwóch ochroniarzy eskortujących jej wyprawę.
Wynajęcie przewodników i ochrony było absolutną koniecznością w tym kraju.
Pam siedząca obok mnie szepnęła mi do ucha, że i ja powinienem się tam wybrać, bo zdaję się lubić dreszczyk emocji w krajach które przeciętni turyści omijają szerokim lukiem, a Czarna Afryka na pewno do takich miejsc się zalicza.
Wspomniałem jej o Tanzanii i o tym że także wynajmowałem auto, prywatnego przewodnika i kierowcę…
Tak było tam niebezpiecznie? – zapytała zaniepokojona – Nie, tak tanio – odparłem

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Stambuł

130-136

W Stambule odbyłem się swój pierwszy lot śmigłowcem i czułem się jakbym latał w pudełku.
Jedyne co zapamiętałem to to, że wiatr generalnie nie sprzyja lotom, zwłaszcza o pełnym żołądku, że w środku jest mało miejsca; dziwne uczucie przy pionowym starcie, lot wstecz i bezruchowe zawieszenie na wysokości. Nie boję się latania ale poruszając się tą latającą maszynką do mięsa wcale nie czułem się jak koronowana głowa.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

z autopsji

Czym różni się turecki eskort od eskorta z Europy?
Turek liczy pieniądze i pyta się czy może już sobie iść.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

powrót do Orientu

Podczas tegorocznego Business Travel Show w Londynie dowiedziałem się ze Tureckie Linie Lotnicze należą do jednych z najlepiej rozwijających się linii lotniczych w Europie, są doceniani nie tylko za sposób podejścia do pasażera, ale także jako uznany przewoźnik, który w najlepszy sposób eksploatuje swoje samoloty.
Lecąc po raz kolejny w tym roku do Stambułu postanowiłem przekonać się o tym osobiście, zwłaszcza że lokalny Swiss oferował niebotycznie droższe bilety a mnie przestało zależeć na zbieraniu mil bo na status HON Circle Member nie mam raczej szans.
Gdy mój budżet przeznaczony na ten wyjazd przestał być sprawą problematyczną i okazał się bardziej elastyczny niż zakładano, na jakąkolwiek zmianę było już za późno – dlatego w ramach poprawiania sobie samopoczucia poleciałem tureckim biznesem.
W biurze spiąłem się by wcześniej tego dnia skończyć, dojechać do Zurychu i gdy dzierżyłem już dzielnie swój bilet w dłoni, w kolejce do rękawa samolotu okazało się, że samolot ma ponad 1, 5 godziny opóźnienia. Wróciłem więc do lounge’u, odpaliłem służbowego laptopa i wziąłem się do czytania maili od wiecznie niezadowolonych pracowników, którzy jak zwykle mieli swój sposób postrzegania spraw i żądali interwencji i wyjaśnień, bo ich zdaniem działa im się niespotykana krzywda a żeby zagłuszyć ewentualne niekontrolowane odgłosy emocji i nie psuć sobie do końca humoru, regularnie uzupełniałem poziom płynów w organizmie wlewając w siebie kolejne lampki prosecco.

Obserwując Turków widać, jaki to piękny i postawny naród, wszyscy kruczo czarni, śniadzi może czasem lekko zaniedbani, ale za to charakterystycznie pstrokato-kolorowo ubrani w lokalne podróby markowych ciuchów. Wyjątkowo prezentował się maitre de cabin, który w moim mniemaniu (albo tylko za sprawą prosecco zmieszanym potem z szampanem) pozbawiony był wszelkich niedoskonałości i z trudem przychodziło mi odwracać od niego wzrok. Przeżuwając kolejne kęsy krewetek ćwiczyłem wyobraźnię przechodząc w myślach przez kolejne fazy erotycznych fantazji na wyjątkowo szerokich fotelach w naszym samolocie w roli głównej. Gdy dolecieliśmy było po 23, po mimo późnej pory kolejka do kontroli paszportowej ciągnęła się w nieskończoność. Dla pasażerów klasy business stworzono fast track, który zredukował wątpliwą przyjemność czekania do zaledwie kilku minut.
Lubię pobyty w Turcji, bo wyjątkowo odnajduje się w tym kraju, jest tu tyle atrakcji, że nawet gdy przyjeżdżam sam, to zawsze wracam z bogatym bagażem pozytywnych doświadczeń.
Nie bez znaczenia pozostaje subtelny acz istotny fakt w Stambule o 1 w nocy bez problemu można zawrzeć nieskomplikowaną znajomość z pełnym wachlarzem usług, z dostawą do pokoju i bez pakietu moralnego. Szampan zdążył wyparować, ból głowy minął, zgrzany i wymęczony intensywnym wysiłkiem zasnąłem niczym niemowlę, gdy tylko głowa dotknęła poduszki.
Rano obudziło mnie mocne słońce wpadające do pokoju przez szerokie, panoramiczne okno. Taki niepowtarzalny widok jest tylko tutaj – usiadłem na sofie i przez kilka minut napawałem się panoramą Bosforu obserwowaną zza okna, ciesząc się że znowu mogę tu być. Nic nie było wstanie potem popsuć mi porannego nastroju, zignorowałem nawet porozrzucane po pokoju ślady nocnej wizyty ”bliskiego nieznajomego”.

Wychodząc z hotelu kilkakrotnie przypomniał mi się Teheran: patrząc na liczne kobiety w czadorach, sposób prowadzenia aut przez lokalnych kierowców, ilość meczetów przypadających na dzielnice mieszkalną, pamiątki sprzedawane na bazarach, (za które w Iranie jak się okazało przepłaciłem 10krotnie), lokalne smakołyki oferowane w ulicznych kramach na chodniku, przyrodę, klimat i wsłuchując się w typowe odgłosy ulicy – jakby wszystko przypominało obrazy zapamiętane z Persji.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 868

K w grudniu rodzi i nie wróci do pracy przed końcem kwietnia. V rozgląda się za nową pracą bo dwie baby szefowe dają jej mocno popalić co wpędza ją w nerwicę. Uświadomiłem sobie że gdy odejdą, zostanę w firmie sam – tylko one dwie są mi naprawdę bliskie.
Ostatnio gdy V po raz kolejny zaczęła rozwodzić się o potrzebie poszukania nowego zajęcia pomyślałem o M. bo przecież mógłbym w marcu złożyć wypowiedzenie, wrócić do Polski, z czystym kontem, bez kredytu, z oszczędnościami i całym zdobytym doświadczeniem. Zastanawiam się czasem jak mogłoby wyglądać moje życie w Szwajcarii gdybym nigdy go nie spotkał, jak inaczej mogłoby się wtedy potoczyć moje życie na emigracji. Z niedowierzaniem patrzę na swoją koleżankę, która co weekend pokonuje setki kilometrów by spędzić czas z rodziną – nie wiem czy sam potrafiłbym się na coś takiego zdecydować.
To musi być trudne żyć w zawieszeniu między dwoma krajami, ten odwieczny dylemat emigranta czy jest się wciąż tylko na wyjeździe czy stało się już emigrantem.
Z emigracją jest tak, że przychodzi czas, kiedy musisz zdecydować – albo zostajesz i układasz sobie życie tam, albo pakujesz się i wracasz, by budować życie w kraju. Nie da się żyć tak na pół, wiecznie wynajmowanym mieszkaniu, gdzie nic nie jest twoje, prócz kilku ciuchów.
To że mam w Polsce dom, mieszkanie, rodziców i przyjaciół daje mi pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa bo mam do czego i kogo wracać, ale musze coś postanowić i przestać się w końcu miotać.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | 1 komentarz