Zanzibar – dzień 4

Wyłaniający się zza linii horyzontu Port Stonetown na Zanzibarze, turkusowe morze i słońce wyglądały bajecznie pięknie – tak zrelacjonował mi to M podczas gdy walczyłem z atakami choroby morskiej, która dopadła mnie na promie. Fairmont Hotel to prawdziwa oaza luksusu na wyspie, nasz bungalow z widokiem na ogród na powitanie został przemieniony na domek bezpośrednio przy plaży a śniadania i obiadokolacje w pakiet all inclusive.

Wspomnienie z pierwszego dnia – śniadanie na tarasie przy plaży i widok zapierającym dech: bajkowa sceneria, piasek nienaturalnie biały i drobny jak mąka, rosnące palmy, szum fal, bezkres plaży, turkus morza…i uczucie błogości. A na koniec dnia zawsze wyczekiwane zachody słońca jak na kiczowatych pocztówkach.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam – dzień 3

Przemieszczając się po Tanzanii w klimatyzowanym aucie z kierowca nie doświadczyłem prawdziwej Afryki, ale wcale nie czułem jakbym coś tracił. Nie świadczy to najlepiej o mnie ale prawda jest taka, że na biedę wole patrzeć z dystansu. Odrapane budynki, szmaty wiszące na odstających zewsząd częściach elewacji, kablach i drutach, a pomiędzy tym wszystkim brudne dzieci i ich rodzice.

Gdy dotarliśmy do portu ucieszyłem się ze do zorganizowania transportu wynająłem lokalnego przewodnika: dzikie tłumy, krzyki, przepychanie się byłyby ciężkie do opanowania. Ledwo udało się nam przecisnąć przez cale tłumy sprzedawców i naciągaczy. M przez cały czas nie spuszczał oka z naszych bagaży. Na pokładzie promu klasy ekonomicznej roztaczał się charakterystyczny zapaszek potu i gorąca, niektórzy pasażerowie podróżowali z żywym drobiem tudzież innym żywym inwentarzem. Jakiś dwóch facetów próbowało wyciągnąć ode mnie 20 dolarów za opłaty portowe. Temu jednemu dałbym nawet 100 gdybyśmy się odpowiednio dogadali…

Afryka jest slumsem, gettem, polem bitwy i miejscem umierania. Jedyne, co tu dobrze się rozwija to robaki i insekty, przenoszące choroby. Afryka coraz bardziej się cofa…

133-11

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam – dzień 2

Movenpick Royal Palm zapewnił wszystko czego potrzebowaliśmy by poczuć uroki wakacji. Duże  ze smakiem urządzone, przestronne i klimatyzowane pokoje, basen, dostęp do executive launge który jak się później okazało serwował jedynie znośną dla Europejczyka kawę espresso…
Dostaliśmy pokój na ostatnim 7. piętrze z widokiem na ogród, pole golfowe i ocean. Śniadania były wykwintne i M kilka razy podchodził napełnić sobie talerz, ale nie to intrygowało mnie najbardziej, nie sposób było przestać gapić się na niektórych gości: w butach z krokodylej skory albo węża, obwieszonych zlotem i czarnych jak smoła.
Ludzi których spotykałem potem na ulicach byli inni: brudni, w znoszonych brudnych ubraniach, rozczłapanych sandałach lub bez obuwia, z widocznym brakiem w uzębieniu, zaniedbanych, cuchnących potem, zniszczonych przez biedę i bezlitosne słońce.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam – dzień 1

Podczas międzylądowania w Nairobi przez okno samolotu zobaczyłem baobaby i sawannę i wtedy poczułem ze jestem na Czarnym Lądzie. Na kontroli paszportowej na lotnisku w Dar zabrali nam paszporty i jeden urzędnik obsługiwał wszystkich przybywających tym rejsem turystów. Pozostałe 8 okienek choć otwarte nie obsługiwały nikogo. Nas przewodnik czekał na nas zaraz po wyjściu z terminalu przylotów.
Ulice Dar nocą są puste i ciemne, rzadko widać uliczne lampy albo oświetlony budynek, brakuje widoków tak charakterystycznych dla większości miast. Szaro, ciemno, buro, ludzie przemieszczający się nieoświetlonymi rowerami, ryzykujący wypadkiem na zmianę pojawiają się i znikają w ciemnościach, jakiś człowiek oddaje mocz wprost na ulice pełną rozpędzonych aut – karibu in Tanzania.

133-10

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam i Zanzibar – dzień 1

Przed wyjazdem postanowiliśmy spróbować przebukować nasze bilety do klasy biznes. M bardzo się ten pomysł spodobał i nie omieszkał zawczasu poinformować wszystkich naszych znajomych w jak komfortowych warunkach przyjdzie mu podróżować do Afryki Wschodniej. Ostatniego dnia w pracy skupiłem się na zamykaniu najważniejszych spraw i przygotowywaniu się na swój powrót. Pierwszego dnia po urlopie miałem lecieć poprowadzić szkolenia w Skandynawii. W biurze w Bernie miałem pojawić się dopiero za 3 tygodnie i wyjątkowo upajałem się tą myślą.
Pierwszy raz przed wyjazdem na urlop zdołałem zmierzyć się ze wszystkimi sprawami, pierwszy raz wychodząc pod koniec dnia z biura nie uciekałem cichaczem, nie skradałem się ukradkiem byleby nikogo nie spotkać w obawie że ktoś niespodziewanie poruszy niewygodny dla mnie temat. Renate i Joe zaproponowali spotkać się w Pradze pod koniec października – Joe przylatuje z San Francisco i byłaby okazja się poznać. Odległość i brak bezpośrednich kontaktów z moimi współpracownikami i przełożonym zaczynają dawać mi we znaki. Kristi niekoniecznie ma ochotę przylecieć do Szwajcarii a na moje wyjazdy do San Jose nie ma pieniędzy bo jest freeze. Czasami takie podejście do sprawy całkiem mi odpowiada bo mam wolną rękę i robię to na co tylko przychodzi mi ochota. Jestem w Europie sam, praktycznie pozostawiony bez kontroli. Kilka osób napomknęło mi że to trochę dziwne że nikt ze Stanów nie fatyguje się choć raz w roku spotkać się ze mną ale mnie przestało to dziwić już dawno. Mając do wyboru wyjazd do centrali do Stanów i wyjazdy do oddziałów w Europie raczej wybieram to drugie. Może uda mi się przekonać Kristi do projektów w Azji wówczas zacznę odwiedzać Singapur, Szanghaj i Tokio. Pomarzyć zawsze można…
Z jednej strony zostałem pozostawiony sam sobie i nic tylko się cieszyć, z drugiej przychodzi moment że nie mogę polecieć do takiej Pragi żeby spotkać się z kolega z którym od roku co regularnie rozmawiam przez telefon – uroki korporacji.
Swiss początkowo wpisał nas na listę oczekujących na upgrade do biznesu a dopiero przy odprawie zapewnili nas że podróż odbędziemy w bardziej komfortowych warunkach. M rozpierała duma, nieprzerwanie namiętnie wysyłał smsy do znajomych na zmianę z testując elektroniczne gadżety umieszczone w fotelu lotniczym co wywołało we mnie kpiąco drwiącą radość bo bez względu ile razy naciśnie się przycisk fotel złoży i rozłoży się tam samo…Lampką szampana rozpoczęliśmy lot do Dar es Salam.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 816

Wracając dziś do domu pamiętałem o tym by zrobić pranie. M wracał wieczorem z Bari a za 2 dni lecimy na Zanzibar.
Wróciłem trochę zmęczony dlatego wstawiłem pranie a potem położyłem się na chwile na łóżku i nawet nie wiem kiedy usnąłem. Obudziłem się grubo po 22. Wcisnąłem na siebie byle jaka bluzę od dresu, klapki i zbiegłem na dół do suszarni. Wracając na gore obie ręce miałem zajęte praniem i koszem na bieliznę i jak na złość właśnie wtedy zgasło światło na korytarzu. Nie widziałem włączników i balem się stracić równowagę wiec ostrożnie wspinałem się dalej. Gdy byłem już na swoim piętrze energicznie chwyciłem za klamkę u drzwi i wszedłem do przedpokoju sąsiada…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Malta – dzień 3

Malta jest bardzo klimatyczna, potwornie gorąca i sucha, ale pozbawiona przytłaczającej komercji. W ciągu dnia na zmianę prażyliśmy się w słońcu na basenie albo jeździliśmy po
wyspie. Było potwornie gorąco, ale nie zrażaliśmy się tym, słońce i domy z
żółtego piaskowca to to czym urzekła mnie wyspa. Pobyt upewnił mnie, że warto
tam wrócić na dłużej.

Co jak co ale K stanęła na wysokości zadania i zachowała zimna krew prawie do końca.
Dzielnie zniosła cały dzień bez swoich rzeczy a kupienie nowych zajęło jej dosłownie chwile.

Leżąc w łóżku mając zamknięte oczy przy zgaszonym świetle, gdy w pokoju panuje już
tylko mrok a z oddali dochodzą dźwięki znanej mi piosenki próbuję sobie wyobrażać że znowu jestem w swoim mieszkaniu we Wrocławiu. W myślach próbuje
przypomnieć sobie układ mebli i dobrze znanych przedmiotów.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Malta – dzien 1

Samolot z Londynu miał ponad godzinę opóźnienia. Gdyby nie dodatkowo opóźniony wylot na Maltę byłyby nici z wyjazdu.

K zadzwoniła do mnie przejęta, gdy tylko jej samolot dotknął płyty lotniska w Zurychu. Gdy zaczęli nasz boarding snułem w myślach sposoby by jak najdłużej go przedłużyć by K zdążyła do mnie dobiec.

Udało się – za wyjątkiem jej bagażu, który przyleciał za nami dopiero w niedziele. Przy okienku lost and found zamachałem karta Senatora a Air Malta zgodziła się pokryć koszty najpotrzebniejszych zakupów.

Pierwszy wieczór był jak w Harlequinie : taksówka z lotniska, elegancki hotel w centrum, upgrade do ambassador suit, schłodzony moet chandon na olbrzymim tarasie z widokiem na port i morze, puch, piana, czysty luksus żadnych trosk i zmartwień tylko relaks, dobra zabawa i temperatura nawet wieczorem nie spadająca poniżej 30 stopni.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 771

K po odważnej decyzji wyjechania zagranice w poszukiwaniu innego życia oraz mocnych wrażeń znalazła miejsce, które okazało się punktem zwrotnym w jej karierze. Z malej nic nieznaczącej brytyjskiej firmy, ze stanowiska poniżej zawodowych kwalifikacji przeniosła się do fundacji Billa i Melindy Gates’ow. W pierwszym tygodniu pracy od razu poleci na 2 tygodnie do Stanów.
Nim na dobre tam zacznie spędzimy kilka dni razem na Malcie by móc wreszcie dowoli się nagadać bo seanse przez telefon nawet te najdłuższe na niewiele się zdają i w ogóle to nie to samo co real.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Hamburg

Nie chciał żeby odbyło się to z byle kim i byle gdzie, zależało by mu się podobał, był muskularny, czarny jak smoła i pełen wrodzonego, pochodzącego prosto z sawanny, afrykańskiego ciepła. Za taką okazję był skłonny zapłacić, ale znalezienie odpowiedniego (nieodbiegającego od stereotypu) kandydata nie było zadaniem najprostszym. Przypadek sprawił że w Hamburgu znalazł się pewien Nowojorczyk. Na ten jeden jedyny wieczór wynajął pokój w Meridien z widokiem na przystań i żaglówki. Nie czuł żadnych wyrzutów, że robił coś niewłaściwego czy gorszącego, bez oporów ściągnął przed nim spodnie, w głębi siebie czuł spełnienie i radość i na długo zapamiętał ten specyficzny zapach i smak.

it’s hard to be tender
it’s hard to stay open
when you’re dizzy with anger
and your dreams have been broken
now, years have come and gone
I find the strength to carry on
but the blood that ran so fast and warm
has grown colder
now, my heart has turned to ice
is it just the price of growing older?
it’s hard to be tender

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz