przygód ciąg dalszy

W Isfahanie korzystając z wolnego popołudnia wybraliśmy się na lokalny bazar. Wśród na w pół zakrytych, jednakowo na ciemno ubranych Irańczyków, w moim kolorowym polo wyglądem jak przybysz z innej planety. Podobnie mój brat w swojej jaskrawo niebieskiej koszulce. Spacerując po suku kilka razy byliśmy zaczepiani czy aby się nie zgubiliśmy.

Uradowani uwagą, jaką niechcąco na siebie ściągaliśmy wróciliśmy pieszo do hotelu. Przed wejściem zobaczyliśmy masę kamer, światła reflektorów i ogólne zamieszanie. Cichaczem przemknęliśmy się pomiędzy tłumem ludzi gapiów, ostrożnie omijając niechlujnie porozrzucane plątaniny kabli, byle dostać się do hotelowej windy. W pewnym momencie zaczepił nas jakiś chłopak prosząc nas czy moglibyśmy wrócić do drzwi. Nie wiedziałem, co zrobiliśmy nie tak, ale nie chciałem dyskutować więc posłusznie cofnęliśmy się do drzwi wejściowych gorączkowo tłumacząc się, że jesteśmy gośćmi hotelu. Nasze zakłopotanie nie przeszło niezauważone, po chwili do rozmowy wtrącił się jeszcze jeden kruczoczarny facet z ekipy filmowej: – kręcimy reklamę hotelu i potrzebujemy zagranicznie wyglądających statystów. Na naszych twarzach pojawiło się wyraźne rozbawienie. Przeszliśmy się korytarzem jeszcze trzykrotnie żeby całe ujęcie wyszło dobrze… Na koniec sceny otrzymaliśmy gromkie brawa.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Ocalić od zapomnienia

Wyjeżdżając do Iranu nie można tak po prostu zarezerwować hotelu przez internet, wykupić wycieczek jednodniowych, kupić wizy na granicy czy wyjechać z plecakiem i organizować pobytu na miejscu. O wszytko to trzeba zadbać przed wyjazdem, bo tylko autoryzowane biura podróże posiadające akredytacje Irańskiego MSZ gwarantują zwiedzanie tego kraju. Pamiętam jak negocjowałem z biurem, w jakich hotelach chcemy spać, 2-3 czy 4-5 gwiazdkowych. Nie orientowałem się wtedy, co oznacza standard 2 czy 5 gwiazdek. Miła pani napisała mi, że hotele 5 gwiazdkowe to Hilton Sheraton czy Hyatt. Zdecydowaliśmy się na tą wersję, choć wiedziałem, że w zamkniętym dla Zachodu kraju objętym embargiem nie ma mowy o tych hotelowych sieciach. Choć wszystko mieliśmy z góry opłacone (nawet posiłki, bo o płaceniu kartą czy wypłatach z bankomatów można zapomnieć) ukryłem 2000 dolarów na wypadek gdybyśmy musieli np. kupić nowe bilety na powrót. Mijaliśmy później te sieciowe hotele, Hilton nazywał się teraz Persian Esteghlal International. Przewodnik operował tą nazwą, bo hotel Hiltonem był… ale przed rewolucją.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Shiraz

Szary, płaski, bez wdzięku na męczącej piekielnie upalnej ziemi. Zdawałoby się że w tym morderczym klimacie nic nie powinno sprzyjać refleksji i kontemplacji a jednak jest to kraj religijnej żarliwości, zaciekłej ortodoksji, mistyki i wojującej wiary. Są tu największe meczety i największe seminaria duchowne, tu spory prowadzą znawcy Koranu i strażnicy tradycji, tu obradują sędziwi ajatollahowie.
Zza okna widok na kopuły meczetów – zamknięty świat turkusowej mozaiki, błękitnozielonych minaretów, chłodu i cienia..

 

W tv modlący się ludzie, w przerwach pokazują pola kwiatów – muszą bardzo je tu lubić, nawet grobowce największych poetów stoją w barwnych i bujnych ogrodach.

Ropa naftowa – rozpala niezwykle emocje i namiętności, bo jest wielką pokusą. Jest pokusą łatwych i olbrzymich pieniędzy, bogactwa i siły, fortuny i potęgi. Choć brudna i cuchnąca ochoczo tryska w górę a potem opada na ziemie w postaci szeleszczącego deszczu petrodolarów. Ropa jest silna, ale ma słabe strony – nie zastępuje myślenia, nie zastępuje mądrości.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Teheran – Shiraz

Po jednym dniu kraj zaczął się „odczarowywać” w moich oczach. Teheran, rozciągający się pomiędzy wysokimi zboczami Elbursu i jałową równiną przechodzącą stopniowo w pustynię, z pewnością nie należy do miast, które mógłyby wywrzeć dobre wrażenie na Europejczyku. Nigdzie człowiek nie dostrzega śladów magicznego Wschodu, wszędzie tylko widać zatłoczone ulice i korki.
Nie jest, aż tak tajemniczy i zamknięty jak mogłoby się wydawać. Miejscami czułem się jakbym był gdzieś w Turcji. Zdecydowanie łatwiej podróżuje się po kraju facetowi niż gdybym był kobietą, bo te boleśnie odczuwają religijne restrykcje: osobne wejścia, osobne wyjścia, osobne miejsca, zawsze oddzielone, z tylu i na końcu. Spotykałem jednak dziewczyny elegancko ubrane i umalowane, które same szukały kontaktu by móc zagaić rozmowę z cudzoziemcem.

Wciąż szokuje mnie ruch uliczny i sposób przemieszczania się. Czarny dym, który pozostawiają po sobie przestarzałe autobusy, auta poruszające się pod prąd, motocykliści lawirujący na chodnikach wśród tłumu przechodniów, nieustanne trąbienia, kierowcy nie przestrzegający czerwonego światła. Przed wejściem na jednokierunkową ulicę należy spojrzeć na prawo i na wszelki wypadek na lewo a także do przodu i do tyłu, i jeszcze raz na prawo i na lewo, i dopiero wtedy, z duszą na ramieniu próbować przejść na drugą stronę.

Na lotnisku też było inaczej, mniej organizacji a więcej prowizorki i ‘partyzantki’. Samoloty odlatują z co najmniej 30-60 minutowym opóźnieniem, ale o tym niekoniecznie informuje się samych pasażerów. Bilety lotnicza są tanie (litr benzyny kosztuje 1 cent!), ale wciąż papierowe, ręcznie wypisywane. Systemy rezerwacji w Dosie albo Nortonie Commanderze – nic z zachodnich standardów. Poruszanie się tutaj samemu byłoby niezłym zastrzykiem adrenaliny nawet dla kogoś zaprawionego w podróżach. Teheran wydał się płaski, zaniedbany i mocno byle jaki, powybijane szyby w oknach budynków w centrum stolicy straszą i zniechęcają do dalszej eksploracji miasta.

W Shirazie wylądowaliśmy z 2 godzinnym opóźnieniem. Na lotnisku nikt na nas nie czekał co akurat mnie nie zdziwiło. Byłem zły na siebie, bo nie miałem nawet numeru telefonu, pod który mógłbym próbować skontaktować się z biurem podróży. Na wszelki wypadek razem z bratem postanowiliśmy nie ruszać się z miejsca licząc, że w końcu ktoś się pojawi. Po niecałej pół godzinie wywołała nas informacja pilnie poszukując turystów z Polski, wcześniej wywoływała nas po imionach, ale nie brzmiały one nawet podobnie do naszych.

Hotel w Shiraz – najlepszy w mieście – był o niebo lepszy od tego w Teheranie. Widok na ruchliwa ulice i okoliczne wzgórza stanowił tylko dodatkową atrakcję. Z niedowierzaniem podziwialiśmy manewry kierowców zajeżdżających sobie nawzajem pasy ruchu i przechodniów próbujących między rozpędzonymi pojazdami przejść na drugą stronę chodnika.

Na widok meczetów i nawołujących do modlitwy muezinów otwierałem szeroko oczy. Meczety są tu o wiele większe, piękniejsze i widząc modlących się w nich wiernych naprawdę czuje się jakby przekraczało się próg do zamkniętego, mistycznego świata, nieznanego dla przeciętnego Europejczyka. Dostojeństwo i aura orientalnej tajemniczości tworzą wyczuwalną tutaj atmosferę świętości.

Kilkadziesiąt razy na dzień musieliśmy odpowiadać na zaczepki przechodniów. Jakby głodni kontaktów z cudzoziemcami, próbowali prowokować rozmowę by dowiedzieć się skąd przejechaliśmy i jak się nam tutaj podoba.

 

Dzieci miały z nas największą atrakcje, ciągle brały nas za bliźniaków i prosili o wspólne zdjęcie. Stanowiliśmy większą atrakcje turystyczna niż zabytki sprzed kilku stuleci.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

lotnisko i powitanie

Na lotnisku Chomeiniego po mimo późnej nocnej pory dzikie tłumy. Wiele samolotów z Europy przylatuje lub wylatuje w środku nocy.

Powoli wychodzimy z bagażami do hali przylotów szukając kogoś trzymającego tabliczkę z moim nazwiskiem. Jest! Starszy, siwy pan ubrany w ciemną marynarkę i spodnie od garnituru i białą koszulę. Podchodzimy do niego i się przedstawiamy. Patrzy się na nas jakby z niedowierzaniem, nie uśmiecha się, w końcu przerywa moment milczenia: jesteście tacy młodzi. Czemu wybraliście Iran? Czemu nie pojechaliście na wakacje do Hiszpanii albo Grecji?

Po kilku dniach pobytu zrozumiałem, co miał na myśli. Do Iranu przyjeżdżają turyści, nie są to może grupy masowe, ale jednak. Wśród odwiedzających Iran spotykaliśmy Francuzów, Włochów i Amerykanów. Wszyscy, których spotkaliśmy byli na oko w wieku 50 w górę.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Teheran

Kraj pozostający w nieustannej izolacji, uważany jest powszechnie za nieznany, niedostępny, a także i niebezpieczny. Właśnie te aspekty cala ogólna niedostępność prowokowały najbardziej do podróży.
Już podczas odprawy bagażowo biletowej było jaby inaczej kiedy wymówiłem Teheran jako cel swojej podróży. Kobieta za ladą popatrzyła na mnie jakby próbowała się upewnić czy dobrze usłyszała. To samo zdziwienie w głosie towarzyszyło przy odprawie paszportowej. Cel podróży? Teheran. Leci Pan do Iranu? Tak, na urlop. Krótkie spojrzenie w moją stronę jakby z niedowierzaniem.
Samolot pełen był Irańczyków wybierających się odwiedziny do bliskich i turystów seniorów zwłaszcza z Włoch i Francji.
Na godzinę przed lądowaniem pilot włączył glos w mikrofonie przypominając że zgodnie z lokalnym prawem wszystkie kobiety wychodząc z pokładu samolotu powinny być w stroju zakrywającym włosy i odkryte ciało. To co zaczęło dziać się na pokładzie było zjawiskowe. Obserwowałem kobiety nakładające jednobarwne stroje i chusty na głowę. Z armii kolorowych t-shirtów, topówm bluzek i ekskluzywnych garsonek wszystkie nagle zamieniły się w zgraje bezbarwnych zakonnic. Czułem się jak na jakiejś wycieczce klasztornej. Nawet stewerdesy które spotkałem w kolejce do odprawy paszportowej zmieniły się nie do poznania. Niecodzienne było móc uczestniczyć w tej maskaradzie.
Samolot Lufthansy wyładował w Teheranie w środku nocy, podobnie zresztą jak wszystkie inne samoloty z Europy. Nabieramy nieco respektu widząc jak karnie i w ciszy cały samolot ustawia się do kontroli paszportowej. Sala przylotow pusta, zimna, niegościnna. Przygotowani na drobiazgową odprawę – mającą na celu zażegnanie zgubnych wpływów zachodniej arogancji i materializmu, czyli importu pism ze zdjęciami ukazującymi kształty ciał kobiecych, które mogłyby pobudzić erotyczne fantazje mężczyzn, czy butelki whisky przeznaczonej na problemy gastryczne – bez zbędnych pytań zostaliśmy przepuszczeni do wyjscia.

W Teheranie było ciepło choć padało tej nocy. Pierwszy haust powietrza po wyjściu z lotniska skłania do refleksji nad jego architekturą: wszystko nowoczesne, ale w większości niejakie. To co za moimi plecami, mogłoby się znajdować w dowolnym europejskim mieście, nie natrafiam na gigantyczne portery Chomeiniego ani na hasła zagrzewające do walki z amerykańskim imperializmem. Jeśli chodzi o impresywność to ujawnia się ona w postaci reklam LG i Samusunga… namiętnie reklamowanego na większości nośników. Na autostradzie było pusto, panował mały ruch ale także jakby mniej było reklam, neonów, które oświetlałyby drogę. Wydawało mi się, że w tym kraju nie będzie w ogóle żadnej komercji ale sporadycznie dostrzegałem olbrzymie billboardy LG, Nokii czy nawet Georga Clooneya reklamującego zegarki. Więc to nie tak że nie ma tam nic, bo są tylko że mniej.
Kierowca minął właściwy zjazd z autostrady, ale nie przejął się tym zbytnio. Po prostu zatrzymał auto na środkowym pasie, wycofał jakieś 100 metrów i pojechał dalej we właściwym kierunku. Niewiele też wydawał się przejmować progami zwalniającymi na ulicach – rozpędzeni z impetem wjeżdżaliśmy na nie odbijając się a potem jakby z powietrza z olbrzymim hukiem lądowaliśmy znowu na ziemi.
Miasto było puste i ciemne, większość 2-3 piętrowych budynków wyglądała na zaniedbane, obskurne, jakby niezamieszkałe. Widziałem patrole policyjne ale nikt nas nie zatrzymywał.
Tylko meczet grobowiec Chomeiniego wyglądał dostojnie, jakby skąpany w barwach świateł i kolorowych iluminacji pośrodku ciemnej głuszy. To jakby zobaczyć światła centrów handlowych, które przywykłem oglądać na obrzeżach większych miast.

 

Hotel Laleh to 5 gwiazdkowy moloch który 30 lat temu należał do sieci Intercontinental. Widać że od tamtego czasu niewiele zdążyło się tam zmienić. W łazience w zlewie znalazłem czyjeś włosy, pokój wyglądał bezbarwnie i ponuro, wszystkie przedmioty niedbale porozrzucane i jakby do siebie nie pasowały. Taka warszawska Victoria w czasach komuny.
Za oknem nijaki widok na ciemną, pustą ulicę, której nie oświetlała nawet jedna lampa. W oknach innych budynków też panował mrok.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 663

Lecimy jutro do Teheranu a stamtąd do Shirazu i Isfahanu.
Bilety kupione w zeszłym roku były bodźcem, by cała wyprawa w ogóle doszła do skutku, trzeba było znaleźć przewodnika, zorganizować transport, hotele, załatwić wizę.
Dostać wizę do Iranu nie jest wcale taką prostą sprawą nawet, gdy korzysta się z pomocy lokalnego biura podróży. Najpierw wniosek musi zostać zaaprobowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu a dopiero potem można składać odpowiedni wniosek w konsulacie.
Nasze numery wiz przyszły na adres konsulatu w Bernie, choć mój brat zaznaczył w swoim wniosku, że będzie ubiegał się o wizę z Warszawie. W międzyczasie dostaliśmy informację, że potrzebują naszych życiorysów, które musieliśmy dostarczyć.
Czyjaś pomyłka spowodowała zamieszanie przy składaniu właściwych wniosków, bo urzędnik konsularny w Bernie usilnie odrzucał moją prośbę o wydanie wizy dla mojego brata. Nie wiem, co go ostatecznie przekonało by spróbował to załatwić, ale gdy usłyszałem że przesłanie numeru wizy z Berna do Warszawy zajmie im 2 tygodnie nie miałem, nic do stracenia, postanowiłem więc użyć wszystkich możliwych argumentów i płacąc za to 200 franków bez pokwitowania. Mój brat, choć fizycznie ani razu nie stawił się ze mną w konsulacie miał szczęście, bo wizy dostaliśmy. Był moment, gdy oddano mi jego pusty paszport twierdząc, że jako dziennikarz musi ubiegać się on o specjalną wizę i wtedy myślałem, że to już koniec. Napisałem jednak odpowiednie oświadczenie, podpisałem je w imieniu brata i wbili nam te wizy.

Granaz kazała mentalnie przygotować się na wizytę w kraju trzeciego świata, gdzie nic nie jest podobne, gdzie nie ma typowo zachodniej konsumpcji i znajomych marek.
Podobno będziemy zwracać sobą uwagę wszystkich wokół, bo w Iranie rzadko spotyka się cudzoziemców na ulicach.

Spełnia się moje kolejne marzenie.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Duesseldorf

Lubię Niemcy za to, że ludzie na ulicach są ladni – nie to co w Szwajcarii.
Lubię Niemcy za to, że mają porządek i że wszystko wydaje się być poukładane i zoganizowane.
Lubię Niemców za to, że swietnie się z nimi pracuje i że potrafią śmiać się ze Szwajcarów.
Lubię Niemców za to, że potrafią wydawać pieniądze i żyć pełnią życia.
Lubię Niemców za to że są konkretni, bezpretensjonalni i wyuzdani  – naogladali się za dużo filmów pornograficznych i nie są nieśmiali.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kraków – Oświęcim – Wieliczka

Na święta pod choinkę obiecałem M wyjazd do Krakowa. Wybrałem to miasto, bo jak na 4 dniowy pobyt można całkiem ciekawie spędzić tam czas. M ucieszył się gdy wybrałem datę, która zbiegła się akurat z jego urodzinami. Nie wiem czemu ale najbardziej wydawał się być podekscytowany faktem ze mieliśmy odwiedzić tam Auschwitz.

Na tak krótki acz intensywny pobyt zatrzymaliśmy się w Hotelu Starym w samym centrum Krakowa. Byłem zachwycony i ucieszyłem się podwójnie gdy ujrzałem minę M. To pierwszy raz kiedy znalazł się ktoś z obsługi kto mówił po włosku a ja nie musiałem niczego tłumaczyć. M był wniebowzięty – hotelem, wystrojem apartamentu, jedzeniem w restauracji, Wieliczką i całym Krakowem. Ku mojej wielkiej uciesze zaczął nawet ćwiczyć swój polski testując go przy każdej możliwej okazji. W galerii centrum do perfekcji opanował ”dzień dobry” i ”do widzenia” choć pod koniec odkryłem że zdarza mu się używać tych zwrotów zamiennie.

Kraków ponoć znany jest z homofobii czego obaj nie możemy potwierdzić. W urodziny zamówiłem dla M śniadanie do łóżka. Punktualnie o 8 zapukał do nas room sernice. M ulotnił się do łazienki a uprzejma pani w kręconych włosach z charakterystycznym tembrem głosu zapytała ”jaką kawę panowie sobie życzą”. Gdy ja tkwiłem w miejscu rozbawiony cała sytuacją M nadal twardo okupował łazienkę. Podoba mi się Kraków choć kocham Wrocław. W Krakowie w każdej niemal restauracji na starym mieście można zamówić żurek i pierogi a we Wrocławiu pamiętam, że darmo tego szukaliśmy.

M. spodobało się to miasto, przyznał że chętnie by tu wrócił choćby na weekend. Czego nigdy mi nie zapomni, to że na 33. urodziny zawiozłem go pokazać mu niemiecki obóz koncentracyjny. Tego dnia padał rzęsisty deszcz, który potęgował ponurą aurę tego miejsca.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Ryga – dzień 2

Moja praca magisterska dotyczyła krajów nadbałtyckich dlatego bardzo spodobał mi się pomysł spędzenia weekendu w Rydze. Długo wyczekiwałem tego wyjazdu by móc wreszcie skonfrontować własne wyobrażenie o tym kraju z rzeczywistością.
Pod względem towarzyskim czułem się bardzo spełniony. O nocy w hotelu na lotnisku w Zurychu i tym co działo się potem w samej Rydze mógłbym nakręcić kolejną serię filmów klasy xxx pełną popisowych scen.
Wszystko odbyło się według tego samego schematu, było jak być powinno – może oprócz cen, które rzuciły mnie na kolana.
Jeszcze przed wylotem sprawdzałem przelicznik łata względem franka. Dookoła słyszałem ze Łotwa jest krajem drogim ale mnie wydawało się to dziwnie przesadzone, bo jak dla mnie, wszystko było stosukowo tanie – mając zakodowany w głowie kurs lata ceny dzieliłem przez 2.
Po zwiedzeniu miasta skusiłem się na zakupy w centrum handlowym. Sprawiłem sobie kilka swetrów od Hilfigera za które zapłaciłem kartą maestro. Potem w drodze do hotelu trafiłem na salon Prady i D&G i pokusiłem się żeby do niego zajrzeć. Ceny ( na pierwszy rzut oka) rzeczywiście nie odbiegały znacząco od europejskich, nawet wypatrzyłem sobie jedną marynarkę.
Choć nie była tania to w przeliczeniu na franki wydawała się być całkiem kuszącą okazją. W przymierzalni usłyszałem, że dostaję 30% upustu i wtedy puściły mi hamulce, bo do reszty skompletowałem jeszcze kolekcję bielizny i zapas koszul. Ze zdziwieniem potraktowałem tylko sygnał, że moja maestro nie działa gdy przyszło do płacenia, ale od czego są w końcu karty kredytowe!
W ruch poszła Mastercard i było po wszystkim.
W drodze do Radissona zastanawiałem się dlaczego nie zadziałała mi karta, myślałem że maestro akceptują i jakby przeczuwając coś niepokojącego po powrocie do pokoju od razu sprawdziłem stan konta. Zdziwiło mnie gdy odkryłem, że zniknęło mi nagle ponad tysiąc franków – nie wydałbym przecież takiej kwoty nie zauważając.
Zacząłem jeszcze raz liczyć wszystko od nowa i wciąż coś mi się nie zgadzało. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że przelicznik tutaj jest odwrotny – zamiast dzielić powinienem był ceny mnożyć przez dwa…
W następstwie tego nastąpiło wielkie objawienie, bo zdałem sobie sprawy ile tak naprawdę wydałem na te zakupy. Musiałem nalać sobie sporą szklankę whisky kilkakrotnie rzucając pod nosem przekleństwami. Ekonomista po studiach, pracujący w finansach okazał się być skończonym idiotą w przeliczaniu walut – zamiast mnożyć, dzieliłem – po prostu palant i tępak.
Byłem zły na siebie i na własną głupotę, za którą przyszło mi słono zapłacić.
Przez noc jakby pogodziłem się, że wydałem tyle na rzeczy, choć spokojnie mógłbym się bez nich obejść. Pocieszałem się, że świadomie nigdy bym takich zakupów nie zrobił a tak to sprezentowałem sobie parę fajniejszych ciuchów.
Na lotnisku w Zurychu zatrzymały mnie służby celne. Za brak zgłoszenia deklaracji o zakupionych za granicą markowych towarów dostałem mandat ponad 500 franków…
To był bardzo drogi wyjazd i niezapomniane zakupy. A ja w opini celnika jestem trouble manager…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz