A potem umieramy jak żyjemy.

Niektórzy wolą uderzać w ludzi, bo tak strasznie boją się że inni uderzą w nich. Coś przecież trzeba zrobić by być górą. Trzeba się bronić. Nauczono ich walczyć na wszelki wypadek, czym bardziej są samotni i opuszczeni, tym bardziej uderzają w innych. Taki swoisty paradoks – potrzebują ludzi, ale z lęku odpychają ich.

Jestem znanym bezdusznikiem.
Potrafię być nieczuły i absolutnie nie potrafię komukolwiek zaufać.

Trudno przychodzi człowiekowi zrozumieć, że ze zwycięstwa nie płynie żadna nauka, że przegrana może wywołać przypływ wielkiej mądrości, bo dużo przyjemniej jest wygrywać.
Porażka jest rzeczą nieuchronną.
Sztuka polega na tym, by przegrywanie nie stało się nawykiem.

Dzisiaj należało do nas, mieliśmy dzień dla siebie, robiliśmy tylko rzeczy przyjemne, co tylko chcieliśmy a nieprzyjemnego to chyba nic: spanie do późna, przeciąganie się w pościeli, tarmoszenie, prychanie sobie w brzuch i pachy, łaskotanie, chichotanie, rzucanie na lóżko i zniewalanie od taki sobie mały, niewinny seks, poranny stosuneczek…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Hongkong – Shenzhen – Kanton

W Kantonie pierwsze co zwróciło moją uwagę to brak szyb w oknach klatek schodowych. Nie wiem z czego to wynikało ale budynki wydawały się być przez to jakby zaniedbane. Na lokalnym bazarze pokazano nam jak na tekturowych skrawkach papieru ćwiartuje się mięso albo zabija kury żeby sprzedać je jako świeży drób. Od widoku krwi i dziwnego zapaszku robiło się niedobrze. Przechodząc przez gąszcz prowizorycznych straganów z byle jak porozkładanym towarem musieliśmy odpędzać się od żebraków, którzy wyciągali ręce po pieniądze. Przewodnik przekonywał nas, że dla wszystkich jesteśmy tutaj bogaczami z Zachodu. Turyści pstrykali i ochoczo pozowali do zdjęć a mnie zrobiło się szkoda Chińczyków, że w taki sposób pokazuje się ich biedę i że dla innych stanowić może to atrakcję.

Wielki siedzący Budda na Lantau naprawdę robi wrażenie swoja wielkością. Podobnie jak piramidy kiedy z Kairu wjeżdża się do Gizy. Na wyspie jest bardzo spokojnie, nie dziwi więc fakt że wielu mieszkańców Hongkongu i Nowych Terytoriów przyjeżdża tutaj na weekendy wypocząć, a tych na których to stać mają tutaj swoje drugie domy. Najpiękniejsze wille jednak widziałem przy Aberdeen i nad Repulse Bay niczym nieodbiegające od tych z najbardziej zamożnych dzielnic amerykańskich miast albo znanych światowych kurortów. Chłonąłem te widoki całym sobą zachwycając się możliwością przebywania w tym miejscu.

Jadąc na lotnisko kilka razy patrzyłem za siebie by jak najlepiej i najdłużej móc utrwalić w pamięci widok budynku Bank of China. Wieczór w dniu wylotu był bardzo ciepły, gigantycznie wielkie budynki dosłownie tonęły w blasku świateł reklam a ja wciąż nie pozbyłem się tego dziwnego czucia niedowiary, że udało mi się przyjechać do Hongkongu. Nie wiem czy kiedyś jeszcze będę miał okazje tutaj wrócić, ale z pewnością bardzo chciałbym.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Hongkong

Zamieniłem pokój na większy. Za śmieszne pieniądze wykupiłem drugie lóżko i tym samym zyskałem na przestrzeni. Przy tej okazji szczerbaty Murzyn uświadomił mnie, ze nie trzeba mieć brodzika, by moc brać prysznic w mojej prywatnej łazience. Z radością przyjąłem ten fakt i odtąd woda tryska radośnie po ścianach, polkach, zlewie, sedesie i oknach. Gdyby się uprzeć i porównać ten hostel do tego, który miałem w San Francisco to Chunking Mansion to luksus. W holu na parterze gdzie znajdują się różnej maści kramy Hindusów, Pakistańczyków i Bangladeszu unosi się specyficzny zapaszek potęgowany dodatkowo przez ogromne wentylatory, które roznoszą ten smrodek po całym budynku. I jeszcze jak doda się do tego ich nieznośny warkot, jakby w fabryce, to całość nadaje temu miejscu specyficznego uroku. Podróże winda pozostawiły we mnie traumatyczne wspomnienia: najpierw trzeba się wystać w kolejce by do niej wsiąść a jak ma się szczęście to można załapać się na ekstra atrakcje: przeżyłem współpasażera obcinającego sobie paznokcie i strzelającego nimi na prawo i lewo, ze mało w oko nie dostałem, pana który bekał bo się przejadł, a raz wjeżdżałem w otoczeniu grillowanego ptactwa (z głowami) bo okazało się ze niektórzy prowadza jadłodajnie na wyższych piętrach… Turyści, którzy zatrzymują się w 5gwiazdkowych hotelach nie wiedza co tracą, nie doświadczają uroków takich miejsc, zamykają się tylko w czterech ścianach swoich luksusowych twierdz i tak naprawdę nie czują żadnej różnicy czy są w Hong Kongu, Paryżu czy Johannesburgu.

 Odkąd tutaj przyjechałem mam problemy ze spaniem. W ciągu dnia nagle robię się zmęczony i musze się zdrzemnąć, bo inaczej chodzę nietomny. Wieczorem o 19 jestem zmęczony a potem budzę się o 1 albo 2 w nocy i bezskutecznie próbuję zasnąć. Próbowałem nie spać w ciągu dnia i jakoś wytrzymać do wieczora, ale za każdym razem kapitulowałem, bo potrzeba snu była silniejsza.

Ile razy wychodzę z budynku i przechadzam się wzdłuż Nathan Road zaczepiany jestem przez sprzedawców: ‚watch copy’, ‚rolex copy’ – próbują mnie zaciągnąć do swoich sklepów i wcisnąć mi swoje podroby. W Hong Kongu pełno jest tandety, która próbuje się wcisnąć naiwnym turystom: od podrób markowych zegarków, po sprzęt elektroniczny i odzież. Wciąż nie odróżniam jednak zwyklej podroby Burberry od oryginału Burberry made in Hongkong. Cieszę się ze tutaj przyjechałem.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Shenzhen

Do Chin trudno jest wybrać się samemu, lepiej zdać się na pomoc wykwalifikowanego przewodnika, który nie tylko zna lokalny język i zwyczaje ale umie pokazać ciekawe miejsca i uratuje z opresji gdy zajdzie taka potrzeba. Wyjazd w pojedynkę można zaryzykować gdy ktoś lubi wyzwania i wieczne gdy w zgadywanie od których bolą ręce.

O ile na dworcu kolejowym w Kantonie była kasa biletowa z przeznaczeniem dla obcokrajowców o tyle po wyjściu z dworca zaczynał się inny świat i nie dawało rady bez użycia rąk. Napisy, odjazdy pociągów, rozkłady wszystko w znaczkach, nie zauważyłem nawet jednego napisu który mógłbym przypisać do jakiegokolwiek znanego mi znaku w stylu exit czy choćby wc.

Chińczycy są okropni, plują gdzie popadnie, na ulicy, w restauracji, w autobusach, poza tym palić też można wszędzie.
Nie skusiłem się też by skosztować ‘polnego drobiu’ w postaci smażonych kotów, psów szczurów tudzież insektów

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Makau

Na promie do Makau tak potwornie kołysało, że podróż była prawdziwą udręką. Niby płynie się tylko godzinę, ale co chwile patrzyłem na zegarek ile jeszcze, kątem oka starając się nie stracić z pola widzenia linii horyzontu, bo inaczej byłby pawik.

Na w pół zielono-niebieski wysiadałem w porcie, patrząc na innych turystów nie wyglądałem gorzej. Bez żadnych problemów przeszedłem odprawę, a mój paszport wzbogacił się o kolejne kilka stempli. I znowu moja fotografia wywołała delikatny uśmiech na twarzy celnika.

Makau jest inne, zupełnie nie czułem się jakbym wyjeżdżał z Europy, tylko nazwy ulic i te paskudne kraty w oknach (z resztą to jakaś domena Chin) oraz te wszystkie szmaty wywieszone na zewnątrz przypominały, ze to bardziej nieuporządkowana część świata.

Poza tym wszędzie cisza, spokój, egzotyczna roślinność a dookoła tylko morze i słońce.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Hongkong – Macau – dzień 2

Druga w nocy, krzyki, łomot i bieganina na korytarzu, nagle rozlega się walenie do moich drzwi. Wstaję, okrywam się cały kołdrą, otwieram. W drzwiach stoi policjant. Wylegitymowali mnie, obejrzeli mój paszport kilka razy zatrzymując się szczególnie na stronie ze zdjęciem, na której mam grzywę włosów, zadali parę rutynowych pytań i pozwolili spać dalej.

W zwykłych hotelach takich atrakcji nie zapewniają. Wiedziałem co robię zatrzymując się w Chungking Mansion…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Hongkong – dzien 1 c.d.

Nie spałem, bo się nie dało, dopiero nad ranem zrobiłem się jakiś senny i chwilę pokimałem. Poszedłem do swojej mini łazienki w swoim mini pokoju by wziąć prysznic a tu dupa. Bateria jest, termostat jest ale, brodzika za to nie dali. A za pokój zapłaciłem już wczoraj…

Ochlapałem się wiec trochę, wskoczyłem w czyste ciuchy i już brałem się do wyjścia z zamiarem ‚upolowania’ czegoś na śniadanie jak się okazało, że nie wyjdę, bo na korytarzu nie ma jak przejść, wszędzie śpią tutaj jacyś ludzie i nawet jakbym się postarał to przecież nie przelecę… Musiałem poczekać aż korytarz opustoszeje, żeby dostać się do windy. Na dole czekał już na mnie zupełnie inny świat. Poszedłem w kierunku portu, zobaczyć Aleję Gwiazd, na której jedyne kogo rozpoznałem to Bruce’a Lee i Jackie Chana. Usiadłem przy promenadzie, zamówiłem kawę i muffina i tak najzwyczajniej w świecie siedziałem obserwując, co dzieje się wokół.

Zrobiłem sobie wycieczkę do Muzeum Sztuki, potem zakupy w Tsim Sha Tsui, na lunch wybrałem Delcacatessen gdzie zamówiłem na Wiener sznycla z frytkami i dobre niemieckie piwo. Nie przychodzi mi łatwo zdecydować się na lokalna kuchnie, oglądając martwe, grillowane kurczaki i kaczki, na dodatek z głowami robi mi się niedobrze i jeszcze te wydobywające się z kuchni śmierdząco pachnące opary. Przepłynąłem zatokę z myślą, że zdążę jeszcze załapać się na pokaz iluminacji świetlnych.

Nie wiem skąd wziął się u mnie magnetyzm do tego miejsca, że akurat tutaj mnie przywiodło, zawsze chciałem zobaczyć te metropolię na własne oczy, sama nazwa miasta, kiedy się ja wymawiam wydają się być mocno egzotyczna. Mam już plan na następne dni, chcę zobaczyć tyle na ile starczy mi czasu i sił..

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 1 komentarz

Hongkong – dzień 1

Wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jestem.
Mój pokój w hostelu ma 3 na 3 metry. Pierwszy, który mi pokazali był jeszcze mniejszy i jeszcze bardziej obskurny, ale jest klimatyzacja, lodówka, ciepła woda no i internet!
Z Zurichu jak wylatywałem było po 23., 10 godzinny lot prawie przespałem a jak przyleciałem tutaj był już wieczór i zupełnie nie chce mi się spać.

Ulice są zatłoczone jak Manhattan w godzinie szczytu. Jadąc taksówką z lotniska do Kowoloon patrzyłem na charakterystyczne czerwone taksówki ze srebrnymi dachami i myślałem sobie – naprawdę jestem w Hongkongu.

Widziałem już Peninsula Hotel i budynek Bank of China. Rano wyjdę na miasto.

Najbardziej ekscytuje mnie to, że za każdym rogiem niemal czeka mnie przygoda, nikogo tu nie znam, nie wiem jak się poruszać, wszystko jest inne i nieznane, nawet na ulicy inaczej pachnie…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 126

Marco po raz drugi zapytał mnie czy nie chciałbym z nim zamieszkać. Za pierwszym razem zbyłem go żartem, za drugim razem wyczuł odpowiedni moment i zapytał wprost. Na moją odpowiedź, że mam wątpliwości, czy to nie za wcześnie usłyszałem, że życie jest za krótkie, żeby tyle o tym myśleć i analizować i że nie będziemy wiedzieć dopóki nie spróbujemy i że w nowej sytuacji obaj ryzykujemy tyle samo.
Odwołał się nawet do drzemiącego we mnie homo oeconomicus i kazał policzyć ile dzięki temu zaoszczędzę pieniędzy. 2/3 tego co wydaję teraz zostanie mi w portfelu i standard będę miał lepszy i TV Polonie mi obiecał w abonamencie, bylebym tylko się zgodził.

– Ach dziękuję Ci uszatku za pyszne śniadanie…
– Ach puchatku, to nic takiego, czy ci smakowało…
– Oczywiście że mi smakowało, te rogaliki są takie chrupiące gdzie je kupiłeś?
– W sklepiku za rogiem hahahaha…
– Hahaha odpowiadam cienkim głosem. A co będziemy dziś robili uszatku, mój uszatku słodki ty?
– A chciałabym po sklepach pochodzić żeby urządzić nasze gniazdko. Mebelków więcej bym chciał, mój puchatku, tak tu jest pusto, jakieś może obrusiki, serwetki, narzutki, makatki, kilimki, zaludnić tu trochę, zagospodarować, co byś na to powiedział puchatku?
– A powiedziałbym z miłą chęcią. Mój uszatku ptysiu misiu, a jak już wszystko makatkami zaludnimy to co?
– Oj to będzie cudownie, mój puchatku misiu pysiu drogi…

– I co wtedy będziemy w tym cudownym gniazdu robili, brykali będziemy?
– Oj tak, brykali, ciućkali się, noskami sobie robili, nosio nosio eskimosio…

…Pomyślał we mnie mały chłopiec, schowany, łudzi się, nadzieję mając płonną..

Marco jak widzi, że się zastanawiam albo coś mnie dręczy słyszę: everything allrigt baby? – to jedyne co potrafi sklecić po angielsku.
Dobrze – odparłem – odłóżmy to na po powrocie z Chin.. Wyjeżdżam.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 125

Po kilku intensywnych delegacjach wyleczyłem się na jakiś czas z chęci nowych wyjazdów służbowych. Wiem jak wyglądają i jak potrafią człowieka zmęczyć. Na propozycje Paryż nie reaguję już z takim entuzjazmem jak jeszcze parę miesięcy temu. Dzisiaj zaskoczyłem Debbie pytaniem czy nie mógłbym tego załatwić przez telekonferencje…

W piątek chce wyjść wcześniej z biura, zrobić parę ostatnich zakupów, spakować się, zacząć powoli oswajać się z myślą, ze mogę nie myśleć o pracy, mailach i spotkaniach, a ostatni wieczór i noc przed wyjazdem spędzić z Marco.
Od soboty zaczynam spełniać marzenia małego chłopca.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz