Wróciłem do pracy z głową pełną pomysłów na kolejne wyjazdy. Chciałbym być socjopatą, lubię pracować ale coraz częściej myślę o tym że to tylko praca, nie chcę myśleć ciągle o robocie, praca to tylko praca a przyjemności są chwilowe. Nowo poznani znajomi zasiali w mojej głowie kuszące pomysły na kolejne podróże. W biurze rzuciłem się w wir zaległych spraw do ogarnięcia, zacząłem nowy projekt, poznałem nowy zespół, zacząłem się wdrażać w nowe tematy i nie jest źle. We wtorek poszedłem na interview, ale czuję że nic z tego nie będzie. Nie zdążyłem się przygotować, byłem ledwo żywy, niby wszystko wróciło do normy, ale robienie rzeczy po łebkach nigdy nie przynosi pożądanych rezultatów. Trudno. Na razie wszystko idzie jak po maśle, ale obecna praca do inspirujących nie należy, po prostu robię głupotki, niczego się ode mnie nie wymaga i jest poniżej kwalifikacji. Za to wypłata pozostaje bez zmian. Konformizm mi się włączył.
Podczas wyjazdu do Libii poznałem dziewczynę, która pracuje w biurze podróży z którym od kilku lat planuje swoje kolejne wyjazdy. Okazało się że podobnie jak jak wybiera się w październiku do Iraku. Pomyślałem że pewnie się spotkamy, zagadałem ją o to ale okazało się że leaduje grupę z drugiej połowy miesiąca. Byłem ciekaw kto będzie moim tour leadem poprosiłem żeby sprawdziła. Okazało się że nie ma mnie ani na liście uczestników ani liście rezerwowej. Po nitce do kłębka okazało się że zapisałem się na wyjazd do Iraku w październiku ale 2025 roku. A ja już bilet na samolot kupiłem ale na ten rok! Głupolek ze mnie, biletu nie da się zmienić więc albo stracę pieniądze albo polecę do Bagdadu a dalszy wyjazd zorganizuję sobie sam. Mam już plan.
W marcu Lupine organizuję wyjazd do Mauretanii, bez atrakcji pt. podróż pociągiem pociągiem przewożącym rudy żelaza. Ta atrakcja mnie odrzuciła ale sama Mauretania czemu nie.
W marcu mógłbym wybrać się na Sri Lankę i na Malediwy. Znalazłem połączenie lotnicze, zrobiłem wstępny kosztorys i zachorowałem na ten plan.
Marzec to doskonały miesiąc na wyjazd do Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu. Zacząłem czytać, planować, stworzyłem kolejny kosztorys i znowu okazało się że magia.
Nowo poznany kolega z Kolumbii zaraził mnie Ameryką Centralną: Kolumbia, El Salvador, Gwatemala, Belize i Wielka Niebieska Dziura.
W konsekwencji siedzę, patrzę, przeliczam, kalkuję i planuję.


















































































































































































































Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.