Zmiana planów

Planowanie wyjazdów zawsze leżało w mojej naturze, za to ostatnimi czasy z dużą łatwością przychodzi mi robienie przedpłat albo kupowania biletów lotniczych, wokół których później organizuje cały pobyt. Tak było z Jemenem i wyjazdem na Sokotrę. Kilkunastodniowy wyjazd połączony z pobytem w Kairze, zwiedzaniem wyspy, kilkoma noclegami pod gołym niebem, w spartańskich warunkach, za to blisko natury.

Z tego co opowiadali mi moi znajomi, hotel na Sokotrze to zwykły metalowy barak-kontener z pojedynczym łóżkiem, stołem, oknem, pseudo łazienką i bez klimatyzacji – bardzo podobny do tych, które spotyka się na placach budowy. Dodatkowo kilka nocy miałem spędzić w warunkach polowych, bez możliwości skorzystania z dobrodziejstw cywilizacji pt. łazienka i WC.

Okazało się, że zaszła zmiana planów, hotel wypadł z obiegu a cały nasz pobyt miał odbyć się wyłącznie pod namiotem czyli camping na całego. Polecono nam zabrać więcej butelek ze środkami dezynfekującymi, biodegradalny papier i chusteczki oraz dołączono instrukcję jak to z łopatką będziemy oddalać się 50m od obozu i źródła wody, wykopywać minimum 10 centymetrowy dołek, robić „dwójeczkę”, następnie zakopywać dołek piaskiem. Mycie rączek mydłem i wodą zastąpią wilgotne chusteczki higieniczne, podobnie poranny lub wieczorny prysznic. Poddałem się, nie jadę tam, prawie dwa tygodnie w buszu to nie dla mnie. Jemen i Sokotra muszą na mnie zaczekać a ja w zastępstwie wybiorę się do bardziej cywilizowanej Libii.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Weekend

Zdecydowałem się polecieć do Szwajcarii. Ta myśl kiełkowała we mnie od pewnego czasu. We wtorek coś mnie tknęło, impuls i kupiłem bilet, który przebukowałem nazajutrz. Przez następne kilka dni biłem się z myślami jak spędzę ten czas, z kim się spotkam, czy powinienem dać znać M. że będę. Zmęczony zbytnim analizowaniem możliwych scenariuszy postanowiłem pójść na żywioł. Najpierw tam dotrę a później zastanowię się jak spędzić ten weekend.

Poszedłem wczoraj późno spać, ale pomimo bardzo wczesnego lotu, nie czuję się senny. Miałem dziś za to dziwny sen, że samolot się rozbił…

Opublikowano Szwajcaria | Otagowano | 1 komentarz

Tydzień

Zawodowo jest bryndza, chodzę do biura, zajmuję się tematami zastępczymi, wyników tej pracy brak, a jak mnie pan dyrektor pyta co myślę o nowych projektach odpowiadam jedno: świetne, Toi Toi dodatkowo objął je swoim patronatem…

Dziś pojawiłem się w biurze po 9.30, zjadłem pyszną kanapkę w firmowej kuchni, poszły kawa i cappuccino, pogaduchy przy automacie z kawą ze znajomymi, wysłałem jeden mail, coś tam przejrzałem w komputerze, jedna przerwa na papierosa, poszedłem na zakupy do galerii, zjadłem lunch w korytku i po 13. zamknąłem komputer i wróciłem do domu. Jak tak dalej będzie, to oszaleję…

Za miesiąc mam urlop, odliczam dni do wylotu do Pakistanu. Zaplanowałem kolejne kilkanaście miesięcy wyjazdów, bo lubię czuć że mam cel i perspektywę, że na coś czekam.

Opublikowano praca | 1 komentarz

Za co cenię…

Za to cenię sobie swoje życie zawodowe to, że nic nie muszę, mogę tylko chcieć. To jest to, na co pracuję od paru ładnych lat: żeby nie musieć.

Coraz bardziej się zżymam słysząc przemycane między wypowiedziami delikatne uwagi sugerujące że powinienem, że potrzebuję, nie mam wyboru, mam obowiązek i muszę. Dystansuję się i próbuję robić swoje, ale czuję jak narasta we mnie frustracja.

Opublikowano Mądrości, praca | Otagowano , | 5 Komentarzy

Tydzień

Większości znajomym Bejrut kojarzy się wciąż z jednym: z widokiem na betonowy pień i postrzępiony metal po eksplozji, która spustoszyła port w stolicy Libanu nieco ponad trzy lata temu. Większość moich znajomych i znajomych nie jest już zaskoczona celami moich podróży, ale ten był wyjątkiem. Wydawało się, że zakładali, że Syria jest całkowicie poza zasięgiem, wciąż spustoszona wojną, terroryzmem i reżimem Assada. Kiedyś było to oczywiście prawdą, ale turystyka stopniowo powraca.

W biurze bez zmian, czuć atmosferę zmęczenia, stagnacji, zniechęcenia i rozterki, co dalej, czy zacząć szukać już nowej pracy, może dać jeszcze szansę bo coś się w końcu ruszy?

U mnie nic się nie zmieniło, niby przypadkiem odezwałem się do dawnej dyrektorki, ale nie miała dla mnie żadnych nowych wiadomości, nic prócz pozostańmy w kontakcie. Kończy się pierwszy kwartał roku fiskalnego tym samym zaczyna umierać nadzieja że wrócę do pracy z dawnym zespołem.

Z pozytywnych rzeczy po powrocie do biura czekała na mnie niespodzianka. Nasz partner ze Stanów wysłał nam od siebie prezenty w podziękowaniu za pracowite 12 miesięcy. Nie musiał, ale zdobył się na bardzo miły i sympatyczny gest.

Ożenili mnie znowu z robieniem ofert dla Komisji EU. Tym razem poszło jak z płatka, nie było ani stresu ani gwiezdnych wojen. Przysiadłem, przejrzałem dokumenty, wyciągnąłem najważniejsze rzeczy, wrzuciłem w prezentację i w dwa dni zrobiłem to, co wcześniej zajmowało mi ponad tydzień. Jutro pójdę do biura chyba dopiero na lunch, bo nie mam żadnych pilnych rzeczy do zrobienia.

Zacząłem na nowo wysłać cv. Trzymam rękę na pulsie, może przypadkiem uda mi się zmienić pracę nim dopadnie mnie frustracja albo przydzielą mi obowiązki, które znienawidzę na dzień dobry.

Otagowano , | 1 komentarz

Powrót

Wróciłem. Fantastyczny wyjazd i fantastyczni ludzie. Kilkunastoosobowa grupa podobnie myślących podróżników. Chciałem żeby ten wyjazd się udał, tak jak go sobie wyobraziłem, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o wyprawie do Syrii i tak właśnie było. Poznałem fenomenalne osoby, mnóstwo wrażeń, przygód i wspomnień. Zintegrowaliśmy się do tego stopnia, że postanowiliśmy spotkać się znowu za rok, na wspólnej wyprawie do …Afganistanu. Ten kraj chodził mi ostatnimi miesiącami po głowie, tylko dwa organizowane wyjazdy w ciągu roku, mnóstwo restrykcji, skomplikowany dolot, nie mała cena – w zamian niesamowite widoki, piękne krajobrazy, okres Buzkashi, dreszczyk emocji, smak przygody. Siedząc w barze w Bejrucie zdecydowaliśmy się spotkać tam za rok, wszyscy zgodnie zaserwowaliśmy ostatnie wolne miejsca na listopad 2024 roku. Jest na co czekać i po co pracować.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 3 Komentarze

Latakia – Maaloula – Damaszek

Tymczasem nadmorskie miasto Latakia mogło być dowolnym innym miastem nad Morzem Śródziemnym, praktycznie nietkniętym przez kryzys i pełnym imprezujących Syryjczyków. Z Latakii pojechaliśmy z powrotem na południe do Damaszku, zatrzymując się po drodze, aby zobaczyć Maaloula, górską wioskę, która szczyci się wspólnotą chrześcijańską, w której nadal mówi się językiem aramejskim. On także ucierpiał w ciągu ostatniej dekady, chociaż dzięki funduszom Watykanu klasztor Mar Bacchus Sarkis został już pieczołowicie zrekonstruowany: naprawiono jego rozbity ołtarz, a starożytne kamienie złożono z powrotem niczym architektoniczną układankę. Pośród tego wszystkiego znajdowała się niezmienna życzliwość Syryjczyków, gościnny naród, który szybko się śmiał, mimo że miał mnóstwo powodów do śmiechu. Podczas gdy młodsi Damasceńczycy postrzegali nas jako nowość, ich starsi nie mrugnęli powiekami, ponieważ pamiętają czasy, gdy zagraniczni goście nie byli niczym specjalnym. Wyczuwało się ostre poczucie straty nie tylko turystyki głównego nurtu, która przynosiła dochody i pochwały, ale także legitymizacji międzynarodowej, która ją zapewniała. Ich powitanie – które było szczere – było zabarwione tą stratą, a także niewypowiedzianą nadzieją, że nieliczni współcześni goście mogą z czasem pomóc w przywróceniu temu niezwykłemu krajowi jego dawnego statusu.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 5 Komentarzy

Latakia c.d.

Rano przy śniadaniu każdy wyglądał na zmarnowanego, kogoś kto nie zmrużył w nocy oka nawet przez chwilę. Pytałem jak wrażenia z koncertu? Śmialiśmy się, że miejsca mieliśmy w pierwszym rzędzie (bo nasze balkony wychodziły bezpośrednio na patio i plażę gdzie dudniła muzyka), ktoś zachwalał piękno arabskiej muzyki i nawet proponował by zakupić CD i puszczać je naokrągło dziś w autobusie.

Na lunch zatrzymaliśmy się w starożytnym Ulgarit. Miejsce starożytnych wykopalisk, w którym znaleźć można głównie porozrzucane kamienie, a nawet dużo porozrzucanych kamieni. Temperatura była prawdziwie nieznośna, prawie 40 stopni a my w pełnym słońcu, wśród krzaków i wysokich traw brodziliśmy w chaszczach odtwarzając dawną turystyczną ścieżkę dla zwiedzających.

Jedzenie mają tutaj przepyszne, choć bezmyślnie lepiej nie zamawiać wszystkiego i wszędzie. Napoje zmawiamy bez lodu, talerze i szklanki musimy przecierać chusteczkami nasączonymi wodą mineralną, bo czystość naczyń pozostawia często wiele do życzenia.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Latakia

Latakia 4. rano, cały dzień byliśmy w drodze. Probuje zasnąć, ale muzyka na plaży napieprza, bo jest czwartek weekend a w hotelu odbywają się aż 4 wesela naraz. Zaraz będzie czyjś pogrzeb jak nie przestaną…

Hotel w Lataki choć ładny, w środku odrzuca bylejakością, brudem i starością. Najbardziej irytuje mnie w Syrii, to że jedząc posiłki ludzie jednocześnie palą, wszędzie porozkładania są popielniczki a taki widok to już w Europie przeszłość. Z trudem udaje mi się skończyć śniadanie, często po prostu zmieniam miejsce albo rezygnuję i nie jem w ogóle.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Homs – Palmira

Palmira, kolejne zrujnowane rzymskie miasto, ponownie skupiła uwagę na konflikcie, ponieważ część teatru i forum została zniszczona przez ISIS. Nie było trudno odkryć pozostałości praktyki strzeleckiej. Na budynkach sprawdzonych przez rosyjskich snajperów można znaleźć napisy „niet min”. Tereny wokół są systematycznie rozminowywane od lat. Podczas zwiedzania zbierałem łuski z karabinów i po niecałej godzinie miałem ich dwie garści.

Przyjechaliśmy tu wcześnie rano, bo od południa robi się nieznośnie gorąco. Istna patelnia a wokół próżno szukać odrobiny cienia.

Starożytne syryjskie miasto mimo zniszczeń celowo dokonywanych przez dżihadystów wg opinii ekspertów „zachowało swój charakter i duży stopień integralności”. W rzeczywistości nie wyglądało to aż tak optymistycznie: porozbijane figury, odtrącone głowy, odłupane większe fragmenty sarkofagów i rzeźb leżące na podłodze. Wielka kolumnada, łuk triumfalny, cytadela, świątynia i agora zostały wysadzone i obrócone w kupę gruzu. Muzeum archeologiczne zdewastowane. Ale tak, przecież mogło być gorzej, ISIS mogło wywieźć ten liczący 2000 lat gruz w nieznane i rozsypać gdziekolwiek. Nie trzeba być naukowcem ani archeologiem, po prostu ciężko się patrzyło na tę nową „zbrodnię wojenną”.

Mamy nieciekawy hotel, nie działa sprawnie klimatyzacja, nie ma wifi, jest skromnie ale też brudno. Za oknem dudni jakaś muzyka podobno kolejne wesele.

Dziś w okazałym średniowiecznym zamku Krak des Chevaliers wchodząc po wąskich krętych schodach do niewielkiej baszty natknąłem się na pokaźnych rozmiarów węża. Gdyby nie przewodnik nadepnąłbym na niego. Wąż uciekł gdzieś do góry a mnie sparaliżował strach do tego stopnia, że zrezygnowałem z wchodzenia dalej. Przez dzień za każdym razem jak otwieram pokrywę kosza na śmieci, drzwi w łazience, wchodzę do kabiny prysznicowej, podnoszę kołdrę, deskę klozetową, otwieram walizkę, szafkę nocną mam wrażenie, że zaraz wypełznie stamtąd jakiś gad.

Wieczór spędziliśmy w barze Centro na przeciwko Villa Rosa. Generator prądu padał średnio co dziesięć minut zmuszeni byliśmy siedzieć więc w prawdziwie egipskich ciemnościach. Oświetlał nas tylko żar z palących się fajek wodnych.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze