Moje życie, chciałem spróbować i mi nie pasowało.

Wracając w piątek w nocy przez miasto, z zakrapianej imprezy w ulubionym barze, czyniąc aktualnie wymagane 10tys. dziennych kroków naszła mnie refleksja, że jestem szczęśliwy będąc w Polsce – mieszkając w Szwajcarii czułem dyskomfort, bo nie byłem u siebie, wiele mnie tam zawsze drażniło i nie widziałem szansy na poprawę. Gdyby nie M. nigdy nie zostałbym tam tak długo.

Większość emigrantów powracających z zagranicy na rodzime łono przechodzi różnego rodzaju fazy adaptacyjne. Sam pamiętam, jak przed powrotem wyszukiwałem artykuły w internecie na temat „popowrotnego szoku kulturowego”, bo każdy przeżywa je po swojemu i każdy emigrant ma swoją prywatną dramę.

Wracające zza granicy, obawiałem się trudności dostosowania się do odmiennej sytuacji. Wciąż niezmiennie lubię mitologizować przeszłość, dawne życie, zapominając jak wygląda wtedy rzeczywistość. Radość z powrotu, entuzjazm i wiara w to, że osiągną nowy sukces, zderzyła mnie z problemem bezrobocia, złego samopoczucia, stopniowego zmiany nastawienia, czymś co perspektywy czasu nazwałabym depresją.

Co najbardziej obecnie leczy rozdarte serce, które z od czasu do czasu czuje większą tęsknotę za starym, emigracyjnym życiem, a niechęć do tego nowego? Ludzie. Spotkania z przyjaciółmi, dzielenie się swoimi problemami i szukanie kompanów, którzy przeżyli coś podobnego i najlepiej mnie zrozumieją.

Dzis wciąż nie widzę Szwajcarii w swojej codzienności. Słysząc ten język zżymam się.

Siedzę w domu, przez okno w salonie widzę jak wyrasta mi kolejny blok, wciśnięty pomiędzy i tak betonową dżunglę. Zastanawiam się czy wkleić sobie folię a’la weneckie lustro, czy narażać sąsiadów na widok siebie i tego co dzieje się u mnie w mieszkaniu.

Opublikowano emigracja | Otagowano | 3 Komentarze

dni lecą

Praca nie ma końca. Obecnie wszystko kreci się wokół niej. Wstaje bardzo wcześnie rano, na 7.30 jestem w biurze i rzadko wychodzę przed 17. Zdarza mi się pracować w weekendy i święta narodowe, ale na to akurat nie narzekam, bo za to „poświecenie” dostaję dodatkowe dni wolne. W czwartek poszedłem do biura, byłem totalnie sam, pan z ochrony co parę godzin przychodził upewnić się czy wciąż jestem w budynku. Byłem sam, nikt mi nie przeszkadzał, nie dekoncentrował, nie dzwonił telefon, nie było zaplanowanych spotkań ani telekonferencji. Pracowałem uczciwie 8 godzin i zrobiłem wszystko co zaplanowałem tego dnia.

Od poniedziałku brałem udział w 3 dniowym szkoleniu, wyrwałem się z rutyny pisania maili, za to szybko musiałem przestawić się na tryb uczenia się. Siedziałem w domu, brałem udział w warsztatach online, słuchałem wykładu, w przerwach gotowałem sobie przemyślne obiady. W środę na koniec kursu podszedłem do egzaminu i go zdałem, odhaczając kolejną rzecz do zrobienia w tym miesiącu.

Zmobilizowałem się w temacie planowanego remontu kuchni. Wyszukałem ekipy remontowe, rozmawiałem z czterema, jeden pan od początku wydał mi się najbardziej konkretny i w piątek podpisałem z jego firmą umowę. Nie w głowie mi jeżdżenie, demontowanie starych mebli, kucie kafli, utylizacja starego sprzętu – wręczyłem panu tylko klucz do mieszkania i oczekuję „kuchennych rewolucji”.

Weekend spędziłem u kuzynki w Głogowie. Pełen relaks, bez spiny, wczesnego wstawania i przymusu robienia czegokolwiek. W niedzielę otworzyłem z koleżanką sezon w osiedlowym beach barze.

Prawie codziennie idąc i wracając z pracy przechodzę przez park, to tak w ramach 10 tys. dziennych kroków. Dobrze mi się myśli w zielonej przestrzeni.

2 Komentarze

Kierunek Afganistan c.d.

Siedzę i sobie czytam.

„Krótka aktualizacja, w obecnym stanie sytuacja w Afganistanie wydaje się stabilna, Talibowie pracują nad nowymi protokołami bezpieczeństwa we wszystkich obiektach turystycznych. W nadchodzących miesiącach w dalszym ciągu będziemy monitorować sytuację.

W międzyczasie, jako dodatkowy środek ostrożności, usuniemy z naszej strony wszystkie wyprzedane daty i trasy wyjazdów. Nie panikuj, jeśli zauważysz, że twojej wycieczki nie ma już na liście – oznacza to tylko, że wszystkie miejsca zostały wyprzedane i nie musimy już reklamować tego wyjazdu.”

Z biletami do Dubaju i Kabulu będę czekał do października, póki nie dostanę zaproszenia i wizy.. Każdy wniosek wizowy rozpatrywany jest indywidualnie i może zaistnieć konieczność przedstawienia dodatkowych dokumentów lub przybycia na wywiad wizowy. Plus jest taki, że po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku wizowego sekcja konsularna poinformuje mnie o konieczności uiszczenia opłaty. Nie należy wnosić opłaty wizowej przed otrzymaniem decyzji w sprawie wizy.  Minus – osoby ubiegające się o wizę po raz pierwszy są zobowiązane do osobistego złożenia dokumentów. Czekają mnie więc wycieczki do konsulatu w Warszawie i papierologia, nie mniejsza niż gdy leciałem do Libii.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Najgorszy w tym roku dzień

Dziś był najgorszy w tym roku dzień, oswajałem się z tą myślą od początku roku i snułem scenariusze jak będę chciał go spędzić. Myślałem żeby gdzieś pojechać, daleko i bezpiecznie, aby czas mijał mi na innych sprawach, miałem ochotę go przespać ale szybko porzuciłem ten pomysł, chciałem pójść do Campo na odświętny obiad sam ze sobą ale i ten pomysł wydał mi się głupi, bo co niby miałbym świętować, mogłem pójść na rower przejechać 100 km zmęczyć się na tyle by nie pamiętać. Wstałem rano, poćwiczyłem trochę, zrobiłem sobie kawy, ogarnąłem taras zaciekle szorując kafle na połysk, zrobiłem pranie, wystawiłem zestaw wypoczynkowy, umyłem podłogi w całym mieszkaniu, poodkurzałem, na obiad zrobiłem sobie carpaccio z ośmiornicy, upiekłem łososia i zapiekane szparagi, otworzyłem butelkę białego wina, wieczorem miał być Papa Bar ale skończyło się na puszce piwa. Zwykła codzienność bez fajerwerków, na koniec dopadło mnie zmęczenie. Przed pójściem spać pooglądałem stare zdjęcia, popłakałem sobie trochę i zasnąłem. To był zwyczajny dzień.

Możliwość komentowania Najgorszy w tym roku dzień została wyłączona

Kierunek Afganistan

“Jestem pewien, że wielu z Was wie, że w zeszłym tygodniu w Bamiyan miał miejsce atak ISIS, w wyniku którego zginęło 3 turystów.

W obecnym stanie rzeczy uważamy, że jest to odosobniony atak, ale na razie jest jeszcze bardzo wcześnie i jest za wcześnie, aby mieć pewność. Będziemy uważnie monitorować sytuację w nadchodzących tygodniach i miesiącach i zbierać jak najwięcej informacji. Jeśli pojawią się jakiekolwiek oznaki, że nie jest to jednorazowy przypadek i że istnieje ukierunkowana kampania, odwołamy nasze wycieczki do czasu ustabilizowania się sytuacji.

W nadchodzących miesiącach będziemy informować o wszelkich zmianach.”

Wciąż wierzę, że dotrę tam w tym roku .

Opublikowano podróże | Otagowano , | 7 Komentarzy

Bardzo malowniczym miastem…

…jest Skopje, choć od rana padał deszcz i nie chciało mi się nigdzie wychodzić, przekonałem się o tym, kiedy w końcu wyszedłem na krótki spacer. Nie żałowałem w ogóle. Z czasem zrobiło się cieplej, przestało mżyć i w ogóle zrobiło się jakby przyjemniej.

Strat bazar w Skopje to jedno z najbardziej autentycznych miejsc na Bałkanach. Kamienne chodniki, małe sklepiki i niezwykle gościnni sprzedawcy to rzeczy, których można się spodziewać, odwiedzając tę kalejdoskopową część stolicy Macedonii. Na orientalny klimat składają się nie tylko architektoniczny wyraz wąskich uliczek, ale także zapachy, dźwięki, historie i gusta. Podobają mi się miasta, w których panuje pozorny rozgardiasz, skrywający bardzo jasną dla mieszkańców sieć powiązań i zależności. Skopje po prostu mnie zaskoczyło. Kiedy te wszystkie ogromne kształty zaczęły się powoli materializować po przejściu deszczowych chmur, nie mogłem oderwać oczu. Nie wiedziałem trochę czy się śmiać się czy płakać. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, gdy doszedłem nad brzeg Wardaru, były nowe, stylizowane na greckie budowle: muzea, kolejne budynki administracji, hotele. Wszystko bardziej lub mniej nieudolnie ozdobione kolumnami, tympanonami i pseudoantycznymi rzeźbami. Tej dziwnej „pomnikozy” nie da się odzobaczyć. Istny pomnikowy szał,  kolejne wersje Aleksandra Wielkiego, symbolu państwa i kość niezgody między Macedonią i Grecją w różnych postaciach: na koniu, na placu Makedonia, Aleksander jako dziecko, z matką, ojcem, jako wojownik, myśliciel, jego matka w ciąży. Do tego Filip II także powielony w kilku miejscach. Wszystkie pomniki wodzów w stylistyce antycznej. Prawdziwe nagromadzenie pomników jest jednak wzdłuż rzeki i na mostach przerzuconych przez Wardar. Rzędami stoją tu wojownicy i filozofowie, jedni w pozach wojowniczych, inni kontemplujący rzeczywistość. Pod względem architektury, to nie Włochy ani Francja i trafia się czasem na budowle, przy których architekt chyba płakał jak projektował, ale skala kiczu jak dla mnie zdecydowanie mniejsza niż się spodziewałam. Miasto ewidentnie jest przaśne, eklektyczne, bywa brzydkie, betonowe, a czasami klimatyczne. Łączy elementy do siebie niepasujące, jest stare i nowe, to wszystko zaskakuje. Jest miksem wszystkiego i to jest niesamowity urok stolicy Macedonii

Most Kamienny w Skopje – łączy on dzielnicę bazarową z nową częścią miasta. Pochodzi z czasów osmańskich i jest symbolem Skopje. Mierzy 21 metrów i jest bogato zdobiony. Na ulicach często można spotkać pełno bezdomnych wałęsających się czworonogów, które nie wyglądają na wygłodzone, ale zaczepiają przechodniów.

Skopje jest bardzo ładne ciekawe, ma swoją atmosferę, fajnie jest zgubić się w tych uliczkach, którym daleko jeszcze do komercji.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Mamy już maj…

Mamy już maj, zdałem sobie sprawę patrząc przypadkiem w kalendarz zawieszony w kuchni na ścianie. Nie wiem kiedy minęła pierwsza połowa roku, bo mentalnie zatrzymałem się na marcu, dni tak szybko mi mijają nierówno rozłożone pomiędzy codziennymi obowiązkami, pracą, spotkaniami i wyjazdami, co miesiąc mam coś, co spędza mi sen z powiek i muszę się głowić jak to załatwić, jak ogarnąć temat, skąd wziąć pieniądze na niezaplanowane wydatki. Czeka mnie remont, choć najpierw muszę znaleźć ekipę budowlaną, która się tego podejmie. Kilka tygodni temu przy pierwszej fali upału przypomniałem sobie jak to jest mieć skwar w mieszkaniu, chodzić na w pól nago i kląć, że wciąż jest za gorąco i człowiek się poci. Jeszcze tego samego dnia wieczorem przed pójściem spać zamówiłem montaż klimatyzacji, nazajutrz miałem wizytę fachowca, dostałem wycenę, po kilku dniach zgodę wspólnoty mieszkaniowej a dzień po powrocie z urlopu pojawiła się ekipa montażowa. Do wszystkiego podchodzę bardzo zadaniowo, nie roztrząsam problemu tylko go rozwiązuję i idę dalej. Po studiach MBA została mi masa mądrych książek, niektóre pozycje po 100 i więcej złotych. Przejrzałem, odłożyłem na bok, wystawiłem na allegro i teraz co drugi dzień biegam do paczkomatu nadać przesyłkę. Nie mam potrzeby trzymania makulatury na półkach, z poczuciem ulgi nadaje im drugie życie. W pracy gorzej mi to wychodzi, bo wiem, że nigdy nie wyjdę z biura z poczuciem domknięcia wszystkich bieżących spraw, bo te mnożą się na potęgę, ale to taki krzyż który niosę i pogodziłem się, że to się już nie zmieni. Aktualnie biorę udział w naborze do firmy branży farmaceutyczno-medycznej, zadzwonili, rzuciłem zaporowa stawkę, zaakceptowali i wciągnęli w wir rekrutacji. Nie zastanawiam się nawet czy coś z tego będzie, nie kalkuluję, nie rozkminiam co będzie jeśli, nie wymyślam scenariuszy, idę za ciosem, jak będzie konkretna oferta na stole, będę się zmóżdżal czy ją przyjąć. Jeśli mnie odrzucą, to trudno. W obecnej pracy pojawiło sie zagrożenie braku bonusa w tym roku, plany wyjazdowe stanęły pod znakiem zapytania, więc narzuciłem sobie dyscyplinę finansową, której mocno się trzymam. Bałagan w domu – wstaję godzinę wcześniej, berło w dłoń i szoruję wc, podłogi, okna, piorę a dla relaksu prasuję, kątem oka oglądając nowe pozycje na netfliksie. W drodze do pracy słucham podcastów, pijąc poranną kawę jadę ścierką po meblach, czyszczę lampy i robię kroki. Lada dzień wystawię swój zestaw wypoczynkowy na balkonie, wyszoruję taras, wypiorę poduszki i siedziska, w nagrodę obiecałem sobie obiad w dobrej restauracji z ostrygami, szampanem i stekiem. Rodzice. Relacji z rodzicami w ogóle nie ma, więc ciężko mi ją nazwać nawet trudną. Nie bawię się w publiczne tłumaczenie, dlaczego tak jest, bo czuję, że nie mam się z czego tłumaczyć. Są takie rzeczy, które zostają w rodzinie, nawet jeśli tej relacji nie ma. Pewnie jest to do naprawienia. To nie jest pierwsza  rzecz, o której myślę, gdy wstaję rano. Może czas naprawi parę rzeczy, może nie. Ja się przyzwyczaiłem do aktualnego stanu.

Amok.

1 komentarz

Skopje – Kosowo

Wzrastające przez lata napięcie między kosowskimi Albańczykami, którzy domagali się niepodległości, a Serbami stosującymi represje wobec albańskich Kosowian doprowadziło w 1998 roku do wybuchu otwartych walk. W odpowiedzi władze w Belgradzie zaczęły masowo wysiedlać Albańczyków, a wobec tych, którzy zostali, stosowały brutalne represje. 850 tysięcy uchodźców szukało schronienia w sąsiednich krajach. Czystka etniczna wzbudziła sprzeciw całego świata. Republika Kosowa stała się osobnym bytem państwowym. I choć mieni się państwem demokratycznym, posiadającym suwerenną władzę i ustrój, to jej status międzynarodowy jest nieustabilizowany. Kosowo to terytorium sporne, uznane jedynie częściowo na arenie międzynarodowej.

Prisztina, stolica Kosowa, to miasto pulsujące młodzieńczą energią i oferujące fascynujące połączenie nowoczesności i tradycji. Choć często pomijane na europejskich szlakach turystycznych, Prisztina zyskuje na popularności dzięki swojej gościnności, bogatej historii i rozwijającej się scenie kulturalnej.

Serce miasta bije w rytmie jego głównego bulwaru – Matki Teresy, gdzie mieszkańcy i turysty świętują życie w kawiarniach, restauracjach i sklepach. To właśnie tutaj można poczuć prawdziwego ducha Prisztiny, obserwując codzienne życie i spotykając się z przyjaznymi mieszkańcami.

Monastery są bardzo ładne, na ulicach dominuje przaśna moda, wszędzie się pali, mówi się że wszyscy mieszkańcy kradną, prostytuują się, handlują narkotykami albo narządami, każdy zaangażowany jest w przestępczy przemysł. Wszędzie godła państwowe Kosowa i Albanii, nawet w katedrze. Budynki są bardzo kiczowate to chyba tzw. brutalizm nie wiem kto to wymyślił, nie wygląda zachęcająco, natomiast autostrada którą wybudowali Amerykanie robi wrażenie. Pojechaliśmy najpierw do Jaskini Gadime, podobno odkrytą przez przypadek i faktycznie warta jest zobaczenia. Zaskoczyło mnie, że wpuszczono mnie do niej tak po prostu, wręczono klucz, polecono nasłuchiwać i szukać przewodnika, który już dawno wszedł tam z inną grupą…

Dzisiaj nie dopisywała nam pogoda, w samej Prisztinie wiało nieprzyjemnie.

Ceny w Kosowie fenomenalne – kawa obojętnie jaka 1€, lody 1€, sok 1€ wszędzie w ogóle płaci się w euro.

Obiad w restauracji w części serbskiej, gdzie podawano głównie mięso. Dostaliśmy porcję, chyba z 2 kg za 20 €, co było nie do przejedzenia, więc potem do końca dnia nic już nie jadłem. Jedynie w części z serbskiej mogłem napić się piwa, bo Kosowo jest przecież muzułmańskie.

Dominującą religią jest tutaj islam i z tym wiąże się większość obyczajów. W rejonach zamieszkałych przez Serbów dominuje prawosławie. To że kraj jest muzułmański nie rzuca się w oczy, a od kilku tygodniu, by przypodobać się Amerykanom, chwalą się że są pierwszym krajem muzułmańskim, które zalegalizowało związki partnerskie.

Ludzie nie wyglądają mi na muzułmanów, owszem niektóre kobiety chodzą z chustami na głowach, ale większość młodych osób wcale. Kosowo jest biedne, zadziwiające jak budują tutaj domy, w ogóle zabudowa jest bez ładu i składu, każdy dom budowany jest w inną stronę, obok pięknej willi znajduje się jakaś buda z oponami, a jeszcze dalej supermarket albo dom-kasyno. Styl mocno cygański, jakieś wieżyczki, baldachimy, posągi, strzeliste zamkowe wieże, piękne klatki schodowe, podjazdy, okna w stylu orientalnym. Na ulicach dużo samochodów rzęchów, raz po raz Maybach, Maserati, Porsche albo Fiat 500 cały w kolorze złota.

Albańczycy zawsze mieli to do siebie, uwielbiają rzeczy świecące.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 2 Komentarze

Ochryda

Przed 9.00 zdążyłem zjeść całkiem dobre śniadania, po którym zaraz pojawił się mój lokalny kierowca – przewodnik. Sympatyczny, wysokiej klasy, kompetentny, wyluzowany i dobrze wyglądający. Pojechaliśmy dwie godziny za miasto, pod granicę z Albanią, zobaczyć Jezioro Ochrydzkie, najstarsze jezioro w Europie. Wspólna dwugodzinna podróż minęła nam nie wiem kiedy, byłem zaskoczony że w Macedonii jest tyle gór i że na szczytach wciąż widać tam śnieg. Ochryd ma bardzo dobre warunki do plażowania i zwiedzania. Na dodatek miejsce wydaje się zaklęte w galeriach i warsztatach lokalnych rzemieślników. Spacer po mieście nie jest dla tych, którzy się spieszą. Nie dla amerykańskich turystów, którzy nie znoszą gdzieś wchodzić, wspinać się kulić albo schylać bo to im uwłacza albo urasta to rangi problemu nie do pokonania, bo ważą 150 kilo i są mocno ograniczeni ruchowo. Było ciepło, przyjemnie, nie za gorąco, tak jak lubię. Wszedłem do jednej z licznych knajp w porze lunchu i … wpadłem na znajomą twarz z biura. Przywitaliśmy się tylko, pomachaliśmy w swoją stronę po czym każdy wrócił do swoich planów. Człowiek leci ponad tysiąc kilometrów, żeby w pierwszej knajpie spotkać gębę znaną tylko z biurowych korytarzy.

W Ochrydzie jest coś specjalnego, trudnego do opisania. Widoki, historia, atmosfera. Wiele osób wpada tu na jeden dzień, jadąc gdzieś po drodze, lub na jednodniową wycieczkę z Albanii. Polecam jednak poświęcić na to miejsce więcej czasu. Tak, aby mieć czas na spacer po uliczkach i promenadzie przy kościele podczas zachodu słońca. Dopiero wtedy w pełni poczujecie ten klimat. Życie turystyczne skupia się na plażach i w Starym Mieście. Warto po prostu pochodzić sobie na spokojnie, aby chłonąć atmosferę i mieć czas nawet żeby porobić zdjęcia. Zadbane, czyste, domy zbudowane w bardzo podobnym stylu. Ogrom zieleni i kolorowych kwiatów. Cudowny spacer, najpierw długim drewnianym pomostem, potem już plażą. Potem dzielnica rybacka, mija się łódki, małe pomosty, w kółko piękne niesamowite widoki. Charakterystyczna architektura domów, w tureckim stylu, z wysuniętym pierwszym piętrem. Aby wykorzystać miejsce, część domów budowana była nad wąskimi uliczkami, i w niektórych miejscach stworzyło to wręcz tunele. Bazar zakończony jest targiem. Głównie to stoiska owocowo-warzywne, punkty z miodem, serem czy domowymi wypiekami.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Skopje w maju

Postanowiłem skorzystać w tym roku z majówki i wypadającego przedłużonego weekendu. Od kilku tygodniu jestem na nowym projekcie, jest intensywnie, Brytole pracują normalnie, więc to my musimy się do nich dostosowywać. Szefowa zespołu pokręciła trochę nosem, gdy postawiłem ją przed faktem, że znikam, ale nie dałem jej wyboru. Bilet na samolot kupiłem już dawno, urlop na czwartek mialem zaklepany w styczniu, wszyscy święci go klepnęli a że nastała nowa rzeczywistość – trudno, nie było opcji, musiała mnie puścić. Trochę plułem sobie w brodę, bo lot do Skopje miałem wcześnie rano, i zamiast się wyspać drałowałem na lotnisko łapać samolot. Choć w pakowaniu jestem mocno wprawiony, tym razem szło mi to opornie, walizkę szykowałem dopiero rano, bo wcześniej wszystko inne wydawało się najważniejsze. Udało kupić mi się bilety na koncert M. Damięckiej na dodatek w pierwszym rzędzie więc temu wydarzeniu podporządkowałem cały swój piątkowy grafik. Doleciałem bez trudu, dojechałem do hotelu, taksówka wzięta spod lotniska nie okazała się przejazdem za bajońską sumę, nie czułem się oszukany ani zrobiony w trąbę. Dostałem bardzo ładny przestronny pokój, hotel okazał się czysty i wygodny, położony prawdziwie w centrum, blisko głównego placu miasta i turystycznych atrakcji. Chciałbym napisać, że pierwszego dnia po przyjeździe rzuciłem się w wir zwiedzania, że obudził się we mnie zmysł podróżnika, rzuciłem tylko walizkę i natychmiast pobiegłem do centrum napawać się atmosferą miasta. Nic z tych rzeczy, wziąłem prysznic, otworzyłem butelkę wina, wyciągnąłem książkę, usiadłem w oknie przez, które przebijały się promienie wiosennego słońca, potem leżałem leniwie na łóżku niczym leniwiec, obejrzałem film sącząc wino i … poszedłem wcześniej spać rekompensując sobie nieprzespanych kilka nocy, zupełnie bez wyrzutu, po prostu, taką miałem akurat ochotę.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 5 Komentarzy