bliskie relacje

W każdej bliskiej relacji, nie tylko w związku, występują drobne zachwiania równowagi. Jednej stronie zależy bardziej niż drugiej. Jedna daje z siebie trochę więcej, druga trochę więcej bierze. Czasami ta zależność się odwraca, strony zamieniają się rolami, ale właśnie ten brak symetrii jest gwarantem trwałości układu. Taki związek doskonały, w którym obie strony są zaangażowane w jednakowym stopniu jest niemożliwy i utopijny. Niedoskonałość i potrzeba dążenia do jej wyeliminowania jest motorem wszelkiego działania. Doskonałość jest martwa, przeto nudna.

Często miewam poczucie trudnej do wytłumaczenia tymczasowości. Wszystko wydaje się takie letnie, niby się nie kłócimy, ale też nie widzimy euforii. Coś jakby dwie osoby, które idą obok siebie, ale nie idą razem.

Opublikowano praca | Otagowano | 1 komentarz

Deja vu

Wyszedłem dzisiaj wcześniej z pracy, żeby zdążyć na samolot. Lecę na weekend do Warszawy spotkać się z P&E. Wychodząc z biura upewniłem się, czy o niczym ważnym nie zapomniałem, miałem ze sobą laptop, iPad, iPhone, klucze, portfel, walizkę, płaszcz i dokumenty. Czekając na tramwaj na Helvetiaplatz przypomniało mi się jak ponad 9 lat temu czekałem na tym samym przystanku wychodząc z ostatniego interview mojego przyszłego pracodawcy. Wtedy też miałem ze sobą walizkę, laptop, komórkę i płaszcz – spieszyłem się na powrotny samolot do Wrocławia.

Dziś nie byłem już tamtym wystraszonym młodym chłopakiem, który marzył aby dostać tutaj prace i zamieszkać w Szwajcarii. Patrząc na przedmioty, którymi otaczałem się kiedyś a dziś osiągnąłem materialny sukces. Zmieniły się tylko marki i liczba zer na koncie. Nie zmienili się tylko przyjaciele. Spełniłem wiele niewypowiedzianych marzeń małego chłopca.

Tutaj spotkałem miłość swojego życia.

Zaznałem w życiu dużo szczęścia.

Opublikowano emigracja | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Emergency alert

Akurat zbieraliśmy się z M do wyjścia, pamiętam, że opornie mi to szło bo wciąż czułem skutki wczorajszej kolacji zakrapianej zbyt dużą ilością wina i sake. Trochę kręciło mi się w głowie i pilnowałem się by nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Wyszliśmy z pokoju, wcisnąłem guzik od windy, kątem oka obserwując przez szybę niesamowicie prezentującą się z góry architekturę Osaka Garden. Nagle poczułem się jakby ziemia usuwała mi się spod stóp, poczułem jak się chwieję a zawartość żołądka podchodzi do gardła. Popatrzyłem ukradkiem na M. czy tego nie zauważył ale i on wydawał się czymś poruszony. Chwiała się podłoga a wraz z nią cały budynek… Zamiast zejść po schodach wsiedliśmy do windy wdając się w rozmowę z przypadkowymi gośćmi o tym, że chyba było to trzęsienie ziemi. Po kilku minutach dostałem niezrozumiały sms od japońskiego operatora komórkowego. Wrzuciłem go w tłumacza google i okazało się, że południowo-wschodniej części Japonii zatrzęsła się ziemia a skutki odczuwalne były w samej Osace. Wysłałem rodzicom wiadomość, o tym co nam się przytrafiło, ale matka wzięła to za prima aprilisowy żart. Dopiero jak usłyszała o tym w TVN24 zadzwoniła sprawdzić co u nas.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nara

Wciąż czujemy niedosyt tym krajem, codziennie coś nowego odkrywamy i nie przestajemy fascynować się innością Japonii. Razem z M. planujemy już kiedy byłoby najlepiej wyskoczyć razem do Tokio i zaliczyć Mt Fuji tudzież okolice. Niestety pojutrze wracamy już do Szwajcarii i to będzie koniec naszych wakacji. M. jedzie jeszcze do Parmy na międzynarodowy konkurs w wypiekaniu pizzy a ja wracam na ostatnie 4 tygodnie do biura. Tyle co z K. lecę na weekend do Belgradu, ale tak to już jestem na miejscu.

Dziś w pociągu do Nary M. zafascynowany grał w SimCity podczas gdy ja wtulony w jego ramię odsypiałem niedospaną noc. Kolejny dzień a ja nie przestawiłem się na tutejszą strefę czasową.

Nara jest niewielka a wszystkie turystyczne atrakcje zdają się być skondensowane w bliskiej okolicy, wszędzie chodzimy pieszo, odległości są naprawdę niewielkie poza tym jest piękna pogoda świeci słońce, ale nie ma upału. Obok świątyni M. znalazł plik banknotów, jako że w około nie było nikogo (prócz wszędobylskich sarenek) szybkim ruchem ręki podniósł zwitek papieru i schował do kieszeni spodni.

– Ile znalazłeś – próbowałem go dopytać.

Zaśmiał się tylko i odpowiedział zgodnie z prawdą, że nie ma zielnego pojęcia. Kierując w kierunku dworca kolejowego zastanawialiśmy się jak spożytkujemy ten nasz majątek. Planowaliśmy zjeść dobry lunch, jakąś część oddać biednym (szczęście trzeba podać dalej) a za resztę zrobić zakupy. Okazało się że fortuny tam nie było, raptem 4000 jenów: starczyło na dobry lunch oraz bilet powrotny do Osaki a 1/3 oddaliśmy jakiemuś mnichowi stojącemu przy wejściu do stacji.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Hiroszima – miasto feniks

Hiroszima to piękna ogromna metropolia, jej mieszkańcy mają jednak przerąbane bo większości miasto kojarzy się tylko z jednym – bombą atomową. Po tamtej tragedii ostał się tylko jeden budynek, muzeum i pomnik. Nasz pilot też głównie ograniczył się tylko do miejsc związanych z martyrologią… To przygnębiające słuchać że symbolem miasta jest bomba atomowa, to jakby twierdzić, że symbolem Polski jest Auschwitz. Większość Japończyków odwiedziła tutejsze muzeum wystawę z wycieczką szkolną i kojarzy ją z obrazami olbrzymiego cierpienia. Oglądając miasto z okna autokaru i wciąż mając przed oczami żywe, czarno-białe smutne i przygnębiające obrazy zmiecionego z powierzchni ziemi miasta oraz zwęglonych ciał, nie mogłem przestać się nadziwić, że to to samo miejsce.

Przyglądając się kolorowym neonom, sieci gęstych dróg i autostrad, nowoczesnych pociągów aż trudno uwierzyć że większość została odbudowana tutaj od zera. Chwili się mieszkańcom, że nie dali się zaszufladkować jako miasto znane z tego że 70 lat temu zostało zdmuchnięte z powierzchni ziemi.
Chciałbym móc jeszcze kiedyś tutaj wrócić spróbować tutejszego nocnego życia.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

w drodze do Hiroszimy

Wykupiliśmy wycieczkę do Hiroszimy. Wieczór wcześniej pojechaliśmy metrem do stacji Osaka wybadać gdzie znajduje się hotel Granvia i dobrze zrobiliśmy bo dotarcie do niego zajęło nam prawe godzinę. Kluczyliśmy między peronami, piętrami i korytarzami, wyjściami i przejściami dla pieszych i jeszcze w dodatku te remonty – trudno było się połapać którędy mamy iść, więc zagubieni krążyliśmy po całej stacji. Rano poszło nam to już dużo sprawniej, oprócz nas do Hiroszimy wybierało się jeszcze kilka innych osób więc nie byliśmy sami. Taksówką pojechaliśmy do stacji Shin Osaka skąd odjeżdżał Shinkansen. Podróż pociągiem pociskiem była atrakcją samą w sobie. Robieniu zdjęć i kręceniu video nie było końca choć w Szwajcarii dziwię się gdy turyści robią sobie fotki z TGV.

Pociągi na stacjach zawsze zatrzymują się w określonych miejscach – na peronach namalowane są linie, które wyznaczają początek kolejki. Jeszcze zanim przyjedzie pociąg, widać jak Japończycy grzecznie ustawiających się w kolejce jeden za drugim. Ten sam widok obserwuje się wychodząc ze stacji, ludzie organizują się w rząd już przed ruchomymi schodami. Choć może wydawać się to dziwne, to trzeba przyznać, że zdecydowanie poprawia to płynność pasażerów na stacji. To że w danym punkcie stoi duża grupa ludzi, nie oznacza, że nie są oni w pewien sposób zorganizowani.

Miłym zaskoczeniem był dla nas konduktor w pociągu Shinkansen – wszedł do wagonu, ukłonił się, przeszedł do końca, odwrócił się, ukłonił , wyszedł z wagonu, w kolejnym się ukłonił. W końcu wrócił do naszego. Wszedł, ukłonił się, przeszedł, odwrócił, ukłonił. Delikatnie, z powagą, z szacunkiem, oficjalnie… M szalał z zachwytu oglądając to przedstawienie. Kolejne miłe zaskoczenie było w sklepach. Wchodzisz do sklepu, kupujesz, nie zdążysz jeszcze dojść do kasy a obsługa już biegnie, informując po drodze, że przeprasza, że dopiero idzie. Wszystko z uśmiechem, uprzejmie, ekspresowo i na koniec jeszcze w podziękowaniu za zakupy no i naturalnie ukłon. Kolejny ukłon był od załogi obsługującej samolot na płycie lotniska. Kiedy samolot był już gotowy do odlotu, załoga staje w rzędzie i wszyscy się kłaniają a potem machają nam na pożegnanie.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

40 lat minęło i fine dining with Osace

Padło na wtorek wieczór. Następnego dnia rano jechaliśmy akurat do Hiroszimy, stamtąd wracaliśmy późno w nocy, wydawało nam się, ze nie ma po co dłużej odkładać okazji. M. nie byłby sobą gdyby na miejsce swoich urodzin nie wybrał czegoś spektakularnego. Od lat marzyła mu się kolacja w restauracji hotelu George V w Paryżu – czyli puch, piana i polewa dobrego smaku, ale skoro byliśmy teraz w Osace o paryskiej restauracji musiał zapomnieć.

W związku z tym, że spaliśmy w Swissotelu poszliśmy (a raczej zjechaliśmy 23 pietra w dół), do hotelowej Minami serwującej dania kuchni japońskiej. M. nie zadowalał nam niczego, obaj zamówiliśmy sobie największe i najdroższe zestawy menu z wołowiną Kobe i abalonami oraz szampana i butelkę nowozelandzkiego pinot noira. Dostaliśmy do dyspozycji prywatnego kucharza, który na naszych oczach dosłownie robił kulinarne cuda wyczarowując przed nami kolejne niesamowite dania. Może to za sprawa szampana, ale czułem się najszczęśliwszym facetem na świecie mogąc spędzać wspólnie z M. ten wyjątkowy dzień i wieczór. M. nie zawahał się nawet przez chwile płacąc krocie za nasza wystawna kolacje, ale w końcu ile razy w zyciu kończy się 40 lat?

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Karuzela życia

Po dzisiejszym hotelowym śniadaniu mam delikatnie mówiąc lekką traumę, na dodatek w brzuchu mnie skręca, a ile razy o tym myślę wydaje mi się, że zacznę rzygać freskami na ścianę… Jakiś samopas biegający dzieciak nie mógł pohamować wydalania smarków i gdy nachylał się nad podgrzewaczem z jajecznicą widziałem jak wpadają do środka jego baboki. Współczulem każdemu z gości, który nakładał potem sobie na talerz te smakołyki… a bachora należałoby zrzucić z piętra.

Mamy dziś w planach jedynie odwiedzenie akwarium Kaiyukan a potem panoramiczną przejażdżkę niedaleko położonym młyńskim kołem.

M. zwrócił mi uwagę na ciekawą rzecz, na ulicach widać budki z jedzeniem albo inne przewoźne garkuchnie, ale w powietrzu darmo szukać ich zapachu. Tak jakby mnie lub bardziej przyjemne dla nosa zapachy w ogóle nie miały prawa opuścić wielkich gorących garów.

Poszliśmy do parku po prostu bezczynnie posiedzieć na ławce i nacieszyć oczy kwitnącymi wiśniami. Oboje potrzebowaliśmy takiego leniwie spędzonego dnia. Siedząc w kole widokowym rozmawialiśmy o tym czy uda nam się w tym roku polecieć na Hawaje. M. nie może doprosić się dwutygodniowego urlopu, co trochę jest dziwne, czasem mam wrażenie że jego szef celowo komplikuje ich grafik bo jest zazdrosny o wszystkie wyjazdy M. Nawet jeśli nie polecimy na Hawaje na pewno uda się nam spędzić tydzień w San Francisco, a potem będę musiał zacząć rozglądać się za jakąś pracą.

Po powrocie do Szwajcarii zostanie mi ostatni miesiąc w pracy. Pewnie bardzo szybko mi zleci a potem rzucę się w wir wyjazdów, podróży i kursów językowych, po których nastąpi jedna wielka niewiadoma.

Kiedy w wieku 22 lat leciałem w pojedynkę do Stanów też nie miałem wszystkiego zaplanowanego. To chyba najbardziej w tym wyjeździe mnie ekscytowało, świadomość że za każdym rogiem czekała mnie przygoda. Wcześniej dwukrotnie byłem w Stanach, wiedziałem czego się spodziewać, że jakąś prace znajdę, potrafiłem się odnaleźć w innej kulturze, miałem pieniędzy na 2 miesiące życia. Byłem odważny i gotowy na przygodę przez duże P. Śmieszne, że teraz nawet nie pamiętam jakim najtańszym środkiem transportu można dostać się z lotniska do centrum San Francisco. Odkąd przerzuciłem się na taksówki albo limuzyny z kierowcą przestałem zwracać uwagę na to gdzie znajdują się przystanki autobusowe albo kolejki BART. Wciąż podoba mi się mój misternie uknuty plan na następne kilka miesięcy, ale co potem? Nie wiem. Z drugiej strony nie wiem co będzie jutro, więc po co się nakręcać myślami co będzie za rok. Z perspektywy czasu te moje kilka miesięcy 2002 roku w San Francisco były jednym z najważniejszych okresów w moim życiu. Wiele się wtedy o sobie dowiedziałem, nauczyłem się samodzielności, wytrwałości i zaradności, stałem się bardziej wytrzymały choć nie było lekko, zdarzały się chwile słabości i zwątpienia, zdarzało mi się nawet płakać, ale teraz z perspektywy lat wspominam tamte czasy śmiejąc się do siebie w myślach. Tamta wyprawa w dużym stopniu ukształtowała mnie jako faceta , nie byłbym tym kim jestem teraz gdyby nie tamten wyjazd. Pokochałem wtedy San Francisco i ta miłość trwa do dziś.

Widząc szczęście w roześmianych migdałowych oczach M. po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu jak dobrym pomysłem było zabranie nas do Japonii. Liczyło się teraz i tutaj a na resztę przyjdzie kolej w swoim czasie…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Kioto

W nocy znowu nie mogliśmy spać, w drodze do Kioto co chwilę czułem jak ciążą mi powieki i co chwila zasypiałem w krótki sen. Rankiem świeciło słońce, ubrałem się letnio i pożałowałem tego bardzo szybko. Przez cały dzień na zmianę słońce i deszcz. Wydaje się, że dobrze, że do Kioto wybraliśmy się autem inaczej trudno byłoby się nam przemieszczać z miejsca na miejsce, zwłaszcza gdy w ciągu dnia kilkakrotnie łapała nas niezła ulewa. Słyszałem że Kioto to perełka Japonii, bla, bla, bla yadayadayada a nam miasto wydało się płaskie i nudne, może i była to kiedyś stolica Japonii, pełna jest zabytków dziedzictwa kulturowego ale i tak wolę Osakę. M. ćwiczył swój japoński ale dość opornie mu to szło, na zupkę miso mówi mitsubishi czym mnie totalnie rozwala. W wielu miejscach natykaliśmy się gejsze, które okazały się chińskimi turystkami. Od naszego kierowcy usłyszeliśmy, że ostatnio panoszy się tutaj dziwna moda na turystów przebierających się w tradycyjne japońskie kimona i paradujących w ten sposób po głównych atrakcjach miasta.

Na pierwszy ogień poszła Świątynia Kinkakuji zwana Świątynia Złotego Pawilonu, której zewnętrzne ściany zostały pokryte płatkami złota, pięknie położona nad stawem na terenie olbrzymiego parku umożliwiającym podziwianie jej poprzez spacer wokół. Patrząc na liczbę odwiedzających turystów łatwo domyślić się że jest to jedno z najczęściej odwiedzanych i fotografowanych atrakcji turystycznych miasta. Usiedliśmy z M. w tutejszej herbaciarni napić się zielonej papki zwanej zieloną herbatą podawanej w czarce.

Wciąż nie możemy nadziwić się tym krajem, najbardziej zauroczyła nas odmienność kulturowa Japończyków, obyczaje, dobre wychowanie i maniery, niektórych może dziwić niesamowite posłuszeństwo i ukierunkowanie na dobro ogółu, ale nam wydało się to urocze. Zaczynamy dostrzegać podobieństwa między miastami, w Kioto ani w Osace nie ma śmieci choć nie ma też koszy.

W zamku Nijo pierwszy raz usłyszeliśmy o tzw. słowiczej podłodze wydającej charakterystyczny dźwięk pod wpływem nacisku. Dźwięki te miały przypominać śpiew japońskiego słowika i alarmować o zbliżającym się nieprzyjacielu – swoisty system alarmowy.

Po lunchu pojechaliśmy zwiedzić buddyjski kompleks świątynny Kiyomizu, położony nad miastem na zalesionych zboczach góry. Po drodze krótki postój przy Heian Jingu Shrine a na koniec Świątynia Sanjusangendo czyli Pawilon z 33-ema Przęsłami

Wróciliśmy się z M do Osaki, pojechaliśmy na kolację do Umedy. Trochę szukania, ale trafiliśmy na świetny sushi bar gdzie zamówiliśmy 22 różne rodzaje sushi płacąc za nie raptem 150 pln.

Pierwszy raz wyjeżdżając na urlop nie zabrałem ze sobą laptopa i czułem się… dziwnie jakby brakowało mi ręki. Nie zdawałem sobie sprawy że aż tak przyzwyczajony byłem do podróżowaniem z laptopem, każdy mój urlop był jakby na smyczy, na wszelki wypadek gdyby coś złego działo się w biurze.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Boski gadżet

M. przeżywa fascynację japońską toaletą. Odkąd w pokoju zamiast tradycyjnego tronu zobaczył sprzęt przypominający kabinę promu kosmicznego ciągle się w niej zamyka, nazywając to miejsce swoim centrum dowodzenia. Za pomocą specjalnego panelu automatycznie podnosi albo opuszcza deskę, reguluje temperaturę deski klozetowej, ustawia odpowiedni program mycia oraz strumień wody podmywając jego cztery litery, testuje funkcje masażu, suszarki – wszystko przy akompaniamencie świergotu ptaków albo muzyki Chopina.

Po wykonaniu wszystkich powyżej wspomnianych czynności, papier to oczywiście zwykła formalność.

Generalnie Japończycy w miejscach publicznych nie preferują standardowych zachodnich toalet. W większości miejsc można spotkać ubikacje kucane, w których wszystkie sprawy załatwia się na tzw. narciarza. Obaj z M. jesteśmy jednak pełni obaw jak z nich korzystać. Wydaje się nam, że jedyną opcją (by uniknąć żenującego wypadku) jest całkowite rozebranie się od pasa w dół i powieszenie ubrań na haku przed wypróżnieniem…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz