Szwajcarzy będą głosować czy strzelić sobie w drugą stopę.

Szwajcaria utrzymuje specjalne niskie progi podatkowe dla bogatych cudzoziemców, np. słynnych artystów i sportowców. W Szwajcarii osiedliło się ponad 5 tys. bogatych cudzoziemców, skuszonych umowami podatkowymi opartymi na wartości wynajmu ich nieruchomości, a nie na podstawie ich rzeczywistych dochodów czy stanu majątkowego, pod warunkiem, że nie podejmą pracy zarobkowej w tym kraju. Wśród najbardziej znanych korzystających z ulg podatkowych są m.in. Michael Schumacher, Sebastian Vettel, Fernando Alonso, rajdowcy Lewis Hamilton, Alain Prost, gwiazdy muzyki pop Tina Turner, Phil Collins, Charles Aznavour, Rita Pavone, Frida Lyngstad (ABBA), aktor Roger Moore, Yoko Ono, Athina Onassis, rosyjski magnat od aluminium ropy i gazu Wiktor Wekselberg, a także najbogatszy mieszkaniec Szwajcarii, Szwed Ingvar Kamprad, założyciel sieci IKEA.

Sprzeciwy wobec preferencyjnego traktowania emigrantów podatkowych narastał w kraju od kilku lat, kantony Zurychu, Schaffhausen i Appenzell w ostatnich latach zrezygnowały z przyznawania im takich przywilejów.
Do Szwajcarii przybywało wielu uciekinierów podatkowych z Francji; ich liczba wzrosła po zapowiedzi opodatkowania przez rząd dochodów ponad miliona euro rocznie stawką 75%.

I tak właśnie Centrolewicowa partia przegłosowała przeprowadzenie referendum, które ma odbyć się pod koniec listopada dotyczące anulowania ulg podatkowych. Poprzez tę reformę chcą zwiększyć i wzmocnić akceptację dla podatku liniowego. Zwolennicy tej inicjatywy twierdzą że podatek ryczałtowy jest niesprawiedliwy i nieprzejrzysty, a przeciwnicy obawiają się, że Szwajcaria straci na atrakcyjności, a bogaci masowo zaczną uciekać do innych krajów np. Monako.
Z tytułu podatków od cudzoziemców do kasy państwa wpływa średnio 700 mln franków. Lump sum taxation to jak dla mnie bardzo dobry interes dla Szwajcarów: zachęcają bogatych ludzi do wydawania pieniędzy w Szwajcarii a ci i tak nie mogą uzyskać żadnych dochodów w Szwajcarii. Wszelkie porównania ich ze zwykłymi podatnikami są bezsensowne.

Jeśli im się ta akcja uda, stracą wszyscy: my, zwykli ludzie, będziemy biedniejsi, a kanton słabszy.

Opublikowano emigracja | Otagowano , | Dodaj komentarz

padaka w pracy

8 lat budowania, żeby teraz wszystko rozwalić i zacząć od początku. ASS najprawdopodobniej zostanie zlikwidowane, ESS po części też, moje stanowisko albo podobna rola może powstać w Zurichu albo gdzieś indziej: w Luxemburgu, Londynie, Dublinie, Berlinie. Cieszę się, że nie muszę uczestniczyć w tej szopce. Dzisiaj nowy SVP zagalopował się zbytnio i wzniósł toast za nowo powstającą firmę, zapominając że ma przed sobą głównie tych, których obejmą masowe zwolnienia. Jedni się cieszą inni nie, nie zrozumie głodnego syty – taka rzeczywistość.

Moja skrzynka mailowa zalewana jest codziennie korporacyjną propagandą, jak dobrze, że firmy się rozdzielają, uśmiechnięte twarze przypadkowych ludzi powtarzają bełkot o nowych możliwościach, szansach i rozwoju. Czekam tylko na t-shirta z równie propagandowym hasłem.

Naturalnie mydlą nam oczy, że mamy jakiś wpływ na to co się z nami stanie, że będziemy uczestniczyć w podejmowaniu decyzji i tworzeniu struktur nowej organizacji, nowych procesów choć z góry wiadomo że nasze zdanie nie liczy się wcale. Takie sranie do wentylatora.

Dają nam 9-12 miesięcy, choć jak znam naszą organizację ci na górze będą cisnąć żebyśmy uwinęli się w 6. Nie jestem ani zły, ani nie jest mu smutno, miałem tego nie robić, ale powiedziałem o tym M. i nie przejął się zbytnio. Z czasem pewnie się to zmieni jak zacznie dostrzegać, że tłuste lata mamy już za sobą i czas na nowo ogarnąć rzeczywistość i wrócić na ziemię.

Choć moja praca obecnie przypomina dmuchanie dziurawego materaca wcale mnie ta sytuacja nie dołuje, powiedziałbym że raczej śmieszy i nudzi jak kiepski film, w którym na koniec nie chce się czekać, bo historia jest banalna, cała akcja jest z góry do przewidzenia, postacie tak samo schematyczne jak intryga, a siedzenia niewygodne i popcorn się skończył a ja muszę do kibla.

Opublikowano praca | Otagowano | 3 Komentarze

spacerując po Tbilisi

Decyzję o wyjeździe do Gruzji podjąłem praktycznie z tygodnia na tydzień. Szczęście mi dopisało, bo znalazłem nawet tani bilet i wolne miejsca w hotelu.

Samolot z Monachium wylądował o zabójczej porze 4 nad ranem. Tbilisi miasto – obietnicy, oraz rewolucji róż, miasto łączące Gruzję z europejskimi stolicami, jednocześnie zachowując charakter całego kraju, czyli ogólną biedę i nadzieję na wypchane portfele turystów. Starym, po części odrestaurowanym budynkom towarzyszą nowoczesne budynki mocno kreatywnych architektów. Metro, choć bardzo tanie i dłuższe niż warszawskie centy-metro, zraziło mnie do siebie śmierdzącymi szczochami tunelami i stacjami, żebrzącą masą bezdomnych i ogólnym brakiem wentylacji. Z drugiej strony nikt gorzej nie pachniał, niż np. ludzie w warszawskim tramwaju.

Stare Miasto w Tbilisi, ładnie prezentuje się zarówno w dzień jak i nocą. Mnóstwo restauracji i barów, pyszne jedzenie, wino i tłumy ludzi. Jedna z piękniejszych stolic, jakie widziałam.

Otoczenie Radissona robi raczej przygnębiające wrażenie, ulice pełne są małych zaniedbanych domów, jednopiętrowych odrapanych budynków z balkonami z kutego żelaza, nieremontowanych, co najmniej od kilkudziesięciu lat. Wąskie chodniki zastawione skrzynkami pełnymi owoców i warzyw, wyłożonych z małych okolicznych sklepików, dziurawe chodniki, jezdnie – pełne rozpędzonych aut oraz kierowców, którzy pieszego mają za nic.

Aleja Rustaweliego to zupełnie inny świat. Szeroka ulica zabudowana XIX wiecznymi kamienicami o bogato zdobionych elewacjach, teatr, opera, eleganckie markowe sklepy, różnobarwny tłum. Wzdłuż ulicy rzeźby przedstawiające postacie wykonane z mosiądzu oraz stylowe ławki. Na całej długości bulwaru chodnik od jezdni jest oddzielony balustradą wykonaną z kutego żelaza. Jedynymi obiektami, które psują wrażenie są ogromne socrealistyczne molochy.

Spaceruje bez celu, w promieniach mocnego słońca. Plac Wolności – w czasach ZSRR stał tam pomnik Lenina, obecnie na wysokiej kolumnie umieszczono posąg Św. Jerzego zabijającego smoka, symbol Gruzji.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Tbilisi – dzień 3

W porównaniu do bogatej Turcji, czy bogatego w gaz i ropę Azerbejdżanu Gruzja wypada słabo. Władze Tbilisi wydają się jednak rekompensować czasy, kiedy kraj borykał się z olbrzymimi problemami energetycznymi oraz biedą. Po zmroku miasto jest bardzo rozświetlone dzięki nowoczesnym projektom architektonicznym, które urozmaicają krajobraz estetyczny miasta i sprawiają, że nieco bardziej przypomina ono stolicę kraju. Część z nich została już oddana do użytku, a część nadal jest budowie. Słynny Most Pokoju stał się już rozpoznawalnym elementem miasta. Wraz z budynkiem Pałacu Prezydenckiego oraz jeszcze nieoddanym do użytku budynkiem teatru tworzą interesujące miejsce, które powoli staje się znakiem rozpoznawczym Tbilisi.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Tbilisi – dzień 2

Starówka pełna jest brzydkich odrapanych budynków przeplatającymi się z nowoczesnymi deptakami zastawionymi kanapami i stolikami tutejszych kawiarni. O ile jednak popadające w ruinę centrum nadal broni się swoimi niezaprzeczalnymi walorami architektonicznymi, wystarczy zrobić kilka kroków dalej, by poczuć klimat głębokiego komunizmu. Z tysiącami ogromnych bloków z wielkiej płyty komponują się przejeżdżające brzydkie, brudne i rozpadające marszrutki oraz brudne i tandetne bazary. Wszystko to w otoczeniu rozpadających się domów, nierównych ulic oraz chodników.

Bulwar Rustaweliego wygląda tak, jak powinna wyglądać reprezentacyjna ulica stolicy. Podświetlenie kamienic jest delikatne a jednocześnie uwypukla piękno detali architektonicznych..

Gruzja to kraj mocno zacofany, ale tylko z naszego pro-nowobogacko-zachodniego punktu widzenia. Wszystko zależy od nastawienia i tego co w nas tworzy poczucie, że kraj jest ciekawy. Dla mnie taki klimat tworzy kultura, lokalne społeczności, ciekawe miejsce. I to wszystko znalazłem w Tbilisi – fantastyczną mieszankę sowieckiej mentalności z gruzińską tradycją. Jak ktoś nie lubi sowieckiego podejścia do życia, to najlepsze przewodniki i książki do Gruzji go nie zachęcą. Przekonałem się, że na swój pokrętny sposób kocham tę sowieckość, choć jest ona na dłuższą metę męcząca.

Marszrutki – czyli minibusy kursujące na stałych trasach w których wszyscy mogą palić papierosy całą drogę, „taksówki” – prywatne samochody śmierdzące jakby ktoś przed momentem owce woził, chaos na zniszczonych nieremontowanych dworcach, dowolność odjazdu transportu publicznego, różne ceny dla różnych gości.
Bez względu na porę dnia czułem się tam bardzo bezpiecznie, a jedynym realnym zagrożeniem był dla mnie ruch drogowy.
Może i komunikacja publiczna jest w opłakanym stanie, ale czy to czyni kraj mniej atrakcyjnym?

Miernikiem danego kraju to jest to, czy chciałbym tam wrócić. Dziwnym trafem tam wrócę, bo znalazłem tam to coś…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Flug nach Tiflis

Zapytać się każdego, kto dużo podróżuje, co jest dla niego ważne, na pewno padnie słowo bagaż. Przerabiałem różne warianty toreb podręcznych oraz walizek. Małe, większe, duże, lekkie, cięższe, materiałowe, plastikowe, z tzw. specjalnych materiałów, na dwóch kółkach, na kółkach teleskopowych, markowe, nie markowe, eleganckie, polskiej produkcji, z raczką, z kieszenią, bez wysuwanej rączki, ciemne, jasne, kolorowe – przez 7 lat miałem 6 walizek podróżnych i żadna nie przetrwała próby intensywnych podróży. Nie pamiętam ile wydałem na walizki, ale kwota była to nie mała. 3 lata temu, kiedy po raz kolejny torba nie przeżyła próby lotu samolotem poddałem się i zamiast inwestować w kolejny bubel kupiłem walizki Remowy. Samsonite jest podobny cenowo, za to wygląd i wykonanie przemawiają do mnie bardziej w stylu Remowy. Poza tym dostałem gwarancje na 5 lat, gwarancję jakości na 10 więc jakoś przełknąłem dość wysoką cenę. I było cudownie, mogli rzucać moimi torbami, naciskać, ugniatać, przerzucać dowoli i to pod każdą szerokością geograficzną, w dowolnym porcie lotniczym i w jakimkolwiek klimacie – prócz kilku zadrapań nic nigdy im się nie stało. Zwiedziłem z nimi wszystkie kontynenty, niektóre nawet po kilka razy i za każdym razem kiedy ściągałem je z taśmy na lotnisku i nie widziałem żadnych uszkodzeń myślałem sobie, że był to dobry pomysł, trafiony zakup i dobrze wydane pieniądze.
No i jebudu po 3 latach się doczekałem, lot z Belgradu a walizka pogięta, bok (specjalnie wzmacniany) jakby mechanicznie wgięty do środka, drugi pęknięty a przy lekkim ucisku widać olbrzymią kilkucentymetrową szparę, 600 euro poszło się jebać.
Na szczęście linia lotnicza uwzględniła moją reklamację i mam szansę odzyskać prawie całkowitą wartość walizki. Z tej okazji wybrałem już nowy, ładniejszy model.

W pracy bez zmian. Trwa RFP i codziennie dostaję po kilka, kilkanaście maili z prośbą o spotkanie, lunch, kolację albo chociaż krótką rozmowę przez telefon. Od kilku dni nic innego nie robię tylko siedzę ze słuchawką i w kółko opowiadam o tym samym. Zaczynają mi się już mylić hotele i kraje, z którymi rozmawiam.
Z handlowcami z hoteli w Zurychu spotykam się osobiście, choć po dwóch dniach ciągłych roboczych śniadań, brunchy, lunchy i kolacji poczułem zmęczenie a zwłaszcza przejedzenie. Jeszcze kilka takich dni a nie zmieszczę się w spodnie.
W poniedziałek nie wróciłem na noc do domu, spontanicznie zdecydowałem się zostać na noc w hotelu w Zurychu. Dopiero jak puściłem pawia poczułem ulgę i mogłem zasnąć.

W naszym biurze w Bernie zamontowali takie oto cudo.

13
Ci, którzy mają szanse korzystać z męskich toalet wiedzą, jakie niespodzianki mogą ich tam czasem przerazić. Publiczne toalety omijam szerokim łukiem z zasady, ale w biurze wśród wszystkich tych wychuchanych i wymuskanych dżentelmenów, lalusiów i fafików mam oczekiwania, co do zapewnienia podstawowych warunków higieny i czystości.
Raz po raz zdarza się jakiś złamas, który uczy kreta pływać albo ukręci warkocz i nie spuści po sobie wody.
Takim bym łeb ukręcał i wsadzał głowę w klozet. Najgorsi są Hindusi i Grecy, co się ewidentnie nie lubią kalać się tą czynnością.

Lecę dziś do Tbilisi. Nie wiem czemu wszyscy używają nazwy Tyflis. Kojarzy mi się z syfilisem…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Ateny

Z Zurychu wyleciałam w środku jesieni – deszcz i zimno. Wylądowałem w całkiem przyjemnej temperaturze około 23 stopni. Z lekkim zdumieniem obserwowałem ludzi ubranych w kozaki i zimowe kurtki.

Na pierwszy rzut oka Grecja to kraj wielkich kontrastów, borykający się z niezliczonymi problemami społecznymi. Biedny kraj bogatych ludzi.

Centrum, okolice placu Omonia gdzie znajduje się mój hotel – dookoła zgiełk, hałas, auta, autobusy, trolejbusy, żółte taksówki, masa motocykli, które bezwypadkowo przemykają między nimi. Wszystkie dyskusje ludu z władzą, zwane popularnie strajkami, mam pod nosem.

27 stopni zachęcało żeby z eleganckiej koszuli i spodni z kantem wskoczyć w wygodne spodenki, T-shirt i adidasy. Ma pierwszy rzut poszło Muzeum Archeologiczne. Zobaczyłem maskę Agamemnona, dostałem wzwodu intelektualnego, po którym spokojnie mogłem wrócić do hotelu.

Sobotni poranek, ciepło, ja w krótkich spodenkach, kiedy w domu panuje 12 stopni. Cieszyłem się, że mogłem sobie pozwolić na bycie tam i podziwianie wszystkich tych wspaniałości starożytnego świata.

Ruch samochodowy – duży, a jeżeli ktoś chce jeździć własnym autem, to lepiej od razu zacząć ćwiczyć parkowanie na styk (maksymalny odstęp 5 cm).

Wynająłem auto z kierowcą, który obwoził mnie po całych Atenach. Miło było przechadzać się po ruinach Akropolu i oglądać pozostałości historii, o której uczyłem się w szkole. Osobiście dźwigi wokół Akropolu w ogóle mi nie przeszkadzały, budowla warta jest tego, żeby, choć raz w życiu zobaczyć ją na własne oczy. Przyjechałem tu wcześnie rano zanim masa chińskich turystów zdążyła rozlać się tu rozlać.

Wybuchowa mieszanka wandalizmu, biedy i starożytnego piękna. Aż nie do wiary, że kraj mający tak wspaniałą przeszłość i tak wiele do zaoferowania znajduje się w stadium rozkładu. Nie rozumiem jak można namalować grafitti na kolumnach antycznej świątyni, która przetrwała do naszych czasów?

Usłyszałem, że ogólnie to się stąd ucieka, bo same Ateny to nic innego jak skupisko brudu i złodziejstwa, nie jest tam bezpiecznie i chyba już nigdy nie będzie a to przez to, że wiele nacji siedzi tam nielegalnie bez pracy i środków do życia a przecież muszą też mieć, za co jeść…

Alex okazał się przezabawny opowiadając pikantne historyjki o kuzynkach bogatych szejków z Abu Dhabi i ich niepohamowanej chuci względem jego skromnej osoby.
Arabki i Hinduski są straszne, a bogate są już zupełnie nie do zniesienia, bezmiar pieniędzy zepsuły je do szpiku kości i dokonały nieodwracalnych zmian w ich mózgu, fałszując obraz świata.
Zabrał mnie na lunch do 5F gdzie spodobało mi się chyba najbardziej na świecie

Oba wieczory bardzo udane. Aż mi się smutno zrobiło że wkrótce to się skończy, po 7 tłustych latach nadchodzą lata chude, skończy się latanie, drogie hotele, zakupy bez oglądania się na ceny i kasa lejąca się strumieniami, skończą się zajęcia wyrównawcze i tomografie odbytu. Wracam na ziemie.

Niby taki ze mnie światowiec i specjalista, wprawiony podróżnik a dałem się podejść jak dziecko. Taksówkarz, który wiózł mnie rano na lotnisko wydymał mnie na 90 euro za kubek mrożonej kawy. Nawet nie protestowałem, chyba jeszcze spałem o 4 rano…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Znowu rzucam się w wir wyjazdów

Znowu rzucam się w wir wyjazdów: Wrocław – Warszawa – Ateny – Belgrad.

Warszawa. 30 urodziny P, kolacja u Włocha i balety w klubie do białego rana. Było ok, ale na jej miejscu nie odważyłbym się zaprosić swoich rodziców. Niektórzy goście ze Szwajcarii dali popis swoich możliwości w osiąganiu dna i braku kultury. Nie moje małpy nie mój cyrk, ale obora była nie z tej ziemi. Nim w ogóle tam dotarłem przymierzyłem znajomego, który wydaje się działać jak sklep całodobowy. Jedni szukają doznań metodologicznie, jakby szukali pracy a ja wyznaje teorie chaosu. Dziwka czy madonna, potrafię być jednym i drugim.

We Wrocławiu podpisałem listę obecności w swoich ulubionych miejscach, dwu poziomowy apartament w Granary Suite przez dwa wieczory znowu zamieniłem w orgazmodrom, z którego wysyłałem w kosmos niegrzeczne zwierzaki.

Dziwnie dużo energii w sobie znalazłem, spotkałem się E, nawet z Roberto zjedliśmy śniadanie na Placu Zbawiciela gdzie zdążyłem zreferować mu ze szczegółami, co się u mnie wydarzyło. Zmęczenie przyszło potem, w niedziele zasypiałem oglądając Cirque de Solei.

Wracałem zmordowany po całym dniu do domu, tramwaj utknął na wysokości Zitglogge z powodu jakiejś demonstracji. Czasem włącza się we mnie agresja, miałbym ochotę wrzucić pomiędzy protestujących granat albo dwa, żeby rozgromić tę zgraje.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

jedna chwila

Byliśmy w eleganckiej restauracji, na kolacji, przy świecach, był ciepły, sobotni wieczór. Jedno wypowiedziane zdanie wystarczyło, żeby dawno zasiane ziarno niepewności, znowu zaczęło kiełkować a w kilka minut wystrzeliło wysoko w górę. Kto by pomyślał, że stanie się to właśnie tak… Podjąłem pewną życiową decyzje w ciągu tej jednej chwili.

Rozmawialiśmy bardzo spokojnie, bez dramaturgii, zadawałem mnóstwo rzeczowych pytań. Byłem opanowany, nie czułem emocji, ściskania w gardle ani zbierających się łez.

Zabieram ze sobą te myśli do Tunezji…

Dodaj komentarz

obiecanki macanki a potem długo długo nic i wreszcie chujnia

Wyszedłem z Audrey na lunch, kiedy wróciliśmy po niespełna 3 kwadransach w skrzynce mailowej znaleźliśmy newsa.

Podczas każdej wielkiej reorganizacji w korporacji powtarza się utarty schemat. Znowu musiałem sprawdzić w słowniku, co oznaczają niektóre mądre słowa, którymi posługują się nasi liderzy, inaczej wszystko wydaje się brzmieć jak przeintelektualizowany bełkot.

Nowy CEO nowopowstającej części koncernu brzmiał jakby całą noc chlał, zachrypnięty głos pijanego degenerata. Nie dostrzegłem w nim lidera, który miałby poprowadzić firmę ku lepszemu i współczułem całemu PP. Mówił tak, jakby zaraz miał umrzeć, a jego głos brzmiał jak u starca, a może całą noc pił ze szczęścia.

Przypomniały mi się nie tak dawne zapewnienia: ‘’nie będzie podziału firm, tylko razem jesteśmy w stanie iść ku lepszemu’’. Teraz wszystko odmieniło się o 180 stopni. I na dodatek ta propagandowa wstawka „nie przejmujcie się niczym, my zajmiemy się wszystkim za was” wyzwoliła dodatkowy niesmak. Przypominają mi się Niemcy, Berlin i zapewnienia Waltera Ulbrichta : „nikt nie ma zamiaru budować muru” a dwa miesiące później jebudu mur berliński stanął w ciągu jednej nocy.

Zwykle nie uczestniczę w podobnych korporacyjnych szopkach, tym razem chciałem obejrzeć rosnący nos Pinokia – naszego CEO. Sztucznym uśmieszkom, entuzjazmowi i wymuszonym oklaskom nie było końca. Podczas takich All Hands meetingów nieustanie drażni mnie język słit, sparkling i glitering – w konsekwencji mam nieodwracalne zmiany w mózgu.

Oni wszyscy tam w tym Silicon Valley są zbotoksowani, 50 letni faceci są bez śladów zmarszczek, zero emocji, gadające głowy, oczojebna gładka skóra wyprasowana żelazkiem z parą.

Spektakl przyklepany papką wazeliny, obłudą, fałszem, pochlebstwami, niekończąca się wymiana ukłonów, zdań i pochlebstw, hi five.

Wysilali się wmawiając nam że wszystko będzie super, że zmiany wyjdą nam na lepsze, że jesteśmy w dobrych rękach.

Informacja spadła na nas wszystkich jak grom z jasnego nieba. Po oficjalnej wideokonferencji mieliśmy kolejną z naszym VP. Ten, chociaż brzmiał szczerze, nie krył zdumienia, na wiele pytań odpowiadał szczerze, że nie wie, co będzie dalej…

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz