Jakby się nigdy miał nie skończyć świat

Po krótkim, 30 minutowym locie z Miami pojawiły się pierwsze oznaki uroków wysp Bahama – lazurowo jasnozielonkawo turkusowe morze, niezliczone ilości wysp i wysepek, intensywny błękit nieba i mnóstwo słońca.

Po miękkim lądowaniu w Nassau pierwsze wrażenia to bezlitosny żar lejący się z nieba a potem opieszałość ludzi: nikt nigdzie się nie śpieszył, personel Bahamasair wdawał się bezceremonialne długie pogawędki z każdym po kolei, zero organizacji, ludzie wpychający się do kolejki, na bagaże czekaliśmy prawie godzinę zanim je wyładowano, potem kolejka do Immigration i kolejna by nadać bagaż na wewnętrzny lot do Freeport. 120 minut lekcji cierpliwości. Lotnisku we Freeport bliżej do lotnisk krajów trzeciego świata głównie za sprawą bardzo starej infrastruktury i widocznej gołym okiem biedy. W drodze do hotelu rozklekotanym muzealnym Cadillac-iem najpierw minęliśmy cementowanie, rafinerie, stocznie, co nie napawało nas optymizmem a potem lasy palmowe, wielkie puste przestrzenie i ogromne połacie nieużytków.

Dopiero przy głębszej penetracji Wielkiej Bahama odnaleźliśmy rajskie krajobrazy, bajkowe plaże, pięknie kontrastujące z błękitem oceanu i ciekawą kolonialną architekturę. Na próżno szukać jednak urokliwych lokalnych knajpek, lokalnej kuchni i atrakcji turystycznych innych niż oferta sportów wodnych. Wyspa odcięta jest od innych wysp, na Abaco czy do Nassau trzeba lecieć samolotem, nie kursują żadne połączenia promowe, największą atrakcją Freeport i Lucaya są bazary oferujące 1001 tandetnych drobiazgów w budynkach różnej maści kolorów pastelowych i jedzenie typu fastfood. Bahama poraża swoją komercją skierowaną w rzesze licznie przybywających tu amerykańskich turystów, ale oboje z K szukaliśmy relaksu, białego pasku, morza i pięknych landszaftów i tego dostaliśmy w nadmiarze.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | 5 Komentarzy

ostatnie tygodnie

W natłoku zajęć związanych z organizacją czerwcowego spotkania integracyjnego dla 800 pracowników naszej firmy w Hiszpanii, z nieukrywaną wdzięcznością przyjąłem zaproszenie na spotkanie z A. w Berlinie. Gdy R. przedstawiła nas sobie poraz pierwszy intuicyjnie wyczułem, że spotkałem pokrewną towarzyską duszę, podejrzewałem nawet, że z tej samej parafii, dopóki nie spędziłem wieczoru w towarzystwie jego dziewczyny i przekonałem się ostatecznie, że celuje do złej dziurki. Szybko pogodziłem się jednak z tym faktem, że A pozostanie jedynie (aż?!) gwarancją dobrej intelektualnej rozrywki.
A. zaprosił mnie najpierw do siebie do domu, co stanowiło nie małą odmianę od obyczajów Szwajcarów, (którzy nie znają tego zwyczaju i nigdy nikogo do siebie nie zapraszają woląc spotykać się na mieście), z dumą oprowadził mnie po swoich przytulnych czterech kątach nie szczędząc intymnych opowieści o tym jak bardzo lubi opalać się na tarasie nago.
Wspólna kolacja u Włocha stanowiła miłą odskocznię od zawodowej rzeczywistości, bo w pracy żyć mi nie dają.
Taki stan przekłada się na moje samopoczucie i nawet będąc już w Polsce, prawie w domu, przesiadłszy się na samolot do Wrocławia wciąż nie mogłem oderwać się od spraw związanych z pracą, które na domiar złego wydają się wcale nie ubywać. Z tego osobliwego stanu zamyślenia, skupienia i trochę złego nastroju nie była wstanie wyrwać mnie siedząca obok w fotelu kolorowa i bogato zdobiona Doda Elektroda. Nie mam w zwyczaju rozmawiać ze współpasażerami, więc i tym razem nie było wyjątku. Przez 45 minut lotu z Warszawy jedyne, co nas łączyło to fakt, że oddychaliśmy tym samym powietrzem.
W Berlinie zaimponowało mi olbrzymie akwarium w holu hotelu, którego wielkość przysłaniały chyba jedynie akwaria centrów handlowych w Emiratach. Radisson Zurich ma akrobatyczne show a jego berliński odpowiednik olbrzymie wypasione kolorowe ryby.

W Mediolanie spędziłem samotne dwa wieczory – głównie pracowałem albo pracowałem sącząc kolorowego drinka w hotelowym barze. Antonio, którego miałem nadzieję zobaczyć wystawił mnie do wiatru składając kilka dni wcześniej wypowiedzenie z pracy. Odkąd zostałem zmuszony przestać trwonić pieniądze na męskie przyjemności więcej wydaje się zostawać mi w kieszeni. Recepcjonistka w biurze na mój widok próbowała mnie pocieszyć stwierdzeniem że jako facetowi jest mi o niebo łatwiej z aparatem bo nie muszę nikogo blołdżabować…

Ledwo przekroczyłem próg rodzinnego domu przed nosem wylądował talerz ruskich pierogów. Mamuśka bardzo się postarała, bo wciągnąłem je w trymiga i nie przeszkodziła mi nawet noszona nazębna biżuteria. Z mojego menu zniknęły orzechy, chipsy, chleb, pieczone mięso, surowe warzywa i owoce – podczas kontrolnej wizyty mój stomatolog oznajmił mi, że wszystko układa się dobrze, ale muszę być cierpliwy. Odwiedzając stare wrocławskie kąty odpuściłem sobie wszystkie mecze za to zainwestowałem w spotkanie z dawno niewidzianą AS, w studenckim Kalogródku gdzie piwo sprzedają śmiesznie tanio.
M dał wyciągnąć się na weekend w Lugano – we włoskiej części Szwajcarii – kantonie Ticino. W Ticino królują palmy, cyprysy, oleandry, azalie, rododendrony, drzewa oliwne i cytrynowe, słyszałem że na promenadzie w Locarno można nawet zerwać z drzewa banana… O bliskości Włoch geograficznej jak i mentalnej świadczyć mogły fakty, że poranny pociąg do Lucerny został niespodziewanie odwołany a ten podstawiony zastępczo spóźnił się ponad 20 minut. Na dworcu w skrytkach do przechowywania bagaży wszystkie zamki wydawały się być popsute albo wyłamane. Gdy spytaliśmy się czy aby czegoś źle nie robimy próbując przechować nasz bagaż usłyszeliśmy, że wszystko jest ok, bo szafki popsute są już od dawna..
A tak poza tym cudownie było móc się dogadywać w lokalnym języku, przećwiczyłem chyba wszystkie scenki rodzajowe rodem z repetytorium…

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Złote Żniwa – planowałem przeczytać ją podczas urlopu, ale zdążyłem łyknąć ją w pociągu w drodze do Lugano. Jeśli to, co tam opisują, choć w połowie wydarzyło się naprawdę to chyba otworzono mi oczy na sposób myślenia moich dziadków, nieznane, połacie dotyczące aspektów dotyczące relacji między Żydami a społeczeństwem, w którym żyli, choć nie wierzę że wszyscy Polacy byli ani bestiami, morderczym wyjątkiem od ówczesnej reguły ani aniołami, tylko ludźmi zdemoralizowanymi przez wojnę, tak jak inne nacje.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Finito – Ostatni raz nim zniknę – Robótki ręczne

W rozmowach z M coraz mniej nadziei, ile razy powraca ten temat najpierw zwalczam w sobie irytacje, ból i gniew, żeby nie pogarszać i tak niedobrej atmosfery. Z jednej strony chciałbym odciąć się od niego szybko i bezboleśnie, zrobić kolejny krok i wreszcie nazwać rzeczy po imieniu, z drugiej próbuję wpłynąć na niego by został jeszcze jeden rok, nim wróci do Włoch albo zdecyduje, co chce dalej robić ze swoim życiem. Myślę głównie o sobie, staram się postępować racjonalnie, dałem sobie 18 miesięcy na znalezienie nowego zajęcia i wyprowadzkę z Berna.
Mamy ze sobą takie momenty, że zamykamy się w swoich skorupach i wydaje się, że drażni nas wtedy obecność tego drugiego, z drugiej strony M z rozbrajającą szczerością przyznał, że trudno byłoby mu poznać kogoś innego, bo w jego mniemaniu dość wysoko ustawiłem poprzeczkę, nauczyłem się dla niego włoskiego (jaki jestem romantyczny) i zgodziłem się z nim zamieszkać (nie jestem związkofobem) bez oporów prałem jego gacie i skarpety, podawałem śniadania do łóżka, wycierałem smarki gdy był chory, nie wspominając o pokazywaniu najdalszych zakątków świata. Jakkolwiek to zabrzmi jego nowy partner będzie musiał poniekąd zmierzyć się z moją legendą albo żyć w moim cieniu i przyzwyczaić się do ciągłych porównań, których nie da się uniknąć. M nie obawia się przeciętnej codzienności, ale ja śmiem twierdzić, że bardzo się myli, bo nie jest już facetem sprzed 5 lat.
Weekend majowy w Warszawie był ostatnim szalonym wyjazdem zagranice, na jaki mogłem sobie pozwolić. Spędziłem go intensywnie w łóżku ( 4 bramki!) co może nie było zbyt wyrafinowane i może ktoś inny uznałby ten czas za zmarnowany, ale jak spojrzałem w lustro po wizycie u dentysty to wiedziałem, że dobrze zrobiłem. Mój dentysta niezwykle uradowany z rezultatu, jaki uzyskał zapytał mnie wprost, co myślę o efekcie jego pracy. Zapanowała konsternacja a że nalegał na prawdę to przekląłem szczerze i siarczyście. Szczeki 4, Brzydula 2, teksańska masakra pila mechaniczna to pestka, dzieci z krzykiem będą przede mną uciekać a rekiny w Atlantyku omijać szerokim łukiem. Jeśli jeszcze w niedziele kotłując sie w hotelowym łóżku łudziłem się, że z aparatem da się żyć i nie wpłynie to na moje interakcje męsko-męskie to teraz straciłem resztki nadziei, zostałem brutalnie obdarty ze złudzeń, czy mi się to podoba czy nie z hukiem sprowadzono na drogę seksualnej ascezy…

Otagowano , , | 7 Komentarzy

Wizytacja – Cyrk – W uścisku silnych ramion – Orient sexExpress – Wielkanocny zapach naftaliny

Moja szefowa po prawie 2.5 roku nieobecności pojawiła się wreszcie w naszym biurze dostarczając mi nieskończenie wielu powodów do radości. Wciąż śmiem twierdzić, że jest najlepszą szefową pod słońcem: nie dość, że jest daleko i śpi kiedy pracuję i nigdy do mnie nie dzwoni, to jeszcze daje mi całkowicie wolną rękę w sprawach zawodowych, jest wyrozumiała, pomaga gdy o to proszę i dba by kwota, która co miesiąc wpływa na moje konto była odpowiednio wysoka. Pierwszy wieczór postanowiła spędzić taplając się w ogromnej hotelowej wannie (nie towarzyszyłem jej), ale na drugi dała porwać się na wspólny wieczór w Azzurro. Nadskakiwałem jej jak pudel, zabawiałem, komplementowałem, śmiałem się z jej dowcipów, sypałem anegdotami jak z rękawa, pilnowałem jej komfortu i dobrego samopoczucia, za co w efekcie zostałem nagrodzonym mamusinym cmokiem i uściskiem łamiącym kości, ale za to zaaprobowanym budżetem na resztę wydatków tym roku. Big mama wybaczyła mi nawet niedyspozycję spowodowaną grypą żołądkową i fakt że do Zurychu musiała jechać zupełnie sama.
Praca przed świętami spędzała mi sen z powiek. Odkąd siłą wżenili się mnie w organizację firmowej imprezy w Barcelonie każdy dzień stal się pasmem udręki, nieprzewidzianych sytuacji. W konsekwencji nieprzemyślanych decyzji ‘’góry’’ chodziłem zmęczony ogarnianiem tego bajzlu i ciągłym gaszeniem pożarów, zacząłem wręcz niedomagać na polu zawodowym a czasem wprost sobie odpuszczać. Organizacja wyjazdu pozostawia wiele do życzenia, nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z poprzedniego roku z tym że w tym roku znacznie częściej zdarza mi się obrywać.
W sytuacjach, kiedy w biurze panuje full house zwykle najlepiej sprawdza się proste zniknięcie ludziom z oczu, najlepiej na kilka dni na co ochoczo przystałem…
Po raz pierwszy odwiedziłem nasze biuro w Mediolanie. Zaskoczyła mnie przyjacielska wręcz luźna atmosfera, otwartość ludzi i brak zadęcia wśród najwyższej kadry menadżerskiej. Na spotkanie zaprosiłem naszego dostawce na widok, którego nogi mi się ugięły, wpadłem w osłupienie a cały mój luz i pewność siebie zniknęły. Ów osobnik miał na imię Antonio, pochodził z Toskanii, miał silne ramiona, popełniał zabawne błędy mówiąc po angielsku i patrzył tak świdrującym wzrokiem, że przez całe spotkanie czułem pistolet w spodniach. Zaliczyliśmy drętwy początek, mało błyszczałem, nie tryskałem w ogóle polotem, ale z czasem jednak atmosfera się poluzowała a my z Antonio kilkakrotnie poklepaliśmy się porozumiewawczo po ramionach. Wracając pociągiem do Szwajcarii myślałem o nim, snując wyobrażenie jakby to było gdybyśmy byli razem. Wciąż rzuca mi się na głowę jak o nim pomyślę i już planuje nasze następne spotkanie.

Jak nigdy wcześniej w Stambule było zimniej niż na północy Europy. Nim dotarłem do hotelu niechcąco zabawiłem się w rycerza wybawiając z opresji pewną wyelegantowaną i zbytnio epatującą bogactwem Niemkę, która przyjechała spędzić wielkanocne ferie z koleżankami i która zbyt pochopnie dała nabrać się na zaloty pewnego Turka z wypożyczalni aut. Pozornie niewinny flirt szybko przeszedł z fazy rozmowy do fazy dotykania i macanek, na co ewidentnie pani nie była przygotowana.
Z Monachium przyleciał F, odwiedzał rodzinę, ale znalazł czas by postrzelać do jego bramki. Leżąc z nim w łóżku, zmęczeni, spoceni, w skotłowanym łóżku, mokrym od potu i śladów naszej ekspresji zauważyłem, że takie momenty prawie nigdy nie zdarzały się między mną a M. Jedna z tych znajomości, którą nie łatwo jest zakończyć a każde kolejne spotkanie dostarcza nowych emocji.

Wczesnym świtem w drodze na lotnisko znowu nie mogłem przestać zachwycać się niezwykłym położeniem tej metropolii, na zderzeniu kultur wschodu i zachodu.
W przeciwieństwie do reszty miasta, przytłoczonej smutkiem i biedą, Bosfor tętnił radością życia, ekscytacją i szczęściem. Teraz cieśnina jest źródłem siły Stambułu, ale na początku jej nie doceniano od, zwykły brzeg z jakąś drogą, ładnym widokiem, po prostu dobre miejsce na letnie pałace, jakie budowano tam w ciągu ostatnich dwustu lat. (…) Osmanowie zaczęli wznosić tu swoje letnie rezydencje, rozwinęła się charakterystyczna imperialno – stambulska kultura, odcięta od świata zewnętrznego (…) Uwielbiałem pływać po zatoce Bebek, krążyć wśród innych łodzi, kutrów, promów i kryp z burtami oblepionymi przez ostrygi; czuć siłę prądu z dala od brzegu i uderzenia fal wzbudzanych przez mijające nas jednostki. Chciałem, aby te wyprawy nigdy się nie kończyły. (…) Przejażdżki po Bosforze (…) dają nieodpartą przyjemność podglądania tego miasta dom po domu, dzielnica po dzielnicy, a jednocześnie pozwalają podziwiać z oddali jego wiecznie zmieniający się jak miraż, zarys….
Jakiekolwiek święta w domu kojarzą mi się z jednym schematem: podróż, jedzenie, telewizor, cmentarz, odwiedzanie rodziny, jedzenie i nieoparta chęć żeby się wreszcie wyrwać, dlatego ile razy jadę do domu wybieram spanie w hotelu żeby mieć swój azyl i czasem święty spokój. Tym razem w Radissonie pełno było niemieckich seniorów, którzy wydzielali wokoło dziwny zapach naftaliny, starego człowieka i śmierci…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , , | 3 Komentarze

zabijanie klina

M pojechał na kilka dni do Włoch, dlatego sam postanowiłem wybrać się na weekend do Wiednia. W ostatniej chwili do wyjazdu przekonałem K, która nie dala się dwa razy prosić byleby tylko ominąć szopkę związana z obchodami rocznicy. Zemsta kaczora nie ominęła jej jednak całkowicie, w drodze z Warszawy samolot wpadł w silne turbulencje i tak mocno nimi zatrzęsło, ze po przylocie minę miała nie tęgą.
Na szczęście potem już tylko święciło słonce.
W nowo otwartym hotelu Sofitel dostaliśmy pokój w całości urządzony… na czarno: czarne ściany, sufit, podłogi, meble, łazienka, kafle, wanna, sofa, sypialnia, rolety, łóżko, pościel wszystko dosłownie jak w trumnie. Dobrze ze K nie jest czarnoskóra, bo byśmy się w łóżku nie odnaleźli… Ogólnie polecam każdemu, kto chce wpaść w depresje.
Za kilka dni święta, wcześniej Mediolan i Stambuł, potem Warszawa i znowu Wrocław.
Dzisiaj znowu kilka razy poczułem jakby cos się w moim życiu kończyło…

Opublikowano podróże | Otagowano , | 4 Komentarze

CSI San Francisco

Przed wylotem do Vegas wcześnie rano zbiegłem na dół do bankomatu pobrać trochę gotówki. Naprzeciwko naszego hotelu znajdował się oddział Bank of America, z którego codziennie wybieraliśmy z pieniądze. Poranek był chłodny, wokoło nie było żywej duszy, włożyłem kartę, wprowadziłem PIN i wybrałem żądaną kwotę. Maszyna wydała mi pieniądze i paragon, odwróciłem się i wróciłem do hotelu. Jeszcze przed wejściem do windy tknęło mnie, żeby zajrzeć do portfela i zauważyłem, że brakuje w nim karty. W niecałe 30 sekund byłem znowu pod bankomatem, pod którym ustawiła się kolejka, jakiś czarnoskóry facet wypłacał pieniądze, za nim wyraźnie zniecierpliwiona kobieta przystająca z nogi na nogę. Mężczyzna wstukiwał dane i co kilka chwil, podejmował gotówkę, którą pośpiesznie upychał po kieszeniach. Przyglądałem mu się przez chwilę a gdy w końcu podjął kartę, w której rozpoznałem swoją, bez namysłu rzuciłem się na faceta, wyrwałem plastik i z całej siły uderzyłem o ścianę budynku, wykręciłem rękę i kazałem oddać wszystkie pieniądze grożąc, że zabiję. Murzyn wystraszony oddał mi zwitek banknotów a po ciosie w brzuch wyciągnął następny plik banknotów. Kobieta zaczęła krzyczeć, że napadam na bezbronnego człowieka, co odwróciło moją uwagę a murzyn wyrwał się i uciekł, a po chwili i ona wzięła nogi za pas. Choć w biały dzień w centrum miasta napadłem człowieka, przewróciłem go na ziemię, nikt nie zareagował a ja spokojnie zacząłem zbierać fruwające w powietrzu dwudziestodolarowe banknoty a potem zadzwoniłem do banku zgłosić kradzież. Okazało się, że w ciągu kilku minut choj pobrał ponad 2 tys. dolarów z czego tylko tysiąc udało mi się odzyskać. W ciągu paru chwil zdążył wypłacić gotówkę sześć razy.
W banku poradzili żeby zgłosić to na policję, co też uczyniłem jeszcze na lotnisku w San Francisco. Komentarz policjanta przyjmującego zgłoszenie: gdyby to był Nowy Jork pewnie by Pana zastrzelił…

Opublikowano podróże | Otagowano , | 4 Komentarze

oaza na pustyni

Las Vegas, choć sztuczne, zatłoczone i bardzo komercyjne spodobało się nam głównie ze wzglądu na swoje atrakcje, niepowtarzalną liczbę świateł, kolorowych neonów i iluminacji oraz nocne życie. Ogólnie panuje tutaj straszny kicz i zbieranina: obok kopii renesansowych fresków, starożytnych rzeźb, posągów, cudów architektury przechadzają się brzuchaci turyści w klapkach, z hot dogami, lodami i piwem, albo geriatryczni starcy ledwo włóczący nogami albo siedzący w wózkach z butlami z tlenem, raz po raz zaglądając do drogich markowych sklepów, których sprzedawcy dla odmiany ubrani są bardzo elegancko. M za bardzo wczuł się w atmosferę butików i kąpiących bogactwem wnętrz hotelowych kasyn, bo defilował wyelegantowany i obrandowany jak na Włocha przystało. Ja nie dałem się ponieść czarowi tego miejsca, jak reszta tłumu nonszalancko paradowałem w znoszonym podkoszulku i przetartych spodniach, narażając się na uszczypliwe uwagi M, które skutecznie ignorowałem.

Pierwszą noc spędziliśmy w urządzonym w stylu weneckim hotelu Venetian, w apartamencie na 33. piętrze by nie mieć za daleko do sztucznie stworzonej kopii weneckich kanałów z gondolami, ale Bellaggio podobał mi się bardziej, bo w łazience mięliśmy saunę parową. Kiczowate było to wszystko, co tam stworzyli, ale na swój sposób jednak atrakcyjne. Na ulicach tłum i ścisk, nie mogliśmy się odpędzić od naganiaczy zachęcających do odwiedzenia nocnych klubów ze striptizem tudzież do skorzystania z usług agencji oferujących żeńskie lub męskie bunga-bunga.
Faceci na ulicach Vegas – pierwsza klasa – co krok było na kim zawiesić oko, atletyczni, zwykle mieszanki etniczne i zadbane zęby co stanowi typowy kontrast wobec np. modelowo szczerbatych mieszkańców Krakowa.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 5 Komentarzy

Priscille – Królowe Pustyni

Wynajętym samochodem pojechaliśmy do Arizony. Prawie 2 godziny zajęło nam wydostanie się z Vegas, bo gdy raz zgubiliśmy zjazd z autostrady okazało się że następny jest dopiero za 100 km.
Śmiechu co nie miara było przy pakowaniu naszych walizek. Skoro mogliśmy liczyć na słoneczną pogodę i malowniczą Route 66 zdecydowaliśmy się na eleganckie cabrio… z bardzo ograniczonym miejscem na bagaże. M zademonstrował prawdziwy popis akrobatyki byleby zmieścić wszystkie nasze walizki w bagażniku, a ja wcale mu nie pomagałem tylko stałem jak dupa nie mogąc przestać się śmiać.
Podróż do Grand Canyon National Park zajęła nam prawie 4 godziny, z krótkim postojem przy Tamie Hoovera. W Kanionie w nocy temperatury spadały do blisko zera stopni, co dla organizmu przywykłego do upałów w ciągu dnia, było nieprzyjemnym szokiem. Rano po śniadaniu pojechaliśmy prosto na małe, ukryte wśród drzew, lokalne lotnisko na spotkanie z naszym pilotem. M mocno zaaferowany perspektywą lotu nad kanionem trajkotał bez przerwy, kręcił się w fotelu nieustannie pstrykając zdjęcia aż do momentu, kiedy zaczęło silnie rzucać naszym helikopterem i biedny musiał sięgnąć po papierową torebkę przytwierdzoną do bocznej kieszeni fotela…
Przy kolacji w hotelowej restauracji rozmawialiśmy o nas, bardzo szczerze, bez przekłamań i niedomówień. Obaj zgodziliśmy się, że doszliśmy do etapu gdzie międzynarodowe pary muszą się określić i zdecydować co dalej: czy zostać w obcym kraju czy jechać gdzie indziej, czy może wracać, która ze stron skłonna jest na większy kompromis albo nawet poświecenie.
Nie odpowiedzieliśmy sobie wprost na wszystkie pytanie, ale myślę że wybór jest tylko pozornie trudny, bo obaj już zdecydowaliśmy – górę wzięły zdrowy rozsadek i zachowawczość.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

urodziny albo ostatnia wieczerza

Na urodzinową kolację M zaprosił mnie do Garego Danko gdzie stolik należy rezerwować z 6 tygodniowym wyprzedzeniem a za spełnienie wymagań najbardziej wymagającego klienta każą sobie słono płacić.
Wieczór zaczął się jednak mało odświętnie, bo od kłótni – po tym jak przy stole kilkakrotnie zwrócił mi uwagę i bez przerwy komentował siedzących obok nas gości. Nie byłem w humorze, więc sprowadziłem go na ziemię, co tylko jeszcze bardziej go obruszyło. Trochę za bardzo sobie dopieprzaliśmy tego wieczoru i żaden z nas nie miał zamiaru przestać, więc raz po raz na zmianę chłostaliśmy się słowami. Nie przejmowałem się gdy zwracał mi uwagę jak siedzę, że trzymam łokcie na stole, że masło nakładam nożem do tego nieprzeznaczonym, że mieszam gatunki win ale gdy przeniósł się na gości siedzących przy innych stolikach, nie ukrywając się przy tym specjalnie, licząc że i tak nikt go tutaj nie zrozumie, wytykając obcym ludziom braki w wychowaniu i obyciu które jego zdaniem uwłaczały temu miejscu, a potem jeszcze okraszając to swoimi pseudo wyrafinowanymi wywodami i mądrościami rodem z magazynu dla kobiet nie wytrzymałem i dość dosadnie mu przerwałem wypominając mu jego zdolności językowe, bo sam nie potrafiłby zamówić nawet szklanki wody.
Ludzie przychodzą do restauracji aby się zrelaksować, wyrwać się z domu, dobrze zjeść, wypić dobry alkohol, spędzić czas na randce albo w towarzystwie znajomych, przyjaciół a nie wyglądać, lansować się i przejmować się czy jedzą właściwym sztućcem.
…Nie wiem co się dzieje z moim M ale ostatnio zaczął traktować ludzi z góry, poczuł się nadto wyjątkowy i jakby częściej prowokuje podobne sytuacje, feruje opinie które zwykle puszczałem mimo uszu ale teraz reaguje alergicznie, przy każdej okazji karcę go bezlitośnie i wdaje się w (do niczego nie prowadzące?) dyskusje.
Większość książek, które przeczytałem pamiętam tylko z jednego zdania. Czasami wydaje mi się że nie jest to żaden przypadek i że autorzy piszą książki tylko po to, aby napisać to jedno, jedyne zdanie i by je mozolnie objaśnić treścią rozpostartą na kilkuset stronach. Ostatnio przeczytałem, że „człowiek to nie ciało. Tak jak muzyka nie jest z pianina. Ciało jest tylko instrumentem człowieka, ale nie jest człowiekiem. Bo nie po to jest się z kimś, żeby nam coś załatwił, żeby nam pomógł, coś zrobił. Nie taka jest idea miłości. Miłość jest po to, żebyśmy byli szczęśliwi. Ta miłość powinna uszczęśliwiać przede wszystkim tego, który kocha”. No właśnie coraz mniej tak czuje…

Opublikowano Mądrości, podróże | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

bardzo leniwy dzień

Cały poranek spędziliśmy na Alcatraz. Promem popłynęliśmy na wyspę, na której teraz oprócz pozostałości dawnego więzienia można spotkać jedynie wysiadujące jaja różnej maści ptaki, które na dodatek srają gdzie popadnie.
Na Pier 39 zjedliśmy lunch oglądając przy tym wylegujące się za oknem lwy morskie, które stanowią jedną z atrakcji tego miejsca. Zapachy wydobywające się od nich nie zachęcają jednak do dłuższego biesiadowania.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz