tajemnice rodzinne

Umówiłem się z moją siostrą na kawę w Akropolis. Czekała nas ciężka rozmowa. Każda rodzina ma swoje sekrety, niektóre leżą nie odkryte prawie 30 lat.
Najgorsze, że to my młodzi płacimy największą cenę za decyzje poprzednich pokoleń.

Człowiek w opresji chce słyszeć to się nie skończy źle, wyjdziesz z tego, poradzisz sobie, wszystko będzie dobrze. Niby tak wolno ale jest to nieuczciwe. Nikt i nic nie może pokazać naszego dalszego losu. Powiedzenie że wszystko będzie dobrze, zamyka rozmowę. Gotowość do prawdziwej rozmowy to gotowość usłyszenia o takich lękach, które są też moimi lękami. To prawda, że to wszystko nie jest łatwe, prawda że jest ciężko ale jak ma nie być. Po co błaznować mówiąc że jest ok., to nie zmienia niczego w niczyim życiu. Po co wmawiać komuś tak okrutne kłamstwa.

Obudź w sobie olbrzyma – masz być wielki, silny i nie do zmiażdżenia.
To jest takie zgubne.
W każdym człowieku jest siła ale jest tez słabość. Ukrywając ją jesteśmy w ciągłym stresie.
Jak coś nas nie zabije to nas wzmocni, dobre sobie… Trzeba umieć dać sobie prawo do tego że coś boli, zostawia rany a potem blizny.
Po co bagatelizować cierpienie innych wydaje się że tak będzie dla nich lepiej.
Trudne sytuacje mogą wzmocnić ale pod warunkiem że nie zaprzeczy się skutkom ubocznym takich doświadczeń..

Ja mam nadal siostrę a ona brata i nie zmienią tego żadne papiery.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Abecadło związku

M który nazywa mnie swoim księciem rozkoszy nie przestaje się do mnie dobijać, ciągle próbuje i nalega na spotkanie, twierdząc że chce się pożegnać nim wyjadę a tak naprawdę to chce żeby strzelić mu gola…
Zaczynam go jawnie unikać bo staje się nieznośny.

Wciąż nie potrafię sobie przetłumaczyć ani pogodzić się z tym, że jakikolwiek mój związek miałby nie być nadzwyczajny, tylko po prostu zwykły, dobry, miał trochę wad i zalet.
Tkwię w przekonaniu, że związek musi być idealny. Idealizuje swoje życie, siebie i partnera mówiąc mój dom będzie lepszy, mój partner będzie taki jak z katalogu. Nie mam wciąż odwagi przyznać się że nie jestem nadzwyczajny. Jestem przeciętny, nie w sensie że nic nie osiągam, tylko w jakimś aspekcie życia we dwoje jestem na 10 a w i innym na 2.

Wyczytałem, ze osobom „świetnym we wszystkim” bardzo zależy na opinii innych. A im niższe to prawdziwe wewnętrzne poczucie własnej wartości, tym bardziej dążymy do tego, by w świecie zaistnieć za wszelką cenę i we wszystkim na 100%. To toksyczny sposób życia. Kawałek po kawałku zatruwamy się myślą że i tak nie jesteśmy zadowoleni do końca, że ciągle nam mało i mało.

Nidy dostrzegam niektóre analogie a tymczasem w weekend strzelam trzy gole i to do dwóch różnych bramek…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kanon upragnionych rezultatów

Celem generalnym moich znajomych i przyjaciół jest oczywiście szczęście. Osiągnięciu szczęścia ma służyć powodzenie w życiu zawodowym i osobistym. Dla groma z nich oznacza to błyskawiczną karierę i wirujący seks. Gdyby wypreparować z tony poradników i książek na ten temat, taki wzorzec czasem można odnieść wrażenie, że otrzymalibyśmy zimną karierowiczkę i seksualnego manipulanta. Gdy się coś takiego czyta odnosi się złudne wrażenie, że przy odrobinie wysiłku można w ogóle uniknąć nieszczęścia.

Nigdy nie jest tak, żeby wszystko było w ludzkim życiu ok, jak również nigdy nie jest tak, żeby wszystko było do bani. Nikt nie jest doskonały, ale też nie ma takiej sytuacji, która zupełnie odbiera wartość ludzkiemu życiu. Zwykle jest trochę tak, a trochę tak.
Człowiek ma w sobie silę i słabość, potrafi być szczęśliwy gdy wszystko idzie szczęśliwie i znaleźć szczęście w nieszczęściu.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

na finiszu

Mam juz umowę, wynajęte mieszkanie, dostałem pozwolenie na pracę, kupiłem bilet w jedną stronę.
Mogłbym jechac choćby zaraz…

Zostało mi tylko pozałatwiać ostatanie sprawy z administracją, na poczcie, zapłacić ubezpieczenie, zawiesić umowy na telefony i już mnie tutaj nie ma.

***

Spróbuj w Polsce rozwiązać umowę. Same kary po 75, 300 albo 800zl.
Ku…a. Pie…lę to!

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Dublin – dzień 4

Ubrany w garnitur, z mała elegancka torba podróżna na kółkach, z przewieszonym przez ramie laptopem wciąż czuje ten dreszczyk emocji mówiąc do kierowcy taksówki „na lotnisko proszę”. Gdybym miał więcej włosów na głowie mogłobym śmiało występować w reklamie Taft- pianki do włosów tej na każdą pogodę…

Na lotniskach lubię obserwować ludzi, tych czekających w hali odlotów, wielu z pasażerów wyciąga laptopa jeśli takowego posiada i coś zaczyna w nim klepać, są też tacy co siedzą i rozmawiają przez telefon komórkowy i załatwiają ostatnie sprawy nim wejdą na pokład samolotu. Na podstawie tego jak są ubrani albo jak się zachowują lubię zgadywać wtedy kim są i czym mogą się zajmować.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dublin – dzień 2 c.d,

Wieczorem Valerie zarezerwowała dla wszystkich stolik na Diep la Shaker. Już sama nazwa brzmiała cudownie egzotycznie.

Niechcąco zaliczyłem piękną wpadkę spóźniając się dobre pół godziny. Zarezerwowana na 19:45 taksówka długo nie przyjeżdżała a potem kierowca krążył ze mną po połowie Dublina szukając właściwego adresu. Szczęście w nieszczęściu dostało mi się miejsce obok Sangety (pani boss) i już sama ta sytuacja wymuszała rozmowę miedzy nami. Czułem się bardzo dopieszczony towarzysko i brylowałem najlepiej jak potrafię. Na bankiet zaproszono też osoby, których wcześniej nie widziałem a i tak czułem się jak w swoim żywiole.

Gritt z Niemiec nie żałowała sobie wina co w efekcie pomogło jej się tylko otworzyć, początkowo w przenośni a potem zapewne też dosłownie. Przypadkiem zjawiłem się przy niej we właściwym miejscu we właściwym czasie i potem już tylko odcinałem od tego kupony słuchając kto, co, kiedy, jak, dlaczego – same najświeższe ze świeżutkich plotek. Od razu przypomniał mi się ktoś z poprzedniej firmy i jej niewyparzony język…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dublin – dzień 2

Golenie się nad zlewem gdzie są dwa krany, osobny na zimną i gorącą wodę nie jest najłatwiejszą sprawą. Trochę musiałem się nakombinować nim udało mi się znaleźć sposób na ten cud techniki.

Śniadanie nie stanowiło praktycznie żadnej niespodzianki, wprawiony po bojach w Yorku wiedziałem czego mogę się po nim spodziewać. Zapachy rozgotowanej fasolki pierdziolki, pieczonego mięcha i tostów rozchodziły się po całej jadalni dlatego szybko się uwinąłem by mieć tę wątpliwą przyjemność za sobą. Nie zdziwiło mnie też to, że połowę obsługi hotelu stanowili Polacy. Pierwsze wrażenie w biurze to wiek ludzi z którymi będę pracował. Wszyscy podchodzili mi pod 40tke, wyglądałem przy nich jak smarkacz, który ma zadanie nic nie mówić tylko patrzeć i przysłuchiwać się ich rozmowom. Wydawali się być zdziwieni gdy zadawałem pytania i rozumiałem tematy, które poruszali. Nie wiem jak mnie odebrali, ale na wejściu postawiłem sobie za cel by bez zbytniej natarczywości przez cały dzień uczestniczyć w ich dyskusjach, nie potrafiłbym siedzieć jak słup soli. Pierwszy dzień w pracy określiłbym jako kurtuazyjną wymianę zdań. Myślałem ze jeśli tak ma być już zawsze to szybko zacznę żałować swojej decyzji. Śliczna Polka pracująca na recepcji od początku zwracała się do mnie per pan jakby bała się oskarżenia o pouchwalanie się. Zaryzykowała dopiero gdy sam ja zaczepiłem.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dublin – dzień 1 c.d.

Próbowałem zasnąć i wtedy zaczął bombardować mnie mój telefon. Próbowałem go ignorować ale widać komuś bardzo zależało więc wkrótce skapitulowałem. O drzemce mogłem zapomnieć bo dzwonili w sprawie mieszkania, które miałem wynajmować od lipca, terminu przyjazdu, przelewów, relokacji i spotkanie z doradcą podatkowym, o którego istnieniu nawet nie miałem pojęcia… Przy okazji wyszły sprawy, które do tej pory spędzają mi sen z powiek.

Z Debbie spotkałem się w hotelowym lobby. Na kolacje pojechaliśmy do chińczyka tylko we dwoje. W bardzo ruchliwym, ale przytulnym miejscu mieliśmy pierwsza okazję by po prostu porozmawiać, tak zwyczajnie o wszystkim i o niczym. Obok naszego stolika siedziała najładniejsza Irlandka jaką kiedykolwiek spotkałem…

Do hotelu wracaliśmy pieszo, potem okazało się, że była to jedna z niewielu okazji kiedy mogłem popatrzeć na miasto nie zza okna taksówki.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dublin – dzień 1

Mając do wyboru perspektywę: prasowania, prania i pakowania się oraz stosunkowo udanej randki wybrałem opcję numer dwa…
Przygotowywania do wyjazdu zacząłem dopiero grubo po 23 i zajęło mi to ładne pare godzin. Za mało czasu zostawiłem sobie potem na sen i rano odczułem tego przykre skutki. Na lotnisko jechałem niewyspany, z piekącymi powiekami i ogólnie cały byłem rozdrażniony.

Na Okęciu w chwile po lądowaniu kazano mi skontaktować się niezwłocznie z obsługą naziemną, bo mój następny samolot zaczął już przyjmowanie pasażerów.
Razem z facetem z obsługi niczym kometa przeleciałem z jednego terminalu na drugi, w szalonym tempie przebiłem się przez wszystkie kolejki odpraw, ale niestety przytrzymano mnie na bramce. Zaczął się cyrk, nieustannie coś dzwoniło na mnie lub we mnie, za każdym razem wyrzucałem z kieszeni przedmioty, które mogłyby być tego powodem, ale na niewiele się to zdało. Złośliwy powiedziałby, że pewnie to ołów w mojej dupie albo mój zakuty łeb tak dzwoniły…
Z jednym butem, rozchełstaną koszulą i krawatem, z odpiętym paskiem, z wybebeszonymi kieszeniami w spodniach i marynarce, pośpiesznie wrzuconymi do torby przedmiotami, wpadłem do autobusu wzbudzając dziwne uśmieszki wśród reszty współpasażerów. Dopiero wtedy ystraszyłem się nie na żarty, nie wiedziałem czy podczas tej całej szarpaniny nie zostawiłem na bramce przypadkiem jakiś swoich rzeczy.

W samolocie zagadnąłem współpasażerkę siedzącą obok mnie. Dzięki temu lot minął mi bardzo szybo i całkiem przyjemnie.

Dobre 40 minut spędziłem na lotnisku w Dublinie czekając w kolejce na taksówkę.
Rzeczywiście, jeśli zamknie się oczy to ma się takie wrażenie, że jest się gdzieś w Polsce – zewsząd napływają polskie słowa, rozmowy ludzi, częściej są to jednak przekleństwa nad czym można tylko ubolewać.
Sama podróz do The Gresham trwała krótko.
Ledwo zameldowałem się w hotelu, wskoczyłem do łazienki wziąć prysznic a potem po prostu padłem na lóżko. Organizm bezwzględnie domagał się choć krótkiego snu.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

szał ciał

Debbie tak jak się zdeklarowała, zadbała o stronę organizacyjną całego wyjazdu. Przysłała bilet, agende, materiały i zarezerwowała nam hotel. Będzie razem ze mną na tym spotkaniu i oficjalnie przedstawi mnie pozostałym członkom zespołu. Wieczór przed, zaproponowała wspólną kolację, myślę więc, że będzie okazja by tak naprawdę pierwszy raz bardziej swobodnie porozmawiać. Mam nadzieję nie popełnić jakiejś gafy, chociaż z drugiej strony byłoby potem co wspominać…
Przez ostatnie kilka dni dość regularnie wymieniamy maile i telefony, ale nic nie zastąpi kontaktu osobistego. Któregoś dnia zadzwoniła z informacją, że ma już dla mnie zamówiony laptop i chce się upewnić w jakim języku ma być całe oprogramowanie. W czasie rozmów tyle razy używałem argumentu, że tak bardzo garnę się do nauki niemieckiego, że wolała się upewnić. Oczywiście wygrał zdrowy rozsadek, co tylko ją rozbawiło.

Tanja wysłała mi w piątek informację, że dostałem pozwolenie na pracę i nic nie stoi już na przeszkodzie bym od lipca pojawił się w ich biurze.
Ledwo zakończyłem jeden temat a zaczęło się załatwienia spraw związanych z przeprowadzką. Cały piątek namiętnie wymieniam maile z Graebel’em który wziął na siebie jej organizacje. Nie marudziłem i nie zwlekałem zbyt długo, gdy zaproponowali mi mieszkanie pod wynajem. Dałem sobie 3 miesiące na zrobienie rozeznania na rynku mieszkań a potem zdecyduje czy zostanę w tym, czy będę szukać czegoś innego. Nieoceniona okazała się pedalska agencja wywiadowcza. Kilka rozesłanych maili i od razu wiedziałem co i jak, gdzie mieszkać a jakich miejsc lepiej unikać. Powiedziałem swojej agentce, że nie chce ani Buempliz ani Bethlehem. Na co bardzo dyplomatycznie odpisała mi, że to kwestia gustu, bo w tych dzielnicach mieszka dużo obcokrajowców przez co jest tam mniej nudno a bardziej żywo no i taniej. Mój nowo poznany kolega z pedalskiej agencji wywiadowczej był za to bardziej dosadny: oświecił mnie, że mieszkają tam głównie fizole z Rosji, Serbii, Kosowa, Turcji no i kolorowi z krajów arabskich i Afryki. Wysłał mnie do dzielnic przeznaczonych dla cudzoziemców z Kanady, Stanów i Australii – i jemu jakoś bardziej uwierzyłem.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz