Lozanna – dzień 2

Pobudka była bardzo długa i najchętniej czas do rozpoczęcia wesela spędziłbym leżąc w łóżku. Chłopaki wyciągali mnie do centrum poszwendać się ulicami miasta – dla nich była to ostatnia okazja bo po weselu w niedziele po południu jechali prosto na lotnisko. Wystrojony jak stróż w boże ciało, wśród licznie zaproszonych gości weselnych, z dumą prezentowałem się przed pałacem ślubów w Prilly. Wśród nich rozpoznałem chłopaków z wieczoru kawalerskiego, rodziców Ryana, z którymi spędzałem wielkanoc w York, był też Duane i jego przeurocza żona. Całkiem swobodnie czułem się w tym tłumie ludzi.

Cała ceremonia rozpoczęła się z małym poślizgiem czasowym, całość prowadzona była po francusku, więc 50% gości nie rozumiała ni w ząb, o czym była mowa, wyczekując jedynie magicznego „oui-oui”. Miło było popatrzeć na ich szczęście. Kilka razy moje myśli skupiły się na tym, że nigdy bym nie przypuszczał że tam będę, z nimi wszystkimi, w tym ważnym dla nich dniu. Udzieliła mi się radość, cieszyłem się że mogłem tam być.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

St Gallen – Zurich – Basel – Berne – Fribourg – Lausanne

Przez telefon uzgodniłem z Ryanem, że z przystanku Velodrome odbierze mnie jego kolega Emmanuel. Stało się jednak inaczej, bo do Lozanny przyjechałem 1,5 godz sprzed czasem i Emmanuela poznałem dopiero na weselu. Jestem trochę zły na los, że nie było dane nam spotkać się wcześniej Zamiast tego Ryan odebrał mnie osobiście. Po krótkiej przejażdżce autem siedzieliśmy już w przyulicznej kafejce w centrum pijąc kawę. Oboje z Kathrin za chwilę zaczynali lekcje tańca a ja nie chciałem by zmieniali dla mnie swoje plany. Wolałem cieszyć się Szwajcarią, piękną pogodą, nowym miejscem, kawą i atmosferą swobody. Lubię tak czasem po prostu posiedzieć w kafejce, w samotności, w obcym mieście, obserwować ludzi – odrywam się wtedy od własnej rzeczywistości, przyziemnych codziennych spraw, całym sobą chłonę wtedy inną rzeczywistość, napawam się magicznymi, umykającymi chwilami.

Ryan do końca dnia robił za taksówkę zwożąc kolejnych gości przylatujących na lotnisko do Genewy. Kathrin w tym czasie odbierała gości przyjeżdżających do Lozanny pociągiem. Oboje zajęliśmy wygodne miejsce w kafejce przy dworcu gdzie średnio, co pół godziny ktoś nowy do nas dołączał – i tak po niespełna 2 godzinach była nas już szóstka, z bagażami, mówiących różnymi językami stanowiliśmy barwną grupę. Przez cały czas raczyliśmy się winem – jako że siedziałem tam najdłużej wino zdążyło mile uderzyć mi do głowy. W Prilly, Santal, która przyleciała aż z Nowej Zelandii otwierała kolejne butelki wina a potem jeszcze szampana. Gdy Ryan przywiózł ostatnich gości nasza ekipa była już nieźle wstawiona, całą grupa poszliśmy na kolacje do wlochów, gdzie Kiwi znów namiętnie zamawiała wino. Późnym wieczorem marzyłem o tym żeby ten dzień wreszcie się skończył, ale nic na to nie wskazywało. Ojciec Ryana, u którego spałem wyciągnął butelkę szampana a potem jeszcze piwo tłumacząc nam że to ostatnia noc kiedy jego syn jest kawalerem. Nie mogłem odmówić, choć Kap, David, Holger, David i ja mieliśmy już oczy „na zapałki”.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

wyjazd

Pakować zacząłem się dziwnie późno. Rano poszedłem jeszcze na rower, szkoda było mi marnować taką ładną pogodę, którą widziałem za oknem, chciałem – może po raz ostatni – zmierzyć się ze swoją stałą trasą. Nie uśmiechało mi się bezproduktywne czekanie w czterech ścianach własnego mieszkania.
Ryan obudził się z ręka w nocniku dzwoniąc do mnie na dzień przed wyjazdem żebym przywiózł mu kilka butelek żubrówki, za która przepadał. Swoim „entuzjazmem” chciał zarazić swoich kolegów z Anglii i Szwajcarii.
Taksówka podjechała punktualnie o 17. Psychicznie przygotowany byłem na wszelkie niedogodności podróży, ale o dziwo do Szwajcarii wybierało się tylko 15 pasażerów – włącznie ze mną. Był nawet moment, kiedy pomyślałem, że będę jechał sam, bo 20 minut przed planowanym wyjazdem na dworcu nie było żywej duszy.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

dzień przed urlopem

W pracy ludzie wracają z urlopów, wreszcie zaczynam spotykać na korytarzach twarze, których nie widywałem tygodniami.

Przygotowania do wyjazdu do Lozanny zakończone, mam już prawie wszystko, teraz tylko się spakować i w drogę. Ten wyjazd nieźle uderzy mnie po kieszeni.

Wciąż niewyjaśniona jest sprawa mojego przeniesienia, z różnych stron dobiegają mnie sprzeczne informacje, wciąż nic nie wiem, ani kiedy ani nawet, z kim będę rozmawiał. W firmie tyle się ostatnio dzieje.

Życie intymne też bardzo się ożywiło…

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

weekend w kinie

W piątek od rana odbierałem smsy od znajomych czy nie mam ochoty wybrać się do kina na „Samotność w sieci”. Systematycznie odmawiałem, bo do kina umówiłem się już na sobotę i to w takim towarzystwie, jakim chciałem. Jednocześnie kilka osób wpadło na pomysł randki w kinie.
Wieczorem zadzwonili jeszcze znajomi, ale postawili mnie przed faktem dokonanym: mają już bilet, tylko dla mnie i nie ma mowy, że coś mi nie pasuje, nie przyjmowali żadnego ale – inaczej bilet by przepadł. Więc poszedłem.

W sobotę byłem drugi raz. Zasnąłem na filmie.
Za to powrót do domu i finał wieczoru był o niebo ciekawszy…

Jeśli ktoś zadzwoni i zaproponuje mi kino jeszcze raz to zaj….e!

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

urlop c.d.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem R., w naszym biurze przy ksero, nie myślałem że to początek tak fantastycznej znajomości. On i K. wydawali się tacy zagubieni, szukający kontaktu – obaj byli w Polsce po raz pierwszy. Jak pokazała potem przyszłość, nie ostatni, naprawdę im się tutaj bardzo spodobało.

Pierwszy pobyt R. w Polsce dobiegał końca (a spędził tu ponad 2 tygodnie) a dopiero w dniu wyjazdu odezwał się, coś do wszystkich powiedział, zaraz potem się pożegnał i obiecał wrócić za 2 tygodnie. Śmialiśmy się, że chłopak rozgadał się dopiero na koniec jak musiał już wracać do Anglii.
K. za to od razu zagadał mnie na papierosie, wypytał o ceny butów, adresy salonów fryzjerskich, miejsca gdzie można przerobić sobie tatuaż.
Tamtego dnia wychodziłem właśnie z pracy, spotkałem ich przy windzie i zaproponowałem podprowadzić do galerii. Potem – nie pamiętam już skąd i od kogo – padła nagle propozycja kolacji, polało się piwo, żubrówka a tematy do rozmów wydawały się nie mieć końca. Skończyliśmy wtedy o 3 nad ranem.
Kolejne ich pobyty we Wrocławiu wyglądały zawsze podobnie: wspólne lunche, kolacje, czwartkowe wyjścia do Daytony, kolejne wizyty w salonie tatuaży, wypad do Pragi, imprezy u mnie w domu albo u nich w hotelu, nocne powroty z Bezsenności do Radissona, podczas których nieśmiertelnym punktem była kąpiel K. w fontannie na Rynku, powrót na boso i kupowanie wszystkim ładnym dziewczynom w kolejce kawałka pizzy.
Niesamowitym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy się tez w Yorku, wylądowaliśmy wtedy w hinduskiej restauracji na bardzo obfitej koalicji pełnej egzotycznych potraw i ostrych orientalnych smaków.

Rok temu R. zaprosił mnie na swoje wesele do Lozanny. Zaprosił mnie z rocznym wyprzedzeniem, żebym zdążył odłożyć sobie pieniądze na prezent i samolot…
Na śniadaniu wielkanocnym z jego rodzicami zobowiązał mnie też do zorganizowania jego wieczoru kawalerskiego, który zdecydował wyprawić we Wrocławiu. Pech chciał, że przy jego rodzicach i przyszłej żonie użyłem słowa „prostytutka” i nic nie było już wstanie odwieść wrażenia, które wywołałem. Stanęło na tym, że do Wrocławia przyjedzie także brat przyszłej wybranki by przez cały okres pobytu mieć oko na przyszłego szwagra…

W przyszłą sobotę jest wesele.
Mam już bilet i prezent – nie mogę się doczekać tego wyjazdu.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

czasowstrzymywanie

Weekend minął mi bardzo spokojnie, totalna laba i praktycznie nicnierobienie.
Do tej pory nie udało mi się zawieźć roweru do serwisu. W sobotę miałem taki plan, ale żadna cholerna taxi nie chciała zabrać mnie z rowerem… Tak fantastycznie świeciło słońce a ja nie mogłem pójść sobie pojeździć.
Piątek we Wrocławiu był apogeum korków – do pracy jechałem prawie godzinę, powrót zajął mi drugie tyle a na wieczór umówiłem się do K na małą posiadówe, ale gdy pomyślałem o tym ze musze do niej jeszcze dojechać radość mi minęła…
Gadaliśmy trochę o pracy i znajomych – ogólnie pod względem poruszanych tematów był to niezły hardcore.

W sobotę porządki i wizytacja rodzinki.

Za to niedzielny wieczór i noc mogłaby trwać wiecznie. Milo, sympatycznie, nastrojowo, bardziej intensywnie i bez czasowstrzymywacza. Zasnąłem grubo po 2 w nocy.

Wczoraj w pracy szał cipy w związku z coffee talk. Do 12 praktycznie nikt nie pracował, siedzieliśmy na spotkaniu w Kapitolu, za to potem trzeba było się nieźle spiąć i 2 razy szybciej zrobić rzeczy, na które mam cały dzień. Nie chciałem pracować do późna.

W piątek dostałem nową propozycje pracy w innym dziale, w działce, która jak najbardziej mi odpowiada, bardzo dobre warunki, możliwość pracy z domu, fajne dodatki i niezła kasa, praktycznie bez czekania na ocenę roczną. Zastanawiam się, co zrobić, czy uzbroić się w cierpliwość i czekać aż zacznie się rekrutacja na stanowisko, na które aplikowałem wcześniej czy może chwytać nadarzającą się okazję.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

to nie jest zwykły banan – to jest Chiquita

Dzisiaj mam bardzo spokojny dzień w pracy, żadnych dodatkowych i wymagających szybkiej reakcji spraw, taki biurowy chil-out. Wczoraj miałem prezentacje dla nowych pracowników i musiałem na godzinę wyjść z biura. Nie wiem czy przypadkiem ktoś nie przysłużył się do tego wprowadzając mnie poprzedniego wieczora w dobry nastrój, ale prezentacja poszła mi wyśmienicie Obserwując ich miny nabrałem pewności ze im też musiało się podobać moje wystąpienie – wyszedłem z sali bardzo zadowolony. Po pracy widziałem się z dawno nie widzianym M który kupił wreszcie mieszkanie i przeżywa teraz to samo co ja rok temu. Przy piwie w Mleczarni postarałem się na nowo zdefiniować nasze relacje, nie chciałbym zrywać znajomości, ale jeśli to dla jego (ich) dobra to byłem gotów to uszanować. Po tym jak wróciłem do domu, padłem na łóżko jak kafka i od razu zasnąłem. Przed snem milo było znów kogoś usłyszeć i wyobrażać sobie, że się do mnie uśmiecha w ten swój magiczny sposób. jestem ponoć niereformowalny w prezentowaniu opinii na temat uśmiechu tego człowieka, nadałem mu kształt banana…czywiście on jest Chiquita.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

listy z Ameryki

„Słyszałem, ze rodzice sie trochę zestresowali, ze do nich nie zadzwoniłem 😉 Pojechaliśmy jednak do innego hostelu, bo koleś z informacji na lotnisku powiedział nam, ze ten jest o polowe tańszy. Może i standard nie jest tu zbyt wysoki (delikatnie mówiąc), ale jest ciepła woda i ludzie sa bardzo mili. G. mieszka w pokoju z dwiema lesbijkami, ja z chłopakami z NYC i z Kalifornii. Ogólnie ludzie sa tutaj bardzo mili i bardzo otwarci. Dzisiaj murzyn w supermarkecie, pozbawiony jednego przedniego zęba stwierdził, że „your accent is cool, man”.
Dzisiaj w Denver miała miejsce parada równości. Kiedy z G. spacerowaliśmy po downtown nagle przebiegło obok nas 40 facetów, w różnym wieku, ubranych w czerwone sukienki różnego typu – od cekinowych po klasyczne i prześwitujące ukazujące czerwone stringi na umięśnionych pośladkach… Cute ;)”

„W Telluride non stop pada deszcz. Sa tylko niewielkie przejaśnienia, ale tak- burza, deszcz, słońce, burza, wiatr, deszcz, słońce, zachmurzenie. Masakra. Cos czuje, ze wziętych z domu kremów do opalania nie będę miał okazji użyć.
W pracy menadzerka mnie wciąż chwali, i dziękuje mi za „świetną robotę”. Nie przekłada sie to jednak na nic materialnego- o podwyżce lub nadgodzinach raczej nie mam co marzyc. Ale i tak robie swoje;)”

„U mnie wciąż leje – wciąż słyszę w uszach Twój glos- nie bierz ciepłych swetrów i kurtki, to sa Stany, tam jest gorąco. Oj, cierpiałbym teraz, cierpiał. Ponoć we wrześniu tu się robi bardzo zimowo – chyba aż trzeba będzie zainwestować w czapkę i rękawiczki. Oj, dobrze, ze nie zawsze sie Ciebie słucham.”

„W SPA, ze względu na pogodę, wieje nuda. Gości mało, zwykle sami stali bywalcy, co i tak nie przeszkadza im biegać nago. To nie jest tak do końca zdrowe dla mojej psychiki. Czasem, jak idę po „mieście” i wildze znajome twarze, myślę „hm, widziałem penisa tego gościa”. Niedługo juz dojdę do etapu, dowolną twarz będę mógł dopasować do konkretnego penisa.”

„Zaskakująco, póki co w ogóle nie przytyłem. Może to dlatego że jem tylko dwa posiłki dziennie – śniadanie i lunch w pracy. Na kolacje zwykle nie mam nawet siły ani ochoty. No, może od czasu do czasu jakaś kanapeczka. Strasznie brakuje mi polskiej kuchni. Tutaj wszystko jest gumiaste i pozbawione smaku.”

„Nie uwierzysz nawet, kto wczoraj przekroczył skromne progi basenu w The Peaks Resort and Golden SPA. Kojarzysz taką panią jak Katie Holmes, żonę Toma Cruise’a? Otóż Twój kochany brat wziął od niej wczoraj ręcznik, którym sie wycierała, a na koniec podeszła do mnie uścisnęła mi dłoń i rzekła „thank you for everything”, uśmiechnęła sie i poszła… A dwa tygodnie temu byl u nas Robert de Niro- niestety jego nie udalo mi sie spotkac. Katie- między nami- to nic szczególnego- uda przygrubawe, piersi obwisłe, buzia nieszczególna. No i miała straszliwie obrzydliwy strój kąpielowy- jednoczęściowy, różowy z jakąś taką żółtą otoczką. Pewnie był warty 20 moich pensji, ale to nie zmienia faktu, iz był niezwykle niegustowny:) Twój brat przebywa wiec wśród gwiazd- i to takich prawdziwych a nie przegiętych gwiazdeczek ;)”

„Z wysokobranżowych sław, które ujrzały moje oczęta, doszła niejaka Halle Berry. Niestety, dopiero po tygodniu dowiedziałem sie, ze ta czarnoskóra panienka, która biegała po naszym peaksowym basenie to była ona. Przyjechała do nas pod zmienionym nazwiskiem, chodziła bez makijażu, wiec ciężko ją było rozpoznać. Dopiero nasza menadzerka po tygodniu uświadomiła nam, od kogo brałem ręczniki 😉 Dzisiaj w Telluride zaczyna sie festiwal filmowy, wiec zobaczymy, z kim jeszcze będę miał okazje poprzebywać ;)”

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

between us

Spędziłem wczoraj jeden z tych uroczych wieczorów, o których che się jak najdłużej pamiętać, był to bardzo udany wieczór w przyjemnym towarzystwie. Nie musiałem się wysilać, niczego udawać, bronić swojej tożsamości, nie czułem się w żaden sposób napiętnowanym. Rozmowy, żarty, wspomnienia, wino, chilloutowa muzyka w tle, lekki półmrok i ten sexy uśmiech pojawiający się od czasu do czasu.
Mój g*dar zadziałał bezbłędnie, natychmiast. Albo, jak kto woli feromony…

„personalizacja erudycji” – spodobało mi się…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz