Frankfurt – dzień 9

Koleżanka przysiadła się do mojego kompa. Akurat przyniosłem sobie gruszkę, żeby zjeść ją zamiast zapychać się czekoladowymi batonikami. Tak jakoś niegramotnie usiadła, że zahaczyła o biurko i gruszka stoczyła się na podłogę:
“ O sorry Piter, zwaliłam ci gruchę”

Nie mogę pozbierać się po tym od kilku minut…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Frankfurt – dzień 8

Wstałem rano i czułem się naprawdę wyspany. Uwielbiam hotelowe śniadania, po nich zawsze jestem jakoś dziwnie bardzo pozytywnie nastawiony do reszty dnia i czekających mnie wyzwań.

Szkolenia trwają i jestem z dnia na dzień coraz bardziej nimi znudzony. Vargas przeraźliwie przynudza a jego ton głosu uśpi każdego. Na dodatek zdarza się, że nawet jeden pokazywany przez niego przykład nie działa. Inni przedstawiający nie potrafią wytłumaczyć schematów albo precyzyjnie odpowiedzieć na konkretne pytania. Rzygam już Smarties’ami, Crunch’ami, KitKat’sem, Lions’ami i litrami Nespresso, Nescafé, Vittel, Nestea, Nescafe i Alete. Na początku cała ta słodka papka stanowiła mój główny posiłek w ciągu całego dnia, ale teraz nie mogę już na to wszystko patrzeć. Od samego myślenia mnie mdli. Good food, good life w moim przypadku się nie sprawdza.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Frankfurt – dzień 7

Pokoje w moim hotelu maja strasznie nowoczesne, surowe wnętrza. Wszędzie tylko zimna biel, aluminium, chrom, halogeny i bardzo ostre światło. Funkcjonalność użytkowa za to zerowa, bo brakuje mi głupich kontaktów, wieszaka. No i ten ekscentryczny pomysł ze szklaną kabiną prysznicową po środku pokoju. Dobrze, że mini bar jest gratis – przynajmniej szybko i skutecznie można się znieczulić po powrocie do takiego wnętrza.

Wczoraj wybraliśmy się w kilka osób do sauny. W szlafrokach i papciach wypożyczonych z  recepcji chcieliśmy zjechać na najniższe piętro budynku gdzie znajduje się centrum odnowy. Pech chciał, że winda zatrzymała się najpierw na piętrze hotelowego holu i recepcji. Wyglądaliśmy bardzo zabawnie sadząc po minach innych gości.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

O’Reilly’s Frankfurt

Skończyłem wczoraj dosyć wcześnie, zdążyłem przygotować rzeczy na następny dzień, wiec po powrocie do pokoju bezkarnie mogłem walnąć się łóżka i przekimać się kilka godzin. Wieczorem o 19 zaplanowana mieliśmy kolacje z Hindusami – super okazja by lepiej się poznać i zintegrować nasze zespoły. Osobiście wciąż mam problemy by zapamiętać wszystkich imiona i na nic zdały się litry wypitego wspólnie alkoholu. Jedzenie było wyśmienite i do oporu, podobnie z reszta jak alkohol, muzyka I tance. Większość wieczoru zostało uwiecznionych na zdjęciach, bo Hindusi pstrykali je bardzo namiętnie jakby chcieli zapamiętać każdą upływającą chwile. Paru przesadziło z tequila i rzucało w drodze do hotelu.

Moja “ulubiona” koleżanka na szczęście nie wybrała się z nami…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Frankfurt – dzień 4

Wstałem rano i po śniadaniu poszedłem prosto do biura.
Dzień wcześniej zarezerwowałem sobie sale konferencyjna by moc na spokojnie przejrzeć zgromadzone materiały i powoli zacząć przygotowywać prezentacje.

Moja koleżanka, na której spoczywa w dużej mierze odpowiedzialność za powodzenie projektu wyprowadziła mnie z równowagi jeszcze przed południem. Zacząłem się wkurwiać gdy na zadane pytanie usłyszałem: ja nie wiem, chyba, może, zobaczymy, nie pamiętam, trudno powiedzieć… Musiałem wyjść i pójść zapalić by dać upust frustracji.

Jak ja mam pracować z tak niekonkretna cipa?!

Hindusi zaprosili mnie do siebie na kolacje. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to ich gościnność – najpierw pozwalali częstować się innym nim sami nałożyli sobie jedzenia na talerz. Dharmesh miał w swoim pokoju hotelowym aneks kuchenny i razem z dziewczynami przygotowywali całość potraw. Wszystko bazowało na ryżu…
Przyszedłem do niego głodny, bo po wyjściu z biura nie jadłem niczego. Zobaczyłem pełne garnki ugotowanego ryżu i mnóstwo indyjskich specjałów… Zapowiadała się całkiem egzotyczna uczta, ale tylko do pewnego momentu…
Po ugotowaniu ryżu Narasimhan całość przesypała do …zlewu w łazience…
Tego samego, w którym Dharmesh mył rano zęby, nad którym się golił, czesał, może i smarkał charkał, mył ręce i bóg wie co jeszcze robił.
Stamtąd łyżką nakładała każdemu jego porcję.
Na sam widok żołądek skręcił mi się w trąbkę. Nie byłem w stanie niczego przełknąć ani nawet wziąć do ust. Potem zobaczyłem wszystkich jedzących te wszystkie specjały palcami i już zupełnie straciłem apetyt…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | 1 komentarz

poranek

Wstałem wyspany. Wziąłem prysznic w tej śmiesznej przezroczystej kabinie pośrodku pokoju, wypacykowałem się i wbiłem w garnitur. Kątem oka spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Spoglądając z okna szóstego piętra hotelu na budzący się Frankfurt poczułem się jak na dachu świata…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Frankfurt – dzień 2

Super dobrze wysypiam się w hotelowym łóżku, mam wrażenie jakbym spał u siebie w domu. Budzę się bardzo wcześnie i przeważnie kilka minut po 7 jestem już na śniadaniu. Szkolenia trwają, po mimo tego, że większość czasu obcuję z Hindusami wciąż nie potrafię przyzwyczaić się do ich Hindi-English, co wywołuje różnego rodzaju mniej lub bardziej poważne komplikacje. Podziwiam prowadzących szkolenie, że są wstanie w ogóle zrozumieć ich pytania. Ja żeby coś zrozumieć wciąż staram się czytać z ruchu warg…

Przez cały dzień non stop zawieszały się komputery a przykłady, które mieli nam pokazać na Globe SAP w ogóle nie działają. Ogólnie ten dzień pod względem merytorycznym jest katastrofa. Wizytę w Nestle skończyliśmy ok 19, ale zamiast móc spokojnie wrócić do pokoju wziąć prysznic i walnąć się do lóżka szef zdecydował się zrobić spotkanie dla zespołu a o 21. kolejne i dla całej grupy. Od rana biegałem w garniturze, jeśli tak dalej pójdzie mam szansę znienawidzić ten ubiór. Dopiero po 22. miałem czas by spokojnie wrócić do pokoju na piwko i fajkę. Papierosów w ogóle nie mam kiedy palić, dopiero wieczorem puszczam sobie „serdecznego” dymka i osiągam dobrze mi znany blogi stan relaksu i świadomość że kończy się dzień. Lubię szkolenia i wyjazdy, tyle tylko że czuję się jakbym był 24 godz. na dobę w pracy. Dziś były Walentynki… Hm, nawet nie zauważyłem.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | 1 komentarz

Przy twoim boku

Przy Twoim boku
Wiódłbym takie Noce
W Rozkosz i Spokój!
Cóż szkodzą –Wichry-
Serce w Przystani?
Zbędna Busola-
Koniec z Mapami
Przez Raj wiosłować- przez Morza
Rozległość!
Byle przybyć –tej Nocy- do Brzegu
Twojego

Twoje oczy
jak nazwać twoje oczy
jakie znaleźć słowo
czy są takie barwy
które patrzą łagodnie
z której płyną łzy
może to źródło w szczelinie ziemi
albo plaster miodu kosmatego trzmiela
co czuje patrząc na nie
rzeczywistość ucieka
złudzenia wabia cichym migotaniem
miłość władzę nad zmysłami odbiera
chce by zawsze były wierne
i takie lękliwe jak teraz
chce by mówiły jesteśmy z tobą
na dzień dobry
i na te noc która już się czai
Czekanie…
Nadchodzi rozstanie
umieram z przewiązanymi oczami
myśli plączą się w czasie przeszłym
do którego nie ma powrotu
na rejkach czuje twój dotyk ust
nie sposób oderwać ich wraz z pożegnaniem
poczekam na ciebie do jutra
chce ukryć lek w przetrwaniu
nie mogę
-nadeszła bezsilność
dopóki ciebie nie mam
umieram
jutro na nowo się narodzę.

&

Chce ukraść pocałunek
Może już ostatni…?
Chce ukraść Twe spojrzenie
Na kołnierz polecą łzy
Rozdmucham myśli niepewne
Nie gasząc jeszcze światła
Chce ukraść dotyk dłoni
Co pieszczą mnie od świętą
Zatrzymam ich ciepło…
Gdy tak się nie stanie
Wydrę z siebie sumienie
Zatrzymam je skruszone na czas obiecany.

&

W kolorach jesienie
Widzę twoje oczy
Śmieją się do mnie
Brązem figlarnym
Zielenią pachniesz w moich snach
Po nocach z Tobą nad jeziorem błądzę
I wróżę z akacji i gwiazd
A kiedy wracam
Z pożółkłych liści
Układam kalendarz
I liczę dni
Gdy przyjedziesz
W kolor fioletu
Tęsknotę oblekam
A sam nazywam i się czekanie

Zburzyłem wszytsko chociaż nie chciałem…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Frankfurt – przygotowania

W sobotę o 1 w nocy robiłem pranie i modliłem się żeby rzeczy zdążyły mi wyschnąć przed 15, nim podjedzie taksówka.
Swój zmysł organizacji pracy w skali 1-10 tego dnia oceniłbym na 1. Czas uciekał mi między palcami, w efekcie o 14 bylem wciąż „w proszku” a czas mijał.
Niby wziąłem mniej rzeczy niż ostatnio, ale na lotnisku okazało się, że mam 2,5kg nawagi. Na szczęście pani z obsługi przymknęła na to oko…
Na lotniskach nie cierpię przechodzenia przez odprawę paszportową i kontrolę. Ciągle włączam alarm przechodząc przez bramkę bezpieczeństwa. Jak nie pasek, to klucze albo monety. I tym razem tradycji stało się zadość, bo dzwoniłem 2 razy…

Na lotnisku we Frankfurcie odstawiliśmy z kolegami niezłą manianę: zapakowaliśmy się w czwórkę do pierwszej lepszej taksówki, a nasze urocze koleżanki zostawiliśmy z same bagażami. Wstyd – ale za późno by można to naprawić.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

znalezione w sieci

SZTUKA TRACENIA

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie
straty, że kiedy się je traci — nie ma sprawy.

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze. W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz — wejdzie ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.

Przepadł mi gdzieś zegarek po matce, jaskrawy
blask dawnych domów? Dzisiaj — blady cień, ukłucie
w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

Straciłam dwa najdroższe miasta — ba, dzierżawy
ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę
do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,
który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce
tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.

The art of losing isn’t hard to master;
so many things seem filled with the intent
to be lost that their loss is no disaster.Lose something every day. Accept the fluster
of lost door keys, the hour badly spent.
The art of losing isn’t hard to master.

Then practice losing farther, losing faster:
places, and names, and where it was you meant
to travel. None of these will bring disaster.

I lost my mother’s watch. And look! my last, or
next-to-last, of three loved houses went.
The art of losing isn’t hard to master.

I lost two cities, lovely ones. And, vaster,
some realms I owned, two rivers, a continent.
I miss them, but it wasn’t a disaster.

Even losing you (the joking voice, a gesture
I love) I shan’t have lied. It’s evident
the art of losing’s not too hard to master
though it may look like (Write it!) like disaster.

Opublikowano Mądrości | Otagowano | 3 Komentarze